sobota, 7 marca 2015

Sezon 3 - Rozdział 21 - Chcę o tobie zapomnieć

Hejka!
Jak myślicie, czy Edward będzie wściekły na Angie?
Czy to ich koniec?
Zapraszam! ;D
Leżałam na łóżku i rozmyślałam o tym wszystkim... Coraz mniej cieszyłam się z naszego pocałunku... Jak tylko Edward skończy rozmawiać z Pablem, pewnie będzie chciał porozmawiać ze mną... Tylko jeśli ja powiem mu coś zupełnie innego niż on, wtedy domyśli się, że kłamię... Nie chciałam psuć naszego związku... Kochałam go... Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach. Domyśliłam się, że zaraz drzwi od sypialni otworzą się, a w nich ukaże się któryś z braci Galindo... I tak też się stało.
- Skończyłeś już rozmowę z Pablem? - zapytałam nieśmiało.
- Tak.
- Pojechał już do domu?
- Tak.
Był taki dziwnie mało rozmowny... Ale pewnie ja postąpiłabym tak samo... Dopiero wtedy do mnie dotarło, jaka jestem fałszywa. Nie potrafiłabym mu wybaczyć zdrady, a sama posunęłam się do czegoś takiego...
- Edward, to nie tak jak myślisz! Przysięgam ci! - nie mogłam już dłużej wytrzymać.
- Ale o czym ty mówisz?
- To nie czas na żarty... Obiecuję ci, że nie zrobiłam nic, co mogłoby cię zranić.
- Angie, ale ja naprawdę nie rozumiem, o co ci chodzi...
- Jak to nie rozumiesz? O czym niby rozmawiałeś z Pablem?
- O tobie... o was...
- No właśnie... Wiem, że pewnie czujesz się zdradzony, ale naprawdę do niczego tutaj nie doszło...
- Chodzi ci o to przy świecach? Dlaczego miałbym sądzić, że mnie zdradziłaś?
- Bo staliśmy tak blisko siebie...
- Nie mam podstaw, żeby cię o to posądzać. Po za tym, po naszej ostatniej rozmowie wiem, że nie zrobiłabyś mi tego. - usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
Nie wiedział, jak bardzo się myli. Zrobiło mi się go żal. On mi ufał, a ja go tak podle oszukałam...
- Przepraszam cię, ale muszę iść teraz porozmawiać z Martiną.
- Uuu... Coś przeskrobała?
- Nic nie przeskrobała, po prostu muszę z nią pogadać, bo ostatnio jakoś nie miałam czasu.
- No dobrze, w takim razie idź, a ja się chwilę zdrzemnę, bo idę na nockę do pracy.
Wyszłam z mojej sypialni i zapukałam do pokoju Martiny, po czym weszłam.
- Masz chwilkę? - zapytałam.
- Dla ciebie mamo zawsze. - odpowiedziała.
- To świetnie. - usiadłam na jej łóżku. - Mam do ciebie pytanie.
- Tak?
- Dzisiaj jak w końcu wróciliście z Edwardem do domu, to ja z tatą byłam na górze, prawda?
- No tak.
- Ile widzieliście?
- Ile widzieliśmy? W jakim sensie?
- No ten tego... Czy widzieliście, że my się... no...?
- Całowali?
- No tak, dokładnie o to mi chodzi...
- Całowaliście się z tatą?! Naprawdę!? - ucieszyła się jak dziecko tak, że zaraziła mnie swoją radością i z powrotem się z tego cieszyłam.
- Ciszej... Edward nie może się dowiedzieć, jasne? Nikt nie może się dowiedzieć... Ale serio tego nie widziałaś?
- Ja widziałam, ale Edward nie widział.
- Naprawdę?
- Tak. Pierwsze co zrobiłam po przyjeździe to poszłam do swojego pokoju, ale nie doszłam do niego, bo zobaczyłam was. Staliście przy otwartych drzwiach w sypialni i jeszcze przy tych świecach... Wiesz mamo, jak to słodko wyglądało?
- To jakim prawem on tego nie widział, skoro stał przed tobą?
- Bo ja stanęłam i patrzyłam się na was, a potem przyszedł on, to udawałam, że dopiero wchodziłam do pokoju, bo wcześniej byłam w łazience. On nie zwrócił uwagi na światło świec i chciał tam wejść, jakby nigdy nic. Dopiero jak zapalił światło was zobaczył i wtedy już staliście odsunięci od siebie.
- Jakie szczęście... - mruknęłam pod nosem.
- Mamo, to oznacza, że tata wraca do domu i będziecie znowu razem?
- Nie... - odpowiedziałam. - To był tylko jednorazowy wybryk. Dlatego nie chcę, żeby Edward się dowiedział...
- A co z tatą? Pomyślałaś, że on w takim razie też może być zraniony?
- Tata? Nie... On wie, że jestem z Edwardem szczęśliwa... Ale nie rozmawiajmy o Pablu... To przez niego jestem w takiej sytuacji, w jakiej jestem...
- Przecież gdyby nie on, nie byłoby mnie, mamo. - uśmiechnęła się.
- No tak, a ty jesteś moim największym szczęściem... - odparłam. - Pabla muszę odstawić na bok, ale nie mam pojęcia jak to załatwić... Nie chciałam o nim zapominać, ale widocznie nie mam wyjścia...
- I wiesz co teraz zrobisz? Wsiądziesz do samochodu, pojedziesz do niego i wytłumaczysz mu, że masz Edwarda. Tym razem nie dasz się pocałować, jasne? On nie będzie ci niszczył życia. - odparła Martina.
- Sądzisz, że właśnie tak powinnam zrobić? Przecież wiem, że bardzo chcesz, żebym była z twoim tatą...
- Ale widzę, że to już naprawdę musi być koniec. Nie chcę, żeby tak było, że ty chodzisz cały czas zamyślona i martwisz się o to, iż zranisz Edwarda. Jedź już, bo zaraz się rozmyślisz. Zaufaj mi mamo. Naprawdę chcę dla ciebie dobrze.
- A może i masz rację? W takim razie niedługo będę. - zeszłam na dół.
Wzięłam torebkę i weszłam do garażu, gdy uświadomiłam sobie, że przecież nasz samochód stoi u mechanika. Pomyślałam, że zadzwonię po taksówkę. Nie musiałam długo czekać. Przyjechała po paru minutach pod mój dom. Droga już nie była tak krótka. Nie pomyliłabym się, gdybym stwierdziła, że mój były przeprowadził się na drugi koniec Buenos Aires, bo rzeczywiście tak było. Gdy w końcu udało mi się do niego dojechać, zapłaciłam taksówkarzowi i stanęłam przed drzwiami jego domu. Do tej pory widziałam go tylko raz, gdy odbierałam Martinę od Pabla. W środku jeszcze nigdy nie byłam. Zastanawiałam się, czy zapukać. Nie chciałam z nim o tym rozmawiać, ale też nie chciałam ranić Edwarda... "No rób to zanim całkiem się rozmyślisz!" - coś w środku mnie krzyczało. Stwierdziłam, że będzie lepiej jeśli tego posłucham. Nie musiałam czekać długo, gdyż po chwili drzwi otworzyły się, a w nich ujrzałam sylwetkę mojego byłego ukochanego... Ale czy na pewno byłego?
- Angie. - wyglądał na odrobinę zdziwionego, a jednocześnie zestresowanego. - Co ty tutaj robisz? Nie spodziewałem się ciebie...
- Wiem i przepraszam, że tak bez ostrzeżenia, ale mam ważną sprawę. Mogę wejść?
- Jasne... - wpuścił mnie do środka i zamknął za mną drzwi. - Długo nam to zajmie? - spytał.
- Nie tylko chwilkę... Naprawdę krótką...
- A więc o co chodzi?
Znalezione obrazy dla zapytania angie z violetty w ciąży- Musimy porozmawiać. - oznajmiłam. - Powiem wprost. Zostaw mnie w spokoju. Wiem, że teraz sobie sama zaprzeczam, bo wcześniej chciałam, abyśmy zostali przyjaciółmi, ale ja tak nie potrafię, a przez ciebie krzywdzę, i siebie, i Edwarda. Nie chcę cię już więcej widzieć. Chcę o tobie zapomnieć. Cześć. - odwróciłam się w stronę drzwi.
Tak szybko jak tam weszłam, chciałam stamtąd wyjść. Nie chciałam już dłużej na niego patrzeć.
- Angie zaczekaj. - złapał mnie za rękę. - Przepraszam, to moja wina. Nie potrafię być twoim przyjacielem... - spojrzał mi w oczy i przyciągnął ku sobie.
Nagle poczułam, jak jego usta stykają się z moimi w namiętnych pocałunkach. Były one bardziej odważne niż ten ostatnio. Poczułam, jak jego dłonie dotykają moich pleców pod bluzką. Gdy skończył oddawać mi pocałunki odsunęłam się od niego, lecz cały czas spoglądałam w jego stronę. Po chwili dojrzałam za nim pewną osobę, która do nas podeszła. Zastanawiałam się, co jest gorsze. To, że widziała nas, że się całujemy, czy to, że była to kobieta ubrana wyłącznie w męską koszulę, która najprawdopodobniej należała do Pabla.
- Hej, jestem Sara. - przywitała się.
- Angie.
- Bardzo mi miło cię poznać.
- Mnie również. - odparłam ze sztucznym uśmiechem na ustach.
Cały czas zerkałam na Pabla. Przyznam, że minę miał nietęgą. Czyżby znalazł sobie nową? Niby nie byliśmy już razem, ale odczuwałam coś, czego dawno nie czułam... Była to... zazdrość? Przecież to niemożliwe...
- Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? Piekłam wczoraj z Pablem ciasto, może ci posmakować. - zachęcała mnie.
- Nie, dziękuję. Przepraszam, ale odrobinę się śpieszę. Może innym razem. - nacisnęłam klamkę i wyszłam...

Bam, bam, bam! I co teraz? :P
I kim jest tajemnicza Sara, która pojawiła się u Galindo?
Dowiecie się już niedługo! ;D
Rozdział taki trochę krótki, ale jakoś choruję ostatnio na brak weny :/

Do następnego! :*
bloggerka

środa, 4 marca 2015

Sezon 3 - Rozdział 20 - Po jednym spojrzeniu zostaniesz we mnie na zawsze zakochana...

Hola! :)
Rozdział w środę - nieprawdopodobne, a jednak ^^
Zapraszam! :D
Jeśli chcecie wiedziec, jaka piosenka 
towarzyszyła mi przy pisaniu to zapraszam ;).
"Tak, kocham Pabla! Zgadłeś! Sądziłam, że mogę o nim zapomnieć, ale jednak byłam w błędzie... Nie wiedziałam, że można kogoś tak bardzo pokochać, jak ja jego... Nie wiedziałam, że nasza miłość będzie w stanie przetrwać tak ogromną rozłąkę... Nie wiedziałam, że mogę myśleć o nim cały czas i zastanawiać się, czy on nadal mnie kocha... Nie wiedziałam, że moje życie bez niego będzie szare... Nie wiedziałam, że będę wyczekiwać kiedy znowu go zobaczę... Nie wiedziałam. Wybacz."
- Edward, ale o czym ty mówisz? Przecież wiesz, że cię kocham.
- Ale kochasz też mojego brata. Kochałaś, kochasz i będziesz kochać. Nie zaprzeczaj, bo sama dobrze wiesz, że tak jest. Dlatego proszę cię, powiedz mi prawdę. Już parę razy cierpiałem z powodu kobiet, dlatego nie chcę się kolejny raz zawieść.
Jak miałam mu powiedzieć, że nadal kocham Pabla? No jak? Tym bardziej, że bałam się powiedzieć to sama do siebie, a co dopiero do kogoś... Ale w sumie, rozumiałam go. On jak się w coś angażuje, to całym sobą, a nie tylko częścią...
- Przecież Pablo to już przeszłość... Prawdą jest, że jest on częścią mojego życia i zawsze będzie, bo przecież znamy się już tak długo, ale chemia pomiędzy nami wygasła... i raczej już nie wróci... Dlatego, proszę cię, nie stawiaj mnie w takiej beznadziejnej sytuacji, jaką przed chwilą mnie postawiłeś. Kocham cię, rozumiesz? - dotknęłam jego prawego policzka moją zimną dłonią i spojrzałam mu w oczy. - I może masz rację, nadal o nim pamiętam, ale dobrze to ująłeś. Staram się o nim zapomnieć. Gdyby mi na tobie nie zależało, nie starałabym się aż tak bardzo.
- Przepraszam. Masz rację. Zachowałem się jak ostatni kretyn, ale nadal nie mogę w to uwierzyć...
- Uwierzyć, w co?
- W to, że jesteś tylko moja...Widzisz, bo to jest tak, jak ze skarbem. Wygrywasz coś wspaniałego w konkursie i przez pewien czas nie wierzysz w to, że on już należy do ciebie. I ty właśnie jesteś takim moim skarbem. Nadal nie wierzę, że cię mam.
Zarumieniłam się. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie słyszałam.
- Nie sądzisz, że już czas w to uwierzyć? Wygrałeś już dawno. Kocham cię.
- Ja ciebie też. - pocałowaliśmy się, lecz nagle przerwał nam telefon Edwarda, który niespodziewanie zaczął dzwonić.
- Halo? Okej, już jadę. - rozłączył się.
- Z pracy? - zapytałam.
- Nie, Martina prosi, abym po nią pojechał.
- A ty oczywiście nie możesz odmówić, nie? - uśmiechnęłam się. - Przecież to parę ulic stąd. Może przyjść na pieszo.
- Ale po co, skoro ja tu jestem? Dziesięć minut i jestem już z powrotem. - zeszliśmy na dół. - Widziałaś moje klucze od samochodu?
- Dolna szafka, po lewo. - zerknął w owe miejsce.
- Dzięki. Co ja bym bez ciebie zrobił? - objął mnie.
- Zginąłbyś.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.
- Może i śmieszne, ale i prawdziwe. Dobra, jedź, bo już późno, a Martina ma jutro szkołę.
- Za moment jestem.
- Jedź ostrożnie. - cmoknęliśmy się jeszcze na do widzenia.
Gdy wyszedł, ledwo zdążyłam wejść na górę i usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam ponownie i otworzyłam. Pierwsze co pomyślałam to, że tak szybko wrócili, aczkolwiek pomyliłam się.
- Pablo, cześć. Co ty tutaj robisz?
- Edward do mnie dzwonił, żebym przyjechał, więc jestem. Mogę wejść?
- Jasne, tylko wiesz... Chwilowo go nie ma. Pojechał po Martinę, bo poszła do Pauli, ale zaraz wróci, więc wchodź.
Wszedł do środka i weszliśmy do salonu. Usiadł na sofie, natomiast ja usiadłam na fotelu, aby tym razem uniknąć nieszczęsnych mini-zderzeń. Po chwili po całym domu rozległ się odgłos mojego telefonu. Ktoś do mnie dzwonił. Zastanawiałam się przez chwilę, gdzie on się podział, ale szybko przypomniałam sobie, że leży na szafce... w sypialni... na górze...
- Pójdę odebrać. - oznajmiłam i wbiegłam po schodach.
Na ekranie wyświetliło się zdjęcie, jak i numer mojej córki. Przypomniałam sobie wtedy, że Edward parę chwil temu pojechał po nią do Pauli, a jeszcze ich nie ma... Co prawda, nie minęło za dużo czasu, ale normalnie już by wrócili.
- Halo? Martina? Gdzie jesteście? - spytałam.
- Edwardowi się popsuł samochód. Musimy go odstawić do mechanika. Będziemy za jakieś pół godziny.
- Naprawdę? Jaki niefart. To ja na was czekam w domu. Zrobię wam jakąś kolację.
- Dobrze. Dzięki mamo. - rozłączyła się.
Zablokowałam telefon i odwróciłam się w stronę drzwi. Już miałam wychodzić, gdy zobaczyłam w nich Pabla. Łatwo się domyślić, że lekko się go przestraszyłam.
- Dużo się tutaj nie zmieniło od kiedy ja tu sypiałem. - stwierdził podchodząc do mnie.
Nagle zobaczył na mojej szafce nocnej nasze zdjęcie z wakacji, które było zrobione jakiś czas temu. Podszedł do niego i wziął je w rękę.
- Nadal je tutaj trzymasz? - uśmiechnął się.
- Tak jakoś... Bez niego strasznie jest strasznie pusto. - odstawił je z powrotem.
- Możesz je przecież zastąpić zdjęciem z moim bratem.
- Nie mamy wspólnych zdjęć. - odparłam krótko.
- Jak to? - zdziwił się. - Przecież z Edwarda to taki model jest... - zaśmiałam się.
- Może i jest, ale nie ma czasu, aby ze mną pozować. Cały czas pracuje. Widujemy się w nocy po dziesiątej, gdy wróci i ja jeszcze nie śpię. Czasami ma wolne weekendy, ale bardzo rzadko...
- Jesteś z nim szczęśliwa? - zapytał nagle Pablo.
Znalezione obrazy dla zapytania pablo i angie- Mimo tego, że prawie się z nim nie widuję? Tak, bo w końcu nauczyłam się doceniać spędzone z nim chwile. - podszedł do mnie. - Dlaczego pytasz?
- Tak po prostu. Nie wiem, co by było, gdybyś nie była. W końcu to jest mój młodszy braciszek i zawsze powinienem trzymać jego stronę, ale gdyby to on był źródłem twojego nieszczęścia... Byłoby mi wtedy ciężko w jakikolwiek bronić go mówiąc, że dobrze postępuje. - uśmiechnęłam się. - Idziemy na dół?
- Tak.
Chwilę później znaleźliśmy się w kuchni. Zajrzałam do lodówki, ponieważ miałam przygotować posiłek dla Martiny i Edwarda.
- Zostaniesz na kolacji, prawda?
- Bardzo chętnie. - odparł.
- No i takiej odpowiedzi oczekiwałam. - kąciki ust mi się uniosły.
- Pomóc ci w czymś? - zapytał.
- Nie musisz. Poradzę sobie. - miałam zamiar obrać ogórka, gdy bardzo niefortunnie zacięłam się nożem.
- No właśnie widzę. Pokaż palca. - podszedł i chwycił moją dłoń. - Jak na przecięcie się nożem podczas krojenia warzyw, to nie wygląda za dobrze. Gdzie masz jakieś plastry?
- Tutaj. W apteczce. Jest nad zlewem po prawo.
Pablo sięgnął z niej potrzebne rzeczy, przemył palca i założył na niego opatrunek.
- Dzięki za pomoc. - powiedziałam.
- Nie ma za co. Wiesz przecież, że zawsze chętnie ci pomogę. - puścił mi oczko. - Nie rozumiem tylko, jak można zrobić sobie tak wielką ranę przy obieraniu jarzyn.
- Oj tam, oj tam... Już się nie czepiaj. Przypadki chodzą po ludziach.
I dokładnie w momencie, gdy skończyłam mówić, światło nam zgasło.
- Tym razem, to nie ja! - odparłam. - A tak właściwie, co się stało?
- Widocznie wyłączyli prąd... - wyjrzał przez okno. - Na całej ulicy, albo w całym osiedlu...
- No to ekstra. Jak ja mam teraz skończyć gotować?
- Masz jakieś świeczki?
- Mam. Są na górze w sypialni.
- To idź po nie, a ja tutaj zaczekam. Chociaż może lepiej nie... Pójdziemy po nie razem, bo jeszcze mi ze schodów spadniesz.
- Na bardzo śmieszne...
- Ale i tak nie dam ci gotować przy świeczkach, bo stracisz całą dłoń.
- Jakie ty masz poczucie humoru. - no dobra, przyznaję, to było odrobinę zabawne. - Idziemy?
- Tak. Idź przodem. Jak coś, to będę cię łapał.
Na górę weszłam bez większego problemu. Było tam jeszcze ciemniej niż na dole, bo w korytarzu nie ma okien. Jeżdżąc rękami po ścianie natrafiłam na klamkę. Nacisnęłam ją i znaleźliśmy się w sypialni. Było w niej o wiele jaśniej, gdyż było tam okno balkonowe, które dawało nam umiarkowane światło z dworu.
- Masz telefon przy sobie? - zapytałam.
- Nie, zostawiłem na dole. A po co ci?
- Poświeciłbyś mi, bo ciężko tak znaleźć świeczki bez patrzenia.
- Mam zapalniczkę w kieszeni.
- Dlaczego ją nosisz? Zacząłeś palić? - co prawda nie widziałam za dużo, ale zauważyłam, że odwrócił głowę w moją stronę. - Ym, a nie podpalisz nic tą zapalniczką? - szybko zmieniłam temat.
- Raczej nie powinienem. Będę ostrożny.
- Bo wiesz... pożar to chyba ostatnie czego mi dziś potrzeba.
- No jasne, rozumiem.
Nagle w pokoju rozległo się światło od ognia z zapalniczki. Zaczęłam szybko przeszukiwać szufladę, żeby jak najprędzej odnaleźć szukane przedmioty. Gdy je znalazłam, podpaliłam dwie i postawiłam na komodzie, a Pablo zgasił zapalniczkę.
- Dzięki za pomoc. - powiedziałam i spojrzałam mu się w oczy.
Tym razem widziałam jego twarz dokładniej. Utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy przez dłuższą chwilę. W jego spojrzeniu było coś takiego... Coś, co nie pozwalało mi myśleć logicznie... Coś, co sprawiało, że mogłam myśleć tylko o nim... Gdy przygryzłam dolną wargę poczułam, że jesteśmy bardzo blisko siebie. Słyszałam, jak oddycha. Nieśmiało zerkałam w podłogę, a on ujął moją brodę i uniósł moją głowę nieco wyżej tak, że znowu wpatrywałam mu się w oczy. Swoimi dłońmi objął moją szyję. Zaczęliśmy przybliżać ku sobie twarze, coraz bliżej... i bliżej... aż w końcu złączyły się w jednym pocałunku. Mimo, że był on krótki, był namiętny... A może mi się tylko wydawało, bo tak bardzo pragnęłam przypomnieć sobie smak jego ust? Oddalił je o parę milimetrów od moich i uśmiechaliśmy się do siebie. Nasze uśmiechy robiły się coraz szersze. Nagle ktoś zapalił światło, ale nawet wtedy nie odskoczyliśmy od siebie. Dopiero gdy usłyszeliśmy czyiś głos powoli się od siebie odsunęliśmy.
- O, prąd już wrócił. - czułam się trochę niezręcznie. - Od jak dawna tu stoicie?
- Brat, chyba mamy parę spraw do omówienia. - powiedział Edward stojąc w drzwiach.
- Dotyczących...?
- Dotyczących Angie.
Zobaczyłam, że zaraz za młodszym Galindo stoi Martina. Uśmiechnęła się do mnie i poszła do siebie. Pośliniłam palce, aby zgasić świeczki stojące obok nas. Czułam się zestresowana. Wiem, że musiałam go okropnie zranić. Odczuwałam jeszcze większe poczucie winy, gdy przypominałam sobie o naszej rozmowie. Mój chłopak też pewnie musiał się czuć niezręcznie... Zobaczył nas w takiej sytuacji... I to jeszcze w takim nastroju przy świecach...
- To może ja wyjdę? - zaproponowałam.
- Nie. My pójdziemy na dół. - powiedział Edward.
Chwilę potem byli już na parterze, a ja położyłam się na łóżku. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Nie myślałam w tamtym momencie o tym, że najprawdopodobniej widział nas brat Pabla. Odczuwałam szczęście i radość. Dotknęłam delikatnie opruszkami palców swoich ust, lecz szybko je cofnęłam. Ja i Pablo... pocałowaliśmy się... czy to coś oznacza? A jeśli tak, to co z Edwardem? Czy to jest już nasz koniec?

Ten rozdział podoba mi się o wiele bardziej od ostatniego, Wam też? ^.^
Jak myślicie? Pangie come back? ;D
Wszystko się już niedługo okaże! ;)

Do zobaczenia niebawem! :*
bloggerka

Ciekawostka: Tytuł rozdziału po hiszpańsku brzmi: "Con solo una mirada, vas a quedar de mi, por siempre enamorada" i jest to cytat z piosenki "Yo soy asi" :D.

sobota, 28 lutego 2015

Sezon 3 - Rozdział 19 - Wiem, że nadal coś czujesz do Pabla...

Jak Pablo zachowuje się po ostatnim spotkaniu z Angie?
Dowiecie się tego już w tym rozdziale! ;)
Następnego dnia obudziłam się, lecz Edwarda nie było już przy mnie. Spojrzałam na zegarek. Mimo, iż była wczesna godzina, to zapomniałam, że przecież on pracuje... Nie tak jak Pablo, który miał wolne weekendy i wychodził do pracy razem ze mną... Założyłam kapcie na nogi i zeszłam na dół, do kuchni. Wstawiłam wodę na kawę, przygotowałam sobie kubek i zajrzałam do lodówki. Tam, na talerzyku leżały kanapki, a obok nich karteczka napisana przez Edwarda. "Smacznego, kochanie :*". Uśmiechnęłam się czytając to. Wyjęłam je z lodówki, zalałam kawę i zabrałam swoje śniadanie na górę. Usiadłam na łóżku i zaczęłam jeść. W międzyczasie sięgnęłam swój telefon i wysłałam Edwardowi SMS'a, w którym podziękowałam mu za przygotowanie mi posiłku. Chciałam do niego zadzwonić, ale on nie mógł rozmawiać w pracy... W porównaniu do Pabla, z nim spędzałam strasznie mało czasu... Cały czas pracował, wychodził z domu... Pablo zrobiłby wszystko, żeby... Chwila, chwila! Dlaczego porównuję go do Pabla? Przecież on, to już rozdział skończony! Teraz liczy się tylko Edward! Gdy skończyłam jeść odłożyłam talerz na półkę stojącą obok mojego łóżka i położyłam się jeszcze na chwilę. Nie szłam tego dnia do pracy, więc mogłam sobie na to pozwolić. Nieoczekiwanie zasnęłam...
- Mamo wróciłam! - krzyknęła Martina wchodząc do domu.
- O, cześć. - przywitałam się.
Parę sekund później dostrzegłam za nią Pabla. Cały czas mnie obserwował.
- To ja idę do siebie. - powiedziała moja córka wchodząc po schodach.
- Grzeczna była? - zapytałam z uśmiechem.
- Tak... bardzo... - podszedł do mnie i... pocałował mnie.
Robił to tak namiętnie... A może zwyczajnie tylko ja tak potrzebowałam jego ust? Nagle oparliśmy się o ścianę, a on całował mnie coraz gwałtowniej... Wtedy coś w środku mnie pękło...
- Pablo, kocham cię... - powiedziałam mu.
Wtem on odsunął się ode mnie, odwrócił się... i wyszedł...
Przebudziłam się i westchnęłam. Jeśli ten sen coś znaczył? To mało prawdopodobne, ale możliwe.... Ale jeśli coś znaczy, to znaczy jedno... To koniec z nami. Nasze małżeństwo jest już skończone. Czy było ono błędem? Nie. Kochałam go i miałam wrażenie, że on odczuwa to samo. Wcale tego nie żałuję. Wręcz przeciwnie. Uważam, że to był naprawdę genialnie spędzony czas i mimo wszystko trochę szkoda, że już się zakończył... Stwierdziłam, że jak tylko mój były odwiezie naszą córkę do domu, to będę musiała sobie z nim coś wyjaśnić. I tym razem nie dam sobie namieszać w głowie. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie. Zerknęłam na zegarek. Trzecia dwadzieścia siedem po południu. Niedługo Martina powinna wrócić do domu... A ja jestem jeszcze w piżamie! Pobiegłam z powrotem do sypialni, wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Przebrałam się, związałam włosy w wysoką kitkę, pomalowałam rzęsy i nałożyłam na usta szminkę. Nie malowałam się za dużo, bo Pablo zawsze mi powtarzał, że "mogę mieć na sobie tonę makijażu, a i tak zawsze bez niego będę o wiele ładniejsza". Po zakończeniu owych czynności stanęłam przed lustrem i spojrzałam sobie prosto w oczy.
- Poradzisz sobie... - powiedziałam sama do siebie.
Im więcej czasu mijało, tym bardziej w siebie wątpiłam... Bałam się, że jednak nie uda mi się z nim porozmawiać... Pewnie domyślacie się, jak musiałam zareagować, gdy usłyszałam, że drzwi się otwierają...
- Martina! Już jesteś! A gdzie tata? - zbiegłam szybko na dół.
- Tata zostawił mnie pod domem i pojechał. Kazał przeprosić, że nie wejdzie, ale mu się gdzieś śpieszy...
"Czyli teraz przez najbliższy czas będzie mnie unikał, tak?" - pomyślałam. Jednocześnie zdenerwowałam się na niego, bo zachowywał się jak małe dziecko, ale z drugiej strony pewnie nie podołałabym zadaniu...
- Jak tam się u niego bawiłaś? - zapytałam jakby nigdy nic.
- Super było! Wczoraj do wieczora byliśmy na zakupach, a później poszliśmy na pizzę. Rano tata zabrał mnie jeszcze do parku, na spacer. Pokazywał mi wiele miejsc związanych z wami. Później wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad i odwiózł mnie tutaj. - odpowiedziała. - Słuchaj, mamo... mam pytanie...
- Tak?
- Odwiozłabyś mnie do Pauli?
- Teraz?
- Tak.
- Przecież jutro jest Studio, musisz się wyspać...
- Tak, tak... Wiem, ale jestem już spakowana, lekcje odrobione, a po za tym musimy trochę pogadać.
Nagle do domu weszła kolejna osoba. Był to młodszy brat Galindo. Widocznie dzisiaj wcześniej skończył pracę.
- Pogadaj z Edwardem. Może on cię zabierze. - powiedziałam z uśmiechem.
- Ale o co chodzi? - spytał.
Moja córka wszystko mu w skróci wyjaśniła. On zgodził się bezproblemowo, bo chciał, aby ona go polubiła jeszcze bardziej niż teraz. Gdy wyszli z domu, ja wróciłam na górę. Położyłam się w sypialni na łóżku i zaczęłam czytać książkę. Paula nie mieszkała jakoś bardzo daleko od nas, więc nie minęło wiele czasu, a mój chłopak wrócił z powrotem do domu.
- Angie, a może się gdzieś wybierzemy? - położył się obok mnie.
- Przepraszam cię Edward, ale jakoś dzisiaj nie mam ochoty.
- No chodź, będzie fajnie, a po za tym dawno razem nigdzie nie wychodziliśmy...
- Daj mi spokój...
- To może chociaż obejrzymy jakiś film?
- Zależy...
- Zależy od czego?
- Jaki gatunek.
- A to mi obojętne. Wybierz.
- Na horror nie mam nastroju, komedia odpada, bo jakoś mi dzisiaj nie do śmiechu, romansów już mam dość... Tak więc chyba wszystko odpada.
- To może zamówimy pizzę i zjemy ją przy świecach?
- Od pizzy się tyje.
- No to już nie wiem. Widzę, że nie masz ochoty nawet ze mną porozmawiać. Tak więc dam ci już spokój. - obrócił się na drugi bok i udawał, że idzie spać.
W tamtej chwili zaczęłam żałować, że byłam dla niego taka oschła. Przecież on tylko chciał, abyśmy spędzili we dwoje romantyczny wieczór... Przytuliłam się do niego.
- No już się nie obrażaj... - szturchnęłam go. - Przepraszam. - szturchnęłam go trochę mocnej. - Słyszałeś? Przepraszam. No już się nie obrażaj.
- Ty mnie nie kochasz. - odwrócił się w moją stronę.
- Ja cię nie kocham? Kocham cię najmocniej na świecie. - pocałowałam go w policzek.
- Jesteś tego pewna?
- Oczywiście.
Poczułam, jak jego usta dotykają się delikatnie z jego.
- Wiesz co, Angie? Każdego dnia, gdy na ciebie patrzę, czuję, że zakochuję się w tobie coraz bardziej i bardziej... I nie wiem dlaczego, ale tak mam, że okropnie boję się, iż kiedyś cię stracę... Ciebie i Martinę... jesteście dla mnie bardzo ważne... Nie będę ci wmawiał, że jestem o wiele lepszy od mojego brata, bo nie jestem. To on zawsze był tym mądrzejszym, przystojniejszym...
- Ale mimo to kocham cię bardziej od niego. - odrzekłam mu.
- Proszę, nie przerywaj mi. - poprosił. - Dlatego też ty nie kłam, że go nie kochasz. Mówiąc tak oszukujesz nie tylko mnie, Martinę i innych dookoła, ale także samą siebie. Wiem, że kochasz go nadal, bo nie da się tego nie zauważyć. Wiem, że się starasz zapomnieć, ale będę szczery, nie wychodzi ci to. Więc jeśli chcesz do niego wrócić, powiedz mi to teraz, żebym tak bardzo nie cierpiał. Jeśli zrobisz to, za jakiś czas, będzie coraz ciężej mi się z tym pogodzić...

Rozdział dzisiaj taki do kitu :/
Siedziałam nad nim łącznie z dwanaście godzin, ale nie mogłam nic wymyślić ;___;
Myślicie, że Pangie wróci do siebie? ^^

Widzimy się niedługo! ;)
bloggerka

środa, 11 lutego 2015

Sezon 3 - Rozdział 18 - Dlaczego on tak miesza mi w głowie?

Jak myślicie,
Pangie zejdzie się w tym rozdziale?
Przeczytajcie, a się przekonacie! :D
Parę dni później Pablo ponownie odwiedził nas, gdyż nadeszła sobota. Edward zajrzał do nas około dziesiątej i zaproponował Martinie, że pojadą razem do kina. Mimo wielu przekonań nie chciała jechać, gdyż bała się, że jej tata przyjedzie po nią, a jej nie będzie. Brat Pabla przejął się tym, ponieważ bardzo zależało mu, aby chociaż w pewnym stopniu zastąpić jej ojca. W sumie, to ja też na to liczyłam...
- Martina, jedź z Edwardem do kina. - cały czas ją przekonywałam. - Przecież nic złego się nie stanie, jak tata przyjedzie przed tobą. Ja zostanę w domu, to zaczekam z nim. Przecież go nie zjem. - uśmiechnęłam się.
Wtem na jej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech. Jakby ten argument ją przekonał... Tylko dlaczego?
- Dobrze. W takim razie pojadę. - odparła. - Poczekaj Edward, pójdę po torebkę na górę. - szybko wbiegała po schodach.
- Łał, szczerze to nie myślałam, że to ją przekona.
- No widzisz, jaki masz dar przekonywania? - objął mnie.
- Oj, przestań... Bo się zarumienię...
W tej chwili na dole pojawiła się moja córka. Założyła szybko trampki i pośpieszała cały czas Edwarda, co było dziwne, bo przecież parę temu nie miała zamiaru nigdzie wychodzić. Po ich wyjściu zerknęłam na zegarek. "Dwunasta siedemnaście... Czas najwyższy ugotować obiad." - pomyślałam i weszłam do kuchni. Obrałam ziemniaki i już miałam postawić je na gazie, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wytarłam ręce w ścierkę i poszłam otworzyć. Ku moim oczom ukazał się...
- Cześć Pablo. Trochę za szybko przyjechałeś, bo twój brat pojechał dzisiaj z Martiną do kina specjalnie nad ranem, żeby zdążyła wrócić zanim ty przyjedziesz, ale widocznie im się to nie udało... Ale wejdź do środka, zaczekamy na nich. - wyjaśniłam wszystko w wielkim skrócie.
- No bo wiesz, jak coś to mogę pojechać do domu i przyjechać znowu, jak wrócą...
- Nie wygłupiaj się już, właź. - przesunęłam się, aby wszedł. - Chodź do kuchni, właśnie gotowałam obiad, więc nie obrazisz się, jak go skończę?
- Jasne, gotuj. - usiadł na krześle. - Dawno pojechali.
- Zależy, która jest godzina.
- Trzynasta.
- Naprawdę?
- Tak... Dlaczego jesteś tym taka zdziwiona?
- Bo wyszło na to, że obierałam ziemniaki czterdzieści minut, ale nie ważne. Pojechali zaraz po dwunastej. Czyli niedługo wrócą, bo Edward wybrał specjalnie krótki film, aby się nie spóźnili. - wlałam olej na patelnię. - Nie mogła się doczekać, aż w końcu przyjedziesz. - próbowałam ukryć, że ja też chciałam go w końcu zobaczyć... - Ciągle tylko zerkała na zegarek i marudziła, ale powiem ci, że dobrze zrobiła, iż poszła cię szukać. - przecież ja tego nie mogłam zrobić. - Widziałam jak za tobą tęskni. - zupełnie tak samo mocno, jak ja. - Z resztą mi ciebie też brakowało.
- Martina uświadomiła mi, jak głupio się zachowałem.
- I bardzo dobrze zrobiła. - chwila, ja to powiedziałam? - Znaczy... fajnie, że wróciłeś. - uśmiechnęłam się i postawiłam mu kawę na stole.
Zastanawiałam się, czy pamiętał o naszej ostatniej rozmowie... I czy on nadal coś do mnie czuje, czy to może już rozdział zamknięty? Sięgnęłam kawałek ryby i położyłam go na patelnię, gdy nagle okazało się, że brakło mi gazu.
- No świetnie...
- Macie gdzieś zapasową butlę?
- Tak, w garażu, ale przecież sama jej nie założę.
- Przecież ja tutaj jestem Angie. Wiesz dobrze, że zawsze możesz na mnie liczyć. - spojrzał mi w oczy. - Pokaż mi tylko, gdzie ją trzymacie.
Zaprowadziłam go i wskazałam mu miejsce, w którym stała butla z gazem. Podniósł ją z niebywałą łatwością, wniósł do kuchni i wymienił. Bardzo szybko się z tym uwinął, dzięki czemu nie minęła chwila i mogłam kończyć gotowanie.
- Dziękuję ci za pomoc.
- Drobnostka. - uśmiechnął się. - Mogli by już przyjechać. Jest już wpół do drugiej.
- Film trwał godzinę, więc pewnie dopiero się skończył... Zaraz będą. - powiedziałam. - Dobra, skończyłam. Może pójdziemy do salonu? Tam będzie nam wygodniej.
- Jasne. - wziął swoją filiżankę i wstał od stołu.
[jeżeli chcecie, to włączcie sobie piosenkę, której słuchałam przy pisaniu ;D
jak coś, to w tej części jest parę z niej cytatów :P]
Znalezione obrazy dla zapytania angie y pablo
Usiedliśmy na sofie i odstawiliśmy swoje kawy na ławę. Zapadła cisza, której chyba nikt nie lubi. Denerwowała mnie okropnie. Rozglądałam się po całym pomieszczeniu, aby znaleźć jakiś temat rozmowy, ale na nic nie wpadłam... Nagle nieśmiało zerknęłam na niego i zobaczyłam, że on także patrzył się na mnie, ale nie żadne z nas nie odwróciło swojego wzroku. Wpatrywaliśmy się w siebie nie mówiąc nic. Nie wiedząc czemu, czułam, że coraz ciężej mi się oddycha, lecz mój uśmiech z każdą chwilą robił się coraz większy. Jego z resztą też.  "Can't wait to kiss your smile... Can't do this till I say to you I...love you boy..."* Zaczęliśmy się do siebie powoli zbliżać. Tak... Tak strasznie chciałam go w tamtym momencie pocałować... Ale wiedziałam, że nie mogę. Odwróciłam wzrok przez co znikł również mój uśmiech. Wzięłam głęboki wdech.
- Pablo... - zaczęłam, ale nie było dane mi skończyć.
- Angie, nie mów nic. Przepraszam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Wstałam, żeby otworzyć, aczkolwiek mój były mąż również to zrobił, z tymże on chciał iść w przeciwną stronę, aby mnie puścić do drzwi. Łatwo się domyślić, że wpadliśmy na siebie. Ponownie spojrzeliśmy się na siebie. Czułam, że serce bije mi znowu szybciej... On objął mnie w talii, a ja oplotłam swoje ręce wokół jego szyi. Stykaliśmy się niezręcznie nosami. Zamknęłam oczy i zaczęłam zbliżać swoje usta do jego. Ledwo się nimi dotknęliśmy, gdy nagle usłyszałam, że drzwi otworzyły się i ktoś wszedł. Nie odskoczyliśmy od siebie, wręcz przeciwnie, nadal staliśmy bardzo blisko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy, ale przestaliśmy się obejmować. Serce waliło mi jak szalone.
- Mamo! Wrócili... - Martina weszła do salonu i urwała w połowie, gdy nas zobaczyła.
Nie musiałam na nią zerkać, aby zobaczyć, że się uśmiechnęła. Chwilę później stanął obok niej Edward. Dopiero wtedy odsunęliśmy się od siebie. Spojrzałam nieśmiało w podłogę. "Crazy love, it's making me so cold..."**
- Ekm... Już wróciliśmy. - odparł mój chłopak.
- O, hej Edward... - przywitał się Pablo.
- Siema brat! Dawno się nie widzieliśmy, nie? - ucieszył się. - Angie, czy on zna już wesołą nowinę? - podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- "Wesołą nowinę"? Że co?! - spytał zdziwiony.
- No, że Angie jest ze mną w ciąży. - chwila, co?
- Aha... - wyglądał na lekko przerażonego. - To gratuluję...
- Nie no, żartowałem. Chodzi mi o to, czy wiesz, że jesteśmy razem?
- Tak. Martina mi powiedziała.
- To świetnie. Przynajmniej nie muszę się ukrywać. - pocałował mnie w usta.
Spojrzałam się na Pabla. Próbował się uśmiechać, aczkolwiek nie wychodziło mu to. Widziałam, że gdzieś tam głęboko w środku cierpiał i to bardzo...
- Kochanie, ja będę leciał.
- Ale nie zjesz z nami nawet obiadu?
- Za moment zaczynam pracę, a jeszcze nie jestem w drodze. Wybaczcie. Do zobaczenia. - ponownie dał mi buziaka. - Hej, brat. Pa, Martina. - wyszedł.
- To co? Idziemy jeść? Pablo, zjesz z nami? Po co się pytam, skoro wiem, że nie masz wyjścia. Przecież i tak czekasz na Martinę.
- Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie. - rzucił.
Weszliśmy do kuchni. Nałożyłam każdemu porcję i usiadłam przy stole, na przeciwko starszego z braci Galindo. Chciałam sięgnąć karton soku, który stał na środku stołu, aby nalać sobie i innym, ale Pablo zrobił to w tym samym czasie i dotknęliśmy swoich dłoni.
- Ja naleję. - odparł, a ja szybko cofnęłam rękę.
Przez cały obiad nieśmiało zerkałam na osobę siedzącą naprzeciwko mnie. Jedliśmy w ciszy. Najprawdopodobniej było to spowodowane wcześniejszym zdarzeniem...
- Możemy zjeść tak jak kiedyś? - zapytała nasza córka.
- To znaczy? - spytałam.
- Nigdy nie jedliśmy w ciszy. Zawsze ktoś coś mówił. - westchnęła. - Dobra, to teraz mówcie, co robiliście jak byłam w kinie.
- W ogóle, to mieliście iść na ten krótki film, a przyjechaliście o wiele później... - zaczęłam powoli zmieniać temat.
- Tak, bo dziwnym prawem grali filmy tylko dwugodzinne, a że już byliśmy, to nie opłacało nam się wracać, więc wybraliśmy się na jeden z takich filmów.
- A na czym byliście? - zapytał Pablo.
- Na takim jakimś głupim filmie. Nie za bardzo mi się podobał, Edwardowi z resztą też nie, ale pod koniec akcja się trochę rozkręciła i było w miarę okej. Potem pojechaliśmy jeszcze na lody i tak wyszło, ale chyba długo nie czekaliście na mnie?
Spojrzeliśmy na siebie. Przygryzłam odrobinę usta.
- Wiecie co... - kończyła Martina. - Dziękuję za pyszny obiad. Pójdę na chwilę na górę. Sprawdzę, czy wszystko spakowałam do taty... - odłożyła talerz do zlewu i poszła na piętro.
Chwilę po tym podeszłam do kranu, aby zacząć zmywać. Nagle podszedł do mnie Pablo, odłożył swój talerz, ale nadal stał za mną. Gdy poczułam jego ręce na swoich biodrach zadrżałam, a po chwili wzięłam większy wdech. Pablo miał bardzo ładnie pachnące perfumy. Uwielbiałam ten zapach.
- Chyba czegoś nie dokończyliśmy.... - mruknął mi na ucho.
Obróciłam się w jego stronę mimo, że wiedziałam, iż tego pożałuję, ale nie mogłam też kłamać, że wcale tego nie chcę. Nie chciałam przyznać się sama sobie, że wciąż okropnie go kocham i pragnę z nim być, więc tym bardziej nie zrobiłabym tego przed nim...
- Przez to, co kiedyś przeżyłam z tobą i z Germanem nauczyłam się czegoś... - zaczęłam jeszcze w miarę spokojnie. - Nigdy nie mogę ukrywać tego, co tak naprawdę czuję.*** - moje serce ponownie zaczęło wariować. - Pragnę tego tak samo mocno, jak ty, ale wiem, że nie mogę tego zrobić.
Znalezione obrazy dla zapytania angie violettaZobaczyłam, że zaczął się ode mnie odsuwać, ale ja, nie wiedząc czemu, złapałam go za rękę i przyciągnęłam go do siebie z powrotem.
- Pablo... - zaczęłam. - Ja też cię potrzebuję... - spojrzałam mu głęboko w oczy.
On objął swoimi ciepłymi dłońmi moją twarz. Tym razem stykaliśmy się nosami i czołami.
"I don't know if I can hold on... but my feeling is deep and pure boy..."**** Wiedziałam, że robię źle, ale nie mogłam inaczej. Mimo tego, że postanowiliśmy ze sobą zerwać z mojej winy, czułam się, jakby coś cały czas mnie do niego przyciągało... Nawet jeśli ja tego nie chciałam... Z każdą chwilą, czułam, że moje nogi robią się jak z waty, w brzuchu miliony motyli, a moje serce bije coraz szybciej. Zazwyczaj w takich momentach mówiliśmy sobie, że się kochamy, lecz tym razem tak nie było... Jego usta ponownie zaczęły się zbliżać do moich, aczkolwiek dosłownie milimetr od moich zatrzymały się.
- Jeśli chcesz, zróbmy to, ale ja cię do niczego nie zmuszam... - powiedział po cichu.
"Nie rozumiesz, że ja sama nie wiem czego chcę?!"
- Więc, jaka jest twoja decyzja? - spytał.
- Nie... - odpowiedziałam, a on powoli odsuwał się ode mnie.
Gdy znalazł się przy stole, zaczęłam mówić:
- Powinniśmy sobie coś wyjaśnić...
- Ale nie musimy.
- Pablo, ty...
- Myślisz, że nic nie rozumiem? Tak ci się tylko wydaje. Wiem więcej, niż ci się wydaje. Chyba po raz pierwszy zrozumiałem co czujesz, bo... ja też to odczuwałem... Strach, ale jednocześnie szczęście... Nienawiść, ale z drugiej strony miłość... I może ci się to wydawać dziwne, ale tak było.
Nie wiedziałam co mogę mu odpowiedzieć. Nie chciałam jeszcze bardziej zepsuć tej relacji między nami, ale poczułam, że pojedyncza łza spływa mi po policzku... Tylko nie mogłam znaleźć odpowiedzi, dlaczego... Ale w tamtej chwili to był mój najmniejszy problem.
- Pójdę... zobaczę co z naszą córką...
"Naszą córką" na samą myśl, wszystkie przemyślenia mieszały mi się w głowie. On sprawiał, że nie mogłam połączyć niczego w logiczną całość... że nie potrafiłam odróżnić fantazji, od świata rzeczywistego... że nie umiałam powiedzieć mu tego, co tak naprawdę chciałam... Poszłam na górę, aby zobaczyć, dlaczego Martina tak długo nie schodzi. Miała lekko uchylone drzwi do pokoju. Podeszłam i już miałam wejść, gdy nagle usłyszałam...
- Paula, nie uwierzysz co się stało! Byłam dzisiaj z Edwardem w kinie i, gdy wróciłam tata z mamą najprawdopodobniej się całowali! Nie rozumiesz, że oni może do siebie wrócą? Jasne, lubię Edwarda, ale sama wiesz... Wiesz co, muszę kończyć, bo jadę do taty i on czeka na mnie na dole. No, pa. Besos.
Odsunęłam się trochę od drzwi, aczkolwiek zrobiłam to niepotrzebnie, bo i tak weszłam do jej pokoju. Właśnie zapinała plecak.
- Już schodzę. - powiedziała i zarzuciła go na plecy.
Zeszłyśmy we dwie. Pablo już czekał i zanim wyszli pożegnaliśmy się.
Znalezione obrazy dla zapytania angie y violetta
- Do zobaczenia jutro. - powiedziałam, a oni uśmiechnęli się i opuścili dom. - Angie... chyba wszystko zepsułaś... - mruknęłam sobie pod nosem.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Edwarda.
- Hej, o której będziesz w domu? - spytałam.
- Dzisiaj niestety będę późno.
- A tak mniej-więcej?
- Hm... Około jedenastej?
- Przecież mieliśmy ten wieczór spędzić razem...
- Wiem, ale wybacz, tak niestety wyszło...
- Czyli mam na ciebie nie czekać?
- Jak wolisz. - odpowiedział. - Wiesz co, kochanie muszę kończyć. Widzimy się w domu. Pa.
- Pa. - odparłam mimo, że on już się rozłączył.
Zerknęłam na zegarek, który wskazywał godzinę czwartą. Nie miałam co w tamtej chwili robić, więc wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Poszłam do swojej sypialni i położyłam się na łóżku, przykryłam kołdrą i chciałam zasnąć, lecz nie mogłam. Myśl o Pablu przeszkadzała mi w tym. Kręciłam się z boku na bok, ale bezskutecznie. Cały czas myślałam o naszym prawie-pocałunku... Na samą myśl o tym, jak byliśmy blisko siebie cieszyłam się. I nagle zaczęłam przypominać sobie wszystkie nasze wspólne, romantyczne momenty... Nasz pierwszy pocałunek, wszystkie randki... Ledwo powstrzymywałam łzy w oczach. Gdy w końcu zasnęłam, po paru chwilach budziłam się i tak na okrągło. Mało tego, każda pobudka zaczynała się myślą o Pablu. Nie mogłam się pogodzić z tym, że to przeze mnie nie byliśmy już razem... W końcu moje przemyślenia zatrzymał odgłos otwierających się drzwi. Nie minęło dużo czasu, a obok mnie położył się Edward. Udawałam, że śpię. Spojrzał się na mnie.
- Mój brat ponownie się pojawił w twoim życiu i znowu miesza ci w głowie... Wiem, że prędzej, czy później cię stracę, bo oczywiste jest, że wybierzesz jego, ale nie bój się. Nie będę na ciebie zły... Wiedziałem to od początku naszego związku... - pocałował mnie w policzek.
Wtedy stwierdziłam, że zrobiłam dobrze, że nie pocałowałam się z Pablem. Nie spodziewałam się, że Edward odkąd się spotykamy, wie, że takie coś się stanie. Chciałam mu pokazać, że się myli. Postanowiłam odstawić jego brata na bok, bo przecież teraz byłam z nim.
- Już wróciłeś? - zapytałam udając, że właśnie się przebudziłam.
- Tak... Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.
- I tak chciałam zaczekać na ciebie... - odpowiedziałam.
- Wiesz, że cię kocham? - rzucił.
- Wiem i ogromnie się z tego cieszę. - przytuliłam się do niego. - A wiesz, że ja ciebie też?
- Nie wiedziałem. - uśmiechnął się.
- Nawet sobie tak nie żartuj, jasne? - powiedziałam i spojrzałam się mu w twarz.
Nie minęło parę sekund, a nasze usta zetknęły się w namiętnym pocałunku. Nagle Edward oparł ręce o poduszkę tak, że pomiędzy nimi była moja głowa i nachylił się nade mną, całując mnie. Nim się obejrzałam, on już całował moją szyję.
- Angeles...
- Tak?
- Kocham cię. Najbardziej na świecie. I nie zamierzam przestać. Nigdy. Przenigdy.
- Ja ciebie też... - pocałowaliśmy się jeszcze raz.
Położył się obok mnie. Lewą ręką mnie objął, a ja również swoją lewą położyłam na jego torsie i wtuliłam się w niego. Po krótkiej chwili oboje zasnęliśmy. "Abrazame, quiero despertarme y entender..."*****

* - "Nie mogę czekać, żeby pocałować twój uśmiech... Nie mogę tego zrobić, dopóki nie powiem ci, że ja... kocham cię chłopaku..." - fragment piosenki Lodovici Comello "Crazy Love" (w której się zakochałam <333)
** - "Szalona miłość, ona sprawia, że odczuwam zimno..." - również fragment piosenki Lodo.
*** - tekst Angie z któregoś tam odcinka Violetty 3. Tego, przed zaręczynami Germana i Priscilli. xD
**** - "Nie wiem, czy mogę to zrobić... ale moje uczucie jest głębokie i czyste chłopaku..." - ponownie fragment "Crazy Love" ^^
***** - "Chodź przytul mnie, chcę się obudzić i zrozumieć..." - "Habla si puedes".

W końcu dłuższy rozdział! Jestem z siebie dumna! ^^
Wow, ale gwiazdek się w nim nazbierało xD
Dałam Wam link do piosenki dopiero w tamtym miejscu,
bo moim zdaniem nie było sensu wciskać ją od początku ;P.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :).

Do zobaczenia następnym razem! :*
bloggerka

wtorek, 3 lutego 2015

Sezon 3 - Rozdział 17 - Pablo, tęskniłam!

Hejo! :)
Rozdział w środku tygodnia *ooo* O.o
Tak, też jestem zdziwiona ;D.
Zapraszam! <3
*fragment widziany oczami Martiny*
Po półgodzinnej jeździe dojechaliśmy pod nasz dom. Tak właściwie, dopiero wczoraj zrozumiałam, że jeśli ktoś powinien wyprowadzać się z tego domu, to nie tata, a mama, gdyż, z tego co wywnioskowałam, mój ojciec mieszkał tam od dawien, dawna i to moja matka, wprowadziła się do niego po ślubie... Dlaczego on tak łatwo uległ? Pozwolił sobie nawet to zabrać?
- Wiesz tato... Ostatnio miałam sporo czasu na przemyślenia... I uwierz mi, że nie ważne, gdzie byś się wyprowadził, ja i tak tam bym cię kiedyś znalazła. Więc, nie radzę ci myśleć o kolejnej przeprowadzce nie wiadomo gdzie, jasne?
- Dobrze, dobrze... Nie martw się, daleko ci już nie ucieknę.
- A tak w ogóle musisz uciekać? Przecież wiesz, że nasz dom należy także do ciebie...
- Myślałem, że już przywykłaś do tego, że ja już nie wrócę.
- No, tak, ale...
- Po za tym sama mówiłaś, że mama ma innego.
- Tak, ale...
- Po co mam się męczyć, skoro mogę sobie mieszkać sam?
- Nie rozumiesz, że ja cię potrzebuję?! Nie tylko ja, ale mama też!? Ale nie przez telefon, czy internet! Potrzebujemy ciebie tutaj, blisko!
- Dzięki tobie wczoraj to zrozumiałem i już nigdy nie zniknę, nie mówiąc wam, gdzie się podziewam. Gdy zobaczyłem cię wtedy w szkole, zrozumiałem, jak bardzo ja też potrzebuję ciebie przy sobie.
- Czyli obiecujesz, że już nas tak nie zostawisz?
- Obiecuję.
- Kocham cię tato. - złapałam go za rękę.
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się. - No, jesteśmy na miejscu. - zgasił samochód.
Widziałam, że mimo, iż na zewnątrz tego nie okazywał, w środku się w nim gotowało. Pragnął zobaczyć się z mamą, tak samo mocno, jak chciał w tej chwili wysadzić mnie i odjechać. Gdy zamykał samochód wpatrywał się w budynek z wielką uwagą. Chciałam coś zrobić, aby zwrócił uwagę na mnie, ponieważ bałam się, że za moment się rozmyśli, a przecież tak być nie mogło. Nagle wpadłam na "genialny" pomysł. Wyjęłam telefon ze swojego plecaka i, oczywiście przez przypadek, upuściłam go na ziemię.
- O, kurde! Mój telefon... - schyliłam się po niego, stało się tak, jak się spodziewałam, komórka przeżyła, a mój tata spojrzał się na mnie.
- Naprawdę muszę tam wchodzić? - zapytał jakby przerażony.
- Och, tato! Powtarzałam ci tysiąc razy, musisz! Nie marudź już, idziemy. - złapałam go za rękę i ruszyliśmy ku drzwiom.
Otworzyłam je i weszliśmy do środka. Za chwilę miało się to stać... Mój tata miał się zobaczyć z mamą... Miała to być wielka kłótnia, skoczyliby sobie w ramiona, a może pocałunek?
*wracamy już do głowy Angie*
Siedziałam na górze i czytałam książkę, gdy nagle usłyszałam odgłos otwierających się drzwi. Szybko zbiegłam na dół, bo pomyślałam, że był to Edward. Aczkolwiek pomyliłam się... Była to Martina... z Pablem...
- Córciu jesteś! - przytuliłam się do niej.
- Ekm, hej Angie. - przywitał się mój były.
- Pablo! - rzuciłam się na niego.
Chciałam, aby mnie tak trzymał i już nigdy nie puszczał. Nie chciałam go stracić ponownie. To co mu powiedziałam wtedy, było najgorszym błędem, jaki popełniłam w życiu.
- To ja pójdę na górę. Wy chyba musicie pogadać... - rzuciła nasza córka gdzieś z boku i chwilę później była na górze.
- Tęskniłam za tobą. - powiedziałam, gdy skończyliśmy się przytulać.
Czułam, że między nami pojawił się pewien dystans, który wszystko psuł. Głównie działo się to z jego strony... Chociaż to mogło być spowodowane tym, że byliśmy tak blisko siebie i tak nagle... tyle czasu bez siebie, bez żadnego kontaktu...
- Co ty taki spięty jesteś? Musimy pogadać, wchodź.
Pablo usiadł w salonie, a ja poszłam do kuchni, aby przygotować nam jakieś przekąski. Gdy wróciłam, rozmowa nie najlepiej nam się kleiła. To takie okropne, że całkiem niedawno byliśmy tak blisko siebie, a teraz wszystko się zmieniło...
- Zatrudniłeś się gdzieś po porzuceniu Studio?
- Tak, ale wolę o tym nie mówić...
- Jak wolisz... Wiesz, jak Martina przejęła się, gdy odszedłeś?
- Słyszałem, że ty też.
- No... - starałam się, aby wymyślić coś sensownego. - Jak mogłam nie? Przecież byłeś mi bardzo bliski... Ale w końcu udało mi się pozbierać. - nie mogę mu pokazać, jak bardzo tęskniłam.
- To prawda? - rzucił nagle.
- Ale co?
- Że spotykasz się z Edwardem?
- Kto ci to powiedział?
- Czyli to prawda, tak?
- Okej, nie będę ściemniała... Tak, spotykam się z Edwardem i nie robię tego, aby ci zrobić na złość. Jesteśmy w sobie zakochani i nic na to nie poradzę.
- Jasne, wszystko rozumiem.
- A ty się z kimś spotykasz? - spytałam nieśmiało.
- Ja, nie. - odparł krótko.
Może w głębi serca nadal mnie kochał... Co? Nieważne...
- Stwierdziłem, że to co zrobiłem było dziecinne. Nie mogę was tak zostawiać bez słowa. Nie chcę też chodzić po sądach. Jeśli nie będzie ci to przeszkadzać to Martina będzie spędzać u mnie weekendy, dobrze?
- Wiesz, też bym chciała spędzić z nią dni wolne...
- Widzę, że dzisiaj nie obędzie się bez kłótni. To był zły pomysł, abym cię odwiedził.
- Nie chcę się z tobą teraz kłócić, rozumiesz? Nie widzieliśmy się przez szmat czasu, więc uwierz, że brakowało mi ciebie. - powiedziałam. - Dobrze, Martina będzie u ciebie w weekendy. Zadowolony? - wzięłam wdech. - Pablo to nie ma sensu. Dlaczego tacy jesteśmy wobec siebie? Przecież to wiadome, że nadal bardzo się kochamy, dlaczego udajemy, że tak nie jest? - ja to naprawdę powiedziałam?
- Masz rację Angie. Przepraszam. - pocałował mnie w policzek.
Ponownie się przytuliliśmy. Czułam, że w końcu zacznie się układać.
- Będę już leciał. Widzimy się w sobotę. Przyjadę po Martinę i trochę pogadamy. - pożegnał się i wyszedł.
Minęła chwila, nim uwierzyłam, w to co się właśnie wydarzyło. Czyli on naprawdę już wrócił? I zamierza nas odwiedzać w każdą sobotę i niedzielę?

Po tym spotkaniu wszystko zrobiło się jakby łatwiejsze. Wiedziałam, że mam o jedną osobę więcej, na którą mogę liczyć, lecz jedno było nie jasne... Co tak właściwie jest między mną, a Pablem? Wtedy, gdy wyszedł, miałam w głowie wiele pytań. Czy my wrócimy do siebie? A może zostaniemy przyjaciółmi? Przecież powiedziałam mu, że oboje się kochamy, a on to potwierdził... Czyżby nadal mnie kochał? Mimo tego, jak go potraktowałam? Kocham Edwarda i jestem z nim szczęśliwa, ale jeśli Pablo by mnie jeszcze chciał... czy byłabym w stanie go zostawić? Czułam się zagubiona... Nie wiedziałam przez pewien czas, co odczuwam... Aż do dnia, w którym mój mąż pojawił się ponownie w naszym domu...

Krótki rozdział ;___;
Ale przynajmniej jest ;).
Pangie pogodzone, ale jeszcze do siebie nie wrócili :P.
Myślicie, że w końcu się zejdą?
To wszystko wiem tylko ja! Buhahaha! xD
W ogóle, to wam powiem, że zacznę jeszcze dzisiaj pisać kolejny rozdział,
więc niedługo będzie spoiler i kto wie, może next pojawi się jeszcze w tym tygodniu? ^^

Do zobaczenia! :**
bloggerka