niedziela, 19 października 2014

Sezon 3 - Rozdział 12 - Przyjazd Diego

Hejka! :D
Mamy rozdział 12!
Zapraszam! <3
Violetta siedziała w pokoju i siedziała... Albo naprawdę tyle jej to zajęło, albo ja po prostu byłam okropnie niecierpliwa, zdenerwowana i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, o czym rozmawiała z Diego. Podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho...
- Żartujesz?
- Nie. Nie cieszysz się?
Chwila... Dlaczego słyszałam także jego? Przecież oni tylko rozmawiali przez telefon...
- Jasne, że się cieszę. Tylko... tak trochę mnie zaskoczyłeś...
- W takim razie do zobaczenia kochanie. Tęsknię za tobą. Facundo też. Buziaki!
- Do usłyszenia. - rozmowa zakończyła się.
Jak zwykle chciałam uciec z tamtego miejsca, ale tym razem zdecydowałam, że postąpię inaczej. Miałam się już nagle wycofać, gdy stwierdziłam, że tego nie zrobię. Delikatnie zaczęłam uchylać drzwi. Zobaczyłam, że moja siostrzenica siedzi tyłem do nich. Głowę ma opartą na kolonach i jest owinięta kołdrą. Nie było słychać, żeby płakała. Podeszłam bliżej i usiadłam koło niej.
- I co? Dowiedział się?
- Nie wiem, bo nic nie mówił. - podniosła głowę.
Oczy całe jej się świeciły. Widocznie zanosiło jej się na płacz.
- To dlaczego jesteś taka smutna?
- Ja? Smutna? Wydaje ci się...
- No przecież widzę. Violu, nie udawaj.
- Angie, on dzisiaj wieczorem będzie w Buenos Aires.
- Diego?
- Tak.
- Ale przecież...
- Zabiera Facundo ze sobą. Wypuścili go ze szpitala wcześniej. Diego stwierdził, że przydadzą nam się takie wakacje w rodzinnym mieście.
- Co w tym takiego złego, bo nie rozumiem?
- Może on już wie? Tylko nie chciał ze mną o tym rozmawiać przez telefon? Przyjedzie tu i powie, żebym już nie wracała do Madrytu, bo tam już nie mam domu...
- Już nie dramatyzuj. To przecież był tylko jeden pocałunek.
- Tak, ale ja go raniłam tak częściej, nie pamiętasz? Jak chodziłam do Studia, to co chwile miałam problemy z Leonem i źle się to kończyło... A nawet jeśli Diego jeszcze nic nie wie, to przecież tutaj, w każdej gazecie teraz na okładce zobaczysz to zdjęcie... Jeszcze przecież może spotkać Leona gdzieś na mieście... Wtedy... - urwała.
Widziałam, że ledwo trzymała łzy w oczach. Nie chciałam już ją zamęczać tematem tego pocałunku. Trudno, co się stało, to się nie odstanie... Nie mogłam jej też teraz zostawić samej. Zaraz zadręczałaby się niestworzonymi historyjkami "co zrobi Diego"...
- Może pójdziemy zjeść śniadanie?
- O tej godzinie? Przecież ledwo jest siódma.
- Niby tak, ale przecież już raczej nie pójdziemy spać, nie?
- No dobrze...
Poszłyśmy do kuchni. Nalałam mleko do rondelka i wstawiłam. Parę minut później przyrządziłam z niego kakao, które wypiłyśmy jedząc kanapki z kremem czekoladowym.

I wydawałoby się, że ten dzień płynąłby nam bardzo krótko, lecz tak nie było, bo pomimo tego, iż Viola bała się faktu, że Diego może wiedzieć o jej pocałunku, bardzo chciała się z nim zobaczyć. Bardzo go kochała i tęskniła za nim. Nie widzieli się już dwa tygodnie. Wiec mimo dużej liczby obaw, gdy tylko zobaczyła swojego męża podbiegła i rzuciła mu się na szyję.
Diego wiedział, że Violetta jest u nas w domu, dlatego pierwsze co udał się właśnie tutaj. Moja siostrzenica cały czas stała w oknie, w salonie wyczekując swojego ukochanego. Gdy
tylko zobaczyła jakiś cień, czy ujrzała coś ruszającego się myślała, iż to właśnie on w końcu pojawił się, lecz najczęściej to byli inni ludzie, którzy przechodzili obok, lub zwierzęta. Aż w końcu, gdy zobaczyła, że furtka się otwiera i wchodzi przez nią dwoje chłopaków - jeden niższy, drugi wyższy, wiedziała, że w końcu się pojawili. Wybiegając z domu na boso, bez butów podbiegła do większego z nich, mocno się do niego przytuliła i oddała na jego ustach namiętny pocałunek. Wróciła do środka trzymając Diego za rękę, a przed nimi maszerował dziesięcio, już prawie jedenastoletni Facundo.
- Hola! - przywitał się.
- Cześć! Jak minęła podróż? - spytałam.
- Dobrze, ale gorzej z małym. - odparł Diego.
- Coś mu się stało?
- No, można tak powiedzieć... Wymiotował przez całą drogę...
- A teraz dobrze się już czujesz? - zapytałam troskliwie.
- Tak. - uśmiechnął się.
- To świetnie. Zostaniecie na kolacji?
- Zostaniemy? - Violetta spojrzała na swojego męża z proszącym wzrokiem.
- Zostaniemy. - stwierdził.

Po posiłku Diego koniecznie chciał ze mną porozmawiać. Gdy tylko mi to zakomunikował, w oczach mojej siostrzenicy pojawił się strach. Ja byłam prawie przekonana, że nie chodzi mu o to... Czy miałam rację?
- Angie, słuchaj... Jest taka sprawa...
- No dawaj.
- Viola ma niedługo urodziny, prawda? Więc może byśmy zorganizowali jej jurto taką mini-imprezę urodzinową, na którą zaprosilibyśmy Leona, żeby się ze sobą z powrotem zaprzyjaźnili. Wiesz, Violetta nie będzie się tam go spodziewać, a przecież nie widzieli się tyle czasu... Znam ją doskonale i wiem, że to doceni. Wtedy mało tego, że się z nim pogodzi to ja i ty u niej zapunktujemy. Tak więc jutro, w waszym domu o trzeciej. Pablo już wszystko wie, tylko chcieliśmy cię prosić, abyś zajęła się tortem, bo wiesz, tobie to wychodzi najlepiej. A po za tym, to całą resztę mamy już załatwioną. Olga i German zajęli się wszelkimi przekąskami, napojami... Nieźle to wymyśliłem, nie? - odparł dumnie.
- Czekaj, czekaj... Wolniej... Jutro? On? W naszym domu?
- Co w tym dziwnego? Chciałbym, aby oni się w końcu pogodzili.
- Diego, ale czy ty jesteś pewien tego, co mówisz?
- A czy ja niby niestworzone historię opowiadam?
- Leon i Violetta mają się spotkać i pogodzić na przyjęciu?!
- Przecież nic złego się nie może stać. Ja tam będę nad wszystkim czuwał. Jak się zacznie robić niefajnie to wkroczę do akcji i po sprawie. To jak?
Tak naprawdę chciałam wyrzucić mu z głowy ten pomysł, ale przecież już było za późno... Już wszystko było przygotowane... Tylko dlaczego Pablo się na to zgodził nie gadając ze mną? Ach, już pamiętam... Przecież on o niczym nie wie...
- No dobrze...
Wyszliśmy z pokoju. Diego chciał pójść zobaczyć, czy Viola będzie się jeszcze długo pakowała, ale ja go wyprzedziłam. Powiedziałam, że i tak muszę iść na górę. Zaraz, kiedy weszłam przez próg poleciało pierwsze pytanie od mojej siostrzenicy.
- Co on ci mówił?! Wie coś?!
- Nie, nic mu na ten temat nie wiadomo.
- To o czym rozmawialiście?
- O niczym ważnym...
- Angie! Powiedz!
- Diego się tylko pytał co ma zrobić z Facundo... Bo Martina miała kiedyś nogę złamaną tak jak on i prosił o rady... - nie mogłam jej przecież powiedzieć prawdy o przyjęciu...
- To nie mógł przy mnie?
- Wiesz... - starałam się coś wymyślić. - Jak to każdy facet. Boi się przyznać do błędów, więc nie mów mu, że ci o tym wspominałam, dobrze?
- Jasne. - odparła. - Skończyłam się pakować. Jakbym czegoś zapomniała to po mnie zadzwoń, okej?
- Okej.
Zeszłyśmy na dół. Całą rodziną pożegnaliśmy Diego, Violę i Facundo. Wiedziałam, że następny dzień będzie ciężki... Musiałam się do niego nie tylko fizycznie przygotować, jak i psychicznie... To, co miało się tam wydarzyć było jednym wielkim znakiem zapytania... Czy Leon wszystko wygada? Może Violetta sama się przyzna? Albo oboje zachowają to w tajemnicy?

Witam wszystkich! Jak tam Wam życie mija? :)
U mnie, powiem jedno - szkoła.
Zupełnie nie mam czasu na bloga, na nic.
Dzisiaj miałam chwilkę, więc skorzystałam.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba ^^.

Nad nowym wyglądem nadal pracuję, ale już powoli kończę.
Więc mam nadzieję, że niedługo się z nim uporam,
bo miał się pojawić już dawno temu :P.

See you soon! :D
bloggerka

niedziela, 28 września 2014

Rok bloga! :D

Dziś nadszedł ten dzień...
Kartki w kalendarzu mówią mi, że już czas...
W końcu mogę napisać ten post...
Dzisiaj, przed godziną 14 minął równiutki rok bloga! :)
Sama nie wierzę, że to tak szybko zleciało...
Pamiętam tą ekscytację... Jak nie mogłam się wtedy doczekać,
gdy w końcu nadejdzie następny dzień i dodam kolejny rozdział... :').
Samej procedury zakładania go nie pamiętam,
ale z tego co mi wiadomo, zastanawiałam się nad założeniem ok. 5 miesięcy.
Cieszę się ogromnie, że w końcu się na to zdecydowałam.
Zaczynałam, tak jak wszyscy, od zera.
Z dniem dzisiejszym mam 46 100 wyświetleń i ponad 1 250 komentarzy.

Chciałabym Wam za to wszystko serdecznie podziękować,
bo to dzięki Wam jeszcze tutaj jestem i coś tworzę :).
Dziękuję! ♥

Niestety ten post pojawił się tak późno, gdyż miałam nadzieję, że przed jego napisaniem uda mi się jeszcze dokończyć nowy wygląd, ale niestety mi to nie wyszło...
Trudno, ale przynajmniej będzie on bardziej dopracowany ;).

Uwielbiam Was i dzięki, że jesteście! :*
bloggerka

sobota, 27 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 11 - Angie! Pomóż!

Jest sobota i jest rozdział! ;)
Ten tydzień szkolny, jak dla mnie,
dłużył się nieubłaganie, ale nareszcie jest weekend! ^^
Nieszczęsna siedziałam pod tym biurkiem i nie miałam pojęcia co mogę ze swoją skromną osobą zrobić. Na dodatek, moja siostrzenica mogła w każdej chwili zauważyć mnie, gdyż usiadła w tak niefortunnym miejscu, że gdyby tylko podniosła głowę z kolan, nie miałaby problemu, aby mnie zobaczyć. "Co tu zrobić? Co tu zrobić?!" - panikowałam coraz bardziej. Nagle, na całe szczęście usłyszałam, że drzwi się otwierają. Moja siostrzenica chyba także to zauważyła. Energicznie podniosła się , zarzuciła torebkę przez ramię i wybiegła z pokoju. Miałam ogromne szczęście, gdy okazało się, że do sali wchodził właśnie nie kto inny, jak Pablo. Wyszłam szybko z pod biurka i zaczęłam otrzepywać się z kurzu. Mój mąż stanął w miejscu i przyglądał mi się z dość dziwną miną.
- Co się tak patrzysz? Nigdy swojej żony nie wiedziałeś?
- Widzieć, widziałem... ale nigdy nie widziałem, żeby siedziała pod biurkiem.
- Ach, później ci to wyjaśnię. Widziałeś gdzie pobiegła Viola?
- Biegła w stronę łazienek.
- Czyli pewnie jest w damskiej... Lecę do niej. Do zobaczenia później. - pobiegłam w tą samą stronę.
Wbiegłam do ubikacji dla dziewczyn. Zrobiłam dwa kroki przed siebie i zamknęłam drzwi. Obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni. Wiedziałam, że ona będzie siedziała za murkiem, który był na prawd od drzwi. Zawsze tam siedziała, gdy uczęszczała do Studia na lekcje, miała gorszy dzień i płakała. Podeszłam do niej nieco bliżej. Chyba nawet mnie nie zauważyła...
- Violetta... Co się dzieje? Czemu jesteś cała zapłakana? - udawałam, że nic nie widziałam.
- Angie! Mam przez Leona problem!
- Jaki?
- Powiesz mi pewnie, że jestem niewyobrażalnie naiwna... Ale cóż... Co się stało, to się nie odstanie... Ja...
- Oszczędzę ci tej męczarni. - odparłam z lekkim uśmiechem. - Nie wiem, czy cię tym pocieszę, ale widziałam wszystko, więc nie musisz mi nic opowiadać. Nie płacz...
- Ale ja jestem głupia! Po raz kilkusetny zraniłam Diego! - zaczynała coraz głośniej płakać.
- Przecież on o niczym nie wie...
- Na razie... Angie, boję się, że nie dam rady trzymać tego w tajemnicy... Jak on tylko spojrzy mi w oczy... Nie będę potrafiła się do niego uśmiechnąć wiedząc, że sprawiłam mu psychiczny ból całując się z Leonem...
- Nie panikuj tak od razu... Jakoś to będzie, zobaczysz.
- A jeśli on już tego nie zniesie? I będzie chciał się rozwieść?
- Violu, on tego nie zrobi. Kocha cię... Wzięliście ślub, macie dziecko... Jesteście razem piętnaście lat i tak nagle po tym jednym pocałunku chciałby się rozwieść?
- No niby masz rację...
- Widzisz? A teraz się uspokój i chodź, pójdziemy do mnie do domu...
- Dobrze. - wstała i zaczęłyśmy wychodzić.
Miałyśmy już opuścić Studio, gdy nagle sobie przypomniałam, że miałam pomóc dzieciakom i Pablowi sprzątnąć dekorację. Kazałam mojej siostrzenicy usiąść na ławce przed szkołą i poczekać na mnie, gdyż wróciłam się do niej, aby powiadomić moją rodzinę i uczniów o moim wcześniejszym wyjściu.

Wszyscy razem stwierdziliśmy, że najlepszym wyjściem będzie jeśli Violetta przenocuje u nas. Tak też zrobiła. Następnego dnia, gdy rano obudziłam się, sądziłam, że jak zwykle wszyscy będą jeszcze spać. Pomyliłam się, a przez mój błąd okropnie się przestraszyłam. Gdy zeszłam na dół, w salonie paliło się światło. Violetta siedziała z telefonem w ręku.
- Buenos dias, Violu. - przywitałam się.
- O, hej Angie... Ty zawsze tak wcześnie wstajesz? Przecież jak byłaś moją guwernantką, to ciężko było cię dobudzić.
- No tak, ale odkąd urodziła się Martina, nauczyłam się wcześnie wstawać, bo Pablo nigdy nie chciało się wstać i jej uspokoić.
- Wiadomo... Faceci... - uśmiechnęła się.
- Co robisz? - podeszłam do niej tak, aby zobaczyć wyświetlacz jej telefonu.
- Oglądam zdjęcia...
Przerzucała zdjęcia po kolei, lecz gdy na którymś się znalazła razem z Diego zatrzymywała się na nim chwilę dłużej... Pewnie wspominała moment, w którym zostało one zrobione...
- Kiedy to było? - zapytałam przy jednym z nich.
- To? To zdjęcie zrobiliśmy sobie na końcowym przedstawieniu w Studio. Przed "Esto no puede terminar"... Był to dla nas wyjątkowy dzień, bo wtedy kończyliśmy nasz ostatni rok nauki w tej szkole... Jej... Pamiętam, jakby to było wczoraj.
- Ja też... Wtedy chyba najbardziej chciało się płakać Marottiemu, że już was traci, nie? - zaczęłam się śmiać.
- Racja. Ten facet był bezbłędny. - śmiałyśmy się głośno.
- A co z tym zdjęciem? - zapytałam, gdy przerzuciła dalej.
- Heh... Koncert w Mediolanie... Z ostatniej trasy Y-Mix'u...
- Świetnie się bawiliście na tych koncertach, prawda?
- No, a jakby inaczej! Te oklaski... krzyki "Violetta!"... plakaty... tłumy ludzi, którzy się tam pojawiali... No i jeszcze przeróżne miasta, które zwiedzaliśmy...
Spojrzałam się za okno. Zobaczyłam, że właśnie pod drzwi podchodził pan, który codziennie rano zostawia nam czasopisma.
- Poczekaj chwilę, pójdę po gazetę, dobrze?
- Jasne.
Otworzyłam drzwi. Podnoszę ją z ziemi. Spojrzałam na okładkę... "SKANDAL! SŁAWNA PIOSENKARKA ZDRADZA SWOJEGO MĘŻA!" I zdjęcie pocałunku Violetty z Leonem... Na dole był dopisek: "Więcej informacji na stronie 17". Weszłam do salonu. Viola dalej oglądała zdjęcia.
- Jak skończysz czytać, to mi daj, dobrze?
- Oczywiście...
Usiadłam przy dużym stole i rozłożyłam gazetę. Otworzyłam ją na stronie podanej na okładce. Zaczęłam dokładnie wczytywać się w szczegóły...

PIOSENKARKA VIOLETTA CASTTIO-HERNADEZ ZDRADZA SWOJEGO MĘŻA!
Wczoraj wieczorem odbył się koncert w prestiżowej szkole - "Studio On The Top". Uczniowie śpiewali największe hity Violetty Casttio-Hernadez i jej sławnych znajomych. Niespodzianką dla oglądających miało być to, iż ona wraz z Leonem Verdasem wystąpią z nastolatkami na scenie. Śpiewali między innymi "Supercreativę" i "Tu foto del verando". Całe show zakończyło się piosenką śpiewaną przez same gwiazdy - "Hoy somos mas". Na końcu piosenki o mało co nie doszło do pocałunku! Gdy występ się zakończył uczniowie wraz z nauczycielami sprzątali całą dekorację, a perełki przedstawienia... No właśnie! Co z nimi? Udały się do pokoju nauczycielskiego. Jak podaje nasz foto-reporter pierw rozmawiali ze sobą, a później... Ciężko było nie zobaczyć tego pikantnego i jakże namiętnego pocałunku! Czy to była jednorazowa wpadka? A może to już jest kilkuletni romans? W każdym razie, nie byłby to taki wielki grzech, gdyby nie fakt, że panna Casttio ma od jedenastu lat męża i syna! Widocznie w ich rodzinie będzie szykował się rozwód...

"Jakie bzdury tutaj wypisują!" - zaczęłam krzyczeć do siebie w myśli. Nie zauważyłam, kiedy Viola stanęła za mną... Widocznie stało się to jakiś czas temu... Ewidentnie zdążyła przeczytać cały, albo większość artykułu...
- Czyli jednak się wyda, tak? - miała łzy w oczach. - Jestem skończona...
- No nie mów tak...
- To prawda! Diego mnie pewnie znienawidzi...
- Przecież on jest w Hiszpanii...
- Ale zaraz to zdjęcie będzie w prasie na całym świecie! Widzisz, mówiłam!
- Co mówiłaś?
- Żeby się pomartwić...
- No nie przesadzaj... Gdyby coś wiedział to by dzwonił, tak? W końcu on nie śpi od co najmniej dwóch godzin i raczej już odebrał gazetę.
- Mam przerąbane, Angie...
- Dziewczyno, ale co ty się tak stresujesz? Czy już do ciebie dzwonił, cokolwiek?
- Nie...
- No więc właśnie! Powtarzasz wszystko w kółko i ja przez ciebie też.
Nagle, oczywiście, jak zwykle nie w porę, rozległ się głos komórki...
- Angie! To Diego dzwoni! - przestraszyła się.
- To odbierz!
- Ty obierz!
- To twój telefon.
- No, ale on na pewno już wie! Ja nie chcę z nim rozmawiać!
- Violetta, ale minął dopiero jeden dzień. Ta gazeta zdążyła wyjść dopiero w Buenos Aires!
- A jeśli jest już w całej Argentynie? A może w całej Ameryce Łacińskiej? Ameryce? Może doszła już do Europy? Na przykład do Włoch?! Albo, co gorsza, w Hiszpanii!? - powoli zaczynała krzyczeć. - Angie, co ty robisz? - zobaczyła, że wzięłam jej telefon do ręki. Co dziwniejsze, sygnał się jeszcze nie przerwał, jej mąż nadal dzwonił.
- Odbieram, za ciebie.
- Uff... Dziękuję...
- Ale nikt nie powiedział, że za ciebie pogadam. - nacisnęłam zieloną słuchawkę i szybko przyłożyłam telefon do jej ucha. - Będę w kuchni. - odparłam nieco ciszej i wyszłam.
Przy wychodzeniu usłyszałam tylko "Hej, kochanie.". Ciekawe po ilu minutach zakończy się ta rozmowa...

Jejku... Nie mogłam się skupić przy pisaniu tego rozdziału.
Zaczęłam sobie poszczać różne wersje "Te esperare" i w końcu udało mi się go skończyć! ^^
Pisałam go... Jakoś tak sześć-siedem godzin :P.

Jak tam Wam życie mija? U mnie ten tydzień był do kitu :/.
Widzieliście, co dziś było hitem na asku VPL? - klik i klik xD.
Podobno ten Jorge to dzieło Wiolczur ;D.
Oglądacie Violkę po hiszpańsku? Ja tylko niektóre wątki,
ale przyznam, że Roxy i Fausta mnie rozwaliły xDD.
Znalezione obrazy dla zapytania roxi y fausta

Do (szybkiego) zobaczenia! :*
bloggerka

sobota, 20 września 2014

Pam, pam, pam... :(

I stało się!
Szkoła wraz z nauką zawładnęły moim światem... ;___;
W zeszłym roku jeszcze dawałam radę pisać rozdziały w nocy,
ale to było w paręnaście miesięcy temu...
Gdy zakładałam bloga, modliłam się w duchu, aby do tej sytuacji nie doszło...
A jednak musiało się tak stać...
Rozdziały nie będą już dodawane codziennie! :C
Okropnie jest mi przykro z tej sytuacji. Nie wiem, dlaczego, ale okropnie zależało mi na tym, abym mogła dodawać je każdego dnia...
Niestety, szkoła jest ważniejsza, a mnie zależy na dobrych ocenach. :/
Będą się one pojawiały wtedy, kiedy będę miała czas, aby je napisać.
Jeśli będę miała więcej wolnego, może być tak, że pojawi się jeden np. w poniedziałek, a drugi we wtorek, ale czasami mogą być to bardzo długie przerwy.
W każdym razie, pożyjemy zobaczymy ;).
Jeszcze na dodatek planuję zmiany na blogu, na rocznicę, więc cały czas bawię się w grafika :D. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie xD.

Do zobaczenia! ;*
bloggerka

poniedziałek, 15 września 2014

Jestem, żyję, nie umarłam! :D

Witajcie ;*.
Na samym wstępie tego posta chciałabym Was przeprosić za moją nieobecność.
Że tak to nazwę - przez cały weekend miałam kiepskie łącze z internetem,
a nawet stwierdzę, że nie miałam go wcale, więc nie miałam jak Was o tym poinformować :P.
Dzisiaj także rozdział się nie pojawi, bo jak dobrze wiecie, kolejny rok szkolny, klasa wyżej i już masa obowiązków :/.
Niestety, nie pamiętam, czy to było powiedziane na początku, ale w trzecim sezonie mogły pojawić się takie braki, bo życie to nie bajka, a doba ma tylko 24 godziny :/
(tak z innej beczki, czy tylko ja twierdzę, że to za mało? ;___;).
Zobaczymy kiedy pojawi się rozdział 11, ale miejcie dobre przeczucia (bo sądzę, że jutro ^^).

Przepraszam i dobranoc! <3
bloggerka

Ps. Oglądał ktoś na DC "Violetta: Koncert"? Nie mogłam pojawić się w kinie, ale oglądałam w TV. Jak na mój gust, nawet niezłe ;).