poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 86 - Czas na przedstawienie!

Dla osób,
które lubą chodzić do teatru :D.
Byliśmy w teatrze. Za chwilę miało się zacząć przedstawienie. Pablo, jak to Pablo, musiał przed rozpoczęciem rozluźnić napiętą i zestresowaną atmosferę.
- Słuchajcie dzieciaki, pamiętajcie, że my was stąd wspieramy i przede wszystkim macie się dobrze bawić, tak?
- Tak, Pablo.
- A więc: na scenę!
I w ten sposób zaczęło się nasze przedstawienie. Było można wysłuchać, jak nasi aktorzy śpiewają wiele ciekawych piosenek, oraz udało nam się odkryć ukryte talenty. Obserwowałam wszystko dokładnie i śledziłam każdy krok i każde zdanie w scenariuszu. Sprawdzałam czy dzieciaki nie robią błędów. Udawało im się to do tej pory bezbłędnie. Zdania miały wykute na blachę. Nawet taka Naty, która zawsze ze stresu zjadała linijki tekstu. Dobrze, że daliśmy jej rolę Elsy, gdyż dostała wielką szansę na zaprezentowanie swojego talentu. Po połowie spektaklu została zarządzona 10 minutowa przerwa. Większość widowni opuściła salę i wybrała się, albo do toalet, albo do bufetu. Przypomniała mi się moja randka z Pablem do teatru... Heh... Ten aktor nawet napisał o nas na swoim koncie, na portalu społecznościowym. "Angeles i Pablo Galindo - proszę na nich uważać." Powinniśmy się byli za to obrazić, lecz nas to bardziej rozśmieszyło, niż obraziło. Zamyśliłam się, lecz nagle spojrzałam na zegarek. Przerwa trwała już 20 minut. Podeszłam do Pabla. Wyglądał na lekko zmartwionego.
- Pablo, co się dzieje? Przedstawienie powinno się zacząć już dawno!
- Wiem, ale mamy małe problemy techniczne. To zajmie nam tylko chwilkę.
- O co chodzi?
- To nic takiego...
- Pablo, jak to nic takiego? Widzę, że jesteś zmartwiony.
- Po prostu problemy techniczne... I nic więcej...
- Na pewno?
- Tak. Dobra zacznijmy już! - zdecydował mój mąż. - Dzieciaki, idźcie na scenę!
Zza kulis oglądałam dalszą cześć przedstawienia. Violetta była super Anną, a Naty świetnie dawała sobie radę, jako Elsa. Teraz zdaliśmy sobie z tego sprawę, że trzeba jej dawać częściej główne role. Naprawdę fajnie to wychodziło, a Ludmiła była świetnym Olafem! Nie chcę, żeby się ktoś o tym dowiedział, ale musiałam to powiedzieć...
- Ona rzeczywiście jest profesjonalistką...
- Kto?
- Nie ważne... Myślę sobie na głos...
Nauczyła się tekstu w jeden dzień, piosenki i zapoznała się z fabułą przedstawienia. Może w końcu zrozumiała swój błąd i chciała go teraz naprawić? Spojrzałam się na mojego męża. Był przygnębiony i przybity, jak nigdy... Nigdy Go nie widziałam w takim stanie...
- Pablo, coś Cię trapi, bo ja to widzę.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Tak, bo w końcu jestem Twoją żoną...
- W każdej chwili ściana z reflektorami może się zawalić...
- Co?!?
- Tak... Nikomu nie mówiłem, bo nie chciałem mieć kłopotów, ale widzę, że się bez nich nie obejdzie...
- Trzeba szybko ostrzec dzieciaki, a w szczególności Ludmiłę, bo ona stoi najbliżej.
Pobiegłam na drugą stronę sceny, aby Ludmiła mogła mnie usłyszeć, jak mówię jej, aby się stamtąd przeniosła. Schowałam się zza kulisami, tak aby nikt z widowni mnie nie widział, ale jednocześnie tak, abym miała dobry dostęp do sceny.
- Ludmiła odejdź stamtąd.
- Nie, bo inaczej nikt mnie nie zauważy!
- Ale jeśli nie odejdziesz, to...
I stało się! Najgorsza rzecz jakiej się mogliśmy spodziewać... Ściana z reflektorami spadła akurat tam, gdzie stała Ludmiła... Gdyby chociaż raz się nas posłuchała, to pewnie nic by się jej nie stało. Pablo, razem z Germanem, który wstał energicznie z fotela, podbiegli w tamto miejsce. Strasznie dużo tego wszystkiego tam leżało... Zaczęli odgarniać ten gruz na boki, jednocześnie szukali Ludmiły. Byłam w ogromnym szoku. Antonio szybko wyjął komórkę z kieszeni i zadzwonił po karetkę. Wszyscy mieli ogromną nadzieję, że nic jej się nie stało, że przeżyła, lecz dopóki karetka nie przyjechała, nie było można się tego dowiedzieć. Lecz, gdy w końcu przyjechała szybko ją znaleźli i stwierdzili, że jakoś specjalnie się nie połamała. Może ją coś bolec, lecz nic sobie nie złamała, czy skręciła. Aczkolwiek to nie było dla niej najgorsza możliwość, wolała sobie złamać rękę, niż mieć siniaki. Czyli ona jednak się nie zmieniła i pewnie nigdy tego nie zrobi... Pablo martwił się o koszty, jakie będzie musiał ponieść za naprawdę tej ściany, lecz okazały się one niewielkie. Możliwe, że to dlatego, iż właściciel tego teatru był bardzo wyrozumiały i miły? Bo przecież ta ściana nie spadała z naszej winy... No już nie ważne. Najważniejsze, że to wszystko się dobrze skończyło.
----------------------------------------------------------------------------------
Czy tylko mnie wydaję się, że ten rozdział wyszedł tak jakoś krótko? - Komentujcie!
Cieszycie się, że już jutro święta? - Bo ja bardzo :)).
Oficjalne życzenia złożę Wam pod jutrzejszym, świątecznym rozdziałem.


Pozdrawiam
bloggerka

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 85 - Powrót do rzeczywistości...

Dla mojej koleżanki,
którą szpiegowałam dzisiaj na randce :D
Siedziałam sobie w Studio i piłam kawę. Panowała cisza, która nie była ani trochę przerażająca. To było dla mnie dziwne, bo ja się bałam każdej ciszy. Była... a bo ja wiem? Może jedenasta nad ranem, a ja myślałam i myślałam... A nad czym tak myślałam? Nad naszą wspaniałą randką... W duchu modliłam się, aby się powtórzyła i to w najbliższym czasie... "Podemos volar, sin tener alas..."*  To co się tam działo, to było nie możliwe... To naprawdę była jakaś magia... Ja sobie tego nie wymyśliłam... W końcu Pablo też to odczuwał... Ja się naprawdę czułam wyjątkowo... Nagle moje przemyślenia uleciały mi z głowy, gdy do pokoju nauczycielskiego wszedł Pablo.
- Angie, co się dzieje? Cały dzień chodzisz taka zamyślona.
- Pablo, ja cały czas myślę o naszym sobotnim dniu...
- A co z nim było nie tak?
- Właśnie wszystko było w porządku! W jak najlepszym porządku... I właśnie przez to się nie mogę skupić...
- Przez to, że miałaś magiczny dzień?
- Dokładnie... Był taki wspaniały, że nie sposób o nim nie myśleć...
- Kochanie, wiem, że czułaś się wtedy nadzwyczajnie, bo ja z resztą też, ale teraz jesteś w pracy i musisz się na niej skupić. Rozumiemy się? Jeszcze tylko praktycznie dzisiaj i za dwa dni święta, a jutro już mamy wolne.
- Ale jutro jest przedstawienie...
- Ale na przedstawieniu możesz siedzieć rozkojarzona. Przecież nikt Ci nie broni. Skup się jeszcze tylko dzisiaj i będzie okej...
- Dobrze... postaram się...
W tej właśnie chwili poczułam się jak Jade. Jakbym nic nie wiedziała i trzeba by mi było wszystko tłumaczyć, jak jakiemuś małemu dziecku. Heh... taka byłam nieskupiona, że myślałam, jak Jade... Nagle zadzwonił dzwonek oznaczający kolejną lekcję. Akurat miałam przyjemność prowadzić ją razem z moim mężem i akurat trafiło mi się, że mieliśmy teraz zajęcia z klasą, w której jest Violetta. Weszliśmy do sali, w której miały odbyć się tę zajęcia. Pierwsze na co oboje zwróciliśmy uwagę, to skręcona noga Camilli.
- Co ci się stało? - zapytałam.
- Wczoraj, gdy wychodziłam ze Studio, jakiś dzieciak popchnął mnie ze schodów i stało się...
- To skoro Camilla skręciła nogę, to ktoś będzie musiał ją zastąpić w przedstawieniu... Tylko kto? Wszyscy mają już po przydzielane role... A przydałby się ktoś, kto nauczy się tekstu w jeden dzień... - zastanawiał się mój mąż.
- Pablo... Jest jedna osoba, która nie dostała żadnej roli... - odezwała się Violetta.
- Chyba wiem o kim mówisz... - powiedziałam.
Mój mąż spojrzał się na mnie, jakbym miała na twarzy napisane o kogo nam chodzi. I chyba tak było...
- O, nie. Nie ma mowy. Ludmiła włamała się do komputera dyrektora!
- Pablo, weź... W końcu święta się zbliżają....
- Nie ma mowy!
- Ale Pablo... - nawet ja już zaczęłam o to prosić.
- Angie... - podszedł do mnie. - Co Ty robisz? - zapytał szeptem. Był bardzo poddenerwowany.
- Tak jak prosiłeś, skupiam się.
- Violetta, nie jesteś na nią zła, że zamieniła się z tobą rolami, wtedy na tej kartce? - mój mąż zapytał mojej siostrzenicy na głos.
- Trochę byłam, ale w końcu są święta... Nie możemy jej tak zostawić... Przecież to jest część jej marzenia...
- No dobrze! Ludmiła zostanie Olafem! - zdecydował. - O ile duma jej na to pozwoli... - dodał już nieco ciszej. - A teraz zacznijmy już lekcję, a później się z nią skontaktuję.
- Angie, tylko Go przypilnuj, aby to zrobił... - poprosiła mnie na ucho moja siostrzenica.

- Halo, czy rozmawiam z Ludmiłą Ferro? Dzień dobry, Ludmiła. To ja, Pablo Galindo. Chciałem się ciebie zapytać, czy nie chciałabyś wziąć jednak udziału w naszym przedstawieniu? Nie, nie jako Anna... Nie, Elsa też nie... Jako Olaf... Naprawdę chciałabyś? W takim razie przyjdź za pół godziny na próbę! Dobrze, dowiedzenia.
- Zgodziła się? - zapytałam.
- Tak... Nie mogę w to uwierzyć...
- Bo to jest trochę dziwne...
- Myślisz, że to się dobrze skończy?
- Ale co?
- No to całe przedstawienie.
- Tak... Teraz jestem tego pewna...
- Wcześniej byłaś niepewna?
- Wcześniej coś mi mówiło, że to nie wypali, lecz teraz moje przeczucie zmieniło zdanie.
- Mam nadzieję, że nie popełniłem błędu przyjmując z powrotem Ludmiłę do obsady...
- Nie sądzę. Skoro przyjęła tę rolę, to znaczy, że duma jej już tak bardzo nie zjada....
----------------------------------------------------------------------------------
* - "Możemy latac, nie mając skrzydeł..." - ponownie fragment "Podemos"
I jest! Rozdział, który pojawił się bonusowo, przez to,
że w środę nie wstawiłam rozdziału.
Mam nadzieję, że się podoba :D.

Pozdrawiam
bloggerka

Rozdział 84 - Pablo, czy Ty też czułeś tą magię?

Ten rozdział chciałabym ponownie zadedykować
mojemu ukochanemu <3

"Tak, kocham Cię. Bardziej niż wczoraj i mniej niż jutro..." - Paulo Coelho

Pierwsza, wolna sobota w tym miesiącu. Miałam cichą nadzieję, że tak jak ostatnio, Pablo będzie chciał mnie gdzieś zabrać. Na jakiś spacer, czy do jakiejś knajpki, lecz czekałam i czekałam, i nic! Moja cierpliwość powoli traciła swoje granice... Zeszłam na dół i zaczęłam się rozglądać, gdzie jest mój mąż. Usłyszałam trzask szafki. "Pewnie jest w kuchni." - pomyślałam. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w tamtą stronę.
- To gdzie dzisiaj idziemy? - zapytałam.
- Czy ja o czymś zapomniałem?
- No niby nie, ale myślałam, że skoro mamy wolną sobotę to mnie gdzieś zabierzesz...
- Przecież ostatnio nie miałaś ochoty nigdzie iść. Wolałaś siedzieć w domu, na kanapie i leniuchować.
- Ale dzisiaj mam taką ogromną ochotę na jakiś spacer, albo coś innego...
- Mój tata miał rację, kobiety w ciąży nie da się zrozumieć...
- Ale co tu jest do rozumienia? Czasami chce się przejść na spacer, a czasami nie. To tak jak Tobie, a Ty przecież nie jesteś w ciąży...
- A skąd ta pewność? - uśmiechnął się.
- No nie gadaj! Zostaniesz matko-ojcem?!?
- Heh... Zbieraj się, zaraz wychodzimy.
- Czyli jednak pójdziemy na spacer? - ucieszyłam się.
- W pewnym sensie...
- Nie rozumiem.
- Zabrakło masła. Musimy iść do sklepu...
- Pablo!
- Dobrze, dobrze... Tylko żartowałem.

- Ale tu ładnie!
- Widzisz? A nie mówiłem?
Rozejrzałam się dokładniej, dookoła siebie. Mimo, iż zaczęła się już zima i tak wszędzie było pięknie! W nocy spadł śnieg, więc było jeszcze ładniej, bo dookoła leżał biały puch. Wszystko, co było nim przykryte wyglądało jak puchowa poduszka, bądź poduszeczka. Było czuć świeże i orzeźwiające powietrze, a na niebie latały ptaki. Stawik, nad który zaprowadził mnie Pablo był zamarznięty, lecz pod promieniami słońca pięknie się iskrzył i mienił. "Ahora se que la tierra es el cielo..."* Podeszłam bliżej brzegu.
- Kto Ci pokazał to miejsce? - zapytałam.
- Nie uwierzysz w to, co Ci powiem... Mój tata...
- Tu jest cudownie...
- A może być jeszcze lepiej... - mówiąc to, wyciągnął zza pleców bukiet czerwonych róż.
- Och, dziękuję...
To wyglądało naprawdę bardzo ładnie. Wszędzie dookoła biało, a tu leżą sobie na śniegu krwistoczerwone róże... Pablo dotknął moje już dobrze zaokrąglonego brzucha (bo w końcu był to już szósty miesiąc!), a następnie mnie przytulił.
- Kocham Cię... Pamiętaj o tym.... - mruknął mi do ucha.
- Ja Ciebie też! Jesteś najwspanialszym mężczyzną, jakiego do tej pory poznałam.
Gdybym mogła, to w tamtej chwili zasnęłabym w Jego ramionach. Był taki ciepły i przytulny... Jak pluszowy miś... Lecz jednocześnie był umięśniony... "Podemos pintar, colores al alma... Podemos gritar iee eee..."** Czasami zastanawiam się, za co ja Go tak kocham... Głupie rozmyślenia... Kocham Go za to, że w ogóle jest przy mnie... Że jeszcze mnie nie zostawił... Że zawsze mnie wspiera... Stojąc tak, wtuleni w swoje ramiona, straciliśmy poczucie czasu. Jednak, prędzej czy później, trzeba nam było wybudzić się z tego wspaniałego snu, bądź wspaniałej bajki... Wracaliśmy do domu, trzymając się za ręce i nucąc sobie "Podemos". Gdy doszliśmy do bramy naszego domu, poczułam się jakby cała magia miała zaraz prysnąć. Jak tylko przejdziemy przez furtkę ten czar zniknie i już nigdy nie wróci... I tak się właśnie stało... Lecz robiłam wszystko, aby to naprawić...
- Dziękuję, było wspaniale!
- Też tak sądzę. Gdybyśmy wzięli ten rozwód to bym strasznie tego żałował.
- Jednak German nie zawsze jest idiotą, widzisz?
- A czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że on jest idiotą?
- Tak. Nie raz.
- Nie prawda. Sądziłem, że jest nieznośny, ale to przed naszym ślubem.
- Ychy... Napewno...
- No tak. Mówię prawdę. Sądzę, że to całkiem spoko gość i gdyby nie to, że jest Twoim szwagrem, całował się z Tobą, kiedy byłaś ze mną w związku, to mógłbym się z nim za kumplować.
- Czy to, że jest moim szwagrem, to przeszkadza Ci, aby się z nim zaprzyjaźnić?
- Może gdyby nie to, że Ty mu się podobasz, to by mi nie przeszkadzało.
- Oj, tam, oj, tam...
- Angie?
- Tak, Pablo?
- Zauważyłem, że dawno się nie całowaliśmy...
- Zmierzasz do czegoś? - zapytałam z uśmiechem.
- Szczerze? To miałem nadzieję, że zaczniesz, ale skoro chcesz...
Tak, jak mówił, tak też zrobił... Pocałował mnie... Nie w czoło, nie w policzek, lecz nareszcie w usta... Przez chwilę poczułam ponownie tę magiczną moc, co wtedy, nad stawem...
- Mogę Cię zapytać o coś... dziwnego?
- Oczywiście, Najdroższa...
- Czy tam, wtedy nad stawem, czułeś  taką magię? Tak, jakby nagle w około nas leciała piękna muzyka... Tak, jakby specjalnie dla nas wtedy stanął czas? Bo ja się tak czułam...
- Angie... Z Tobą zawsze jest wspaniale...
- Ale nie czułeś się wtedy tak wyjątkowo... Tak inaczej...?
- Czułem się tak... Dookoła grała piękna muzyka... Tak, jakby nagle pojawił się tam zespół i zaczął nam śpiewać najpiękniejszą piosenkę świata...
- "Podemos" - dokończyłam - Też to czułeś? Ciepło i miłość tej drugiej osoby... Czułeś, jakbyś latał?
- Dokładnie... Z Tobą zawsze czuję motyle w brzuchu, ale to było naprawdę wyjątkowe... - powiedział. - A pomyśleć, że przez moją głupotę moglibyśmy nie przeżyć tej pięknej chwili? Co byśmy teraz robili? Ja najprawdopodobniej opłakiwałbym to, że dałem się skusić i pozwolić ogarnąć się zazdrości, a Ty? Pewnie opłakiwałabyś to, że pozwoliłaś mi odejść...
- Pablo?
- Tak, Najdroższa?
- A może to jednak przeznaczenie?
- Wyobrażamy sobie, że to magia, przyprowadziła Cię tu...***
----------------------------------------------------------------------------------
* - "Teraz wiem, że na ziemi mam niebo..." - fragment "Te creo".
** - "Możemy malować, kolorami duszy... Możemy krzyczeć iee eee..." - fragment "Podemos".
*** - ponownie cytowane "Podemos" - "
Y la magia te trajo hasta aquí..."
Mam ogromną nadzieję, że dzisiejszy rozdział się podobał :)).
Na nim szczególnie mi zależało, aby dobrze wyszedł. Komentujcie!
W dzień, gdy go pisałam, zaczęła po głowie chodzić mi właśnie ta piosenka,
włączyłam ją i od razu ogarnął mnie taki romantyczny nastrój,
który starałam się przelać na kartkę, a później tutaj.
Mam nadzieję, że mi się udało. :D

Pozdrawiam
bloggerka

Ps.Miałam dodać dzisiaj dwa rozdziały za to,
że w środę się nie pojawił żaden,
więc rozdział 85 pojawi się ok. 13,
żeby nie było za dużo na raz :D

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 83 - Ustalenie fabuły

Dla mojej siosty,
która dostała hopla na punkcie
"Krainy Lodu".
- Wiem, że pewnie wszystkie dziewczyny chciałyby grać Elsę, albo Annę, a chłopaki Kristoffa, albo Hansa, lecz wiecie, że tylko dwie osoby z was mogą dostać główne role.
- A kiedy zostanie ogłoszone, kto dostanie jaką rolę? - zapytał Maxi.
- Po tej lekcji wywieszę kartkę. - oznajmił Pablo. - Dobra, zaczynamy już zajęcia.
Przez całą lekcję dzieciaki siedziały nieskupione. Na pewno były zestresowani tymi rolami... Z resztą nie będę ukrywała, że mnie też to bardzo zaciekawiło. "Ciekawe, jaką rolę dostanie Violetta?" - pomyślałam.

Wyszłyśmy z Violettą z sali i ruszyłyśmy w stronę tablicy.
- Angie, proszę, podejdź tam i powiedz mi, kim zostałam, dobrze?
- Na pewno dostałaś główną rolę. - uśmiechnęłam się podchodząc do tablicy.
Anna - Ludmiła
Elsa - Naty
Kristoff - Diego
Hans - Leon
Królowa - Francesca
Król - Tomas
Sven - Maxi
Olaf - Violetta
Pozostałe role zostaną przy znaczone później,
gdyż reszta obsady, prawie nic nie mówi
i nie robi.
Pablo 
- Violetta, ty zostaniesz...
- Kim? Angie, kim ja zostanę?!?
- Zostaniesz Olafem...
- A kto to był Olaf?
- Nie pamiętasz? To był ten bałwanek..
- Będę bałwanem!?! To już wolałabym być królową!
- Może to jakiś błąd, czy coś... Porozmawiam z Pablem.
- Byłabym Ci bardzo wdzięczna.
Poszłam do gabinetu dyrektora, aby spotkać się z moim mężem, lecz niestety tam go nie było. Ruszyłam w stronę pokoju nauczycielskiego, w którym także Go nie zastałam. Gdzie On mógł się podziać? Wyszłam z pokoju i ruszyłam przed siebie. W końcu natknęłam się na Niego. Był otoczony dzieciakami, które najprawdopodobniej były złe, za to, jakie Pablo przyznał im role w przedstawieniu.
- Pablo, odbiło ci, czy coś?
- O co ci chodzi, Angie? - zapytał. - Jak widzisz, mam dużo problemów na głowie.
- Dlaczego przeznaczyłeś Violetcie rolę Olafa w przedstawieniu?
- Dałem jej rolę Anny. Gadasz głupoty.
- Ale na tablicy pisze, że jest Olafem!
- Później to sprawdzę. Na razie nie mam czasu.

- Dzieciaki, przyznać się. Kto z was wkradł się do komputera Pabla i zmienił obsadę? - zapytałam.
- A co z nią było nie tak? - zapytała Ludmiła. - A, wiem! Naty w jednej z głównych ról, tak?
- Nie. Ty w roli głównej. - powiedziałam.
- Angie! - mruknął Pablo. - Po prostu były błędne, a ktoś z was to zmienił.
- Ja chyba wiem, kto to zrobił. - odrzekła niepewnie Naty. - Ludmi...
- Natalia!

Na drugi dzień pojawiła się nowa kartka, z nową obsadą. Oczywiście Ludmiła nie wystąpi w tym przedstawieniu, przez to, że zmieniła obsadę.
Anna - Violetta
Elsa - Naty
Kristoff - Diego
Hans - Leon
Królowa - Francesca
Król - Tomas
Sven - Maxi
Olaf - Camilla
Wczorajsza kartka była błędnie zapisana,
przepraszamy z błędy!
Każdy występujący w tym przedstawieniu
będzie coś robił.
Pablo
----------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że taki lipny ten rozdział,
ale nie miałam za bardzo weny i wgl.
Od 86 będą już normalne rozdziały :D.

Pozdrawiam
bloggerka

piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział 82 - Pomysł na przedstawienie

Dla fanów filmu
"Frozen" - "Kraina Lodu".
Dzień, jak co dzień. Siedzimy sobie w Studio. Nagle Pablo energicznie wstał z krzesła.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Mam to! Angie, ja to mam! - zaczął skakać z radości.
- Co masz? - zapytałam.
- Mam genialny pomysł na przedstawienie!
W tej chwili zadzwonił dzwonek, oznajmujący, że za chwilę zacznie się lekcja. Pablo dziwnie spojrzał się na drzwi.
- Muszę im powiedzieć! - powiedział, a następnie wybiegł z sali.

- To jaki miałeś pomysł, Pablo? - zapytałam w klasie.
- Już wam mówię, o tuż... miałem pomysł, abyśmy zrobili przedstawienie.
- Przecież my co trzy miesiące robimy przedstawienie! - powiedziała Ludmiła. - Oczywiście ja, nie widzę w tym nic złego, lecz to nie był pomysł, a bardziej... tradycja.
- Nie dałaś mi skończyć. Zrobimy przedstawienie, na podstawie filmu.
- Tak? Naprawdę fajnie! A myślałeś już nad jakimś konkretnym filmem?
- Tak, myślałem.
- Hęęę...?
- Myślałem nad "Frozen" (dla tych co nie wiedzą - w Polsce "Kraina Lodu").
- Że niby ten film... i my... i teatr?
- Tak, dokładnie.
- Ale dlaczego akurat ten? - zapytał któryś z uczniów.
- Ponieważ zbliżają się święta, jest zima. Może coś by z tego wyszło.
- A jeśli tak... - zaczął Maxi. - To przedstawimy to po świętach, czy przed świętami?
- Wolał bym przed. Przemyślcie to. Przecież nawet dzieci to obejrzą i nie będzie tylko piosenek. Macie czas, aby się zastanowić do jutra.
Następnie zaczął prowadzić lekcję. Czy to taki dobry pomysł? Niby tak, ale coś mi mówiło, że nie... Dlaczego? Nie wiem. Ten film jest naprawdę często oglądany i odniósł naprawdę wielki sukces, więc może nam też by się udało go odnieść po przedstawieniu? Coś mówi mi, że będziemy mieć przez to wielkie kłopoty... Bardzo szybko zleciała ta lekcja. Na przerwie zaczepiłam Pabla w pokoju nauczycielskim.
- Ty naprawdę sądzisz, że to się uda?
- A dlaczego niby miało by się nie udać?
- Nie wiem... Takie mam przeczucie...
- Nawet tak nie mów. Moim zdaniem, to bardzo dobry pomysł.

/Następnego dnia/
Przed chwilą zadzwonił dzwonek na lekcję. Ja i mój mąż zaczęliśmy iść w stronę klasy. Dzisiaj dzieciaki miały nam powiedzieć, czy chcieli by przedstawić "Frozen" w teatrze.
- To co, zgadzacie się? - Pablo wszedł uradowany do klasy, gdyż był bardzo pewny siebie.
- Oczywiście! - odpowiedzieli chórem.
- Pablo, a kiedy ustalisz role? - zapytała Naty.
- Jutro o 12 na tablicy, przy pokoju nauczycielskim powieszę rozpiskę, kto kim będzie.
- Na pewno to ja dostanę rolę Anny! - zaczęła Ludmiła. - W końcu to ona jest główną bohaterką. Nie ubiera się za ładnie, ale i tak lepiej od tej swojej siostry.
- Wszystkiego się już jutro dowiecie. - powiedział Pablo. - Dobrze, a teraz zacznijmy lekcję.
----------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że rozdział taki trochę dziwny, gdyż wplotłam tam "Krainę Lodu",
ale po prostu po obejrzeniu tego filmu coś mnie natchnęło.
Wzięłam kartkę, długopis i tak oto, w ten sposób powstał rozdział 82! :D

Pozdrawiam
bloggerka

Ps. Jak sądzicie? Czy "Frozen" nie brzmiałoby lepiej po polsku "Zamrożeni"?
Ps.2. Jeśli mój tata będzie miał dobry humor, to najprawdopodobniej odzyskam dzisiaj laptopa! Spędzę całą noc nad pisaniem rozdziałów :D.