wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 94 - Pilne przygotowania

Zaczynając ten rozdział,
pragnę życzyć Wam wszystkim,
wspaniałego Sylwestra, oraz
szczęśliwego, lepszego Nowego Roku.
Gdy Pablo wpadł na pomysł, aby wystąpić w tym konkursie kolęd, zapewne sądził, że damy sobie z tym radę. Ja też tak sądziłam, a nawet byłam co do tego przekonana.  Rozumiem, że pierwsze próby są zawsze ciężkie... Trzeba ustalić co i jak, kto co śpiewa, kto i kiedy wychodzi... Sądziłam, że po tych pierwszych próbach będzie szło już tylko lepiej... Jednak się pomyliłam...
- Możemy zaśpiewać tylko trzy kolędy. - wtedy wydawało mi się, że powinnam powiedzieć tylko zamiast . - Co proponujecie?
Źle zrobiłam, że zapytałam ich o zdanie... Gdybym sama wybrała te trzy kolędy i kazała im zaśpiewać, byłoby całkiem łatwiej, a tak to, uczniowie kłócili się między sobą przez godzinę, które kolędy wybrać. Nawet już nie miałam ochoty na to wpływać i ich słuchać... Po paru minutach wyłączyłam się z tej rozmowy, lecz stwierdziłam, że to już za długo trwa.
- Stop! - krzyknęłam. - Zaśpiewacie: "Hoy en Belén" ("Dzisiaj w Betlejem"), "Feliz Navidad" (Wesołych świąt" - kolęda hiszpańska), "Noche de pas" ("Cicha noc"). Mam dość tych waszych kłótni.
- To my się jeszcze podzielimy na solówki... - odparł nieśmiało Leon.
- Nie. Ja was podzielę. Będę wskazywała kto ma w którym momencie zaśpiewać. Będziecie tak samo śpiewać na koncercie, więc lepiej sobie zaznaczajcie swoje wersy. - rozkazałam.Nawet nie spodziewałam się, że mogę być taka stanowcza. Poszłam szybko do pokoju nauczycielskiego i wydrukowałam dla każdego teksty kolęd. Wróciłam po paru chwilach i rozdałam je dzieciakom. Zaczęli śpiewać, a ja wskazywałam osoby, które wydawały mi się najbardziej odpowiednie do zaśpiewania podanego wersu.
- I tak będziecie śpiewać. - powiedziałam po prześpiewaniu wszystkich trzech kolęd. - A teraz możecie iść do domu. - uśmiechnęłam się.
I właśnie w taki sposób zakończyłam naszą pierwszą próbę. Sądziłam, że nie będę musiała wcale spędzać dużo czasu na próbach, gdyż mamy najlepszych w grupie i z pewnością sobie poradzą. Jednak na trzeciej próbie przekonałam się, że nie miałam racji...
- A spróbuj to zaśpiewać nieco wyżej...
- Chyba nie dam rady.
- Spróbuj.
- Nie, Angie... Nie dam rady.
I tak wyglądały nasze próby... "Nie, Angie... Nie dam rady...", "A jak ja mam to zaśpiewać?", "Nie, nie nauczyłem się jeszcze tekstu...". Nie wiem co się stało... Czy to moja wina, czy uczniowie zrobili się jacyś leniwi? Któregoś razu, odpoczywałam sobie w domu na sofie, gdy Pablo wrócił ze Studio. Wiedział, że wróciłam przed chwilą z próby.
- Dlaczego jesteś taka przygnębiona? Uczniowie zachowują się jak małe dzieci na próbach?
- Nie, nie zachowują się jak przedszkolaki.
- To dlaczego jesteś taka wściekła po każdej próbie?
- Nie jestem wściekła... Jestem zmęczona... Mieliśmy wybrać najlepszych, tak? To już się boję, co byłoby gdybyśmy wybierali tych także gorszych...
- Ale co się dzieje? Violetta nie daje rady? Nie rozumiem...
- Nie... Violetta nawet daje sobie radę... Powiem tak: cała grupa nic nie ogarnia. Ja wiem, że oni się naprawdę starają. Może to moja wina? Powinnam bardziej ich zachęcać, powinnam więcej z nimi ćwiczyć...
- Angie, i tak poświęcasz każdą wolną chwilę, aby zrobić próbę, bądź przećwiczyć z kimś solówkę. Nie zwalaj całej winy na siebie, ale na uczniów też nie. Przecież sama mówisz, że starają się, jak mogą. A może potrzebują mocnego kopniaka motywacji?
- Jeśli potrzebują jakiegokolwiek kopniaka, to nie motywacji, a kopniaka w tyłek!
- No, Angie... Nawet już tak nie mów... Pogadam z nimi. Co Ty na to?
- Pablo... My nie damy rady. Nie uda nam się to. Wycofaj nas.
- Angie, naprawdę tak sądzisz?
- Tak, ale zawsze możesz mnie wymienić na Gregoria.
- Nie. Ja Ci wierzę. Odwołamy ten występ.
Bałam się okropnie następnej próby... Jak im powiedzieć, że są za słabi i, że sobie nie radzą? Jak im to powiedzieć delikatnie? Całe szczęście, że Pablo był przy mnie i w razie co, miał mnie wspierać. Nie za bardzo wiedziałam, jak mogę zacząć...
- Nie damy rady...
- Angie, czy naprawdę nic się nie da zrobić?
- Nie twierdzę, że nic wam się nie chce. Idzie nam naprawdę kiepsko, a do koncertu zostały tylko dwa dni... Rozmawiałam z Pablem. Powiedział, że może zadzwonić do organizatora i nas wycofać... Naprawdę, mnie też jest bardzo przykro z tego powodu, ale sądzę, że to nie ma sensu... Za dużo pracy, a za mało czasu...
- A jeśli się zmotywujemy i postaramy?
- Wy się cały czas staracie... Ja to widzę... Może macie po prostu gorsze dni?
- Angie, daj nam proszę teraz ostatnią szansę! Prosimy!
- Jeśli chcecie, możecie zaśpiewać przed Pablem... Proszę bardzo...
No i tego się właśnie obawiałam... Że będą chcieli wystąpić przed moim mężem i się skompromitować... Ale co miałam im powiedzieć? "Nie, nie występujcie, bo wychodzi wam to okropnie."? Muzyka zaczęła grac, lecz tu ogarnęło mnie ogromne zdziwienie, gdy zaczęło im to wychodzić z każdą nuta coraz lepiej, a na dodatek, Violetta wreszcie wyciągnęła tą wysoką nutę.
- Angie i to Twoim zdaniem było kiepskie? - zapytał mnie Pablo.
- Nie... To było naprawdę udane i... piękne...
- Zostajecie. Nie wycofuję was z konkursu. Jesteście za dobrzy. - uśmiechnął się do uczniów mój mąż.
- Tak! - ucieszyła się Violetta, a następnie przytuliła się do swojego chłopaka.
- I kto by się tego spodziewał... - mruknęłam sobie cicho pod nosem, tak, aby nikt mnie nie słyszał...
----------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał :)).

Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzącego Nowego Roku,
oraz wspaniałego Sylwestra!!!
Życzę Wam, aby nadchodzący rok 2014, przyniósł Wam wiele sukcesów i powodów do radości.
Zmiany na lepsze, oraz więcej wolnego czasu,
którego z każdym rokiem jest coraz mniej. :)
Przepraszam, że tak skromnie, ale sami rozumiecie -
brak czasu, Sylwester... Od rana walczę z bałaganem w moim pokoju :D.

Jeszcze raz szczęśliwego Nowego Roku, teraz spadam się dalej bawić!
bloggerka

Ps. Z tego całego pośpiechu w sobotę, zapomniałam,
że przecież co miesiąc zmieniałam tło na bloga!
Co sądzicie o moim nowym?
Za nie, mogę podziękować tej samej osobie, co za poprzednie -
Angeles Saramego, naprawdę szczerze Ci dziękuję! :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 93 - Kasting

Jaka jest Wasza ulubiona kolęda?
Odpowiadajcie w komentarzach!
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Razem z Pablem szliśmy do klasy na pierwszą lekcję. Mój mąż był bardzo podekscytowany, gdyż miał dzisiaj dzieciakom powiedzieć, o kastingu, do grupy, która wyjedzie na konkurs kolęd. Bardzo podobał Mu się ten pomysł i widać, że był zadowolony, z tego, że zaprosili nas do udziału w nim.
- Pamiętacie jak wspominałem wam o tym konkursie kolęd? - zapytał, gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca.
- Tak. Jasne, że tak.
- Ponieważ Angie zdecydowała się, abyście wzięli udział w konkursowym-koncercie kolęd pod jej dowództwem, już jutro organizujemy kasting!
- Co?!? Już jutro!?!
- No, niestety tak. - powiedziałam.
- Ale dlaczego? - zapytali uczniowie. - Przecież nie zdążymy się przygotować.
- Ponieważ do koncertu zostało raptem pięć dni. To naprawdę mało czasu. Właśnie w związku z tym trzeba też wykorzystać osoby, które nie muszą się zbyt długo przygotowywać do występów, ale jeśli chcecie, to możemy porozmawia z innymi nauczycielami, abyście mogli sobie poćwiczyć na lekcjach. Chcecie?
- Tak, prosimy!
- Dobrze. To możecie już zacząć przygotowania.
- Pablo, a konkretniej, to co trzeba będzie zrobić? Zaśpiewać, czy zatańczyć?
- Zaśpiewać, gdyż na koncercie raczej nie będziecie tańczyć... Chyba, że jakiś prosty układ...
- Ale kolędę, czy jakąś naszą piosenkę?
- Kolędę. Są jeszcze jakieś pytania?
Zapadła chwilowa cisza, którą mój mąż szybko przerwał.
- W takim razie, bierzcie się do pracy! Jeśli macie jakieś pytania, śmiało możecie pytać.
Dzieciaki bardzo się tym przejmowały. Widać, że zależało im, i to bardzo. Wszystkim, oprócz Ludmiły, która twierdziła, że nie ma co ćwiczyć, gdyż wie, że jest najlepsza i, i tak się dostanie do grupy. Gdyby to, kto będzie w tej grupie, zależało tylko ode mnie, to nie wzięłabym jej, lecz niestety w jury będzie Pablo, Gregorio i Beto... Może oni też nie będą chcieli, żeby ona pojechała? W końcu będę się z nią tylko użerać i sprzeczać...

Następnego dnia, tak jak powiedział Pablo, odbył się kasting. Zaraz po nim, wybrane osoby miały się wstawić na pierwszą próbę. Przed rozpoczęciem kastingu, poinformowaliśmy wszystkich, że jeśli ktoś się zgłosi i zostanie wybrany, to będzie musiał poświęcać mnóstwo czasu na próby przez te cztery dni. Do sali weszła pierwsza osoba, zaśpiewała i wyszła... Następnie kolejna... I tak około 70 osób... Obserwowałam wszystkie występy. Jedni byli lepsi, a jedni gorsi... Lecz wiem, że wszystkim zależało i wszyscy się starali.
- Co sądzisz o tym występie Violetty? - zapytałam mojego męża.
- Szczerze? Poszedł jej wyjątkowo nieudanie...
- Normalnie, to stwierdziłabym, że zgłupiałeś, lecz niestety masz rację... Niepotrzebnie wybrała tą kolędę. Jeszcze zaśpiewała ją w bardzo wysokiej tonacji.
- Może gdyby wybrała coś innego, to wyszło by jej to lepiej?
- Pewnie tak...
Do przesłuchania zostało jeszcze parę osób, ale ja nie mogłam już się dłużej skopić, gdyż myślałam o nieudanym występie mojej siostrzenicy. W duchu miałam nadzieję, że jeśli poproszę Pabla o jeszcze jedną szansę dla niej, to się zgodzi.
- Angie, no chyba żartujesz. Dać jej jeszcze jedną szansę? Przecież się domyśli, że coś jej poszło nie tak, a na dodatek ludzie pomyślą, że daliśmy jej ją, bo jesteś jej ciocią i poczują się oszukanie.
- Pablo, ale proszę...
- Nie, Angie.
- Pablito...
- Nie namówisz mnie do tego. - odparł. - A, i zapomniałbym... Nie nazywaj mnie tak.
Dlaczego On nie lubi, jak się go tak nazywa? - Nie mam pojęcia, ale skoro Mu to nie pasuję, to postanowiłam, że już więcej nie będę go tak nazywała. Nie chcę, aby się na mnie gniewał. Przesłuchanie wszystkich osób zajęło około dwóch godzin, w związku z czym, Pablo postanowił, że decyzja musi zostać jak najszybciej podjęta. I tak jak powiedział, tak też się stało. Nie ukrywam, że to było dziwne. Pablo, Beto i Gregorio dogadali się po piętnastu minutach? Pablo i Beto rozumiem, ale Gregorio?!? Nie, no, to jakiś poświąteczny cud.... Gdy tylko wyszli z pokoju, ruszyliśmy w stronę sali, w której stały wszystkie osoby, które zgłosiły się na kasting.
- Pamiętajcie, że nie jest najważniejsze, kto teraz pojedzie na ten konkurs. Będą jeszcze inne. Ci, którzy przeszli, zapewnię będą się czuli szczęśliwi, a ci, którzy nie przeszli będą się czuli źle, ale pamiętajcie, że to jeszcze jest zabawa. Może was na ten konkurs jechać bardzo mało, a talentów było sporo. - powiedział Gregorio.
"Nie... To na sto procent jakiś cud...." - pomyślałam. "- Gregorio i taka przemowa?"
- W grupie, która pojedzie na ten konkurs może być tylko sześć osób. Angie, powiedź im, kto jest w tej grupie. - powiedział Pablo wręczając mi do ręki listę tych osób.
Wszyscy byli bardzo zestresowani i zdenerwowani. Każdy z nich chciał się dostać do grupy. Nie lubię takich koncertów, w których nie może wziąć udział każdy chętny...
- A więc... Do mojej grupy przechodzą trzy dziewczyny i trzy chłopaki, z tego co tutaj widzę... A są nimi... Diego, Leon i Tomas, a dziewczyny... Francesca, Naty i... - wszyscy się zastanawiali, a nawet byli pewni, że przejdzie, albo Ludmiła, albo Violetta. - I... Violetta! Gratulację!
Szczęśliwi zwycięzcy zaczęli się do siebie przytulać. Byłam bardzo zadowolona, z tego, że Ludmiła dalej nie przeszła. Nie będę musiała się z nią sprzeczać na próbach.
- No, to teraz idźcie na próbę. - rozkazał uśmiechnięty Pablo.
- Nie... Dajmy im się nacieszyć... - powiedziałam do mojego męża. - Próba dopiero za godzinę! - ogłosiłam.
- Idziemy na szejki do Resto Band? - zaproponował Diego.
- Idźcie. - powiedziałam. - Ja stawiam.
- Idziesz z nami? - zapytali.
- Nie, ale macie tutaj pieniądze i zaszalejcie. - sama teraz w to nie wierzę, że dałam im naprawdę dużą kwotę.
Jak też mówili, tak też zrobili. Raz, dwa i już ich nie było... Po chwili cała klasa zrobiła się pusta. Byłam w niej tylko ja i mój mąż.
- Dlaczego wybrałeś Violettę? - zapytałam. - Przecież poszło jej okropnie.
- Tak, wiem, ale wiem również, że da sobie radę na występie bardziej niż kto inny.
- A dlaczego nie wziąłeś Ludmiły?
- Bo widziałem po Twojej minie, że byś sobie z nią nie poradziła. - uśmiechnął się.
- Wiesz co? Teraz, zanim znowu wybierzemy się na jaką randkę minie trochę czasu... I znowu będę za Tobą tęsknić...
- Jak nie Ty, to ja jestem bardzo zapracowany i nie mamy dla siebie czasu... Mam nadzieję, że chociaż po urodzeniu się naszego dziecka, to się zmieni.
- Też mam taką nadzieję... Cały czas pamiętam naszą tamtą wspaniałą randkę...
- O, tak. Ona była idealna...
- Musimy ją kiedyś powtórzyć. - stwierdziłam.
- Tak... Kiedyś, a teraz wykorzystajmy to, że nikogo w pobliżu nie ma... - przytulił się do mnie i zaczął całować po szyi.
- Pablo. No proszę Cię. W Studio?
- Ale dlaczego nie? - pocałował mnie w usta.
- Pablo... - zarumieniłam się.
- No co? Przecież niedługo znowu zaczniemy za sobą tęsknic, bo nie będziesz miała dla mnie czasu, to może trzeba go teraz wykorzystać?
Obściskiwaliśmy się tak, a nawet nie zauważyliśmy, kiedy moja grupka już wróciła z Resto Bend. Ile tam stała i nas obserwowała? Nie mam pojęcia. Możliwe, że nawet piętnaście minut. Całe szczęście, że w końcu ich zauważyliśmy...
- Ym... My tylko... - zaczęliśmy się tłumaczyć.
- Dobrze wiemy co robiliście. - odparli.
- Idźcie na próbę. - rozkazał Pablo.
- Tak. Chodźcie na próbę. - powiedziałam i wszyscy ruszyli w stronę sali z instrumentami.
----------------------------------------------------------------------------------
I co sądzicie o dzisiejszym rozdziale? - Komentujcie!
Rozdział dzisiaj tak wcześnie, gdyż cały dzień mam cały zaplanowany,
więc, albo mógł się pojawić teraz, albo późnym wieczorem, tak jak wczoraj.


Pozdrawiam
bloggerka

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 92 - Decyzja

Dla mojej przyjaciółki,
która pewnie nigdy tego nie przeczyta.
To dla Ciebie, Klaudia :).

♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Dzień, jak co dzień... Dużo pracy, a na dodatek nudziłam się okropnie. Akurat trwała przerwa w Studio. Siedziałam sobie w pokoju nauczycielskim. Siedziałam i siedziałam, aż nagle wszedł Pablo, który najwidoczniej był bardzo zapracowany i gdzieś się śpieszył.
 - Zapomniałem się wczoraj Ciebie zapytać... Będziesz prowadziła grupę na koncercie kolęd?
- Oj... Zapomniałam się nad tym zastanowić...
- Angie, prosiłem Cię... Miałaś mi powiedzieć dzisiaj.
- No tak... Przepraszam Cię, Pablo...
- Na następnej lekcji, powiedź mi, czy się zgadzasz.
- Co? Jak ja mam się niby zdecydować przez 45 minut?
- Miałaś na to 24 godziny, Angie.
- Ale Pablo...
- Nie ma żadnego "ale". Koncert już za tydzień, a my nie mamy wybranych nawet osób do grupy! Ja nie mogę wiecznie czekać.
- A jeśli się nie zgodzę, to kto mnie zastąpi?
- Gregorio.
Dzwonek na lekcje. Miałam zajęcia z grupą, w której była Violetta. Wzięłam dziennik i ruszyłam w stronę sali. Sprawdziłam obecność i zadałam dzieciakom jakieś zadanie, abym mogła się zastanowić, czy chcę poprowadzić grupę. Tak właściwie, to nie miałam nic do stracenia... No tyle, że ja powinnam już od stycznia iść na urlop... Przecież jestem w szóstym ciąży miesiącu... I tak podczas moich przemyśleń zadzwonił dzwonek... Nawet nie zauważyłam, kiedy uczniowie opuścili klasę, a kiedy wszedł do niej Pablo.
- Angie, według planu ja mam teraz tutaj lekcję.
- Nie... Trzecią lekcję mam według planu tutaj, z grupą Violetty.
- Tak,ale za minutę zacznie się czwarta.
- Co? Naprawdę?
- Powiedź, nad czym się tak zamyśliłaś.
- No myślałam o tym koncercie kolęd.
- I co wymyśliłaś?
I jak zwykle przerwał mi dzwonek, a ponieważ nie miałam przygotowanych materiałów na następną lekcję musiałam szybko wyjść, aby je przygotować.
- Obiecuję, że powiem Ci po tej lekcji. Tylko koniecznie przyjdź po mnie. - powiedziałam i wyszłam.
Tak samo minęła mi następna lekcja... Cały czas zastanawiałam się nad podjęciem poprawnej decyzji, ale starałam się zwracać uwagę bardziej na tym co się teraz dzieje, gdyż nie chciałam przegapić dzwonka. Nie minęła chwila po dzwonku, a mój mąż wszedł do klasy.
- Mam wrażenie, jakbyśmy się w domu nie widywali... - powiedziałam.
- Ja niestety też... - posmutniał. - Nie chciałem Cię pognać, ale...
- Tak, wiem...
- Chcesz kawy? - podszedł do dzbanka z kawą. - I jaka jest Twoja decyzja?
- Tak. Chętnie.
- Czyli zgadzasz się prowadzić grupę?
- Nie, chodzi o to, że chcę kawę.
- A to, to ja wiem...
- Zgoda! Niech Ci będzie!
- Dziękuję Ci, Angie. Nie pożałujesz.
- Ale jeśli przegramy, to nie będzie moja wina, tak?
- Nie... No skądże...
- A te osoby do grupy, to...?
- Wybierzemy je przez kasting.
- A kiedy go zrobimy?
- Jak najszybciej. Dzisiaj jest już za późno, aby to ogłosić, więc ogłaszamy jutro, że kasting na grupę do konkursu kolęd odbędzie się za dwa dni.
- Ale zostaną nam wtedy raptem tylko cztery dni przygotowań...
- Nie da się szybciej... Dacie sobie radę.
- No, mam taką nadzieję... - mruknęłam.
----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was, że rozdział dzisiaj tak późno,
lecz cały dzień miałam zabiegany.
To próba, to trzeba było iść do kościoła, to musiałam sprzątać.
Przynajmniej się pojawił i mam nadzieję, że się podobał :)).
Wiem, że taki trochę kiepski, bo pisałam go, oglądając jakiś idiotyczny film
(nie mam pojęcia, dlaczego go oglądałam :D).

Jeszcze raz Was bardzo przepraszam!
bloggerka

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 91 - Krzyżówka

Ten rozdział powstał na podstawie
jednorazowego opowiadania,
o "Komisarzu Alexie"
które przeczytałam gdzieś w Internecie.
Był brzydki, deszczowy dzień... Szłam dzisiaj sama do Studia, gdyż Pablo nie mógł się jakoś zorganizować. "Poczekaj, pójdę jeszcze do łazienki." "Zaczekaj, zapomniałem krawatu." "Chwila, jeszcze teczka." Moja cierpliwość jest duża, lecz ma swoje granice. Oczywiście nie byłam na niego zła, aczkolwiek śmiałam się z tego, lecz ja, jak to ja, nie lubię się spóźniać. Wyruszyłam sama z domu. Doszłam do Studia i weszłam do pokoju nauczycielskiego, w którym siedział przy biurku mój tata, do którego się jeszcze nie przyzwyczaiłam tak mówić. Nadal mówiłam do niego po imieniu.
- Dzień dobry, Antonio. Co tam porabiasz?
- Rozwiązuję krzyżówkę.
- Nie nudzi Ci się to?
- Nie.
Zniknęłam na chwilę zza drzwiami, aby powiesić kurtkę na wieszaku. W tej właśnie chwili do pokoju wszedł Pablo.
- Cześć Antonio, co robisz?
- Rozwiązuję krzyżówkę.
- Nie nudzi ci się to?
- Heh... - uśmiechnął się. - Nie.
- A co Cię tak śmieszy? - zapytał mój mąż.
- Właśnie. - powiedziałam wchodząc z powrotem do pokoju.
- Jesteście tacy podobni...
- Kto? Ja i Maria? - zdziwiłam się.
- Nie. Ty i Pablo.
Spojrzeliśmy się na siebie. On patrzył na mnie z tajemniczym uśmiechem, a ja ze zdziwioną miną. Ja podobna do Pabla? Prawda - kocham Go, ale żebym była zaraz do Niego podobna?
- Chcecie mi pomóc? - zapytał.
- Chętnie. - odparłam.
- "Shrek z filmu".
- O, ja to wiem! - ucieszył się Pablo. - Ten... yyy... no...
- Ogr. - odpowiedziałam za mojego męża.
- Pasuje? - zapytał.
- Tak.
- Dawaj dalej. - zdenerwował się Pablo.
- "Krąży w okół Ziemi".
- Księżyc. - palnął mój mąż.
- Na osiem liter.
- Satelita. - odpowiedziałam.
- Dobrze. Teraz wezmę jakąś inną krzyżówkę... - zaczął przewracać strony.
- Żeby nie wiedzieć co krąży w okół Ziemi... - mruknęłam.
- A gdybym tak dostawał za każdy błąd całusa? Co Ty na to?
- Hm... Raczej za każdą dobrą odpowiedź, bo ich będzie mniej...
- Ej, zobaczcie! "Krzyżówka ze Studia 21"!
- No, czytaj... - odparł zrezygnowany Pablo.
Zrobili o nas krzyżówkę. Niby nic, ale zawsze coś...
- "Nazwisko dyrektora Studio 21"
- Wiem to! - krzyknął mój mąż. - Galindo.
- Brawo. - pochwaliłam Go.
- Chwila, chwila... A gdzie mój całus?
- Już już... - miałam pocałować Go w policzek, lecz obrócił głowę i pocałowałam w usta.
- "Pełne imię nauczyciela muzyki - Beto."
- Ja to wiem.... - wmawiał sobie Pablo.
- Rafał. - mruknęłam cicho.
- No tak! Rafał! Przecież to mój przyjaciel. - On udawał, czy naprawdę jest taki głupi?
- Roberto. - odpowiedziałam, jak zwykle poprawnie.
- "Ulubiona para nastolatek."
- Diegoletta.
- Pasuje. - odparł Antonio. - Ap ropo, wiecie, że Wasze imiona też zostały połączone?
- Tak? I co z tego wyszło?
- Pangie.
- Nie tak źle... - uśmiechnęłam się.
- A wiecie, że ktoś umieścił w Internecie zdjęcie Ludmiły bez makijażu? Tak się zdenerwowała, że nie wiem...
- A Ty? Przecież Ty o mało co nie przeszedłeś do Studia w piżamie!
- Naprawdę? - zdziwił się Antonio. - Jak do tego doszło?
- Nie prawda... - skłamał.
- Głupek. - powiedziałam. - Opowiem ci innym razem.
- Oj, tam... Raz mi się zdarzyło... Czytaj dalej, Antonio.
I właśnie w tej oto chwili zadzwonił dzwonek na lekcję, który przerwał naszą cudowną zabawę. Muszę powiedzieć Beto, że jego najlepszy przyjaciel nie wie, jak on ma na imię. Może Pablo się tylko popisywał, bo znając Go to właśnie to robił, gdyż robi to najczęściej? No nie ważne... W każdym razie, było bardzo fajnie.
----------------------------------------------------------------------------------
Wiem, że rozdział taki przy krótkawy, lecz nie umiałam go wydłużyć.
Za to napisałam dzisiaj taki inny bo w końcu:
to już całe trzy miesiące!
(Niestety, nie miałam czasu na zrobienie kolażu)
Małe podsumowanie:
Opublikowane komentarze: 664
Kto najczęściej komentował?: Amistad para siempre (obecnie Enought), Angie :3, Angeles Saramego (Serdecznie Wam za to dziękuję!!!)
Liczba wyświetleń dzisiaj: 70
Posty: 103 - w tym 10 nieopublikowanych
Najwięcej było Was tu w dniu: wczoraj - 27 grudnia 2013 r. - 290 wyświetleń (Dziękuję!!!)
Najchętniej czytany rozdział w tym miesiącu: Rozdział 80 - Ostatnia rozprawa (56 wejścia, 12 komentarzy)
Strona, na którą najczęściej wchodziliście w tym miesiącu: Spoilery (216 wejść)

Serdecznie Wam za wszystko dziękuję!!!

Ściskam :)).
bloggerka

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 90 - Koniec semestru

Przepraszam, że rozdział dzisiaj tak późno.
Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego,
pod rozdziałem znajduje się wytłumaczenie.
Szłam razem z moją siostrzenicą do Studio. Przechodziłyśmy właśnie przez drzwi, gdy Viola zaczęła mówić coś, o co nie za bardzo wiedziałam, jej chodziło.
- Nie mogę w to uwierzyć...
- Ale w co?
- No, że zleciało już pół roku... Przecież semestr się już kończy!
- Naprawdę? Semestr się już kończy?
- No, tak... Za dwa dni.
- O, nie! Ja jeszcze nie wystawiłam wam ocen ze śpiewu!
- To lepiej się za to zabierz, chyba, że wolisz mieć kłopoty z Pablem...
- Z Pablem? Dlaczego miałabym mieć kłopoty akurat z Nim?
- Nie pamiętasz co było w zeszłym roku z tą nauczycielką od tańca?
- O kurczę... Pamiętam... Masz rację, lepiej się za to wezmę!
Wbiegłam do pokoju nauczycielskiego, jak burza i wzięłam z półki dzienniki wszystkich klas, które uczę. Podczas mojego myślenia, do pokoju wszedł Pablo.
- Co robisz?
- Wystawiam oceny końcowe.
- Nie zrobiłaś tego przed świętami? Przecież prosiłem...
- No, ale ja zapomniałam!
W tej chwili zadzwonił dzwonek na lekcję. Akurat miałam ją poprowadzić z Pablem. Znalazłam dziennik grupy, w której była Violetta i ruszyliśmy do klasy.
- Chciałem wam przypomnieć, że semestr się kończy już za dwa dni. - zaczął mój mąż. - Raczej nie muszę tego mówić w tej grupie... - powiedział patrząc w dziennik. - Lecz powiem. Jeśli ktoś, chce jeszcze coś poprawić to niech to zrobi najlepiej dzisiaj, albo ewentualnie jutro.
- A czy ktoś jest zagrożony? - zapytał jeden z uczniów.
- Em... Chwilka, muszę to sprawdzić... - Pablo zaczął przeglądać listę uczniów. - Ym... Tak.
- Kto to jest?
- Nie powinienem wam tego mówić. Osoba, która jest zagrożona może się poczuć nieprzyjemnie...
- Pablo, proszę powiedź!
- Nie. Jeśli ta osoba będzie chciała, to sama wam o tym powie.
- Heh... - zaczęła się śmiać Ludmiła. - Gdyby nie to, że nauczyciele was lubią, to wszyscy byście już dawno oblali! Oczywiście, nie to co ja...
Lekcja zleciała nam bardzo szybko, co było bardzo dziwne, gdyż zwykle się dłużyła i dłużyła... Zadzwonił właśnie dzwonek na lekcję. Zaczęłam zbierać wszystkie papiery. Uczniowie zaczęli wychodzić z klasy.
- Ludmiła. Poczekaj proszę chwilkę. - poprosił ją Pablo.
- Pewnie chodzi o ten występ, który okazał się totalną katastrofą tak? Nie bój się, nic mi się nie stało.
- Nie, nie chodzi o to...
- Najgorsze jest to, że na ciele mam pełno siniaków! - nastolatka chyba tego nie usłyszała. - I jak ja mam teraz tańczyć w ubraniach z krótkimi rękawami?
- Ludmiła nie chodzi o to! - wrzasnął.
- Spokojnie Pablo, bo Ci jeszcze zmarszczki wyjdą...
- Ludmiła, to ty jesteś tą zagrożoną osobą.
- Ja? Jak to ja?
- Tak. Masz talent. To prawda, ale nie potrafisz pracować w grupie... Przez to masz nie zaliczone paręnaście zadań...
- A wiecie co ja o tym wszystkim sądzę?!? Po kitu mi to Studio! Mój tata mógłby je od was odkupić i zaliczyłabym semestr! - zdenerwowała się. - Ych... Ludmiła wychodzi! - jak powiedziała, tak też zrobiła.
- Ona naprawdę nie zdała tych zadań? - zdziwiłam się.
- Tak. Nie przepuszczę jej dalej, jeśli nie będzie umiała pracować w grupie, bo przecież co starsza grupa, to coraz więcej przedstawień, prac w grupie...
- Chyba robisz słusznie...
- No też mam taką nadzieję.
- Przepraszam... - do sali weszła moja siostrzenica. - Angie, skończyłaś już? Idziemy do domu?
- Tak, tak... Już idę. - wzięłam torbę z krzesła i ruszyłam w stronę drzwi.
- Ej, a ja? - zapytał Pablo.
- A Ty wracasz dzisiaj sam. - uśmiechnęłam się. - Będę po szesnastej. Pa. - wyszłyśmy.
Zaczęłyśmy iść w stronę domu Violetty, gdyż miałam z nią dzisiaj lekcję, gdyż w końcu była środa...
- Angie, mogę Cię o coś zapytać?
- Jasne, pytaj.
- Kto jest tym uczniem?
- Jakim uczniem?
- Tym uczniem, który nie może nie zaliczyć semestru?
- Nie wiem. - skłamałam.
- Wiem, że wiesz. Powiedź, proszę.
- Violu, nie mogę Ci powiedzieć.
- Ale ja nikomu nie powiem, przysięgam!
- No dobrze... Ludmiła...
- Ludmiła?
Przez resztę drogi i przez wszystkie lekcje moja siostrzenica była zamyślona. Pewnie myślała o tym, co powiedziałam jej na spacerze. Tylko, czy ja dobrze zrobiłam mówiąc jej to? No, bo przecież nie powinnam tego robić... Dopiero następnego dnia, przekonałam się, o tym, czy dobrze zrobiłam.

/Następny dzień - Studio/
Przed chwilą zadzwonił dzwonek na lekcję. Miałam teraz lekcję z grupą Violetty, razem z Pablo. Weszłam do klasy. Tak, jak myślałam, Ludmiły nie było.
- Musimy jej pomóc zdać semestr!
- Przecież to niemożliwe, żeby ona nie zdała! - dodała Naty.
- To nie o to chodzi... Może i Ludmiła jest wredna, lecz przecież ma talent. Musimy ją nauczyć pracy w grupie. - powiedziała Violetta.
Wchodząc głębiej w klasę pociągnęłam Violę za rękaw i zaciągnęłam na bok.
- Violu, co ty robisz? Powiedziałaś, że nikomu nie powiesz! Będę miała przez ciebie kłopoty, jeśli Pablo się dowie, że dowiedziałaś się tego ode mnie.
- Ja chcę jej tyko pomóc... - nastolatka zrobiła maślane oczy.
Moja siostrzenica była taka dobra... Chciała pomóc swojej przeciwniczce...
- No dobrze... Idź już tam do nich...
- A co z Pablem?
- Jakoś sobie z Nim poradzę... No idź już.
- Myślisz, że to się może udać? - zapytała Camilla, gdy Violetta doszła do grupy.
- Tak. O ile ona sama, będzie tego chciała.
- To się nie skończy dobrze...
- Jeśli nie spróbujemy, to się tego nie dowiemy. To co? Wchodzicie w to?
Wszyscy uczniowie się na siebie patrzyli. Widać, że nie za bardzo im to pasowało.
- Okej... - zdecydowali. - Niech już jej będzie...
----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że rozdział dodałam tak późno,
lecz do 16 byłam na próbie, a gdy wróciłam nie miałam Internetu.
Mam go dopiero od 5 minut.
Późno, a późno, ale najważniejsze, że się pojawił :)).
No i mam nadzieję, że się Wam podobał.

Pozdrawiam
bloggerka

Ps. Gdy zobaczyłam ten post na Violetta Polska - zamarłam - POST