niedziela, 16 listopada 2014

Sezon 3 - Rozdział 13 - Urodziny

Po trzech tygodniach przerwy
zapraszam na rozdział! <3
- Diego, już jesteś? Tak wcześnie?
Hiszpan zapukał do mojego domu, a ja nie patrząc na zegarek zwlekłam się z łóżka, założyłam szlafrok, kapcie i zeszłam, aby mu otworzyć. Musiałam wyglądać koszmarnie, ale przecież jestem kobietą. Nie potrafię się przygotować gdziekolwiek w krócej niż piętnaście minut.
- Przepraszam, sądziłem, że o dziewiątej nie będziesz już spała. A po za tym do urodzin pozostało nam tylko sześc godzin. Trzeba wszystko przygotować...
- No wiem, wiem... Wydaje mi się, że Pablo już nie śpi, to przysłałabym go, aby ci pomógł, a ja w tym czasie zacznę się ubierać, dobrze?
- Spoko.
Miałam już wejść na górę, lecz zatrzymałam się jeszcze między drugim, a trzecim schodkiem.
- Pozwolisz, że spytam z ciekawości... Co powiedziałeś Violetcie? A może nic jej nie zakomunikowałeś i będzie się o ciebie martwiła...
- Nie było jej w domu, musiała wyjść z Facundo na kontrolę nogi do przychodni i jeszcze mi napomknęła, że poszłaby z nim odwiedzić Germana.
- A jak wróci wcześniej do domu?
- Zostawiłem jej kartkę. "Telefon mi padł, wyszedłem, będę przed trzecią. Kocham Cię, Diego.".
- To ty po nią pójdziesz przed urodzinami?
- Taki był początkowy plan, ale skoro planuje iść do ojca, to może go poproszę, aby ją tutaj przywiózł?
- Twoja decyzja. Dobra, to ja idę po Pablo. Zaraz tutaj zejdzie, a ty może zostaw te wszystkie ozdoby w salonie? Tak, tam chyba będzie najlepiej.
- Dobra. Pośpiesz się, bo bez twojej pomocy nie zdążymy. - uśmiechnął się.
- Już idę, idę...
Weszłam na górę. Miałam rację, mój mąż już nie spał, ale też do końca nie był gotowy, aby zejść na dół i pomóc Diego. Siedział w piżamie i czytał książkę.
- Hm... - mruknęłam. - Ile minut potrzebuje przeciętny facet, żeby się ubrać? - zapytałam siadając obok Pablita.
- Pewnie mniej od przeciętnej kobiety. - odłożył książkę na bok. - A skąd to pytanie?
- Bo wiesz... Diego na dole czeka aż przyjdziesz mu pomóc z dekoracją.
- A co z tobą? Ty nie?
- Ja tak. - odparłam. - Ale sam właśnie potwierdziłeś, że mnie to ogarnięcie się zajmie dłużej niż tobie, więc radzę ci się pospieszyć.
- Dlaczego zawsze ja mam gorzej od ciebie?
- Bo jesteś mężczyzną. Mężczyźni zazwyczaj tak mają.
- Zastanawiałem się kiedyś, jak to by było być dziewczynką. Ale stwierdziłem, że nie mógł bym nią być. Sukienki, mycie się trzy razy dziennie, okres... Yyy... nie, to nie dla mnie.
- W każdym razie, ty jesteś facetem, a ja dziewczyną. Ty ubierzesz się w trzydzieści sekund, a ja w dziesięć minut. A znając nas, ta dyskusja trwa już około dwudziestu minut, czyli Diego siedzi bezczynnie i marnuje swój czas. Radzę ci się pospieszyć. Idę do łazienki, więc możesz się tutaj ubrać. Widzimy się za pół godziny. - wzięłam ubrania i weszłam do łazienki.

Trzydzieści minut później otworzyłam drzwi do łazienki. Wyszłam z niej, weszłam do sypialni, pościeliłam łóżko, odłożyłam piżamę i wyszłam. Przez przypadek trzasnęłam zbyt mocno drzwiami. Moja córka wyłoniła się ze swojego pokoju.
- Co tutaj się dzisiaj dzieje? Ty trzaskasz drzwiami, tata wali młotkiem w ścianę...
- No, bo widzisz... - chwila przerwy. - Co? Tata wali młotkiem w ścianę?!
- Tak. Ale dlaczego to już się mnie nie pytaj. Sama nie wiem i jestem bardzo ciekawa dlaczego robi to akurat w sobotę o dziewiątej rano.
- Martina, dzisiaj wyprawiamy urodziny Violi. To był pomysł Diego i bardzo mu na tym zależało. Chciał je wyprawić u nas, no to się zgodziliśmy. Tata z wujkiem właśnie wieszają dekoracje w salonie, ale... po co im ten młotek?
- Robicie dekorację? Ja bardzo chętnie pomogę.
- Ubierz się i zejdź na dół.
- Dobrze, będę za pół godziny. - zamknęła drzwi od pokoju.
"Wiedziałam, że pół godziny..." - uśmiechnęłam się w duchu. Zaczęłam schodzić na dół. Zerknęłam w stronę salonu. Na pierwszy rzut oka nic nie widziałam. Weszłam do salonu i dopiero przy stole zobaczyłam duże zmiany. Cały salon był wysprzątany tak, że wszystko lśniło, a w części, gdzie znajdował się nasz wielki stół było mnóstwo fioletowych ozdób. Biały obrus w różowe kwiaty pokrywał calutki ciemnobrązową ławę. Szafkę, która stała na przeciwko telewizora przestawili, tak, by stała naprzeciwko drugich drzwi od salonu. W ten odo sposób została zwykła żółta ściana, na której chłopaki powiesili napis "¡Feliz Cumpleaños Violetta!". Oczywiście nie zapomnieli o masie balonów i serpentyn porozwieszanych po ścianach. Zapowiadała się jeszcze masa roboty, ale przy tym sporo zabawy...
- I jak? Podoba się? - zapytał z uśmiechem Diego.
- No jasne! To jest... wow...
- To co? Bierzemy się dalej do pracy?
- Oczywiście. Zaraz Martina nam zejdzie pomóc. Czeka nas wiele pracy... Cały dom ozdabiamy?
- Tak. Razem z piętrem i tarasem.
- To bierzmy się do pracy!

Skończyliśmy w sam raz, pół godziny przed trzecią w południe. Ja pojechałam po tort, a Diego po Violettę. Pablo musiał zostać w domu, gdyż jakby ktoś przyszedł przed czasem, a Martina po babeczki do Olgi. Violetta była bardzo uradowana z imprezy. Ogromnie się z niej ucieszyła.
- I jak tam mijają ci urodziny? - zapytałam.
- Świetnie, tylko cały czas mam wrażenie, że widzę gdzieś Leona...
- Nie mylisz się. On tutaj rzeczywiście jest. - odparł Dieguto.
- Kto go tutaj zaprosił?!
- Sam przyszedł.
Nie chciałam się wtrącać w tą dyskusję. Stałam cicho i przyglądałam się tym wszystkim słodyczą, które leżały na stole.
- To idź i go stąd wyproś!
- Dobra, ja go zaprosiłem.
- Ty? Po co!?
- Chciałem, żebyście się pogodzili. Zrobiłem coś źle?
- Tak! Znaczy nie... Chciałeś dobrze... Ach... Yyy... Ale i tak jesteś bardzo kochany. Dziękuję.
- To co? Pójdziesz z nim porozmawiać?
- Wiesz co? Pójdę.
- To świetnie! Mam iść z tobą?
- Lepiej zostań. Tutaj. Nie ruszaj się stąd, dobrze?
- Yyy... Jasne.
Stanęłam obok Diego i zaczęłam z nim rozmawiać. Zajadaliśmy się tymi pysznymi babeczkami, które przyrządziła Olga. Chwila nie minęła, a Leon wraz z Violettą zniknęli nam z oczu.
- Gdzie jest Violetta?
- Gdzie jest Leon? Widzisz! Mówiłam, że to bardzo zły pomysł!
- Teraz mi nie wypominaj tylko pomóż mi ich szukać!
Panikowałam bardziej niż Diego. Chyba dlatego, iż znałam całą prawdę o ich pocałunku...
- Diego! Martina mówi, że łazienka jest zamknięta już od jakiegoś czasu...
- Błagam cię Angie, nie strasz mnie tak. Musimy się do niej jakoś dostać...
- Ale mamy wyważyć drzwi?
- Oni mięli się tylko pogodzić...
I w tamtej chwili mnie oświeciło. Przecież Leon mógł jej zrobić krzywdę...
- Masz jakieś drobne w kieszeni?
- Mam... - włożył rękę do kieszeni. - Po co ci?
- Daj mi to. - podał mi do ręki pisiąt groszy monetę.
Zamek od drzwi był tak zbudowany, że udało nam się swobodnie otworzyć drzwi. Lecz (nie)stety, nikogo tam nie było...
- To był zły pomysł, żeby go tutaj zaprosić...
- Chciałeś dobrze... I to się liczy...
Nagle usłyszeliśmy odgłos otwieranych drzwi. Spojrzeliśmy w ich stronę. Była tam... Violetta z Leonem! Szybko podbiegliśmy do nich.
- Gdzie wyście byli?! Szukaliśmy was! - zaczął Diego.
- Znaczy... Bo wiesz, wszyscy chcą, żebyś coś zaśpiewała...
- Bardzo chętnie. Chłopaki przygotujecie wszystko na tarasie?
- Oczywiście. - powiedział Leon i zaczął iść w stronę drzwi tarasowych, a mąż Violi zaraz za nim.
- Co wy robiliście? Wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy?
- Dlaczego?
- Bo byłaś z Leonem. Z tym Leonem, który pocałował cie mimo twojej woli.
- Byłam z nim wszystko sobie wyjaśnić. Stwierdziliśmy, że powiemy wszystko Diego po urodzinach. Nie chcę go oszukiwać, bo prędzej czy później dowie się prawdy, ale najlepiej będzie, jak sama mu powiem.
- I dobrze, a teraz chodź. Zaraz śpiewasz.
- Więc chodźmy.
Wyszłyśmy na taras. Rozbrzmiały się pierwsze dźwięki. Na scenę weszła Violetta i zaczęła śpiewać pierwsze wersy piosenki. "On the first day, that I meet you... Feeling out of pleace , so many new faces..."*. Nagle dołączyła do niej Francesca, która przyleciała tutaj specjalnie z Marco aż z Włoch. Następnie Diego, Leon, Camilla a nawet Ludmiła, która, można powiedzieć, że została siostrą Violi, bo ich rodzice nadal się spotykają, mimo, iż nie są po ślubie. Nagle na całe podwórko było słychać piękny występ Violetty, jej znajomych i mojej córki, która się do nich dołączyła. "Friends 'till the end... Never break, never bend... Friends understand, make you smile, hold your hand..."**.
Śpiewali jeszcze inne, przeróżne piosenki i tak oto zakończyły się urodziny mojej siostrzenicy. Lecz przed Violettą jeszcze bardzo trudna rozmowa... Musiała powiedzieć Diego o tym nieszczęsnym buziaku z Leonem...

- Diego, chcemy ci coś powiedzieć... - zaczęła Violetta.
- Przeczuwam, że coś złego... Walcie...
- Pocałowałem Violę mimo jej woli. I wszystkie te kłamstwa, które wypisują w gazetach są informacjami wyssanymi z palca, więc nie wierz im. Naprawdę, żałuję tego, co zrobiłem, ale proszę, nie gniewajcie się na mnie... Nie kontrolowałem siebie... Wybaczcie...
- Wiedziałem, że to tak wygląda...
- Czyli dowiedziałeś się wszystkiego?
- Myślisz, że nie? Co krok gazeta z waszym zdjęciem na okładce. Czekałem, aż sama się przyznasz...
- Nie gniewaj się na Leona, bo to też w pełni nie jego wina... Pierw, co prawda, nie chciał mnie puścić, ale potem... Odwzajemniłam jego pocałunek... Mówię ci to, bo chcę, abyś znał calutką prawdę. Wiem, że możesz mnie znienawidzić, bo postąpiłam okropnie... Ale kocham cię i dlatego ci to mówię...
- Violetta, też cię kocham i dlatego ci wybaczam. Bez ciebie moje życie nie miałoby sensu... Leon, jeśli o ciebie chodzi, to rozumiem. Jak można nie oprzeć się mojej Violi? - zaczęli się śmiać. - A tak na serio, to serio stary. Nie gniewam się. Nie mogę być zły, bo przecież to są twoje urodziny Vilu. I obiecuję, że nie będę do tego wracał, gdy wrócimy do domu. To taki dodatkowy prezent ode mnie. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - moja siostrzenica pocałowała swojego męża w policzek.
- Kumple? - zaproponował Leon.
- Kumple. - odparł Diego.

* - "W pierwszym dniu, w którym cię poznałam... Czułam się nie na miejscu, przez wiele nowych twarzy..."  - fragment "Friends 'till the end"
** - "Przyjaciele do końca... Nigdy się nie złamiemy, nigdy nie przepadniemy... Przyjaciele rozumieją, sprawiają, że się uśmiechasz, trzymają cię za rękę..." - również kawałek tej piosenki.

I jak Wam się podoba? Mam nadzieję, że znośny.
Zamiast czytać lekturę (która jest na jutro)wolałam napisać rozdział.
Widzicie, jaka ja jestem kochana? xD
A tak w ogóle jak Wam się podobał 1 odcinek V3 po polsku?
Co do wyglądu, to aż szkoda mi słów, bo nie mam go kiedy skończyć ;___;

Do zobaczenia niebawem! :*
bloggerka

niedziela, 19 października 2014

Sezon 3 - Rozdział 12 - Przyjazd Diego

Hejka! :D
Mamy rozdział 12!
Zapraszam! <3
Violetta siedziała w pokoju i siedziała... Albo naprawdę tyle jej to zajęło, albo ja po prostu byłam okropnie niecierpliwa, zdenerwowana i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, o czym rozmawiała z Diego. Podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho...
- Żartujesz?
- Nie. Nie cieszysz się?
Chwila... Dlaczego słyszałam także jego? Przecież oni tylko rozmawiali przez telefon...
- Jasne, że się cieszę. Tylko... tak trochę mnie zaskoczyłeś...
- W takim razie do zobaczenia kochanie. Tęsknię za tobą. Facundo też. Buziaki!
- Do usłyszenia. - rozmowa zakończyła się.
Jak zwykle chciałam uciec z tamtego miejsca, ale tym razem zdecydowałam, że postąpię inaczej. Miałam się już nagle wycofać, gdy stwierdziłam, że tego nie zrobię. Delikatnie zaczęłam uchylać drzwi. Zobaczyłam, że moja siostrzenica siedzi tyłem do nich. Głowę ma opartą na kolonach i jest owinięta kołdrą. Nie było słychać, żeby płakała. Podeszłam bliżej i usiadłam koło niej.
- I co? Dowiedział się?
- Nie wiem, bo nic nie mówił. - podniosła głowę.
Oczy całe jej się świeciły. Widocznie zanosiło jej się na płacz.
- To dlaczego jesteś taka smutna?
- Ja? Smutna? Wydaje ci się...
- No przecież widzę. Violu, nie udawaj.
- Angie, on dzisiaj wieczorem będzie w Buenos Aires.
- Diego?
- Tak.
- Ale przecież...
- Zabiera Facundo ze sobą. Wypuścili go ze szpitala wcześniej. Diego stwierdził, że przydadzą nam się takie wakacje w rodzinnym mieście.
- Co w tym takiego złego, bo nie rozumiem?
- Może on już wie? Tylko nie chciał ze mną o tym rozmawiać przez telefon? Przyjedzie tu i powie, żebym już nie wracała do Madrytu, bo tam już nie mam domu...
- Już nie dramatyzuj. To przecież był tylko jeden pocałunek.
- Tak, ale ja go raniłam tak częściej, nie pamiętasz? Jak chodziłam do Studia, to co chwile miałam problemy z Leonem i źle się to kończyło... A nawet jeśli Diego jeszcze nic nie wie, to przecież tutaj, w każdej gazecie teraz na okładce zobaczysz to zdjęcie... Jeszcze przecież może spotkać Leona gdzieś na mieście... Wtedy... - urwała.
Widziałam, że ledwo trzymała łzy w oczach. Nie chciałam już ją zamęczać tematem tego pocałunku. Trudno, co się stało, to się nie odstanie... Nie mogłam jej też teraz zostawić samej. Zaraz zadręczałaby się niestworzonymi historyjkami "co zrobi Diego"...
- Może pójdziemy zjeść śniadanie?
- O tej godzinie? Przecież ledwo jest siódma.
- Niby tak, ale przecież już raczej nie pójdziemy spać, nie?
- No dobrze...
Poszłyśmy do kuchni. Nalałam mleko do rondelka i wstawiłam. Parę minut później przyrządziłam z niego kakao, które wypiłyśmy jedząc kanapki z kremem czekoladowym.

I wydawałoby się, że ten dzień płynąłby nam bardzo krótko, lecz tak nie było, bo pomimo tego, iż Viola bała się faktu, że Diego może wiedzieć o jej pocałunku, bardzo chciała się z nim zobaczyć. Bardzo go kochała i tęskniła za nim. Nie widzieli się już dwa tygodnie. Wiec mimo dużej liczby obaw, gdy tylko zobaczyła swojego męża podbiegła i rzuciła mu się na szyję.
Diego wiedział, że Violetta jest u nas w domu, dlatego pierwsze co udał się właśnie tutaj. Moja siostrzenica cały czas stała w oknie, w salonie wyczekując swojego ukochanego. Gdy
tylko zobaczyła jakiś cień, czy ujrzała coś ruszającego się myślała, iż to właśnie on w końcu pojawił się, lecz najczęściej to byli inni ludzie, którzy przechodzili obok, lub zwierzęta. Aż w końcu, gdy zobaczyła, że furtka się otwiera i wchodzi przez nią dwoje chłopaków - jeden niższy, drugi wyższy, wiedziała, że w końcu się pojawili. Wybiegając z domu na boso, bez butów podbiegła do większego z nich, mocno się do niego przytuliła i oddała na jego ustach namiętny pocałunek. Wróciła do środka trzymając Diego za rękę, a przed nimi maszerował dziesięcio, już prawie jedenastoletni Facundo.
- Hola! - przywitał się.
- Cześć! Jak minęła podróż? - spytałam.
- Dobrze, ale gorzej z małym. - odparł Diego.
- Coś mu się stało?
- No, można tak powiedzieć... Wymiotował przez całą drogę...
- A teraz dobrze się już czujesz? - zapytałam troskliwie.
- Tak. - uśmiechnął się.
- To świetnie. Zostaniecie na kolacji?
- Zostaniemy? - Violetta spojrzała na swojego męża z proszącym wzrokiem.
- Zostaniemy. - stwierdził.

Po posiłku Diego koniecznie chciał ze mną porozmawiać. Gdy tylko mi to zakomunikował, w oczach mojej siostrzenicy pojawił się strach. Ja byłam prawie przekonana, że nie chodzi mu o to... Czy miałam rację?
- Angie, słuchaj... Jest taka sprawa...
- No dawaj.
- Viola ma niedługo urodziny, prawda? Więc może byśmy zorganizowali jej jurto taką mini-imprezę urodzinową, na którą zaprosilibyśmy Leona, żeby się ze sobą z powrotem zaprzyjaźnili. Wiesz, Violetta nie będzie się tam go spodziewać, a przecież nie widzieli się tyle czasu... Znam ją doskonale i wiem, że to doceni. Wtedy mało tego, że się z nim pogodzi to ja i ty u niej zapunktujemy. Tak więc jutro, w waszym domu o trzeciej. Pablo już wszystko wie, tylko chcieliśmy cię prosić, abyś zajęła się tortem, bo wiesz, tobie to wychodzi najlepiej. A po za tym, to całą resztę mamy już załatwioną. Olga i German zajęli się wszelkimi przekąskami, napojami... Nieźle to wymyśliłem, nie? - odparł dumnie.
- Czekaj, czekaj... Wolniej... Jutro? On? W naszym domu?
- Co w tym dziwnego? Chciałbym, aby oni się w końcu pogodzili.
- Diego, ale czy ty jesteś pewien tego, co mówisz?
- A czy ja niby niestworzone historię opowiadam?
- Leon i Violetta mają się spotkać i pogodzić na przyjęciu?!
- Przecież nic złego się nie może stać. Ja tam będę nad wszystkim czuwał. Jak się zacznie robić niefajnie to wkroczę do akcji i po sprawie. To jak?
Tak naprawdę chciałam wyrzucić mu z głowy ten pomysł, ale przecież już było za późno... Już wszystko było przygotowane... Tylko dlaczego Pablo się na to zgodził nie gadając ze mną? Ach, już pamiętam... Przecież on o niczym nie wie...
- No dobrze...
Wyszliśmy z pokoju. Diego chciał pójść zobaczyć, czy Viola będzie się jeszcze długo pakowała, ale ja go wyprzedziłam. Powiedziałam, że i tak muszę iść na górę. Zaraz, kiedy weszłam przez próg poleciało pierwsze pytanie od mojej siostrzenicy.
- Co on ci mówił?! Wie coś?!
- Nie, nic mu na ten temat nie wiadomo.
- To o czym rozmawialiście?
- O niczym ważnym...
- Angie! Powiedz!
- Diego się tylko pytał co ma zrobić z Facundo... Bo Martina miała kiedyś nogę złamaną tak jak on i prosił o rady... - nie mogłam jej przecież powiedzieć prawdy o przyjęciu...
- To nie mógł przy mnie?
- Wiesz... - starałam się coś wymyślić. - Jak to każdy facet. Boi się przyznać do błędów, więc nie mów mu, że ci o tym wspominałam, dobrze?
- Jasne. - odparła. - Skończyłam się pakować. Jakbym czegoś zapomniała to po mnie zadzwoń, okej?
- Okej.
Zeszłyśmy na dół. Całą rodziną pożegnaliśmy Diego, Violę i Facundo. Wiedziałam, że następny dzień będzie ciężki... Musiałam się do niego nie tylko fizycznie przygotować, jak i psychicznie... To, co miało się tam wydarzyć było jednym wielkim znakiem zapytania... Czy Leon wszystko wygada? Może Violetta sama się przyzna? Albo oboje zachowają to w tajemnicy?

Witam wszystkich! Jak tam Wam życie mija? :)
U mnie, powiem jedno - szkoła.
Zupełnie nie mam czasu na bloga, na nic.
Dzisiaj miałam chwilkę, więc skorzystałam.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba ^^.

Nad nowym wyglądem nadal pracuję, ale już powoli kończę.
Więc mam nadzieję, że niedługo się z nim uporam,
bo miał się pojawić już dawno temu :P.

See you soon! :D
bloggerka

niedziela, 28 września 2014

Rok bloga! :D

Dziś nadszedł ten dzień...
Kartki w kalendarzu mówią mi, że już czas...
W końcu mogę napisać ten post...
Dzisiaj, przed godziną 14 minął równiutki rok bloga! :)
Sama nie wierzę, że to tak szybko zleciało...
Pamiętam tą ekscytację... Jak nie mogłam się wtedy doczekać,
gdy w końcu nadejdzie następny dzień i dodam kolejny rozdział... :').
Samej procedury zakładania go nie pamiętam,
ale z tego co mi wiadomo, zastanawiałam się nad założeniem ok. 5 miesięcy.
Cieszę się ogromnie, że w końcu się na to zdecydowałam.
Zaczynałam, tak jak wszyscy, od zera.
Z dniem dzisiejszym mam 46 100 wyświetleń i ponad 1 250 komentarzy.

Chciałabym Wam za to wszystko serdecznie podziękować,
bo to dzięki Wam jeszcze tutaj jestem i coś tworzę :).
Dziękuję! ♥

Niestety ten post pojawił się tak późno, gdyż miałam nadzieję, że przed jego napisaniem uda mi się jeszcze dokończyć nowy wygląd, ale niestety mi to nie wyszło...
Trudno, ale przynajmniej będzie on bardziej dopracowany ;).

Uwielbiam Was i dzięki, że jesteście! :*
bloggerka

sobota, 27 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 11 - Angie! Pomóż!

Jest sobota i jest rozdział! ;)
Ten tydzień szkolny, jak dla mnie,
dłużył się nieubłaganie, ale nareszcie jest weekend! ^^
Nieszczęsna siedziałam pod tym biurkiem i nie miałam pojęcia co mogę ze swoją skromną osobą zrobić. Na dodatek, moja siostrzenica mogła w każdej chwili zauważyć mnie, gdyż usiadła w tak niefortunnym miejscu, że gdyby tylko podniosła głowę z kolan, nie miałaby problemu, aby mnie zobaczyć. "Co tu zrobić? Co tu zrobić?!" - panikowałam coraz bardziej. Nagle, na całe szczęście usłyszałam, że drzwi się otwierają. Moja siostrzenica chyba także to zauważyła. Energicznie podniosła się , zarzuciła torebkę przez ramię i wybiegła z pokoju. Miałam ogromne szczęście, gdy okazało się, że do sali wchodził właśnie nie kto inny, jak Pablo. Wyszłam szybko z pod biurka i zaczęłam otrzepywać się z kurzu. Mój mąż stanął w miejscu i przyglądał mi się z dość dziwną miną.
- Co się tak patrzysz? Nigdy swojej żony nie wiedziałeś?
- Widzieć, widziałem... ale nigdy nie widziałem, żeby siedziała pod biurkiem.
- Ach, później ci to wyjaśnię. Widziałeś gdzie pobiegła Viola?
- Biegła w stronę łazienek.
- Czyli pewnie jest w damskiej... Lecę do niej. Do zobaczenia później. - pobiegłam w tą samą stronę.
Wbiegłam do ubikacji dla dziewczyn. Zrobiłam dwa kroki przed siebie i zamknęłam drzwi. Obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni. Wiedziałam, że ona będzie siedziała za murkiem, który był na prawd od drzwi. Zawsze tam siedziała, gdy uczęszczała do Studia na lekcje, miała gorszy dzień i płakała. Podeszłam do niej nieco bliżej. Chyba nawet mnie nie zauważyła...
- Violetta... Co się dzieje? Czemu jesteś cała zapłakana? - udawałam, że nic nie widziałam.
- Angie! Mam przez Leona problem!
- Jaki?
- Powiesz mi pewnie, że jestem niewyobrażalnie naiwna... Ale cóż... Co się stało, to się nie odstanie... Ja...
- Oszczędzę ci tej męczarni. - odparłam z lekkim uśmiechem. - Nie wiem, czy cię tym pocieszę, ale widziałam wszystko, więc nie musisz mi nic opowiadać. Nie płacz...
- Ale ja jestem głupia! Po raz kilkusetny zraniłam Diego! - zaczynała coraz głośniej płakać.
- Przecież on o niczym nie wie...
- Na razie... Angie, boję się, że nie dam rady trzymać tego w tajemnicy... Jak on tylko spojrzy mi w oczy... Nie będę potrafiła się do niego uśmiechnąć wiedząc, że sprawiłam mu psychiczny ból całując się z Leonem...
- Nie panikuj tak od razu... Jakoś to będzie, zobaczysz.
- A jeśli on już tego nie zniesie? I będzie chciał się rozwieść?
- Violu, on tego nie zrobi. Kocha cię... Wzięliście ślub, macie dziecko... Jesteście razem piętnaście lat i tak nagle po tym jednym pocałunku chciałby się rozwieść?
- No niby masz rację...
- Widzisz? A teraz się uspokój i chodź, pójdziemy do mnie do domu...
- Dobrze. - wstała i zaczęłyśmy wychodzić.
Miałyśmy już opuścić Studio, gdy nagle sobie przypomniałam, że miałam pomóc dzieciakom i Pablowi sprzątnąć dekorację. Kazałam mojej siostrzenicy usiąść na ławce przed szkołą i poczekać na mnie, gdyż wróciłam się do niej, aby powiadomić moją rodzinę i uczniów o moim wcześniejszym wyjściu.

Wszyscy razem stwierdziliśmy, że najlepszym wyjściem będzie jeśli Violetta przenocuje u nas. Tak też zrobiła. Następnego dnia, gdy rano obudziłam się, sądziłam, że jak zwykle wszyscy będą jeszcze spać. Pomyliłam się, a przez mój błąd okropnie się przestraszyłam. Gdy zeszłam na dół, w salonie paliło się światło. Violetta siedziała z telefonem w ręku.
- Buenos dias, Violu. - przywitałam się.
- O, hej Angie... Ty zawsze tak wcześnie wstajesz? Przecież jak byłaś moją guwernantką, to ciężko było cię dobudzić.
- No tak, ale odkąd urodziła się Martina, nauczyłam się wcześnie wstawać, bo Pablo nigdy nie chciało się wstać i jej uspokoić.
- Wiadomo... Faceci... - uśmiechnęła się.
- Co robisz? - podeszłam do niej tak, aby zobaczyć wyświetlacz jej telefonu.
- Oglądam zdjęcia...
Przerzucała zdjęcia po kolei, lecz gdy na którymś się znalazła razem z Diego zatrzymywała się na nim chwilę dłużej... Pewnie wspominała moment, w którym zostało one zrobione...
- Kiedy to było? - zapytałam przy jednym z nich.
- To? To zdjęcie zrobiliśmy sobie na końcowym przedstawieniu w Studio. Przed "Esto no puede terminar"... Był to dla nas wyjątkowy dzień, bo wtedy kończyliśmy nasz ostatni rok nauki w tej szkole... Jej... Pamiętam, jakby to było wczoraj.
- Ja też... Wtedy chyba najbardziej chciało się płakać Marottiemu, że już was traci, nie? - zaczęłam się śmiać.
- Racja. Ten facet był bezbłędny. - śmiałyśmy się głośno.
- A co z tym zdjęciem? - zapytałam, gdy przerzuciła dalej.
- Heh... Koncert w Mediolanie... Z ostatniej trasy Y-Mix'u...
- Świetnie się bawiliście na tych koncertach, prawda?
- No, a jakby inaczej! Te oklaski... krzyki "Violetta!"... plakaty... tłumy ludzi, którzy się tam pojawiali... No i jeszcze przeróżne miasta, które zwiedzaliśmy...
Spojrzałam się za okno. Zobaczyłam, że właśnie pod drzwi podchodził pan, który codziennie rano zostawia nam czasopisma.
- Poczekaj chwilę, pójdę po gazetę, dobrze?
- Jasne.
Otworzyłam drzwi. Podnoszę ją z ziemi. Spojrzałam na okładkę... "SKANDAL! SŁAWNA PIOSENKARKA ZDRADZA SWOJEGO MĘŻA!" I zdjęcie pocałunku Violetty z Leonem... Na dole był dopisek: "Więcej informacji na stronie 17". Weszłam do salonu. Viola dalej oglądała zdjęcia.
- Jak skończysz czytać, to mi daj, dobrze?
- Oczywiście...
Usiadłam przy dużym stole i rozłożyłam gazetę. Otworzyłam ją na stronie podanej na okładce. Zaczęłam dokładnie wczytywać się w szczegóły...

PIOSENKARKA VIOLETTA CASTTIO-HERNADEZ ZDRADZA SWOJEGO MĘŻA!
Wczoraj wieczorem odbył się koncert w prestiżowej szkole - "Studio On The Top". Uczniowie śpiewali największe hity Violetty Casttio-Hernadez i jej sławnych znajomych. Niespodzianką dla oglądających miało być to, iż ona wraz z Leonem Verdasem wystąpią z nastolatkami na scenie. Śpiewali między innymi "Supercreativę" i "Tu foto del verando". Całe show zakończyło się piosenką śpiewaną przez same gwiazdy - "Hoy somos mas". Na końcu piosenki o mało co nie doszło do pocałunku! Gdy występ się zakończył uczniowie wraz z nauczycielami sprzątali całą dekorację, a perełki przedstawienia... No właśnie! Co z nimi? Udały się do pokoju nauczycielskiego. Jak podaje nasz foto-reporter pierw rozmawiali ze sobą, a później... Ciężko było nie zobaczyć tego pikantnego i jakże namiętnego pocałunku! Czy to była jednorazowa wpadka? A może to już jest kilkuletni romans? W każdym razie, nie byłby to taki wielki grzech, gdyby nie fakt, że panna Casttio ma od jedenastu lat męża i syna! Widocznie w ich rodzinie będzie szykował się rozwód...

"Jakie bzdury tutaj wypisują!" - zaczęłam krzyczeć do siebie w myśli. Nie zauważyłam, kiedy Viola stanęła za mną... Widocznie stało się to jakiś czas temu... Ewidentnie zdążyła przeczytać cały, albo większość artykułu...
- Czyli jednak się wyda, tak? - miała łzy w oczach. - Jestem skończona...
- No nie mów tak...
- To prawda! Diego mnie pewnie znienawidzi...
- Przecież on jest w Hiszpanii...
- Ale zaraz to zdjęcie będzie w prasie na całym świecie! Widzisz, mówiłam!
- Co mówiłaś?
- Żeby się pomartwić...
- No nie przesadzaj... Gdyby coś wiedział to by dzwonił, tak? W końcu on nie śpi od co najmniej dwóch godzin i raczej już odebrał gazetę.
- Mam przerąbane, Angie...
- Dziewczyno, ale co ty się tak stresujesz? Czy już do ciebie dzwonił, cokolwiek?
- Nie...
- No więc właśnie! Powtarzasz wszystko w kółko i ja przez ciebie też.
Nagle, oczywiście, jak zwykle nie w porę, rozległ się głos komórki...
- Angie! To Diego dzwoni! - przestraszyła się.
- To odbierz!
- Ty obierz!
- To twój telefon.
- No, ale on na pewno już wie! Ja nie chcę z nim rozmawiać!
- Violetta, ale minął dopiero jeden dzień. Ta gazeta zdążyła wyjść dopiero w Buenos Aires!
- A jeśli jest już w całej Argentynie? A może w całej Ameryce Łacińskiej? Ameryce? Może doszła już do Europy? Na przykład do Włoch?! Albo, co gorsza, w Hiszpanii!? - powoli zaczynała krzyczeć. - Angie, co ty robisz? - zobaczyła, że wzięłam jej telefon do ręki. Co dziwniejsze, sygnał się jeszcze nie przerwał, jej mąż nadal dzwonił.
- Odbieram, za ciebie.
- Uff... Dziękuję...
- Ale nikt nie powiedział, że za ciebie pogadam. - nacisnęłam zieloną słuchawkę i szybko przyłożyłam telefon do jej ucha. - Będę w kuchni. - odparłam nieco ciszej i wyszłam.
Przy wychodzeniu usłyszałam tylko "Hej, kochanie.". Ciekawe po ilu minutach zakończy się ta rozmowa...

Jejku... Nie mogłam się skupić przy pisaniu tego rozdziału.
Zaczęłam sobie poszczać różne wersje "Te esperare" i w końcu udało mi się go skończyć! ^^
Pisałam go... Jakoś tak sześć-siedem godzin :P.

Jak tam Wam życie mija? U mnie ten tydzień był do kitu :/.
Widzieliście, co dziś było hitem na asku VPL? - klik i klik xD.
Podobno ten Jorge to dzieło Wiolczur ;D.
Oglądacie Violkę po hiszpańsku? Ja tylko niektóre wątki,
ale przyznam, że Roxy i Fausta mnie rozwaliły xDD.
Znalezione obrazy dla zapytania roxi y fausta

Do (szybkiego) zobaczenia! :*
bloggerka