wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 38 - Straciłam coś, co było dla mnie ważne...

Ten rozdział pragnę zadedykować
osobą, które straciły w życiu,
coś co było dna nich najważniejsze... 
- Przykro mi, ale... pani poroniła...
- Poroniłam?!? - zaczęłam płakać. - Moje dziecko...
- Spokojnie, Angie... - uspokajał mnie Pablo.
Widziałam, że też się tym bardzo przejął... Gdy mnie przytulał z oczu poleciało Mu kilka łez...
- Ale... ale... jak to możliwe? - wymamrotałam.
- No niestety... Czasami tak się zdarza, że mimo, iż pani się dobrze odżywiała, dbała o ciążę, to straciła pani dziecko.
Nie, to nie mogło być tak! Ja miałam je urodzić i miałam je wychowywać razem z Pablem... Nawet jeśli by się okazało, że to dziecko nie jest Jego, tylko Germana... Mieliśmy być szczęśliwą, tradycyjną rodziną... Czy ja o tak wiele prosiłam? Chciałam tylko mieć takiego maluszka w domu... Nic więcej... Myśląc "Wracam do domu, do pracy, problemów, do życia codziennego...", nie miałam na myśli poronienia...
- Zostawię państwa samych... - powiedział lekarz wychodząc.
- Ja wiem co Ty teraz czujesz... Ja czuję to samo... - odezwał się mój mąż.
- Pablo, to dziecko było naprawdę dla mnie ważne...
- Wiem, Najdroższa... Będziemy się dalej starać...
- Ty nie wiesz, dlaczego tak mi na nim zależało, prawda?
- Wytłumacz mi.
- Ono symbolizowało by mój pierwszy raz... Mój pierwszy raz, który przeżyłam z Tobą... Niby można próbować cały czas, ale to nie będzie podejście za pierwszym razem... tylko którymś z kolei... To co ten lekarz powiedział, brzmi jak wyrocznia na całe życie... Ja musiałam zrobić coś nie tak... To ja musiałam je zabić... Jestem potworem...
- Angie, nie mów tak. Jesteś wspaniała. Słyszałaś co doktor mówił... Czasami tak bywa...
- Ale dlaczego ja? Teraz do końca życia sumienie nie będzie mi dawało zasnąć...
- Już, już... Uspokój się... Będzie dobrze, jakoś się to ułoży, zobaczysz.
- Ja chcę odzyskać moje dziecko! - krzyknęłam i zaczęłam znowu płakać.
Parę chwil później zasnęłam.
- Angeles, Ty nie poroniłaś, Ty nadal nosisz w sobie drugie życie...
- Kto to mówi?
- To ja, Maria, Twoja siostra.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?
- Cały czas jestem przy Tobie i pilnuję, aby nic Ci się nie stało...
- Jeśli tak, to powiedz mi, kogo to jest dziecko!
- To dziecko jest Pabla...
Obudziłam się. Niestety... To był tylko sen... Wspaniały sen.... Dlaczego nie mógł okazać się rzeczywistością? Miałam nadzieję, że po ślubie z moim ukochanym mężczyzną wszystko się zacznie układać... A tu? Jest jeszcze gorzej niż było...
- Już nie śpisz, Najdroższa? - zapytał Pablo.
- Nie, już się obudziłam.
- Nadal jest Ci bardzo smutno?
- Tak... - z oczu poleciały mi łzy. - Kochałam je...
- Ja też... Ja kocham was oboje...
- To tak jakbym straciła teraz Ciebie... albo Violettę... Jakby któreś z was umarło...

/Kilka dni później/
- Pablo, ale ja chcę już wrócić do pracy i przestać myśleć o tym co się stało!
- Nie możesz, Angie. Jesteś w złym stanie psychicznym.
- Proszę Cię, żebyś mi o tym nie przypominał. Ja Cię tak błagam. Daj mi wrócić już do Studio.
- Nie będziesz się przemęczała?
- Nie. Obiecuję.
- Zgoda, ale dostaniesz mniej godzin.
- Dziękuję Ci! - pocałowałam Go.
- Masz ochotę się postarać o zastępce... - urwał. - Przepraszam, nie chciałem przypominać.
- Nic się nie stało, a co do tego starania to możemy spróbować...

/W Studio/
- Dobrze to zaśpiewaj to jeszcze raz... - poprosiłam Camille.
- "Otra vez... tú puedes. Otra vez... si quieres".
- Teraz śpiewasz to za nisko i nie trafiłaś w nuty.
- To ja już nie wiem jak to śpiewać.
- No spokojnie... Jeszcze raz.
- Zaśpiewaj mi, jak mam to zrobić.
- "Otra vez..." - zafałszowałam. - To spróbuję jeszcze raz... "Otra vez..." - znowu zafałszowałam. - Co się dzieje?
- Nie śpiewasz czystych dźwięków.
"Otra vez..." - ponownie zafałszowałam. - No trudno... Jestem po prostu zmęczona...
- To możemy już na dzisiaj skończyć
- Tak, jasne.
Wróciłam do domu. Tam ciepło, jak zwykle przywitał mnie Pablo.
- Witaj,. Najdroższa.
Cześć, Pab... - zabrakło mi głosu.
Próbowałam coś powiedzieć, lecz nie dałam rady. Nie mogłam powiedzieć nawet słowa.
- Angie, co jest?
Starałam się gestami pokazać Mu, co chcę powiedzieć, lecz nie trzeba było, On już wiedział co mi jest.
- Chodź zabiorę Cię do lekarza.

/W szpitalu/
Leżałam w łóżku szpitalnym i czekałam na wyniki badań. Nic gorszego od straty dziecka nie mogło mi się przydarzyć więc czekałam w miarę spokojnie. Mój mąż siedział przy moim łóżku i czekał razem ze mną. Po paru godzinach przyszedł lekarz.
- No więc... - zaczął. - Pani głos...
----------------------------------------------------------------------------------
Co z głosem Angie?
Dowiecie się jutro!
Chciała bym Was przeprosić, że pod koniec zmieniałam tak szybko wątki,
lecz po prostu nie miałam pomysłów jak to rozszerzyć
i nie chciałam, aby rozdział był za długi,
bo wtedy pewnie by Was przynudzał :D.

Pozdrawiam
bloggerka

Ps.Wracając do spoilerów -
przepraszam, że spoiler na jutrzejszy rozdział taki mało ciekawy,
ale jutro się dowiecie dlaczego :)).

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 37 - Powrót do domu

Ten rozdział dedykuję
wszystkim osobą,
które jeszcze nigdy prawdziwie nie kochały.
Życzę Wam tego,
bo to naprawdę wspaniałe uczucie.
/Dwa tygodnie później - Buenos Aires/
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. - stwierdziłam wysiadając z samolotu.
- Ma pani rację, pani Galindo.
- Chyba się nigdy do tego nie przyzwyczaję. - uśmiechnęłam się.
Na lotnisku czekała na nas uradowana Violetta.
- Angie! Pablo! Już jesteście! Jak się cieszę! - przytuliła się do nas.
- Cześć, Violu.
- Tęskniłam za Wami!
- My za tobą też i to bardzo. - odpowiedział Pablo.
- A gdzie German? - zapytałam. - Jest z tobą?
- Nie został w domu. Ramallo mnie przywiózł. - odparła moja siostrzenica.
- To może chodźmy się z nim zobaczyć? - zaproponował mój mąż.
- Tak. Chodźmy.
Violetta ruszyła, a my szliśmy za nią. Po drodze opowiadała nam o tym co się tutaj działo przez te dwa tygodnie, kiedy nas nie było. To był naprawdę wspaniały czas... Zwiedziliśmy Paryż, który od teraz będzie moim ulubionym miejscem na wakacje, jedliśmy ślimaki, które okazały się ohydne. Czułam się jakbym znowu miała 20 lat... Uciekłam od codziennych problemów razem z moim Ukochanym, którego poślubiłam w mniej przyjemnych sytuacjach dla mojego szwagra, ale Pablo stwierdził, że od tego czasu jest pewien, że nie kocham nikogo innego tak jak Jego.
- Hej, Ramallo! - przywitałam się.
- Dzień dobry, Angie. - pocałował mnie w policzek. - Witaj, Pablo.
- Cześć. - odpowiedział mój mąż.
- Jak tam podróż poślubna? Udała się?
- Tak, było naprawdę super. Szczegóły opowiemy ci po drodze, bo trochę nam się śpieszy, do domu. Chcemy iść jeszcze do Studio... - powiedziałam.
- A więc ruszajmy! - zdecydował asystent Germana.
Pablo przez całą drogę opowiadał mojej siostrzenicy i Ramallo, co robiliśmy w Paryżu. Przyznam, że Go nie słuchałam... Myślałam o moim szwagrze... "Prędzej czy później i tak się z nim muszę zobaczyć... W końcu jestem w Jego domu trzy razy dziennie..." Może to się zmieniło? Może już zatrudnił kogoś na moje miejsce? Stanę przed nim twarzą w twarz, i co? "German, sorry, że cię nie poślubiłam, tak wyszło, kocham Pabla, a no i przepraszam, że wcześniej ci nie powiedziałam kim naprawdę jestem. Dlaczego? Zapomniałam." - przecież nie mogę tak powiedzieć. Czy on już wie, że Violetta chodzi do Studia? Zapytałabym się jej, gdyby nie to, że widziałam jak pilnie słucha mojego męża. No tak... Powrót do rzeczywistości... Wracam do domu, do pracy, problemów, do życia codziennego...

/W domu/
- Angie, co się stało z Twoim ślicznym uśmiechem? - zapytał Pablo.
- Nic...
- Jak to nic? Widzę, że jesteś smutna.
- To przez Germana...
- Co on Ci takiego zrobił?
- On mi nic... To ja go zraniłam... Przecież miałam wyjść za niego, nie za Ciebie...
- Żałujesz tej decyzji?
- Nie, ani trochę... Po prostu będzie czuł się oszukany... Tak nieprzyjemnie potraktowałam go przed ołtarzem... No i jeszcze wyznałam mu prawdę, o tym, kim jestem... Ty nie czuł byś się w takiej sytuacji zraniony?
- Jasne, że bym się tak czuł... Idziemy jeszcze dzisiaj do Studio?
- Może sobie darujmy? Już szesnasta. Zaraz kończą się ostatnie zajęcia...
- To jutro zróbmy dzieciakom niespodziankę, przyjdźmy i poprowadźmy jutro lekcję normalnie. Co Ty na to?
- Krótszy urlop?
- Jeśli nie chcesz, to oczywiście zostanę z Tobą w domu.
- Nie, nie... Zróbmy tak. Przynajmniej przestanę myśleć o naszej wspaniałej podróży poślubnej.
- Heh... A co tam słychać u mojego maluszka? - położył mi dłoń na brzuchu.
- Nasz maluszek ma się świetnie i mówi, że bardzo kocha swojego tatę, tak bardzo jak mama Go kocha. - uśmiechnęłam się.
- A maluszek nie chciał by mieć rodzeństwa? - zaczął namiętnie mnie całować.
Po całym ciele przeszły mnie dreszcze.
- A to, to już nie zależy od maluszka, tylko od jego mamy.
- Aha... A mamusia nie chciała by rodzeństwa dla maluszka?
- Mamusia, nie wie, czy tak się da, ale przecież zawsze można popróbować...

/W Studio/
- Witajcie, dzieciaki! - przywitał się Pablo.
- Angie, Pablo! Wróciliście wcześniej?!? - cała klasa rzuciła chórem.
- Tak, tęskniliśmy za wami. - odpowiedziałam.
- Jakie szczęście! - odparł Maxi. - Jeszcze jedno zastępstwo z Gregoriem, a by mnie już tutaj nie było.
- Był, aż taki surowy? - zapytał mój mąż.
- Tak, Pablo. Nawet nie wiesz jak.
- No dobrze. Koniec już tych pogaduszek. Wracamy do pracy. - zarządziłam.
Dzieciaki zaczęli zajmować swoje miejsca.
- Od kiedy Ty jesteś taka... odważniejsza? - szepnął do mnie Pablo.
- A co? Nie podobam Ci się? - uśmiechnęłam się.
- Skądże... Jesteś bardziej... pociągająca... - chciał mnie pocałować
- Nie tutaj. W domu. Wracamy do pracy. - rozkazałam.
- Tak jest, panno Galindo! - odparł mój mąż.

- Camilla, a spróbuj zaśpiewać to troszeczkę niżej, dobrze? - poprosiłam.
- Okej, spróbuję... "Otra vez... tú puedes. Otra vez... si quieres".
- Jeszcze trochę niżej...
- Nie dam rady, Angie.
- Spróbuj.
- Ale jak?
- Nabierz dużo powietrza i... - wciągnęłam powietrze.
Nagle bardzo zaczął boleć mnie brzuch. Zaczęłam się płakać z bólu.
- Angie, wszystko gra? Może zawołam Pabla? - zapytała uczennica.
- Tak, proszę...
Camilla zniknęła na chwilę za drzwiami, lecz parę chwil później wróciła razem z moim mężem.
- Co jest? Co się dzieje, Angie? - pytał się troskliwie.
- Nasze dziecko... - wymamrotałam.
- Jedziemy do szpitala. - zdecydował Pablo.
Parę minut później znalazłam się w szpitalu. Zrobili mi kilka badań, dali jakieś lekarstwa i położyli na sali. Mój mąż siedział przy mnie cały czas. W końcu przyszedł jakiś lekarz.
- I co z naszym dzieckiem? - zapytaliśmy oboje zdenerwowani.
- Przykro mi, ale...
----------------------------------------------------------------------------------
Co z dzieckiem Angie? - Dowiecie się już jutro!
Jak tam dzisiejszy odcinek "Violetty"?
Fajny był??? :D.

Pozdrawiam
bloggerka

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 36 - Ślub

Ten rozdział jest całkowicie napisany dla
fanek Pangie.
- Stop! Przerwać ceremonię!
W głębi siebie pragnęłam, aby to się stało... żeby Pablo wbiegł i powiedział mi, jak bardzo mnie kocha. Lecz niestety... to nie był On...
- Kim pan jest? - zapytał mój przyszły mąż.
- Raczej... kim państwo są? - odpowiedział mężczyzna.
- Casttio. - powiedziałam.
- Casttio? Ale w tym kościele ślub miała wziąć para Martínez...
- Tak, ale dopiero za godzinę. - wtrącił się ksiądz.
- Naprawdę? To bardzo przepraszam...
- Dobrze, nic się nie stało.
- Tylko mam prośbę. Jak spotkacie Martinez'ów to nie mówcie im, że ktoś chciał im przerwać ślub, ok?
- Nie ma sprawy. - odpowiedziałam.
Mężczyzna wyszedł. German zaczął ponownie składać przysięgę.
- Ja, German Casttio, ślubuję Ci miłośćwierność, oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.
Nagle drzwi się otworzyły, a w nich stał... Pablo. Widziałam, że był przybity, lecz mimo wszystko uśmiechnął się do mnie i zajął miejsce w drugim rzędzie z brzegu. Patrzyłam na każdy Jego ruch z wielką uwagą.
- Panno Angie, teraz pani. - szepnął ksiądz.
- A, tak... Ja, Angie Saramego... - popatrzyłam na swojego przyjaciela, którego nadal mocno kochałam. - Nie, ja tak nie chcę!
- Ale czego Ty nie chcesz, Angie? - zapytał German.
- Tego wszystkiego! Nie chcę tej sukni, nie chcę tych obrączek, nie chcę tego ślubu!
Violetta, która stała z boku z obrączkami bardzo się uśmiechnęła. Wiedziała o co mi chodzi.
- German, kocham Cię, ale... jest na świecie osoba, którą kocham mocniej... - spojrzałam się w stronę Pabla. - I tą osobą, jesteś Ty, Pablo.
Wszyscy byli zszokowani. Ja też... sama nie wierzę, że zdobyłam się wtedy na taką odwagę, aby to powiedzieć.
- Czyli czujesz do mnie coś więcej niż przyjaźń? - zapytał.
- Tak...
- A co ze mną? - zapytał mój szwagier.
- Usłyszałam jak ślubujesz mi wiernośćmiłość, oraz, że nie opuścisz mnie, aż do śmierci... Już słyszałam to w twoich ustach... 16 lat temu...
- Ale jak to?
- Tak, German... To ja... Angeles Saramego...
- Nie, to się nie dzieje... To wszystko, to jeden koszmarny sen...
- Nie... To się dzieje, naprawdę.
- Panie Pablo, proszę tu podejść - powiedział kapłan.
Mój przyjaciel wykonał prośbę.
- Czy pan, także kocha panią Angie? - zapytał.
- Ja... - popatrzył się na mnie. - Tak, kocham. Bardzo kocham.
- A więc... Czy obiecujecie sobie miłośćwierność, oraz, że nie opuścicie się, do śmierci?
- Tak. - odpowiedzieliśmy zgodnie.
- Zatem, ogłaszam Was, mężem i żoną. Możecie się pocałować.
O tak... Nareszcie mogę się z Nim pocałować... I nikt nie może mnie posadzić o zdradę... Goście wstali i zaczęli nam bić brawo.
- Kocham Cię... - powiedział.
- I chcesz mnie, mimo, że noszę w sobie nie Twoje dziecko?
- A kto tak powiedział, że nie jest moje?
- No, przecież jesteś bezpłodny...
- Powiedziałem tak, bo chciałem, żebyś żyła szczęśliwie z Germanem...
- Czyli ono może być Twoje?
- Tak, ale nawet jeśli nie będzie, będę kochał Was oboje.
Z oczu poleciały mi łzy. Wzruszyłam się.
- No, chodź. Już nie płacz. - przytulił mnie. - Już jestem z Tobą na dobre i na złe...

Wesele trwało całą noc. O 23:30 wyjechaliśmy na wspaniałą podróż poślubną do Paryża. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa. Już się niczego nie bałam. Miałam przy sobie mężczyznę... Wspaniałego mężczyznę, który zawsze by mnie obronił.
----------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że rozdział krótki,
a końcówka brzmi jak epilog, lecz spokojnie - 
nie planuję jeszcze kończyć pisać.
Wiele przygód jeszcze czeka Angie.

Mam nadzieję, że fanką/faną Pangie się podobało :D.
bloggerka

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 35 - Za dużo jak na dwa dni...

Ten rozdział mam przyjemność zadedykować,
wszystkim osobą, które
uwielbiają śluby!
- Pan German... jest oskarżony o znęcanie się nad swoją małżonką.
- Przepraszam, nie rozumiem.
- Kim pani jest?
- Angie Saramego. Narzeczona Germana.
- Dostaliśmy anonimowy donos, że pan Casttio znęca się nad swoją narzeczoną psychicznie i fizycznie.
- Że co? To nie prawda.
- Może i byśmy pani uwierzyli, gdyby nie te krzyki co przed chwilą słyszeliśmy.
- Ale panowie, to była normalna kłótnia! Pan się nigdy nie kłócił ze swoją żoną?
- Nie rozmawiamy teraz o moim życiu prywatnym. Zawoła pani, pana Germana?
- Tak, już.
Poszłam po niego, do jego gabinetu.
- Policja przyszła po ciebie. - powiedziałam.
- Czyli ten debil na mnie doniósł?
- Nie.
- To po co tutaj przyszli?
- Bo ktoś oskarżył cię, że znęcasz się nade mną.
- Jeszcze tego brakowało!
- Lepiej już do nich idź.
I tak też zrobił. Wyszedł do policji.
- Witam, jestem German Casttio. - przedstawił się z uśmiechem na twarzy.
- Witamy. Musimy pana zaaresztować.
- Ale jak to? Na ile?
- Jak będzie pan grzeczny, to tylko na noc.
- Ale panowie, ja nie mogę! Mam jutro ślub!
- To niech pan lepiej się dobrze zachowuje.
Zabrali go. Znowu zostałam sama w tym ogromnym domu... Nie miałam co robić. Nudziło mi się okropnie. "Może spotka się z Jackie?" - pomyślałam. Wzięłam do ręki pierwszą, lepszą książkę z szafki. "Zmierzch" - nie to już czytałam trzy razy i widziałam film... Tak właściwie, to nie miałam ochoty czytać. Przypomniało mi się, że noszę w sobie dziecko, swojego szwagra. Musiałam się umówić do lekarza. Wzięłam torebkę i ruszyłam do przychodni.

- Dzień dobry. - przywitałam się z lekarzem.
- Witam. - spojrzałam się w jego stronę.
- Nie... to nie pan...
- Właśnie, że ja.
Doktorem okazał się... ojciec Pabla.
- O, to ja przełożę wizytę na kiedy indziej.
- Nie spokojnie. Co Cię do mnie sprowadza?
- Chyba nie sądzisz, że będę z tobą rozmawiała?
- A dlaczego nie?
- Po tym co się o tobie nasłuchałam, nigdy w życiu!
- Mój syn plecie bzdury! Kocham Go! Gdyby tak nie było, to nie było by mnie dzisiaj w Buenos Aires! Co Cię tutaj sprowadza? Nosisz w sobie Jego dziecko?
- Nie mam zamiaru prowadzić u ciebie tej ciąży! - krzyknęłam i wyszłam.

/Następnego dnia/
Dziś ten dzień... Dzisiaj wyjdę za Germana... Za chwilę powinien wrócić do domu...
- Angie! - przytulił mnie.
- Hej! Tęskniłam.
- Ja też... a Ty co? Jeszcze nie gotowa?
- Czekałam na ciebie.
- No to teraz idź się przebrać, bo za chwilę przyjdą goście.
- Tak, już.
Poszłam do siebie i założyłam suknie ślubną. Wyglądałam w niej pięknie... Na chwilę odleciałam z tego świata... 
Stoję przed księdzem, lecz na miejscu mojego narzeczonego stoi.... Pablo.
- Co Ty tu robisz?
- Ty nosisz moje dziecko... Nasze dziecko...
- Nie, Pablo nie bredź! Jesteś bezpłodny!
- Kłamałem.
- Dlaczego?
- Bo Cię kocham... - pocałował mnie.
STOP! Wychodzisz za Germana! Nie za Pabla! Do pokoju weszła Violetta.
- Angie, jesteś gotowa? Wszyscy czekają.
- A Pablo jest?
- Nie, jeszcze Go nie ma...
- Już idę, idę...
Zeszłam na dół. Orkiestra zaczęła grać. Stanęłam przed ołtarzem, koło mojego narzeczonego. Pabla jeszcze nie było... Widocznie nie przyjdzie... Obraził się...

- Ja, Angie Saramego, ślubuję Ci, Germanie Casttio, miłość, wierność oraz, że cię nie opuszczę...
- Stop! Przerwać ceremonię!
----------------------------------------------------------------------------------
Kto przerwał ślub?
Odpowiedź już jutro!

Pozdrawiam
bloggerka

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 34 - To nie moje dziecko!

Ten rozdział dedykuję
wszystkim, którzy nienawidzą Pabla.
Do fanów Pangie!:
Ten rozdział boli mnie tak, jak Was.
Na nim wyświetlił się wynik... pozytywny...
- Nie... To się nie dzieje... Mi się to wszystko śni... - mówiłam. - To niemożliwe...
- Angie! Wszystko gra?!? Siedzisz w tej toalecie już pół godziny! - usłyszałam jakiś głos. 
Wydawało mi się, że to była Violetta.
- Tak, tak. Już wychodzę.
Wyszłam z łazienki. Miałam rację, za drzwiami stała moja siostrzenica. Zauważyła, że coś jest nie tak.
- Na pewno wszystko w porządku? Jesteś blada jak ściana...
- Tak. Wszystko gra. Muszę iść się przespać.
Poszłam do pokoju i położyłam się spać.
- Mamo, jak mogłaś mnie okłamywać przez ten cały czas!?! 
- Ale, o co Ci chodzi, kochanie?
- O co mi chodzi? O to, kto jest moim ojcem!
- No, tak. German jest twoim tatą.
- Nie prawda! Wujek Pablo nim jest!
- Ale... Skąd ty o tym...
- Moja grupa krwi nie pasuje, ani do Twojej, ani do taty, tylko do wujka! A opowiadałaś mi kiedyś, że zanim wyszłaś za tatę przespałaś się z wujkiem!
- Córeczko, posłuchaj...
- Nie! Nie masz prawda już nazywać mnie swoją córką! Nienawidzę Cię!
Obudziłam się. A jeśli to będzie prawda? Jeśli to dziecko, nie jest Germana tylko Pabla? Muszę o wszystkim powiedzieć mojemu narzeczonemu... Zeszłam na dół. Akurat siedział na sofie i czytał gazetę.
- Musimy porozmawiać... - powiedziałam.
- Tak?
- To jest naprawdę ważne.
- Słucham.
- Ja... jestem w ciąży...
- Naprawdę?!? Angie, to wspaniała wiadomość! - przytulił mnie. - Nie cieszysz się? - zobaczył, że byłam smutna.
- Nie wiem...
- Nie wiesz, czy się cieszyć?
- Nie... Nie wiem, czyje to dziecko...
- Jak to nie wiesz czyje to dziecko?!?
- Tamtego wieczoru... My się kochaliśmy, prawda?
- Tak.
- A wtedy... Dzień wcześniej... Co wróciłam do domu, nad ranem, od Pabla...
- Ty z Nim?!?
- Tak, przecież Ci mówiłam.
- Myślałem, że mówisz o pocałunku!
- Nie, chodziło mi o to...
- Ja, Go zabiję! - ruszył w stronę drzwi.
- Nie! German, nie! - krzyknęłam.
Może i mnie usłyszał, lecz zignorował. Wyszedł, a ja pobiegłam za nim. Zaczął iść w stronę Studio, lecz niestety (a może stety) napotkał mojego przyjaciela, przy fontannie, w parku.
- Ty, idioto! - walnął Go pięścią w twarz.
- Auł! Co ja zrobiłem? - zapytał.
- Co zrobiłeś?!? Zrobiłeś Angie dziecko!
Pablo spojrzał się na mnie. Następnie dostał w brzuch i wleciał do fontanny. Krzyczał z bólu. Mój narzeczony wszedł do niej i już miał Go dobić, kiedy resztkami sił wydobył z siebie:
- To nie ja...
- Jak to nie?!?
Mój były ponownie spojrzał się na mnie. Na moje załzawione oczy.
- Jestem bezpłodny...
Co?!? Pablo jest bezpłodny... Dlaczego mi nie powiedział? Dlatego powiedział, że to nie może być Jego dziecko... To znaczy, że noszę w sobie dziecko Germana? Poczułam w sobie smutek... Niby nie chciałam, żeby to było dziecko mojego przyjaciela, lecz w głębi siebie pragnęłam tego... Mój narzeczony odszedł. Podbiegłam do Pabla.
- Pomóc Ci?
- Nie. Idź stąd.
- Dlaczego? Pablo...
- Przy Tobie, mam zawsze same kłopoty, rozumiesz?!?
"Teraz poczułam ostrą niechęć do Niego, jakby mnie oszukał, lub skrzywdził, jakby mi zabrał coś, co nie do Niego , a do mnie powinno przynależeć...*"
- Ale na ślub przyjdziesz?
- Pomyślę. Idź stąd, zanim przyjedzie policja, bo będziesz oskarżona.
Posłuchałam się Jego. Teraz tego nie rozumiem... Jak ja mogłam Go wtedy tam zostawić? Przecież, on ledwo co się ruszał... Powinnam Mu pomóc... Najwyżej by mnie zamknęli w więzieniu, trudno... Wróciłam do domu.
- Dlaczego Go pobiłeś!?! Co ci strzeliło do głowy!
- No wybacz, ale myślałem, że masz z Nim dziecko, a nie ze mną.
- To nie powód, żeby kogoś bić!
- To co miałem z Nim zrobić?
- Nie wiem, może porozmawiać?!?
- No już nie ważne. Dowiedziałem się tego, czego chciałem.
- Wiesz, że mogą nas zamknąć?
- Mnie nie zamkną, bo nie mają za co.
- Jak to?!? Ty, będziesz kłamał?
- Tak.
- Ty? German Casttio, który brzydzi się kłamstwem?!?
W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam je. Za nimi stała policja.
- Czy jest pan German Casttio?
- Tak, a o co chodzi?
- Pan German...
----------------------------------------------------------------------------------
Chyba łatwo się domyślić co 'Pan German' zrobił.
Chociaż tutaj Was zdziwię! Tu nie chodzi o pobicie Pabla!
* - cytat z książki Ireny Jurgielewiczowej pt. "Inna?".
Zmieniłam tylko formę z 3. osoby liczby pojedynczej, na 1.

Udanego weekendu!
bloggerka