czwartek, 25 grudnia 2014

Jednorazówka - Magiczny czas świąt

Święta się jeszcze nie skończyły,
a więc ja zapraszam Was
na świąteczną jednorazówkę! :D
Święta... Jedni je kochają, inni - wręcz przeciwnie - nienawidzą ich. Ale dlaczego, to chyba nigdy tego nie zrozumiem... Co prawda, nie przepadam za tym świętem, ale żeby tak od razu go nienawidzić? Pewnie jesteście ciekawi, dlaczego ja nie lubię tego święta. Będąc dzieckiem, wydawało mi się ono wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju. Chyba nie trudno się domyślić, że działo się to za sprawą jednej, magicznej osoby - Świętego Mikołaja. Ta nadzieja, że kiedyś go zobaczę i, że to on właśnie przynosi prezenty... Ach, jak ja za tym tęsknię... Lecz niestety, z wiekiem ta radość przepada... Ubieranie choinki, wyszukiwanie pierwszej gwiazdy na niebie, czy nawet tradycyjny obiad z rodziną przestają cieszyć. Najlepszy okres świąt, jaki ja przeżywałam, był gdy miałam od siedmiu do jedenastu lat... Wtedy najwięcej mogłam zrobić, najbardziej we wszystko wierzyłam... A teraz? Sama muszę kupować prezenty i gdy nieraz widzę ich cenę potrafię się nieźle przestraszyć. Chociaż święta, gdy Martina była mała, też były całkiem niezłe. Widziałam, że cieszy się z tego wszystkiego, tak jak ja, gdy byłam w jej wieku... Teraz to wszystko minęło... Mimo, iż bardzo chcę, aby chociaż ta magia i euforia wróciły, to nic się nie da zrobić...
Tego roczne święta mieliśmy spędzić inaczej. Od kiedy Martina jest na świecie spędzaliśmy je tylko w czwórkę: ja, Pablo, ona i mój tata. Parę lat później Antonio zmarł, więc robiliśmy to tylko w trójkę. Lecz tym razem miało się to odbyć w trochę inny sposób. Mieliśmy się spotkać bardzo dużą grupą. Ja z Pablem wraz z naszą córką, Violetta z Diego razem z Facundo, German z Olgą i Priscillą w związku z tym, Ludmiła z Federico. Byłam bardzo ciekawa, jak to może wyglądać. Oczywiście całą kolację przygotowywała Olga wraz z Priscillą, gdyż to właśnie w domu Casttio odbywało się święto. Ja zaproponowałam, że mogę pomóc. Ciężko było do tego nakłonić Olgitę, gdyż "nie chcę, abym się przemęczała", ale w końcu namówiłam ją do tego, aby dała mi chociaż zrobić jakieś małe przystawki.
Wstałam rano, przed godziną dziewiątą i zaczęłam przygotowywać dla nas ubrania. Wyprasowałam Pablowi koszulę, przygotowałam dla Martiny czerwoną sukienkę, odnalazłam swoje wyjściowe buty. Gdy skończyłam to robić, moja córka zeszła na dół. Co mnie zdziwiło była ubrana i uczesana, co się nigdy nie zdarza. Zawsze siedzi w piżamie do godziny trzeciej w południe.
- Hej, mamo! Mogę ci jakoś pomóc?
- W przygotowaniach do Wigilii?
- Tak.
- Wiesz, co... - zaczęłam się zastanawiać. - Tata poszedł odebrać prezenty, więc jak je przyniesie, będziesz mogła je zacząć pakować.
- O, tak! Bardzo chętnie. Jak wróci, to mnie zawołaj, dobrze?
- Oczywiście. - nagle usłyszałyśmy, że samochód podjeżdża pod nasz dom. - Chyba jednak nie będę musiała. Chodź, pomożemy mu, bo trochę tego ma.
Wyszłyśmy na dwór i pomagałyśmy Pablowi zanieść paczki do domu. Niektóre były leciutkie, a inne nieco cięższe. Było ich naprawdę sporawo, gdyż miało być nas na Wigilii osiem, włącznie z nami. Co prawda, niektórzy mają większą rodzinę, ale dla nas, co powtarzam już któryś raz, to nowość, gdyż spędzaliśmy święta tylko w trójkę. Gdy skończyliśmy przenosić paczki, postawiliśmy je w salonie. Dałam Martinie trzy rolki papieru ozdobnego i pudełko gwiazdek samoprzylepnych. Rzecz jasna, prezent dla niej schowaliśmy, bo przecież nie mogła go zobaczyć. Nim się uwinęliśmy, zobaczyliśmy, że dochodzi już godzina, o której mieliśmy się spotkać w domu Casttio, więc szybko się przebraliśmy, ja z Martiną zrobiłyśmy szybki makijaż, a w tym czasie Pablo pakował rzeczy do samochodu. Po tym wyszliśmy i jechaliśmy na Wigilię.

- Hej, witajcie! Nareszcie przyszliście! - przywitała nas Priscilla.
- Cześć. - weszliśmy do środka.
- Martinka, jak ty wyrosłaś! A jak wyładniałaś! - oczywiście, nie obyło się bez tego tekstu.
- Yyy... Dziękuję bardzo. - odpowiedziała z uśmiechem moja córka.
Ściągnęliśmy buty. Pablo z Martiną rozstawiali prezenty pod choinką, a ja weszłam do kuchni, aby zostawić Oldze przygotowane przeze mnie potrawy.
- O dzięki Angie. - zaczęłam rozpakowywać torbę. - Ale wiesz... Byłam pewna, że zapomnisz, więc ja też ugotowałam to wszystko... - dlaczego mnie to nie dziwiło? - No trudno, będzie więcej, to się bardziej najecie.
- Tak, tak Olguś... - uśmiechnęłam się.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Znowu towarzyszka Germana podeszła do drzwi i otworzyła je. Okazało się, że tym razem była to Violetta, Diego i Facundo. Tym razem syn mojej siostrzenicy nasłuchał się jaki jest już duży. Z tego co usłyszałam, mąż Violi miał wstawić walizki do byłego pokoju Violi, bo przyjechali oni na całe święta, natomiast Violetta przyszła do kuchni, aby zapytać się, czy nie potrzebna jest przypadkiem jej pomoc.
- Angie, hej! - podbiegła i mnie przytuliła.
- Hej, kochana! Jak wam minęła podróż?
- Nie było najgorzej. No, ale wiesz... święta... Tłumy ludzi, musisz się wszędzie przepychać...
- No tak... Ale jakoś przeżyliście?
- Tak. - uśmiechnęła się.
- Mamo, wujek German prosił nas, abyśmy nakryli do stołu... - do pomieszczenia weszła moja córka. - O, cześć ciociu.
- Witaj, Martina! - przytuliły się. - Jak tam ci się z Tomem układa?
- Normalnie.
- Normalnie?
- No tak, a jak ma być?
- Yyy...
- Nie, no ciociu, jest wspaniale. Nawet planowaliśmy razem spędzić w święta, ale stwierdziliśmy, że to jeszcze za wcześnie.
- Dobra, później sobie porozmawiacie. Chodźmy, nakryjemy do stołu. - zaczęłam sięgać  talerze z szafki.
Nie minęło parę minut, a na białym obrusie znalazła się biała zastawa, a pod nią sianko. Zapaliliśmy na choince lampki i zaczęliśmy się dzielić opłatkiem. Wbrew pozorom, lubię ten moment, gdyż mam wtedy okazję powiedzieć parę miłych słów innym i usłyszeć coś miłego. Gdy skończyliśmy, usiedliśmy wszyscy do stołu i zaczęliśmy się zajadać. W Polsce, tradycyjną potrawą jest karp, natomiast u nas, w Argentynie zajadamy się pieczonym jagnięciem, za którym wprost przepadam! Jem go tylko w ten jeden dzień w roku, dlatego zawsze się nim najbardziej zajadam. Próbuję także innych potraw, bo trzeba spróbować wszystkiego, ale to najbardziej lubię. Po zjedzonej kolacji wzięliśmy się za prezenty, bo co to by były za święta bez tego jakże istotnego i zarazem jednego z najlepszych,
elementu. Za rozdawanie ich wzięła się Martina razem z Facundo, gdyż oni są najmłodsi i naszym zdaniem, to właśnie  im się należało. Ja i Pablo dostaliśmy między innymi jakieś  słodycze, kawę i inne pierdoły. Najbardziej zaskoczył nas  ogromny witraż z naszymi rodzinnymi zdjęciami. Były tam foty z niedawna, ale również takie z dalekiej przeszłości, na  przykład moje pierwsze zdjęcie z Violettą, kiedy ją w końcu odnalazłam, albo z mojego ślubu z Pablem. Cały witraż miał rozmiary ogromnego telewizora. Stwierdziliśmy, że powiesimy sobie go w sypialni. German z Priscillą dostali podobne rzeczy, oprócz wyklejanki, ale za to dostali również sporawe zdjęcie rodzinne w ramce, które również sobie powieszą nad łóżkiem. Sam German natomiast dostał solową płytę Marii. Największym prezentem otrzymanym przez Violettę i Diego była płyta DVD, która była natychmiast odtworzona. Okazało się, że znajdował się na niej jeden film zmontowany z fragmentów ich koncertów, teledysków, filmów prywatnych oraz zdjęć. Jak dla mnie to było bardzo urocze. Facundo jest jeszcze dzieckiem, w związku z czym dostał zabawki. Moja córka dostała nowego smartphone i laptopa, aczkolwiek pod choinką została jeszcze jedna paczka.
- Prezent dla... Martiny. - przeczytał chłopczyk.
Największa paczka dla mojej córki została na samym końcu. Dziewczyna nieco zdziwiona podeszła do Facundo i wzięła od niego prezent. Nie spodziewała się jeszcze prezentów, bo w pewnym sensie, to właśnie ona dostała najwięcej. Wróciła na miejsce i ściągnęła z niego papier ozdobny. Ku jej oczom ukazało się pudło. Na początku nie za bardzo mogła sobie poradzić z taśmą, którą było pozaklejane, ale wzięła noża i poszło jej to z większą łatwością. Jej mina była niesamowita, gdy zobaczyła tam gitarę. Dokładnie taka, o jakiej zawsze marzyła. Niebieska, z ciekawymi wzorkami u dołu i czarnymi brzegami. Jej dotychczasowy instrument był już nieco zniszczony. W komplecie dostała jeszcze pokrowiec, stroik, trzy różnokolorowe kostki i dwie pary strun.
- Łał... Mamo, tato, dziękuję! - rzuciła się na nas.
- Córciu... Nie chcę cię martwic, ale to nie od nas... - odparł Pablo.
- Jak to? W takim razie... od kogo?
Pierwsze co, zerknęłam na moją siostrzenice, lecz ona zaprzeczyła. W takim razie... czyżby German?
- Nie, ale wiem czyja to sprawka. - uśmiechnął się tajemniczo. - Zajrzyj do kieszeni w pokrowcu.
- Nic tutaj nie ma... A nie, jednak...
"Wiem, że to właśnie o niej marzyłaś.
Mam nadzieję, że Ci się spodobała.
Kocham Cię :*
Ps. Pozdrów wujka Germana ;)"
- Jejku... To od Toma... - zobaczyłam jak jedna łza spływa jej po policzku. - Kurczę, a ja mu nic nie dałam... Mam dla niego prezent, ale myślałam, że wymienimy się nimi, jak się spotkamy...
- Nie martw się, on się na pewno nie gniewa. - odparłam.
- Może masz rację. Czy tylko ja mam już ochotę na deser? - zapytała nagle.
- Nie! Do kuchni! - krzyknął Facundo.
Nagle wszyscy zlecieli się do owego pomieszczenia. Zostałam sama z Pablem, gdyż ja chciałam stanąć przy lustrze, aby poprawić fryzurę, a mój mąż nagle stanął za mną, objął mnie i obrócił w swoją stronę.
- Spójrz w górę najdroższa. - podniosłam wzrok, ku moim oczom ukazała się jemioła. - Feliz Navidad, kochanie.
- Feliz Navidad...
Nasze usta zaczęły się powoli zbliżać do siebie.
- Angie, czy wiesz może... - usłyszałam Germana i spojrzałam się w jego stronę. - Ojjj... Przepraszam... - wycofał się z powrotem do kuchni.
- Na czym to stanęliśmy? - zapytałam z uśmiechem.
- Hmm... Już pamiętam. - zbliżyliśmy się do siebie ponownie.
Nasze usta dotknęły się. Gdy zakończyliśmy pocałunek stykaliśmy się nosami i czołami.
- Te amo mucho...
- Angie! Pablo! Chodźcie na deser! - usłyszeliśmy krzyk Olgi.
- Już idziemy! - odkrzyknął mój mąż.
Pablito złapał mnie za rękę i razem podeszliśmy do stołu.

Hejka! :*
Może odrobinę ta jednorazówka spóźniona, ale grunt, że jest :D.
Miała się pojawić wczoraj, ale ja uwielbiam robić wszystko na ostatnią chwilę, więc... ;).
Mam nadzieję, że się Wam spodobała :).
Tak napomknę jeszcze, że czytałam odrobinę o świętach w Argentynie,
ale to naprawdę nie było za dużo, więc polskie tradycje są poprzeplatane z tymi latynoamerykańskimi.

FELIZ NAVIDAD!
Wiem, że są to spóźnione życzenia, ale lepiej późno niż wcale, nieprawdaż?
Tak więc, mam nadzieję, że karp smakował, Mikołaj był bogaty
i, że najedliście się tyle, że nie mogliście się ruszyć z kanapy :D.
W takim razie pozostaje mi tylko życzyć Wam, abyście cieszyli się
z tych dwóch dni, które nam pozostały, radości z prezentów
i, aby nie przybyły Wam zbędne kilogramy po wczorajszej Wigilii ;).
I oczywiście ŚNIEGU! <3
Ale tego to też sobie życzę :P.

Wesołych świąt! ;*
bloggerka

niedziela, 16 listopada 2014

Sezon 3 - Rozdział 13 - Urodziny

Po trzech tygodniach przerwy
zapraszam na rozdział! <3
- Diego, już jesteś? Tak wcześnie?
Hiszpan zapukał do mojego domu, a ja nie patrząc na zegarek zwlekłam się z łóżka, założyłam szlafrok, kapcie i zeszłam, aby mu otworzyć. Musiałam wyglądać koszmarnie, ale przecież jestem kobietą. Nie potrafię się przygotować gdziekolwiek w krócej niż piętnaście minut.
- Przepraszam, sądziłem, że o dziewiątej nie będziesz już spała. A po za tym do urodzin pozostało nam tylko sześc godzin. Trzeba wszystko przygotować...
- No wiem, wiem... Wydaje mi się, że Pablo już nie śpi, to przysłałabym go, aby ci pomógł, a ja w tym czasie zacznę się ubierać, dobrze?
- Spoko.
Miałam już wejść na górę, lecz zatrzymałam się jeszcze między drugim, a trzecim schodkiem.
- Pozwolisz, że spytam z ciekawości... Co powiedziałeś Violetcie? A może nic jej nie zakomunikowałeś i będzie się o ciebie martwiła...
- Nie było jej w domu, musiała wyjść z Facundo na kontrolę nogi do przychodni i jeszcze mi napomknęła, że poszłaby z nim odwiedzić Germana.
- A jak wróci wcześniej do domu?
- Zostawiłem jej kartkę. "Telefon mi padł, wyszedłem, będę przed trzecią. Kocham Cię, Diego.".
- To ty po nią pójdziesz przed urodzinami?
- Taki był początkowy plan, ale skoro planuje iść do ojca, to może go poproszę, aby ją tutaj przywiózł?
- Twoja decyzja. Dobra, to ja idę po Pablo. Zaraz tutaj zejdzie, a ty może zostaw te wszystkie ozdoby w salonie? Tak, tam chyba będzie najlepiej.
- Dobra. Pośpiesz się, bo bez twojej pomocy nie zdążymy. - uśmiechnął się.
- Już idę, idę...
Weszłam na górę. Miałam rację, mój mąż już nie spał, ale też do końca nie był gotowy, aby zejść na dół i pomóc Diego. Siedział w piżamie i czytał książkę.
- Hm... - mruknęłam. - Ile minut potrzebuje przeciętny facet, żeby się ubrać? - zapytałam siadając obok Pablita.
- Pewnie mniej od przeciętnej kobiety. - odłożył książkę na bok. - A skąd to pytanie?
- Bo wiesz... Diego na dole czeka aż przyjdziesz mu pomóc z dekoracją.
- A co z tobą? Ty nie?
- Ja tak. - odparłam. - Ale sam właśnie potwierdziłeś, że mnie to ogarnięcie się zajmie dłużej niż tobie, więc radzę ci się pospieszyć.
- Dlaczego zawsze ja mam gorzej od ciebie?
- Bo jesteś mężczyzną. Mężczyźni zazwyczaj tak mają.
- Zastanawiałem się kiedyś, jak to by było być dziewczynką. Ale stwierdziłem, że nie mógł bym nią być. Sukienki, mycie się trzy razy dziennie, okres... Yyy... nie, to nie dla mnie.
- W każdym razie, ty jesteś facetem, a ja dziewczyną. Ty ubierzesz się w trzydzieści sekund, a ja w dziesięć minut. A znając nas, ta dyskusja trwa już około dwudziestu minut, czyli Diego siedzi bezczynnie i marnuje swój czas. Radzę ci się pospieszyć. Idę do łazienki, więc możesz się tutaj ubrać. Widzimy się za pół godziny. - wzięłam ubrania i weszłam do łazienki.

Trzydzieści minut później otworzyłam drzwi do łazienki. Wyszłam z niej, weszłam do sypialni, pościeliłam łóżko, odłożyłam piżamę i wyszłam. Przez przypadek trzasnęłam zbyt mocno drzwiami. Moja córka wyłoniła się ze swojego pokoju.
- Co tutaj się dzisiaj dzieje? Ty trzaskasz drzwiami, tata wali młotkiem w ścianę...
- No, bo widzisz... - chwila przerwy. - Co? Tata wali młotkiem w ścianę?!
- Tak. Ale dlaczego to już się mnie nie pytaj. Sama nie wiem i jestem bardzo ciekawa dlaczego robi to akurat w sobotę o dziewiątej rano.
- Martina, dzisiaj wyprawiamy urodziny Violi. To był pomysł Diego i bardzo mu na tym zależało. Chciał je wyprawić u nas, no to się zgodziliśmy. Tata z wujkiem właśnie wieszają dekoracje w salonie, ale... po co im ten młotek?
- Robicie dekorację? Ja bardzo chętnie pomogę.
- Ubierz się i zejdź na dół.
- Dobrze, będę za pół godziny. - zamknęła drzwi od pokoju.
"Wiedziałam, że pół godziny..." - uśmiechnęłam się w duchu. Zaczęłam schodzić na dół. Zerknęłam w stronę salonu. Na pierwszy rzut oka nic nie widziałam. Weszłam do salonu i dopiero przy stole zobaczyłam duże zmiany. Cały salon był wysprzątany tak, że wszystko lśniło, a w części, gdzie znajdował się nasz wielki stół było mnóstwo fioletowych ozdób. Biały obrus w różowe kwiaty pokrywał calutki ciemnobrązową ławę. Szafkę, która stała na przeciwko telewizora przestawili, tak, by stała naprzeciwko drugich drzwi od salonu. W ten odo sposób została zwykła żółta ściana, na której chłopaki powiesili napis "¡Feliz Cumpleaños Violetta!". Oczywiście nie zapomnieli o masie balonów i serpentyn porozwieszanych po ścianach. Zapowiadała się jeszcze masa roboty, ale przy tym sporo zabawy...
- I jak? Podoba się? - zapytał z uśmiechem Diego.
- No jasne! To jest... wow...
- To co? Bierzemy się dalej do pracy?
- Oczywiście. Zaraz Martina nam zejdzie pomóc. Czeka nas wiele pracy... Cały dom ozdabiamy?
- Tak. Razem z piętrem i tarasem.
- To bierzmy się do pracy!

Skończyliśmy w sam raz, pół godziny przed trzecią w południe. Ja pojechałam po tort, a Diego po Violettę. Pablo musiał zostać w domu, gdyż jakby ktoś przyszedł przed czasem, a Martina po babeczki do Olgi. Violetta była bardzo uradowana z imprezy. Ogromnie się z niej ucieszyła.
- I jak tam mijają ci urodziny? - zapytałam.
- Świetnie, tylko cały czas mam wrażenie, że widzę gdzieś Leona...
- Nie mylisz się. On tutaj rzeczywiście jest. - odparł Dieguto.
- Kto go tutaj zaprosił?!
- Sam przyszedł.
Nie chciałam się wtrącać w tą dyskusję. Stałam cicho i przyglądałam się tym wszystkim słodyczą, które leżały na stole.
- To idź i go stąd wyproś!
- Dobra, ja go zaprosiłem.
- Ty? Po co!?
- Chciałem, żebyście się pogodzili. Zrobiłem coś źle?
- Tak! Znaczy nie... Chciałeś dobrze... Ach... Yyy... Ale i tak jesteś bardzo kochany. Dziękuję.
- To co? Pójdziesz z nim porozmawiać?
- Wiesz co? Pójdę.
- To świetnie! Mam iść z tobą?
- Lepiej zostań. Tutaj. Nie ruszaj się stąd, dobrze?
- Yyy... Jasne.
Stanęłam obok Diego i zaczęłam z nim rozmawiać. Zajadaliśmy się tymi pysznymi babeczkami, które przyrządziła Olga. Chwila nie minęła, a Leon wraz z Violettą zniknęli nam z oczu.
- Gdzie jest Violetta?
- Gdzie jest Leon? Widzisz! Mówiłam, że to bardzo zły pomysł!
- Teraz mi nie wypominaj tylko pomóż mi ich szukać!
Panikowałam bardziej niż Diego. Chyba dlatego, iż znałam całą prawdę o ich pocałunku...
- Diego! Martina mówi, że łazienka jest zamknięta już od jakiegoś czasu...
- Błagam cię Angie, nie strasz mnie tak. Musimy się do niej jakoś dostać...
- Ale mamy wyważyć drzwi?
- Oni mięli się tylko pogodzić...
I w tamtej chwili mnie oświeciło. Przecież Leon mógł jej zrobić krzywdę...
- Masz jakieś drobne w kieszeni?
- Mam... - włożył rękę do kieszeni. - Po co ci?
- Daj mi to. - podał mi do ręki pisiąt groszy monetę.
Zamek od drzwi był tak zbudowany, że udało nam się swobodnie otworzyć drzwi. Lecz (nie)stety, nikogo tam nie było...
- To był zły pomysł, żeby go tutaj zaprosić...
- Chciałeś dobrze... I to się liczy...
Nagle usłyszeliśmy odgłos otwieranych drzwi. Spojrzeliśmy w ich stronę. Była tam... Violetta z Leonem! Szybko podbiegliśmy do nich.
- Gdzie wyście byli?! Szukaliśmy was! - zaczął Diego.
- Znaczy... Bo wiesz, wszyscy chcą, żebyś coś zaśpiewała...
- Bardzo chętnie. Chłopaki przygotujecie wszystko na tarasie?
- Oczywiście. - powiedział Leon i zaczął iść w stronę drzwi tarasowych, a mąż Violi zaraz za nim.
- Co wy robiliście? Wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy?
- Dlaczego?
- Bo byłaś z Leonem. Z tym Leonem, który pocałował cie mimo twojej woli.
- Byłam z nim wszystko sobie wyjaśnić. Stwierdziliśmy, że powiemy wszystko Diego po urodzinach. Nie chcę go oszukiwać, bo prędzej czy później dowie się prawdy, ale najlepiej będzie, jak sama mu powiem.
- I dobrze, a teraz chodź. Zaraz śpiewasz.
- Więc chodźmy.
Wyszłyśmy na taras. Rozbrzmiały się pierwsze dźwięki. Na scenę weszła Violetta i zaczęła śpiewać pierwsze wersy piosenki. "On the first day, that I meet you... Feeling out of pleace , so many new faces..."*. Nagle dołączyła do niej Francesca, która przyleciała tutaj specjalnie z Marco aż z Włoch. Następnie Diego, Leon, Camilla a nawet Ludmiła, która, można powiedzieć, że została siostrą Violi, bo ich rodzice nadal się spotykają, mimo, iż nie są po ślubie. Nagle na całe podwórko było słychać piękny występ Violetty, jej znajomych i mojej córki, która się do nich dołączyła. "Friends 'till the end... Never break, never bend... Friends understand, make you smile, hold your hand..."**.
Śpiewali jeszcze inne, przeróżne piosenki i tak oto zakończyły się urodziny mojej siostrzenicy. Lecz przed Violettą jeszcze bardzo trudna rozmowa... Musiała powiedzieć Diego o tym nieszczęsnym buziaku z Leonem...

- Diego, chcemy ci coś powiedzieć... - zaczęła Violetta.
- Przeczuwam, że coś złego... Walcie...
- Pocałowałem Violę mimo jej woli. I wszystkie te kłamstwa, które wypisują w gazetach są informacjami wyssanymi z palca, więc nie wierz im. Naprawdę, żałuję tego, co zrobiłem, ale proszę, nie gniewajcie się na mnie... Nie kontrolowałem siebie... Wybaczcie...
- Wiedziałem, że to tak wygląda...
- Czyli dowiedziałeś się wszystkiego?
- Myślisz, że nie? Co krok gazeta z waszym zdjęciem na okładce. Czekałem, aż sama się przyznasz...
- Nie gniewaj się na Leona, bo to też w pełni nie jego wina... Pierw, co prawda, nie chciał mnie puścić, ale potem... Odwzajemniłam jego pocałunek... Mówię ci to, bo chcę, abyś znał calutką prawdę. Wiem, że możesz mnie znienawidzić, bo postąpiłam okropnie... Ale kocham cię i dlatego ci to mówię...
- Violetta, też cię kocham i dlatego ci wybaczam. Bez ciebie moje życie nie miałoby sensu... Leon, jeśli o ciebie chodzi, to rozumiem. Jak można nie oprzeć się mojej Violi? - zaczęli się śmiać. - A tak na serio, to serio stary. Nie gniewam się. Nie mogę być zły, bo przecież to są twoje urodziny Vilu. I obiecuję, że nie będę do tego wracał, gdy wrócimy do domu. To taki dodatkowy prezent ode mnie. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - moja siostrzenica pocałowała swojego męża w policzek.
- Kumple? - zaproponował Leon.
- Kumple. - odparł Diego.

* - "W pierwszym dniu, w którym cię poznałam... Czułam się nie na miejscu, przez wiele nowych twarzy..."  - fragment "Friends 'till the end"
** - "Przyjaciele do końca... Nigdy się nie złamiemy, nigdy nie przepadniemy... Przyjaciele rozumieją, sprawiają, że się uśmiechasz, trzymają cię za rękę..." - również kawałek tej piosenki.

I jak Wam się podoba? Mam nadzieję, że znośny.
Zamiast czytać lekturę (która jest na jutro)wolałam napisać rozdział.
Widzicie, jaka ja jestem kochana? xD
A tak w ogóle jak Wam się podobał 1 odcinek V3 po polsku?
Co do wyglądu, to aż szkoda mi słów, bo nie mam go kiedy skończyć ;___;

Do zobaczenia niebawem! :*
bloggerka

niedziela, 19 października 2014

Sezon 3 - Rozdział 12 - Przyjazd Diego

Hejka! :D
Mamy rozdział 12!
Zapraszam! <3
Violetta siedziała w pokoju i siedziała... Albo naprawdę tyle jej to zajęło, albo ja po prostu byłam okropnie niecierpliwa, zdenerwowana i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, o czym rozmawiała z Diego. Podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho...
- Żartujesz?
- Nie. Nie cieszysz się?
Chwila... Dlaczego słyszałam także jego? Przecież oni tylko rozmawiali przez telefon...
- Jasne, że się cieszę. Tylko... tak trochę mnie zaskoczyłeś...
- W takim razie do zobaczenia kochanie. Tęsknię za tobą. Facundo też. Buziaki!
- Do usłyszenia. - rozmowa zakończyła się.
Jak zwykle chciałam uciec z tamtego miejsca, ale tym razem zdecydowałam, że postąpię inaczej. Miałam się już nagle wycofać, gdy stwierdziłam, że tego nie zrobię. Delikatnie zaczęłam uchylać drzwi. Zobaczyłam, że moja siostrzenica siedzi tyłem do nich. Głowę ma opartą na kolonach i jest owinięta kołdrą. Nie było słychać, żeby płakała. Podeszłam bliżej i usiadłam koło niej.
- I co? Dowiedział się?
- Nie wiem, bo nic nie mówił. - podniosła głowę.
Oczy całe jej się świeciły. Widocznie zanosiło jej się na płacz.
- To dlaczego jesteś taka smutna?
- Ja? Smutna? Wydaje ci się...
- No przecież widzę. Violu, nie udawaj.
- Angie, on dzisiaj wieczorem będzie w Buenos Aires.
- Diego?
- Tak.
- Ale przecież...
- Zabiera Facundo ze sobą. Wypuścili go ze szpitala wcześniej. Diego stwierdził, że przydadzą nam się takie wakacje w rodzinnym mieście.
- Co w tym takiego złego, bo nie rozumiem?
- Może on już wie? Tylko nie chciał ze mną o tym rozmawiać przez telefon? Przyjedzie tu i powie, żebym już nie wracała do Madrytu, bo tam już nie mam domu...
- Już nie dramatyzuj. To przecież był tylko jeden pocałunek.
- Tak, ale ja go raniłam tak częściej, nie pamiętasz? Jak chodziłam do Studia, to co chwile miałam problemy z Leonem i źle się to kończyło... A nawet jeśli Diego jeszcze nic nie wie, to przecież tutaj, w każdej gazecie teraz na okładce zobaczysz to zdjęcie... Jeszcze przecież może spotkać Leona gdzieś na mieście... Wtedy... - urwała.
Widziałam, że ledwo trzymała łzy w oczach. Nie chciałam już ją zamęczać tematem tego pocałunku. Trudno, co się stało, to się nie odstanie... Nie mogłam jej też teraz zostawić samej. Zaraz zadręczałaby się niestworzonymi historyjkami "co zrobi Diego"...
- Może pójdziemy zjeść śniadanie?
- O tej godzinie? Przecież ledwo jest siódma.
- Niby tak, ale przecież już raczej nie pójdziemy spać, nie?
- No dobrze...
Poszłyśmy do kuchni. Nalałam mleko do rondelka i wstawiłam. Parę minut później przyrządziłam z niego kakao, które wypiłyśmy jedząc kanapki z kremem czekoladowym.

I wydawałoby się, że ten dzień płynąłby nam bardzo krótko, lecz tak nie było, bo pomimo tego, iż Viola bała się faktu, że Diego może wiedzieć o jej pocałunku, bardzo chciała się z nim zobaczyć. Bardzo go kochała i tęskniła za nim. Nie widzieli się już dwa tygodnie. Wiec mimo dużej liczby obaw, gdy tylko zobaczyła swojego męża podbiegła i rzuciła mu się na szyję.
Diego wiedział, że Violetta jest u nas w domu, dlatego pierwsze co udał się właśnie tutaj. Moja siostrzenica cały czas stała w oknie, w salonie wyczekując swojego ukochanego. Gdy
tylko zobaczyła jakiś cień, czy ujrzała coś ruszającego się myślała, iż to właśnie on w końcu pojawił się, lecz najczęściej to byli inni ludzie, którzy przechodzili obok, lub zwierzęta. Aż w końcu, gdy zobaczyła, że furtka się otwiera i wchodzi przez nią dwoje chłopaków - jeden niższy, drugi wyższy, wiedziała, że w końcu się pojawili. Wybiegając z domu na boso, bez butów podbiegła do większego z nich, mocno się do niego przytuliła i oddała na jego ustach namiętny pocałunek. Wróciła do środka trzymając Diego za rękę, a przed nimi maszerował dziesięcio, już prawie jedenastoletni Facundo.
- Hola! - przywitał się.
- Cześć! Jak minęła podróż? - spytałam.
- Dobrze, ale gorzej z małym. - odparł Diego.
- Coś mu się stało?
- No, można tak powiedzieć... Wymiotował przez całą drogę...
- A teraz dobrze się już czujesz? - zapytałam troskliwie.
- Tak. - uśmiechnął się.
- To świetnie. Zostaniecie na kolacji?
- Zostaniemy? - Violetta spojrzała na swojego męża z proszącym wzrokiem.
- Zostaniemy. - stwierdził.

Po posiłku Diego koniecznie chciał ze mną porozmawiać. Gdy tylko mi to zakomunikował, w oczach mojej siostrzenicy pojawił się strach. Ja byłam prawie przekonana, że nie chodzi mu o to... Czy miałam rację?
- Angie, słuchaj... Jest taka sprawa...
- No dawaj.
- Viola ma niedługo urodziny, prawda? Więc może byśmy zorganizowali jej jurto taką mini-imprezę urodzinową, na którą zaprosilibyśmy Leona, żeby się ze sobą z powrotem zaprzyjaźnili. Wiesz, Violetta nie będzie się tam go spodziewać, a przecież nie widzieli się tyle czasu... Znam ją doskonale i wiem, że to doceni. Wtedy mało tego, że się z nim pogodzi to ja i ty u niej zapunktujemy. Tak więc jutro, w waszym domu o trzeciej. Pablo już wszystko wie, tylko chcieliśmy cię prosić, abyś zajęła się tortem, bo wiesz, tobie to wychodzi najlepiej. A po za tym, to całą resztę mamy już załatwioną. Olga i German zajęli się wszelkimi przekąskami, napojami... Nieźle to wymyśliłem, nie? - odparł dumnie.
- Czekaj, czekaj... Wolniej... Jutro? On? W naszym domu?
- Co w tym dziwnego? Chciałbym, aby oni się w końcu pogodzili.
- Diego, ale czy ty jesteś pewien tego, co mówisz?
- A czy ja niby niestworzone historię opowiadam?
- Leon i Violetta mają się spotkać i pogodzić na przyjęciu?!
- Przecież nic złego się nie może stać. Ja tam będę nad wszystkim czuwał. Jak się zacznie robić niefajnie to wkroczę do akcji i po sprawie. To jak?
Tak naprawdę chciałam wyrzucić mu z głowy ten pomysł, ale przecież już było za późno... Już wszystko było przygotowane... Tylko dlaczego Pablo się na to zgodził nie gadając ze mną? Ach, już pamiętam... Przecież on o niczym nie wie...
- No dobrze...
Wyszliśmy z pokoju. Diego chciał pójść zobaczyć, czy Viola będzie się jeszcze długo pakowała, ale ja go wyprzedziłam. Powiedziałam, że i tak muszę iść na górę. Zaraz, kiedy weszłam przez próg poleciało pierwsze pytanie od mojej siostrzenicy.
- Co on ci mówił?! Wie coś?!
- Nie, nic mu na ten temat nie wiadomo.
- To o czym rozmawialiście?
- O niczym ważnym...
- Angie! Powiedz!
- Diego się tylko pytał co ma zrobić z Facundo... Bo Martina miała kiedyś nogę złamaną tak jak on i prosił o rady... - nie mogłam jej przecież powiedzieć prawdy o przyjęciu...
- To nie mógł przy mnie?
- Wiesz... - starałam się coś wymyślić. - Jak to każdy facet. Boi się przyznać do błędów, więc nie mów mu, że ci o tym wspominałam, dobrze?
- Jasne. - odparła. - Skończyłam się pakować. Jakbym czegoś zapomniała to po mnie zadzwoń, okej?
- Okej.
Zeszłyśmy na dół. Całą rodziną pożegnaliśmy Diego, Violę i Facundo. Wiedziałam, że następny dzień będzie ciężki... Musiałam się do niego nie tylko fizycznie przygotować, jak i psychicznie... To, co miało się tam wydarzyć było jednym wielkim znakiem zapytania... Czy Leon wszystko wygada? Może Violetta sama się przyzna? Albo oboje zachowają to w tajemnicy?

Witam wszystkich! Jak tam Wam życie mija? :)
U mnie, powiem jedno - szkoła.
Zupełnie nie mam czasu na bloga, na nic.
Dzisiaj miałam chwilkę, więc skorzystałam.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba ^^.

Nad nowym wyglądem nadal pracuję, ale już powoli kończę.
Więc mam nadzieję, że niedługo się z nim uporam,
bo miał się pojawić już dawno temu :P.

See you soon! :D
bloggerka