piątek, 4 kwietnia 2014

Sezon 2 - Rozdział 32 - Od kiedy Ty masz brata?

W życiu Pabla pojawia się nowa osoba...
Kto to będzie?
Zapraszam do czytania! :)
Tego dnia, Pablo był odwiedzić swojego ojca w areszcie. To był tydzień szkolny, czyli wcześniej oboje byliśmy jeszcze w pracy. Powiedział, że nie będzie go półtorej godziny. Nie będę kłamała, nieco się spóźnił.
- Angie, muszę Ci coś wyznać... - zaczął.
- Tak? - zapytałam.
Bałam się najgorszego... Bałam się, że mnie zdradził... Wybaczyłabym Mu to, bo przyznał się do tego sam, aczkolwiek zrobił to... Ale chwila. Zaraz. Skąd ta pewność? Przecież nic mi jeszcze nie powiedział...
- Ja... - zaczął. - Mam przyrodniego brata.
- Co? Od jak dawna?
- Sam dowiedziałem się dopiero godzinę temu...
- Ja tutaj czegoś nie rozumiem... - powiedziałam. - Jak możesz mieć przyrodniego brata i powiedzieć mi o tym dopiero teraz?
- No przecież powiedziałem Ci, że sam się o tym dowiedziałem dopiero godzinę temu.
- A wiesz chociaż gdzie mieszka, ile ma lat, jak ma na imię?
- Wiem, że ma na imię Edward i ma 28 lat... Mieszkał w Brazylii...
- A rozumie nasz język?
- Tego jeszcze nie wiem... Wydaje mi się, że nie... Muszę spróbować się z nim skontaktować.
- Jak chcesz to zrobić, jak sądzisz, że nie zna hiszpańskiego?
- Po angielsku, a jeśli to nie wypali, to znajdę sobie tłumacza z portugalskiego. Ja muszę go poznać. Tylko za bardzo nie mam jak...
- A twój tata? Rozumuję, że to od niego dowiedziałeś się o istnieniu Edwarda.
- Tak, ale on zerwał kontakt z tamtą kobietą. Powiedział, że to był tylko przelotny romans...
- Krótko mówiąc, wtopa. - podsumowałam. - A może Twój tata chciał tego dziecka? - zapytałam.
- Nie, nie sądzę... W każdym razie tak mówił, a obiecał mi, że już mnie więcej nie okłamie... Powinienem mu uwierzyć...
- No tak... Ale jak zamierzasz się poznać z Edwardem?
W tej chwili zadzwonił nasz domowy telefon. Popatrzyłam na Pabla wzrokiem 'Ty odbierz'. Domyślił się, o co mi chodzi. Wziął telefon do ręki. Jego rozmowa nie trwała zbyt długo.
- Co jest? - zapytałam.
- To może Ci się wydawać bardzo dziwne, ale... Edward skontaktował się z tatą... Muszę do niego jechać jak najszybciej. - postanowił. Wziął kurtkę z sofy, którą przed chwilą tam rzucił i już miał wyjść kiedy nagle Go zatrzymałam.
- Pablo, jadę z Tobą! - krzyknęłam.
- A co z Martiną? Niania nie zdąży przyjść.
- Bierzemy ją ze sobą!

Parę minut później byliśmy już na odwiedzinach u ojca Pablo. Niestety, to był bardzo zły pomysł, żeby zabrać naszą córkę, gdyż i tak nie mogła z nami wejść i mieliśmy przez to małe problemy. Ostatecznie jeden z policjantów zaoferował nam pomysł. Gdy weszliśmy do pokoju, mój mąż od razu zaczął wypytywać o szczegóły.
- I co o nim wiesz? Mówi po naszemu? Jak można się z nim skontaktować?
- Pablo, dasz mi powiedzieć?!? - Michael nieco się zezłościł. - On do nas przyleci...
- Odwiedza nas? Kiedy?
- Powiedział, że będzie tutaj już jutro...
- Ale jak to, jutro? To trochę nie za szybko? Zupełnie nie wiem, o czym z nim rozmawiać...
- Poradzisz sobie. Hiszpański zna i to bardzo dobrze. Uczy się go praktycznie od urodzenia. Musicie się nim zająć, gdyż ja trafiłem tutaj. Dzwonił do mnie i powiedział, że hotel już sobie zorganizował, z tymże chciał, aby ktoś po niego przyjechał na lotnisko...
- O co to, to nie! - odrzekł mój mąż. - On będzie spał u nas! Muszę go dobrze poznać. Wezmę sobie wolne w Studio.
- Jak wolisz. Przyleci jutro około dwunastej.
W tej chwili do sali rozmów wszedł policjant i powiedział, że musimy już kończyć odwiedziny, gdyż już zrobiło się późno i na dodatek nasza córka zaczęła na głos płakać. Wyszliśmy z sali. Podziękowałam komisarzowi za opiekę nad Martiną, ubraliśmy się i następnie ruszyliśmy w stronę wyjścia. Gdy weszliśmy już do samochodu zapanowała niezręczna cisza. Byłam bardzo ciekawa osobowości Edwarda. Czy przypominał chociaż w małym stopniu swojego brata? A może był zupełnym przeciwieństwem? Miało się to okazać już jutro... Także zaczęłam się tym stresować, ale nie aż tak, jak mój mąż. Nie dziwię mu się. Przez dwadzieścia dwa lata nie wiedział, że ma brata... Coraz bardziej męczyło mnie pytanie: "Skoro to był przypadek, to jakim prawem ojciec Pabla o tym wie? Jeśli to była tylko jednorazowa nocka?". Bardzo mnie to intrygowało... Chciałam przerwać nieszczęsną ciszę, która była pomiędzy mną, a Pablem.
- Naprawdę nic o nim nie wiesz? Nic, a nic? - zapytałam.
- Nic, a nic... - odpowiedział. - Ale dowiem się jak najwięcej...
----------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie, jaki okaże się brat Pabla?
Grzeczny i miły gość, czy raczej podły? 
Odpowiedź już jutro! :D

Możliwe, że jutro pojawią się obiecane dwa rozdziały,
lecz nie chcę nic gwarantować w 100%, gdyż mam całodniową wycieczkę :).

Miłych snów!
bloggerka

Sezon 2- Rozdział 31 - Studio On Beat!

Dzisiaj Studio przechodzi dużą zmianę!
Jaką?
Dowiecie się czytając rozdział :).
Weszłam do Studia, do pokoju nauczycielskiego. Nikogo tam nie było. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to kartka, z przeogromnym napisem:
Zaraz po dzwonku proszę,
aby wszyscy nauczyciele razem z uczniami,
przyszli do sali pokazowej.
Jest to naprawdę bardzo ważne!
Pablo
Byłam bardzo ciekawa, co jest aż takie ważne... Chociaż chwilę później zżarło mnie przerażenie... "Może coś się komuś stało? Może muszą zamknąć Studio?" - nie, przecież Pablo powiedziałby mi o tym już wcześniej... Nie rozumiem, dlaczego skoro to jest 'takie ważne' nie powiedział mi o tym wcześniej... Zadzwonił dzwonek na lekcję. Popędziłam do grupki uczniów, gdyż chciałam się jak najszybciej dowiedzieć o co chodzi. Wszyscy byli zszokowani, że ich zabieram, gdyż miałam im dzisiaj zrobić zaliczenia z piosenki "Veo, veo", ale no niestety nie mogłam. Byli jednocześnie z tego powodu bardzo szczęśliwi, a z drugiej strony na tyle zszokowani, że wyjście przedłużyło nam się okropnie. Gdy w końcu weszliśmy na salę, modliłam się, żeby się jeszcze nie zaczęła żadna gadka, ale okazało się, że Pabla jeszcze nie ma. Przyszedł dopiero po 10 minutach...
- Kochani, od dzisiaj w naszym Studio pewna rzecz się zmieni. - odparł.
- Tak, jaka?
- Nasze Studio się dzisiaj zmieni! Zmienia wygląd i zmienia nazwę!
- Tak? - zdziwili się wszyscy.
- Od dziś nasze kochane Studio, zamiast nazywać się Studio 21, będzie... Studio On Beat!
- Ta nazwa doskonale pasuje do tego miejsca... - stwierdziłam.
- Tak, więc mam dla was parę informacji... - zaczął Pablo. - Dzisiaj mamy poniedziałek. Panowie powiedzieli, że skończą z remontem do środy, ale może i mnie uda się was jeszcze czymś zaskoczyć? Tak więc, zaraz po tym apelu możecie iść wszyscy do domu. Najbliższe zajęcia odbędą się za tydzień, tak jak zwykle, o ósmej.
- Czyli ja dobrze rozumem, że nie będziemy mieli zajęć? - zapytał Andres.
- Tak...
Mój mąż jeszcze trochę opowiadał, o jakimś projekcie, a następnie puścił wszystkich do domów. Został sam w Studio, a ja postanowiłam dotrzymać Mu towarzystwa.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Studio przejdzie przemianę? - spytałam.
- Chciałem, żebyś miała niespodziankę. - powiedział i pocałował mnie w policzek. - Chyba nie powiesz, że nie zrobiłem Ci tym jakiejś tam małej przyjemności?
- No nie wiem... - odpowiedziałam. - Zależy jak bardzo zmieni się nasza szkoła.
- A to, to zobaczysz już za tydzień...
- Jak to za tydzień? Ja mam zamiar tutaj zostać i pomagać.
- O co to, to nie. Wszyscy mają mieć niespodziankę. - uśmiechnął się i delikatnie wypchnął mnie za drzwi szkoły.

I tak mi mijał ten tydzień... Spędziłam go tylko z córką, gdyż gdy tylko zasnęłam, Pablo przychodził do domu i wychodził wczesnym wieczorem. Szczerze, to miałam już tego troszeczkę dość... Miał przecież zatrudnionych specjalistów, a On tylko się kręcił tam, gdzie nie trzeba... W końcu minął mi ten dłuuugi tydzień... Podchodzę pod budynek i łapię klamkę... Opuszczam ją w dół i drzwi delikatnie pcham od siebie... Wchodzę, a tam... Zupełnie odmienione Studio! Więcej kolorów, miejsca, radości... Teraz to to wyglądało jak miejsce do nauki dla młodzieży... Nagle zobaczyłam swojego męża.
- Nie czujesz, jakby tu było tak... nowo? - zapytałam.
- Może to przez to malowanie.
- Nie, nie o to chodzi... Pojawiła się dookoła taka miła, bardziej radosna atmosfera...
Wszyscy chodzili coraz bardziej uśmiechnięci po korytarzach... Już nie było tego problemu, że ktoś zgubi swoją szafkę, gdyż każdy miał prawo ją sobie ozdobić... Bardzo wiele ciekawych, nowych rzeczy się tutaj pojawiło... Np. głośniki, do których uczniowie mogli podłączyć swoje sprzęty, aby leciała ich ulubiona piosenka... Gdy byliśmy już z Pablem w domu, nie mogłam Go nie pochwalić, gdyż odwalił kawał dobrej roboty... Nawet napisał nową piosenkę przewodnią dla naszego miejsca...
- To był bardzo udany dzień. Wszyscy byli bardzo pozytywnie zaskoczeni.
- Naprawdę? A ja się do teraz zastanawiałem czy to był dobry pomysł...
- On był genialny. Też nie byłam co do tego przekonana, ale wyszło Ci świetnie.
- Dziękuję, Angie. - odparł
----------------------------------------------------------------------------------
Rozdział późno, gdyż musiałam odrobić lekcję
(a było tego baaardzo dużo!) :/.
Mimo wszystko, mam nadzieję, że się podobało.

Miłej nocy!
bloggerka

środa, 2 kwietnia 2014

Sezon 2 - Rozdział 30* - Serio?

Nie przynudzam...
Zapraszam do czytania :).
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
* - rozdział widziany oczami Pabla.
Wszedłem do Studio i ruszyłem w stronę swojego gabinetu. Jednak do niego nie doszedłem, gdyż zadzwonił dzwonek. Pierwsza lekcja minęła mi bardzo szybko i przyjemnie. Tak w ogóle to cały dzień się tak zapowiadał... Nagle naskoczył na mnie Antonio.
- Dlaczego Angie nie przyszła do pracy?
- Bo mamy w domu mały problem...
- Pablo, Wy każdego dnia macie jakieś problemy! A z resztą nie tylko Wy je macie, a także ja, Violetta i każda inna osoba! Co ja mam z Wami zrobić?
- Antonio, ale to jest naprawdę ważne...
- Co?!? Co jest takie ważne Pablo? Ktoś ją porwał, czy coś?
- Nie...
- To co się stało!?!
- Ktoś podrzucił nam dziecko do domu... - ściszyłem ton mówienia.
- Że co? - zdziwił się. - Czy ja dobrze usłyszałem?
- Tak... Ktoś nam w sobotę rano zostawił małą dziewczynkę przy drzwiach...
- Byliście z tym na policji?
- Tak, ale Angie jest nią zauroczona. Bardzo ją pokochała... Jak własną córkę... Ja z resztą też. Bardzo mi na niej zaczęło zależeć... Mamy cichą nadzieję, że jej rodzice, czy opiekunowie się nie znajdą... Dlatego Angie jest w domu, bo jeśli tak się stanie, to chcemy ją przygarnąć. Musimy pokazać, że mamy dla niej czas...
- Ooo... Przepraszam... Nie wiedziałem...
- Nie, okej. Ja też źle zrobiłem, bo cały czas daję Angie wolne, a nawet o zgodę Cię nie pytam...
- Jesteś dyrektorem, więc nie musisz. - uśmiechnął się do mnie. - Angie będzie teraz w domu? Chciałbym zobaczyć moją nową wnuczkę.
- Raczej tak, ale jak chcesz, to mogę do niej zadzwonić... - zaproponowałem.
- Nie. Zrobię jej niespodziankę. - powiedział. - To ja już idę. Pa. - wyszedł.
To było... dziwne? Jeszcze nigdy nie widziałem Antonia w takim... humorze? Sam już nie wiem... Zadzwonił dzwonek na następną lekcję. Pod koniec zadzwonił do mnie telefon. To była moja żona.
- Przepraszam, ale muszę odebrać. - powiedziałem. - To ważny telefon. Możecie sobie przez chwilę porozmawiać. - wyszedłem na korytarz i odebrałem.
- Pablo, możesz przyjść do domu?
- Ale co się stało? Ja mam właśnie zajęcia.
- Nie chcę Ci mówić tego przez telefon...
- A nie możemy tego zostawić na później?
- Pablo, oni chcą nam zabrać Kornelię...
Że co? To nie może być prawda... Sądziłem, że jeśli szukali jej opiekunów już trzeci dzień to ich nie znajdą, a tu jednak... A może chcą ją zabrać, bo... muszą? Tak, wiem.... Kiepska wymówka...
- Już idę Angie, tylko znajdę kogoś na zastępstwo...
W tejże chwili zadzwonił dzwonek na przerwę. Rozłączyłem się i wszedłem do klasy, aby powiedzieć dzieciakom, że mogą już iść do domu. Zrobiłem to i podbiegłem do Beto, gdyż tylko on miał okienko. Powiedział, że mnie zastąpi. Wziąłem kurtkę i podbiegłem do domu. Otworzyłem drzwi... Stał tam policjant z jakąś kobietą.
- Dzień dobry. Nazywam się komisarz Artur Martinez, a to jest...
- Zapewne mama Korneli, tak? - zgadywałem. - Pablo Galindo, mąż Angie.
- Czyli widzę, że wszystkiego się już pan domyśla. Widzę, że państwo przyzwyczaili się już do małej? Okazało się, że Kornelię zostawił pod państwa drzwiami były mąż, tutaj obecnej pani, który wygrał w sądzie rozprawę nad opieką dla dziecka. Lecz jak widać, nie wywiązał się z obowiązków.
- Chodź do mnie malutka... - powiedziała mama Korneli biorąc ją na ręce.
- W takim razie my już idziemy. - odparł policjant. - Do widzenia!
Nim się obejrzeliśmy nie było ich już u nas w domu. Weszli i wyszli jak burza...
- Przywiązałam się do niej. - powiedziała Angie stojąc w oknie i patrząc jak Kornelia z komisarzem i ze swoją mamą odjeżdża.
- Ja też. I Martina także... - powiedziałem. - Życie jest mega zakręcone. Nie sądzisz?
- Zgodzę się w 100 procentach... Mam ochotę pobawić się z Martiną. Bawisz się z nami?
- Właśnie o tym samym pomyślałem. - powiedziałem i poszliśmy po córkę.
----------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj rozdział późno. Przepraszam.
Zaraz się biorę za przedłużanie wczorajszego rozdziału, więc bądźcie czujni! :)
"Piosenkę na dzisiaj" pomogła mi wybrać Angieles Saramego. Dzięki! <3

Jeszcze tylko dwa dni do szkoły!
bloggerka

wtorek, 1 kwietnia 2014

Sezon 2 - Rozdział 29 - Czyje jest to dziecko?

Hejka Kochani!
Przepraszam, że jednak nic się nie pojawiło przez te trzy dni,
ale w moim przypadku opłacało mi się to ;D.
Zachęcam do poniższej lektury :).
Sobota... Ósma rano... Praktycznie każdy (kto może) o tej godzinie jeszcze słodko śpi... Jest myślami w swoim świecie... Nie obchodzi go nic więcej niż ciepłe i wygrzane łóżko, sen i ewentualnie jakiś pluszaczek... No, ale oczywiście, ja, jak zwykle nie mogę sobie pospać. Dlaczego? Tym razem już przed ósmą ktoś dobijał nam się do drzwi...
- Pablo, idź otwórz, proszę... - powiedziałam.
- Angie, ja śpię.
- No właśnie słyszę, jak śpisz. Idź. - zepchnęłam Go z łóżka.
- Ałł... Ale Ty brutalna jesteś...
- No idź już...
Zrezygnowany wstał i zszedł na dół. Długo nie wracał, więc stwierdziłam, że muszę do Niego zejśc, żeby zobaczyć czy żyje...

/W tym samym czasie, oczami Pablita/
Komu się zachciało o 7:49 zrywać mnie z łóżka?!? Podchodzę do drzwi, a tam widzę... Jakieś małe dziecko! Leży w nosidełku i śpi! Nie wierzę własnym oczom... Koło tego leżała kartka. Zerknąłem na nią...
Ma na imię Kornelia.
Mam nadzieję, że dobrze się nią zaopiekujecie.
Ona potrzebuje domu i dobrej rodziny.
Niestety ja jej tego nie mogę dać...
Wy macie wszystko,
pieniądze, szczęście, wzajemną miłość...
Wierzę, że wyrośnie na dobre i zdolne dziecko.

Dziękuję!
Nie, to się chyba nie dzieje naprawdę... Usłyszałem kroki Angie schodzącej po schodach...

/Dalej oczami Angie/
- Kto to był? - zapytałam.
- Angie... Zobacz...
- Pablo nie możesz mi po prostu... - przerwałam. - Ale jak to? Skąd?
- Nie wiem... - odpowiedział. - Przy niej był ten liścik...
Podał mi kawałek wygniecionej kartki papieru. Przeczytałam treść... Jednocześnie byłam przybita, a z drugiej strony wściekła, gdyż nie mieliśmy czasu na kolejne dziecko...
- Powiedź, że to się nie dzieje naprawdę... - poprosiłam.
- Nie, Angie... To jest prawdziwa rzeczywistość... - odparł...
- Co my z tym zrobimy?
- Nie mam pojęcia... Trzeba to będzie zgłosić na policję.
- No chyba nie... - odpowiedziałam. - Nie zrobimy tego temu dziecku... Ono potrzebuje matki i ojca, i domu...
- Angie, ale my nie możemy się nim zajmować.
- Dlaczego? Niania przychodzi do Martiny, tak więc mogłaby równie dobrze zając się tą Kornelią...
- Wtedy będzie pobierała dwa razy większe opłaty, a my już nie mamy tyle kasy...
- To odnajdźmy jej biologicznych rodziców.
- A jeśli się nie odnajdą?
- To wtedy się pomartwimy.... To co robimy?
- Idźmy z tym już na tą policję... - powiedziałam. - Ale później... Teraz muszę odespać... - uśmiechnęłam się i poszłam dalej spać...
----------------------------------------------------------------------------------
No i jest! Niestety krótki :/.
Tata mi zagroził, że za 5 min wyłączy mi internet więc musiałam go nieco skrócić,
gdy przepisywałam :(.
Jutro go wydłużę, jeśli będę miała czas.

"Piosenka na dzisiaj" towarzyszyła mi przy pisaniu rozdziału :).

Miłego wieczoru!
bloggerka

Ps. Są tutaj jacyś szóstoklasiści?
Jak sądzicie, ile punktów zdobędziecie?
Które zadanie było dla Was najtrudniejsze? 
Dla mnie 16, z tą kartką samoprzylepną.
I temat opowiadania był dziwny... :D

Ps. 2. Spoiler się dzisiaj nie pojawi, przez tatę :/.

Ważna sprawa... (Polecam przeczytać w całości)

Kochani, jest mi bardzo przykro!
Nie chciałam, żeby do tego doszło, ale niestety...
Nie mam już czasu na nic.
Wydawało mi się, że po teście będę miała już więcej czasu, a tu proszę!
Znowu tony pracy domowej, zaległe sprawdziany, kartkówki, poprawy... :/
Nie chciałam, żebyście się na mnie zawiedli, ale niestety...
MUSZĘ ZAWIESIĆ BLOGA!
Może kiedyś jeszcze tutaj wrócę?
W każdym razie bardzo bym chciała...
Wiem, że zawiodłam, nie tylko Was, ale siebie też...

Przepraszam!
bloggerka
































Ps. PRYMA APRILIS! Taki mały żarcik z mojej strony :D. Nabrał się ktoś???
Rozdział pojawi się w granicach 30 min. :)