piątek, 12 czerwca 2015

Sezon 3 - Rozdział 36 - Nadal boisz się jego miłości?

Witam Was w ten słoneczny dzień :)
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba <3
To kilkanaście dni było dla mnie naprawdę trudne... Wypadek, Pablo w szpitalu, zerwanie z Edwardem... Tęsknię za nim, aczkolwiek nie odczuwam wielkiej pustki... Tak chyba nie powinno być, ale niestety tak jest. Najbardziej brakuje mi go pod wieczór, gdy leżę w łóżku. Nikt mnie nie przytula, nie całuje, nie mówi "dobranoc"... Starałam się nie myśleć o słowach, które wypowiedział, gdy ze mną zerwał. Nie chciałam w nich odnaleźć prawy, która z pewnością się tam ukrywała. Musiałam sobie dalej jakoś radzić sama. Tamtego dnia byłam umówiona z Germanem na spacer. Tak, z moim szwagrem. Dawno razem nie rozmawialiśmy, a szczera pogawędka z nim była świetnym pomysłem. Spotkaliśmy się w naszym ulubionym parku, a następnie po nim spacerowaliśmy.
- No więc, co u ciebie słychać? - zapytał.
- Nie jest najlepiej... - odpowiedziałam. - Nie wiem, czy słyszałeś, ale Pablo wylądował w szpitalu.
- Tak, słyszałem. Violetta mi powiedziała późnym wieczorem, w dniu koncertu. Jeśli się nie mylę, zadzwoniła wtedy do niej z tą wieścią Martina. Jak się trzyma? Jest bardzo źle?
- Jest w śpiączce. Jego stan jest stabilny, aczkolwiek przeraża mnie to, że nie wiadomo, kiedy się z niej wybudzi. Boję się tego oczekiwania, gdyż nie wiem, ile ono będzie trwało...
- Ale Edward cię chyba wspiera? Tym bardziej, że to jego brat.
Wiedziałam, że zacznie ten temat. Po ostatniej rozmowie z nim na temat młodszego Galindo spodziewałam się, że będzie chciał kontrolować mój związek, który już tak naprawdę się zakończył...
- Ja i Edward zerwaliśmy. - odpowiedziałam krótko. - Tylko nie myśl, że to z powodu naszej ostatniej rozmowy.
- Jasne, jasne. Rozumiem, że mieliście swoje własne powody do tego. - powiedział. - Zobacz, jabłka w karmelu. Masz ochotę? Wiem, że je bardzo lubisz.
- Skoro mnie tak namawiasz... - uśmiechnęłam się.
Mój szwagier podszedł do stoiska i zakupił nam po moim przysmaku. Usiedliśmy na pobliskiej ławce, zajadaliśmy się nim i kontynuowaliśmy rozmowę.
- A jak tam ci się żyje z Priscillą? - spytałam. - Ile to już lat? Dziesięć?
- Za miesiąc będziemy obchodzili swoją dziesiątą rocznicę spotykania się. - odpowiedział dumnie. - Angie... Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć.
- Słucham. - nie wiedziałam, czego mam się spodziewać.
- Dzień przed koncertem byłem u Pabla w domu i rozmawiałem z nim... o tobie...
- Nie mów mi. Naprawdę nie chcę tego słyszeć.
- Ale powinnaś, bo on nie zdążył ci tego powiedzieć. - wszedł mi w słowo. - Urządziliśmy sobie poważną rozmowę. Ciężko było, aczkolwiek po długim czasie otworzył się przede mną i wyznał, co tak naprawdę do ciebie czuje...
(*oczami Germana* ~ rozmowa z Pablem)
- Tak, kocham ją! Najbardziej na świecie! Nigdy nie przestałem! - krzyknął. - Ale ona teraz czuje do mnie tylko przyjaźń... A przecież zależy mi na tym, aby była szczęśliwa, więc gdyby nie koncert, wyjechałbym stąd natychmiast...
*- Nie prościej byłoby po prostu do niej wrócić?
- Nie potrafię...
- Dlaczego?
- Bo za każdym razem ją ranię. Nie potrafię wytrzymać tego widoku, jak cierpi za każdym razem, a wciąż trwa przy mnie.
- To jest miłość. Pomimo wszystko jest obok.
- Jest dla mnie wszystkim, chcę by była szczęśliwa, a ja jej tego szczęścia nie dam, więc muszę dać jej odejść.
- Zrozum, że ona nie chce odchodzić. Szczęście czuje tylko wtedy, gdy jest przy tobie.*
- Ona woli być szczęśliwa z moim bratem, więc muszę jej na to pozwolić.
- A może woli ciebie, tylko boi się, że ją odrzucisz? Może na zewnątrz nie wie, co czuje, ale w głębi serca wykrzykuje twoje imię?
- Skąd możesz wiedzieć, co ona czuje?
- Widzę. Już nie jest tą samą Angie. Jej uśmiech nie jest już tak duży. Jej oczy częściej są załzawione. Coraz rzadziej się śmieje... Brakuje jej ciebie.
- Chyba ci się coś pomyliło...
**- Mogłeś być mężczyzną jej życia. Jedno słowo, jeden gest. Mogłeś być płomieniem utrzymującym ogień w jej sercu. Mogłeś osuszać łzy radości i smutku. Mogłeś dotykać i szanować. Mogłeś być ponad wszystkim i pomimo wszystko. Mogłeś kochać najszczerszą miłością. Mogłeś.** Ja też mogłem... Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile kosztowało mnie, aby o niej zapomnieć i związać się z Priscillą... Jeśli chcesz, aby cały wasz związek nagle zniknął, to twoja sprawa, ale nie wiesz, ile cię to będzie kosztować. Ciężko ci będzie o niej zapomnieć, gdy kładąc się wieczorem do łóżka będziesz o niej myślał, w nocy będziesz o niej śnił, a rano obudzisz się ponownie z myślą o niej. - odparłem wychodząc.
- Kocham ją.
- To na co czekasz? Powiedz jej to. - odrzekłem, a następnie opuściłem jego mieszkanie.
(*wydarzenia widziane oczami Angie*)
Znalezione obrazy dla zapytania angie i german- Angie... To on powinien ci to powiedzieć, ale teraz nie może, więc powiem to za niego. On cię kocha. Byłaś jego jedynym powodem do uśmiechu.
- Wiem. - czułam, że kąciki ust lekko mi się podniosły. - Powiedział mi to na koncercie, ale ja głupia uciekłam...
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie wiem. - powiedziałam. - Może się bałam? Bałam się, że tak naprawdę nigdy nie przestałam go kochać? Bałam się jego miłości?
- Nadal się jej boisz?
- Nie... - odpowiedziałam. - Dziękuję. Uświadomiłeś mi coś bardzo ważnego. - odrzekłam podnosząc się z ławki. - Wybacz, ale muszę coś załatwić. Do zobaczenia! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę szpitala.
Weszłam do jego sali i, tak jak zwykle, usiadłam na krześle obok jego łóżka. Złapałam parę wdechów, gdyż odrobinę zmęczyłam się tym biegiem. Spojrzałam na jego twarz z uśmiechem i zaczęłam, tak jak codziennie, opowiadać mu o przeżytym dniu.
- Uświadomiłam sobie dzisiaj coś bardzo ważnego... - powiedziałam. - Że tak naprawdę, nic nie może nas rozdzielić.
Nagle w głowie usłyszałam melodię doskonale znanej mi piosenki. Nie wiadomo dlaczego, ale zaczęłam ją śpiewać. Nie ważne w tamtym momencie było to, że głupio to wygląda. Liczył się tylko on.
- Patrzeć na ciebie, chcę śnic o tobie, chcę przeżyć z tobą każdą chwilę... Chcę cię przytulić, chcę pocałować, chcę ciebie mieć blisko siebie... Ty jesteś moim pragnieniem... Przecież to co czuję, to miłość...***
Zbliżyłam się do niego. Położyłam swoją głowę na jego torsie. Oczywiście zrobiłam to z ogromną uwagą i delikatnością, bo pamiętałam o jego ranie po wypadku.
- Kocham cię, Pablo. - po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
Nagle poczułam, jakby lekko się poruszył. Szybko zabrałam głowę. Nie pomyliłam się. Otworzył oczy. Nie mogłam w to uwierzyć. Gdybym mogła, skakałabym ze szczęścia. Czułam, że w końcu wszystko zacznie się układać...

* - źródło: besty.pl
** - źródło: temysli.pl
*** - polska wersja "Nuestro camino" wedłg Sharon.

Jak Wam się spodobał rozdział? :D
Angie i Pablo są coraz bliżej 
Ale czy aby na pewno? ^_^

Do zobaczenia jeszcze dzisiaj! ;*
bloggerka

środa, 10 czerwca 2015

Sezon 3 - Rozdział 35 - Początek wielkich zmian?

Rozdział!
I to na dodatek w środę! ^_^
Następnego dnia z samego rana wybrałam się do Pabla, aby dowiedzieć się, czy jego stan przypadkiem się nie pogorszył. Wchodząc do jego sali minęłam się akurat z lekarzem, który zajmował się nim.
- Dzień dobry. - przywitałam się.
- Dzień dobry. Widzę, że od samego rana chce pani czuwać przy mężu. - uśmiechnął się. - Ale pan Pablo chyba się nie obrazi, jeśli zabiorę panią na małe badania.
- Badania? Potrzebuję jakiś badań? - zdziwiłam się.
- No wie pani... Lepiej się paręnaście razy przebadać, niż później leczyć się kilka lat. Po za tym przydałoby się zmienić pani opatrunek.
- Skoro pan tak mówi... - odparłam. - Ale nie potrwa to długo?
- Nie. - uśmiechnął się. - Zapraszam za mną.
Poprowadził mnie do pokoju zabiegowego. Usiadłam na łóżku, a on zaczął rozwijać mi bandaż na głowie, aby oczyścić ranę i założyć czysty opatrunek. Nigdy nie lubiłam szpitali, aczkolwiek nie bałam się ich tak panicznie, jak na przykład moja córka, która słysząc słowo "szczepienie", "badanie krwi", czy "prześwietlenie" od razu panikuje.
- Opowie mi pani, co się wczoraj wydarzyło? - zapytał doktor. - Nie chcę wyjść na ciekawskiego, aczkolwiek może nam to coś pomoże w leczeniu pana Galindo.
- Jeśli to ma pomóc, to oczywiście... - odpowiedziałam. - Przebiegałam przez pasy i nie rozejrzałam się, czy coś nie jedzie. Pablo również na nie wbiegł i popchnął mnie, aby mnie uratować. Ja przewróciłam się i uderzyłam się o krawężnik, ale on został potrącony przez samochód. Nie widziałam dokładnie, jak to się stało, bo byłam do niego tyłem, ale chyba nie było to lekkie zderzenie...
- No nie było. Blacha samochodu rozcięła mu spory kawałek klatki piersiowej, co z resztą wczoraj pani powiedziałem. Mówiła pani wczoraj lekarzowi, że uderzyła pani głową o krawężnik?
- Tak... Nie... Nie wiem, nie pamiętam.
- To na wszelki wypadek zrobimy pani jeszcze jedno badanie. - powiedział kończąc opatrunek. - Jak pani jutro odwiedzi męża, to proszę się do mnie zgłosić, dobrze?
- Oczywiście. - odpowiedziałam. - A co z nim? Polepszyło mu się chociaż trochę?
- Od wczoraj jest o wiele lepiej. Jego stan się ustabilizował, aczkolwiek nadal jest nieprzytomny.
- Wiadomo za ile może się obudzić?
- Tak naprawdę nie... Nie możemy przypuszczać, czy stanie się to za dzień, dwa, tydzień, czy miesiąc. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej. - powiedział. - Zrobię pani jeszcze dwa badania i puszczę panią do pana Galindo.
Lekarz miał rację. Nie trwało to długo i szybko wróciłam do sali, w której leżał Pablo. Rzeczywiście wyglądał już lepiej. Nie miał już tak spuchniętej, ani posiniaczonej twarzy. Usiadłam na krześle obok jego łóżka i ponownie złapałam go za rękę.
- Jak się czujesz? - spytałam. - Ze mną już lepiej. Martina i Edward okropnie przejęli się tobą. Nasza córka nawet nie poszła dzisiaj do Studia. Po lekcjach ma odwiedzić ją Tom. Wiesz co? Jak patrzę na nich widzę nas... Dbają o siebie... troszczą się... kochają... - z oczu poleciała mi pierwsza łza. - Pablo, dasz radę... Wierzę w ciebie... Wracaj szybko, tęsknię za tobą...
- Zobaczysz, szybko wyzdrowieje.
Obróciłam się do tyłu. W drzwiach zobaczyłam doskonale znaną mi osobę, której widok tutaj zadziwił mnie.
- Co ty tutaj robisz? - spytałam.
- Mój młodszy syn zadzwonił do mnie wczoraj, że jego brat jest w szpitalu. Jak mogłem nie przyjechać? - zapytał podchodząc do mnie. - Nie martw się o niego. Mając tak wspaniałą żonę też walczyłbym z całych sił, aby do niej wrócić. Jestem pewien, że robi wszystko, co w jego mocy, by się z tobą zobaczyć.
- Michael, muszę ci coś wyznać... - zaczęłam. - Ja i Pablo... My nie jesteśmy już razem... Zerwaliśmy ze sobą jakoś cztery miesiące temu, ale nie wzięliśmy rozwodu... Pokłóciliśmy się i to okropnie...
- Ale to nie znaczy, że przestałaś być dla niego ważna. - powiedział nieco zdziwiony.
- Wiem. Właśnie niedawno się o tym przekonałam... - zerknęłam w stronę leżącego nieruchomo Galindo. - Miał wyjechać... Pozwolić mi o sobie zapomnieć i żyć tak, jakby nigdy nic z Edwardem, aczkolwiek ostatniego dnia swojego pobytu w Buenos Aires wyznał, że nadal mnie kocha... Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam uciekać... Gdyby nie pobiegł za mną, to ja bym teraz tutaj leżała... - zaczęłam płakać. - To ja na to zasłużyłam, a nie on! Michael, jestem złą osobą.
- Nie jesteś. - powiedział. - Gdybyś była, nie miałabyś poczucia winy i nie siedziałabyś tutaj teraz. - wstałam i przytuliłam się do niego. - Nie płacz. On tego nie chce. On chce widzieć cię uśmiechniętą i rozpromienioną.
- Ale to takie trudne... Jak mam się uśmiechać, gdy wiem, że on w każdej chwili może umrzeć?
- Musisz być silna i wierzyć z całych sił, że uda mu się. - powiedział. - Pożegnaj się z nim. Odprowadzę cię do domu.
- Do zobaczenia. - powiedziałam i wyszliśmy razem z sali.
Szliśmy razem powoli wzdłuż ulicy i rozmawialiśmy. Zaprosiłam go do nas na obiad i zgodził się. Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż mimo nie najlepszych początków byliśmy sobie bardzo bliscy. Dawno się z nim nie widzieliśmy. Chyba ostatni raz, gdy wyprowadzał się z naszego domu. Wtedy wyjechał i jedyny kontakt, jaki nam pozostał, był to telefon. Dzwoniliśmy do siebie co tydzień, aczkolwiek z czasem i to zaczęło się urywać. Kiedy weszliśmy do domu, w progu stała moja córka, do której Michael od razu podbiegł.
- Witaj Martina! Jejku, jak ty wyrosłaś! Niedawno byłaś jeszcze taka malutka!
- Dzień dobry... - przywitała się zaskoczona nastolatka.
- Pewnie mnie nie pamiętasz. Ostatni raz widzieliśmy się, gdy nawet nie umiałaś mówić.
- To jest twój... dziadek. - odparłam. - To jest tata Edwarda i Pabla. Nie mieliście niestety okazji, aby się wcześniej poznać, aczkolwiek, gdy byłaś bardzo mała on się tobą zajmował.
- W takim razie, cześć dziadku. - uśmiechnęła się.
Nagle do przedpokoju wszedł Edward, który wyraźnie był zaskoczony obecnością swojego taty w naszym mieście.
- Hej tato, co ty tutaj robisz? - zapytał.
- Dlaczego udajesz takiego zdziwionego? Czego się spodziewałeś? Że dzwoniąc do mnie, iż mój starszy syn jest w szpitalu, nie wsiądę w najbliższy samolot i nie przyjadę się z wami zobaczyć? Jeśli tak, to widzisz, że się pomyliłeś. Spotkaliśmy się z Angie w szpitalu i zaprosiła mnie na obiad.
- To świetnie. - odpowiedział. - Widzisz, tak się składa, że odkąd Pablo jest w szpitalu, pomagam Angie w domu...
- Nie musisz kłamać. - powiedziałam. - Wszystko wie. Opowiedziałam mu.
- To dobrze. W takim razie zapraszam do salonu. Przyszliście o idealnej porze, bo właśnie obiad jest gotowy.
Weszliśmy do wskazanego pomieszczenia i po podaniu posiłków zaczęliśmy jeść. Mieliśmy wiele tematów do rozmowy, ale oczywiście na pierwszym planie znalazł się mój związek z Edwardem.
- Jak długo mieszkacie razem?
- Od dwóch miesięcy. Stwierdziliśmy, że to będzie korzystniejsze dla naszego związku, ponieważ mało czasu spędzaliśmy razem. Teraz przynajmniej, mamy go trochę więcej.
- A Pablo o tym wie?
- Że mieszkamy razem?
- Że jesteście razem.
- Tak, wie. - odpowiedziałam.
Starłam się zmienić temat, ale nie udawało mi się to za bardzo. Nie dziwię się Michaelowi, że wypytywał o nasz związek, gdyż w końcu był ojcem Edwarda i miał prawo wiedzieć. Oprócz tego, dowiedziałam się, że będzie on w naszym mieście jeszcze przez tydzień, bo niestety dłużej nie może. Gdy skończyliśmy posiłek, posiedzieliśmy jeszcze trochę, a później pożegnaliśmy się, gdyż stwierdził, że ma jeszcze parę spraw do załatwienia. Gdy wyszedł pomogłam Edwardowi sprzątać po obiedzie.
- Wiesz, że z Pablem już lepiej?
- Tak? To dobrze. - odpowiedział.
- Prawda? - przytaknęłam z uśmiechem. - Najgorsze jest to, że nie wiadomo, kiedy się obudzi... Ale przynajmniej jego stan jest już stabilny i nie muszę się już tak martwić... Jeśli nie przeżyłby, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła...
Nagle usłyszałam trzask talerza, który upadł i rozbił się na podłodze. Spojrzałam na młodszego Galindo, który wypuścił go z rąk. Był nieco zdenerwowany.
- Angie, wydaje mi się, a raczej jestem pewien, że nigdy nie przestaniesz kochać Pabla. Dlatego uważam, że lepiej będzie, jeśli się rozstaniemy... - powiedział nieco spokojniej.
- Co? - nie mogłam w to uwierzyć. - Nie możesz mnie zostawić... Tym bardziej teraz, kiedy tak bardzo cię potrzebuję... - próbowałam go przekonać. - Nie decyduj o czymś tak ważnym pod wpływem emocji.
- Nie, nie decyduję o tym pod wpływem emocji. Decyduję o tym patrząc z perspektywy czasu. Kochasz Pabla... Kochasz go, ale boisz się do tego przyznać... Zależy mi na tobie... Zakochany byłem w tobie, odkąd tylko pamiętam, więc nawet nie wiesz, jaki byłem szczęśliwy, gdy zaczęliśmy się spotykać... Ale bywa tak, że miłość jest nieodwzajemniona... I właśnie taka miłość mnie spotkała... Wiem, że pewnie cię teraz obrażę, ale taka jest prawda. Byłaś ze mną, bo w głębi serca miałaś nadzieję, że zastąpię ci mojego brata, ale to nie jest możliwe. Robiłaś to całkiem nieświadomie i wybaczam ci to... - poczułam jego dłoń na policzku. - Mój brat jest naprawdę wielkim szczęściarzem, że ma taką dziewczynę, jak ty. Taka miłość, jak wasza, jest jedna na milion, dlatego nie warto ją niszczyć, bo ona zawsze przetrwa. Przekonałem się o tym. Nikt jej nie zniszczy.
Wy również. Nawet jakbyście tego bardzo chcieli i starali się tak, jakbyście mogli. Nie udawaj dłużej, że nic do niego już nie czujesz, bo to nie prawda. - czułam jak łzy po kolei spływają mi po policzkach.
- Nie, Edward. Ja cię...
- Ja ciebie jeszcze bardziej. - przerwał mi. - Ale wiem, że abyś była w pełni szczęśliwa muszę zniknąć z tego miejsca, w którym jestem. Tylko mój brat da ci stu procentowe szczęście. Kocham cię. - pocałował mnie w policzek, a następnie wyszedł z pomieszczenia.

Cześć wszystkim! :D
Mam nadzieję, że podobał Wam się rozdział ;)
Jak myślicie, czy to naprawdę koniec związku Angie i Edwarda?
A może Angie w końcu wróci do Pabla?
Dowiecie się już niedługo! ^.^

Do zobaczenia w weekend! ;*
bloggerka

sobota, 6 czerwca 2015

Sezon 3 - Rozdział 34 - Gdybym mogła cofnąć czas...

Rozdział 34!
Zapraszam <3
Otworzyłam oczy. Nie pamiętałam zupełnie nic. Okropnie bolała mnie głowa. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Byłam na ulicy. Wtedy zaczęłam sobie wszystko przypominać. Przebiegałam przez ulicę, gdy nagle zostałam popchnięta i pewnie uderzyłam się o krawężnik na którym właśnie skupiałam wzrok. W pewnej chwili przypomniałam sobie głos, który wykrzykiwał moje imię nim upadłam. Starałam sobie przypomnieć, kto go posiada. Było to bardzo trudne, gdyż musiałam się mocno uderzyć, ponieważ ledwo znosiłam ból. Nagle mnie olśniło.
- Pablo... - mruknęłam pod nosem.
Gdy wypowiedziałam jego imię wszystkie wspomnienia natychmiast do mnie wróciły. Pamiętałam już co się stało i dlaczego. Było tylko jedno ale. Co z nim? Co ze starszym Galindo, który najprawdopodobniej uratował mi życie? Podniosłam się i kawałek dalej zobaczyłam człowieka, który leżał nieprzytomny na środku ulicy. Szybko do niego podbiegłam. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Pochyliłam się obok leżącej sylwetki i zaczęłam płakać oraz wykrzykiwać jej imię. Tak, znałam ją. To był Pablo. W głowie usłyszałam pisk opon, a następnie odgłos mocnego uderzenia. Byłam pewna. To on mnie popchnął, ale zrobił to, aby mnie uratować. Wyciągnęłam nerwowo telefon z kieszeni i jakimś cudem udało mi się wybrać numer alarmowy. Gdy rozłączyłam się próbowałam obudzić mojego byłego, ale niestety nic to nie dało. Mówiłam do niego, ale oczywiście nie uzyskałam żadnej odpowiedzi.
- Pablo! Wstawaj! Słyszysz? Ruszaj się! Nie zostawiaj mnie... proszę... - szlochałam coraz głośniej i głośniej.
Oparłam głowę na jego ramieniu i płakałam. Nie mogłam się z tym pogodzić. Byłam na siebie wściekła, gdyż to właśnie przeze mnie on tam teraz leżał. To ja na to zasługiwałam, a nie on.
- Nie rób mi tego. Nie odchodź. Potrzebuję cię. Bez ciebie nie dam rady. - mówiłam.
Gdy przyjechała karetka, lekarze odsunęli mnie od niego. Z czoła leciała mi krew, więc musieli coś z tym zrobić, a oprócz tego trzeba było mnie przebadać. Mimo, iż siedziałam w ambulansie cały czas zerkałam w stronę, gdzie leżał Pablo. Bałam się o niego bardziej niż o siebie. Gdy widziałam, że leży już na noszach i wiozą go do karetki zaczęłam panikować.
- Dokąd wiozą Pabla!? Co z nim jest?! - krzyczałam, ale nikt mi nie odpowiadał.
Ratownicy stwierdzili, że mnie również zawiozą do szpitala. Powiedzieli mi, że powinni przebadać mnie jeszcze profesjonaliści, aczkolwiek według nich jest wszystko dobrze. Całą drogę zastanawiałam się co z Galindo. Nie wiedziałam zupełnie nic o jego stanie... Nie wiedziałam nawet, czy żyje... Nikt mi nie chciał odpowiedzieć na pytania... Bałam się o niego i słusznie obwiniałam się o to, że to co mu się stało, stało się z mojej winy. Gdybym nie uciekła wtedy ze Studia... Albo gdybym chociaż z niego wyszła, a nie wybiegła... Kiedy dojechaliśmy do szpitala, pobiegłam za lekarzami, którzy wieźli Pabla. Niestety, zaraz przy recepcji zatrzymali mnie inni medycy, ale przeraziłam się, gdy zobaczyłam, że wiozą go w stronę OIOM'u i bloku operacyjnego. Ratownicy kazali mi usiąść i zaczekać na doktora. Posłusznie wykonałam ich polecenie. Nie miałam siły na nic... Byłam wykończona i fizycznie, i psychicznie. Zapomniałam o bólu głowy, rozciętym czole, żalu do Edwarda, czy o całym koncercie. Jedyne, czym się przejmowałam, był Pablo. Nie pamiętam, kiedy ostatnio odczuwałam taki strach. Gdy skończyły się moje badania, nadal nie było lekarza, który zajmował się moim byłym. Widocznie musiało być aż tak źle... Dlaczego to on musiał na tym ucierpieć? Dlaczego on, a nie ja? Przecież to mi się należało... Po dłuższej chwili ujrzałam doktora opiekującego się Galindo, który idzie w moją stronę. Natychmiast do niego podbiegłam.
- Panie doktorze, co z nim? Co się z nim dzieje?!
- Proszę pani, niech się pani uspokoi...
Znalezione obrazy dla zapytania angie z violetty sezon 1- Jak mam się uspokoić?! - czułam, że moje oczy robią się wilgotne. - Niech pan mi tylko powie, czy on żyje... Proszę...
- Żyje, ale jego stan jest ciężki. Jest nieprzytomny, a oprócz tego ma rozciętą klatkę piersiową i dużo siniaków.
- Czy mogę do niego zajrzeć? - spytałam.
- Dla pani, jak i dla niego lepiej będzie jeśli pani wróci już do domu. W pani stanie lepiej tam nie wchodzić.
- Przecież ja jestem zdrowa. Mam tylko rozcięte czoło.
- Mówię o stanie psychicznym, ale jeśli pani tak bardzo zależy, to zapraszam. - poprowadził mnie w stronę sali.
Weszłam do niej i usiadłam przy jego łóżku. Naprawdę musiał się poobijać. Na twarzy miał wiele zadrapań oraz rozciętą wargę. Złapałam go delikatnie za rękę.
- Dasz radę. Musisz walczyć. Masz o co. - powiedziałam cicho.
Czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Coraz ciężej łapało mi się oddech. Nagle podszedł do mnie lekarz, który położył mi rękę na ramieniu.
- Chyba już wystarczy. - powiedział. - Zobaczy pani, będzie dobrze. Mąż ma o kogo walczyć.
Uśmiechnęłam się przez łzy i przytknęłam. Wyszłam z sali, a następnie ze szpitala i zaczęłam iść w stronę domu. Całą drogę przepłakałam. Nie mogłam sobie tego wybaczyć. Gdy weszłam do domu zastałam tam Edwarda. Weszłam do kuchni podczas, gdy on właśnie zmywał.
- Nie było cię...
- Wiem, przepraszam.
- Twoje "przepraszam" nie cofnie tego, co się tam wydarzyło...
Wtedy obrócił się w moją stronę i kiedy zobaczył, że mam zabandażowane czoło podszedł do mnie.
- Co się stało? - spytał.
- Miałam wypadek. Ktoś popchnął mnie, gdy przebiegałam przez pasy. Nic mi się nie stało. Rozcięłam sobie tylko głowę, aczkolwiek twój brat, który uratował mnie przed pędzącym samochodem... on... - ponownie zaczynałam szlochać. - Ledwo przeżył... jest nieprzytomny... Leży w szpitalu... W ciężkim stanie...
Przytulił mnie, a ja zaczęłam płakać w jego ramię. Sam też się chyba tym przejął, w końcu to jego brat.
- To nie on powinien tam leżeć, tylko ja. - opowiadałam mu. - Nie zasłużył sobie na to, ale ja za to jak najbardziej. Jeśli on nie przeżyje nigdy sobie tego nie wybaczę. Tym bardziej, że jego ostatnimi słowami do mnie było... - w tamtym momencie przestałam mówić.
Staliśmy tak przez jakiś czas, a ja nadal nie przestawałam szlochać. Nagle do domu weszła uradowana Martina, ale gdy tylko mnie zobaczyła uśmiech zniknął jej z twarzy. Szkoda, że popsułam jej tak piękny dzień...
- Mamo, co jest? Co się stało? Dlaczego wybiegłaś z koncertu i nie wróciłaś?
- Kochanie, miałam mały wypadek, ale nie martw się, ze mną wszystko dobrze... - powiedziałam. - Mam dla ciebie dwie wieści. Dobrą i złą. Zacznę od tej dobrej. Tata nie wyjedzie dzisiaj z miasta...
- Naprawdę? Nawet nie wiesz, jak się cieszę!
- ... ale nie mamy pewności, że kiedykolwiek się jeszcze z nim zobaczysz.
- Słucham? - nie dowierzała w to, co mówiłam.
- Pablo leży w ciężkim stanie w szpitalu. Jest nieprzytomny. - powiedziałam krótko. - Przepraszam, że musiałam ci popsuć ten wspaniały dzień, aczkolwiek powinnaś o tym wiedzieć...
- Jak to? Tata jest w szpitalu... - dziewczyna również zaczynała płakać. - Ale on przeżyje, prawda? Tylko mów prawdę, nie okłamuj mnie.
- Lekarze mówią, że jest naprawdę ciężko, ale robią co w swojej mocy... - odparłam. - Nigdy nic nie wiadomo...
- Idź się połóż spać. - powiedział do mnie Edward. - Jesteś zmęczona. Odpoczynek ci się należy. Spróbuję nieco uspokoić Martinę.
- Dziękuję. - powiedziałam i poszłam na górę.
Rzeczywiście tego potrzebowałam, gdyż naprawdę szybko zasnęłam. Byłam wykończona. Nie miałam ochoty na nic i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Sen był mi bardzo potrzebny, aczkolwiek nie dał mi on zbyt wiele, ponieważ przyśnił mi się koszmar...
- Jak tam Pablo? Lepiej już?
- Właśnie miałem do pani dzwonić, pani Galindo...
- Ale po co?
- Aby poinformować panią, że parę minut temu pan Pablo... zmarł.
Obudziłam się z wielkim przerażeniem. Gdybym mogła cofnąć czas... Albo chociaż się z nim zamienić... To ja powinnam umierać, nie on... Zachowałam się wobec niego bezdusznie, a mimo to on postanowił mnie uratować i zaryzykować całym swoim życiem...

Jak myślicie? Co z Pablem? Czy będzie wszystko w porządku?
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :D
Nie był długi, aczkolwiek lepszy taki niż żaden ;).

Do zobaczenia niebawem! :*
bloggerka

niedziela, 31 maja 2015

Sezon 3 - Rozdział 33 - Dwa słowa potrafią zmienić tak wiele...

Miłego czytania! <3
Następnego dnia ciężko było mi wstać z łóżka. Moja córka miała rację. Nie potrzebnie siedziałam do późna przeglądając rachunki. Gdy otworzyłam oczy nieco się zmartwiłam. Zamiast Edwarda obok mnie zobaczyłam na szafce kartkę. Pewnie gdyby nie moja ciekawość, nie podniosłabym się tak szybko. Podeszłam do komody, wzięłam kartkę do ręki i zaczęłam czytać.
Zawiodłem. Wiem, przepraszam.
Na koncercie będę. Obiecuję.
Tamtego dnia miał być w domu... Miał wziąć sobie wolne w pracy i spędzić go ze mną i Martiną, nie tylko na koncercie, ale w domu również... Westchnęłam, zgniotłam kartkę i odłożyłam na miejsce. Zeszłam na dół do kuchni. Tam z wielkim uśmiechem przywitała mnie córka.
- Cześć mamo. Przygotowałam ci śniadanie. - wskazała na stół.
- Dziękuję bardzo. - usiadłam i zaczęłam jeść.
- Radzę ci się pospieszyć, bo nie możemy się spóźnić do Studia.
- Wiem. Dzisiaj bardzo ważny dzień.
- A co z Edwardem? Jeszcze śpi? Lepiej pójdę go obudzić, bo jeszcze się przez niego spóźnimy.
- Nie, naprawdę nie musisz. - powstrzymałam ją. - On już od dawna nie śpi, a nawet powiem ci, że pojechał do pracy...
- Co? Przecież miał zostać dzisiaj z nami... - zmartwiła się.
- Ale może to było coś bardzo ważnego? Obiecał, że na koncercie się pojawi.
- Wierzysz w to? Ja jakoś nie. Tata by nigdy tak nie zrobił... On był na każdym występie i...
- Pablo miał inną pracę. - przerwałam jej.
- Teraz się to zmieni. Tata wyjeżdża i mogę się już z nim nigdy nie zobaczyć.
- Robi to, ponieważ wie, że tak będzie lepiej.
- Lepiej? Lepiej będzie jeśli zapomnę o tacie? Tylko powiedz mi, jak to zrobię, bo ja jakoś sobie tego nie wyobrażam.
- Martina...
- Mamo, ja na prawdę o nim nie zapomnę. To jest mój tata. To jest tak, jakbym miała zapomnieć jak mam na imię. To jest coś niemożliwego. - spojrzała na mnie z żalem. - Nie będę się już z tobą dzisiaj o to kłócić. Nie chcę cię denerwować, tym bardziej, że dzisiaj jest ten koncert...
- Dziękuję. - powiedziałam kończąc posiłek. - Pójdę na górę się przebrać. Jeśli chcesz, to na mnie zaczekaj i pójdziemy razem do Studia, a jeśli nie to idź sama. - powiedziałam wchodząc po schodach.
Weszłam na górę i cały czas przypominałam sobie słowa wypowiedziane przez moją córkę. Może miała rację? Niemożliwe jest zapomnieć o tak ważnej osobie... Przecież Pablo nauczył mnie wiele wspaniałych rzeczy, sprawił, że życie nabrało kolorów... Pokazał mi, czym jest prawdziwa miłość... Nie da się o tym ot tak zapomnieć. Usiadłam przed lustrem i zaczęłam rozczesywać włosy. Nie były one bardzo potargane. Szybko uporałam się z fryzurą jak i z makijażem. Następnie stanęłam przed otwartą szafą. Po krótkim namyśle wyciągnęłam z niej niebieską sukienkę, która dosięgała mi do kolan. Lubiłam ją. Nawet bardzo. Była wygodna i według Pabla świetnie w niej wyglądałam. Gdy skończyłam się szykować, zeszłam na dół. Martiny już tam nie było. Widocznie wolała iść sama, albo przyszedł po nią Tom. Wzięłam do ręki torebkę i wyszłam. Spacerowałam powoli, bo miałam jeszcze dużo czasu do rozpoczęcia koncertu, a do Studio nie miałam daleko. Niestety doszłam tam o wiele szybciej niż się spodziewałam, aczkolwiek zaraz przy wejściu spotkałam się z młodszym Galindo.
- Witaj, Angie. - przywitał się Pablo.
- Cześć. - uśmiechnęłam się.
- Jak tam? Stresujesz się przed koncertem?
- Tak. Chyba nawet bardziej niż dzieciaki razem wzięte. - zaczęliśmy się śmiać.
- A jak się czujesz? Jak twoje samopoczucie? - wiedziałam co dokładnie ma na myśli.
- Szczerze? - mina mi nieco posmutniała. - Kiepsko. Edward spędzić ze mną cały dzień, ale poszedł do pracy, pokłóciłam się rano z Martiną i jeszcze ta świadomość, że ty dzisiaj wyjeżdżasz... Właściwie dokąd jedziesz? - spytałam.
- Chyba najlepiej będzie jeśli ci nie powiem. Wybacz, ale uważam, że to lepsze rozwiązanie. - odpowiedział.
- Jasne... Może i masz rację? - westchnęłam.
- Ale nie myśl o tym na razie. Mamy jeszcze pół doby, aby się sobą nacieszyć. Po prostu przeżyjmy ten dzień tak, jakby był on naszym ostatnim. - uśmiechnął się. - To co? Idziemy?
- Tak. - ruszyliśmy w stronę sali.
Gdy weszliśmy do niej, ujrzeliśmy ją zupełnie odmienioną. Została inaczej przystrojona, dostawiono o wiele więcej krzesełek i głośników. Dopiero, gdy w niej posprzątano, dostrzegłam, że jest ona naprawdę wielka. Przez scenę weszliśmy za kulisy. Tam czekali już na nas wszyscy występujący. Byli bardzo zdenerwowani. Oprócz tego, było tam okropnie głośno, dzieciakom pogubiły się kostiumy, a dziewczynom rozmazał się makijaż, ale w samą porę zdążyliśmy się z tym uporać.
- Dzieciaki, chodźcie tu. - poprosił Pablo. - Zaraz zacznie się koncert, ale przed tym chcielibyśmy wam podziękować, za wszystko, co zrobiliście, aby dzisiejszego dnia wyjść na scenę i wypaść jak najlepiej. Jesteśmy dumni, że mamy tak wspaniałych uczniów.
- Bardzo się staracie i doceniamy to. Jesteście naprawdę świetni i wiemy, że na każdym występie dajecie z siebie wiele, a nawet wszystko co możecie. Mimo paru potknięć na początku, zachowaliście się jak profesjonaliści. - odparłam.
- Dziękujemy. - dookoła rozległy się okrzyki radości.
- A teraz idźcie na scenę i róbcie to co kochacie. Pamiętajcie, juntos somos mas! - dzieciaki po kolei zaczęły wybiegać i zaczęło się show.
Całe przedstawienie zaczynało się od grupowej piosenki "Friends 'till the end". To był bardzo dobry pomysł, aby od niej zacząć, gdyż po niej uczniowie rozluźnili się i zaczęli traktować ten koncert jako jedną wielką zabawę. Piosenki przewijały się jedna za drugą bardzo szybko i sprawnie. W między czasie zerkałam na widownie, aby sprawdzić, czy Edward się pojawił, aczkolwiek łatwo się domyślić, że nie... Zawiódł mnie... Może chciał się odegrać? Albo praca jest dla niego ważniejsza ode mnie... Zaraz miała wejść na scenę Paula z Tomem. Przechodząc obok niej usłyszałam fragment jej rozmowy z moją córką, który wywołał uśmiech na mojej twarzy.
- To powinno być twoje pięć minut na scenie, nie moje. Wyjdź tam i zaśpiewaj.
- Ale dobrze wiesz, że ja nie mogę.
- Nogę masz już zdrową, a mną się nie przejmuj. I tak się cieszę, że miałam okazję zastępować cię na próbach.
- Paula, ty sobie żartujesz, prawda?
- Nie. No idź już. Widownia czeka i Tom też.
- Dziękuję. - przytuliły się.
Znalezione obrazy dla zapytania angie y pabloMartina weszła na scenę i zaczęła śpiewać. Nawet nie wyobrażacie sobie zdziwienia chłopaka. Był zaskoczony, a jednocześnie zadowolony. Ich melodyjne głosy idealnie pasowały do siebie, jak i do tej piosenki. Wszyscy słuchali ich z wielką uwagą. Z oczu leciały mi łzy, aczkolwiek nie znaczyły one smutku. Moja córka właśnie lśniła na scenie i była szczęśliwa, a ja cieszyłam się razem z nią. Nagle poczułam, jak ktoś obejmuje mnie ramieniem. Obróciłam głowę do tyłu. Tak, był to Pablo. Wtuliłam się w niego i delikatnie ruszaliśmy się w rytm muzyki. Przymknęłam oczy. "Chcę cię przytulic, chcę cię pocałować... Chcę ciebie mieć blisko siebie... Przecież to co czuję, to miłość..."*. Piosenka się skończyła, a na sali rozległy się ogromne oklaski. My również zaczęliśmy im bić brawo. Martina razem z Tomem zeszli ze sceny, światła na chwilę zgasły, a gdy zapaliły się z powrotem na scenie znalazła się kolejna osoba.
- To było świetne. Gratuluję! - powiedziałam, gdy tylko moja córka razem z chłopakiem do nas podeszli.
- Naprawdę wam się to udało. - dopowiedział Pablo.
- Dziękujemy.
- Tom leć się przebrać, bo zaraz "Mil vidas atras". - pogoniłam go.
Chłopak razem z Martiną oddalili się od nas. Zaproponowałam, abyśmy posłuchali następnych paru piosenek nie zza kulis, a z publiczności. Galindo zgodził się i chwilę później znaleźliśmy się pośród tłumu ludzi, który świetnie się bawił. Piosenka skończyła się. Teraz na scenę wszedł Tom razem ze swoim zespołem i zaczęli śpiewać jak i grać. Widziałam, że nastolatek co chwila zerkał w prawą stronę. Tam stała nasza córka, a on chciał występować tylko dla niej...
- Angie. - usłyszałam.
Obróciłam się w bok. Swoim wzrokiem napotkałam spojrzenie Pabla. Nagle poczułam, że ogarnia mnie ciepło. Zbliżyliśmy się nieco do siebie. "Ty dajesz ciepło mojemu wszechświatowi... To bezwarunkowa miłość, którą czuję, gdy jestem z tobą..." **.
- Nim wyjadę muszę ci coś powiedzieć. - zaczął. - Wczoraj rozmyślałem nad tym wszystkim bardzo dokładnie. Zastanawiałem się, czy to co odczuwałem w stosunku do ciebie nie było spowodowane zazdrością, ale stwierdziłem, że się pomyliłem i wiem, że teraz pewnie namieszam, ale jeśli wyjechałbym nie mówiąc ci tego, to nigdy bym sobie nie darował... Angie, ja... - czułam, że obejmuje moją twarz swoimi dłońmi. - Kocham cię.
Wtedy poczułam, że w środku rozpadam się na tysiące małych kawałków. Odsunęłam się od niego. Nie chciałam, aby wyjeżdżał, ale wolałam abyśmy zostali przyjaciółmi. Spojrzałam się na scenę. Zespół chłopaków właśnie skończył śpiewać. W sali rozległy się oklaski. Zerknęłam w stronę drzwi i zaczęłam biec w ich kierunku. Za plecami usłyszałam tylko pojedyncze wołania: "Mamo!", ale zignorowałam je. Wybiegłam ze Studia. Chciałam znaleźć się jak najdalej od Pabla. Dlaczego tak dziwnie zareagowałam? Nie wiem... Przecież też mi na nim zależało... W głowie miałam setki różnych myśli. "Czemu on mi to powiedział? Co teraz? Czy zostanie jednak w mieście? A może wyjedzie i będę mogła żyć spokojnie z Edwardem?". Łzy spływały jedna za drugą po moich policzkach. Szłam szybko przed siebie nie oglądając się w inne strony. Słyszałam, że ktoś za mną biegnie i woła mnie, ale nie reagowałam na to. Byłam prawie pewna, że jest to Pablo. Nagle usłyszałam, że wykrzyknął moje imię trzy razy głośniej, a po chwili poczułam mocne uderzenie przez które upadłam na ziemię...

* - fragment "Nuestro camino"
** - fragment "Mil vidas atras"

Cześć! Jak Wam się podoba rozdział?
W ogóle zagląda ktoś tu jeszcze? ;D
Muszę Wam powiedzieć, że blog niedługo przejdzie małe zmiany,
ale nie zdradzę dokładnie kiedy ;)

Besos! :*
bloggerka

niedziela, 24 maja 2015

Sezon 3 - Rozdział 32 - Nie zrań jej

Czy Pablo i Angie do siebie wrócą?
A może się ze sobą pokłócą?
Tego dowiecie się już teraz! :D
Obudziłam się. Doskonale pamiętałam, co się wczoraj wydarzyło. Przewróciłam się na drugi bok i zaczęłam sobie to wszystko przypominać. Każdy jego najmniejszy pocałunek, dotyk, ruch... To, jak namiętnie oddawałam mu wszelkie jego muśnięcia moich ust... Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się sama do siebie. Tak, byłam szczęśliwa. Może nie powinnam się do tego przyznawać? Schowałam się bardziej pod kołdrę i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam trzask talerzy z kuchni. Podniosłam się z kanapy i rozejrzałam po pokoju. Na fotelu leżała jego granatowa koszula. Założyłam ją na siebie, zapięłam wszystkie guziki, a następnie ruszyłam do pomieszczenia, z którego dochodziły dźwięki. Stanęłam w drzwiach. On stojący przy kuchence, poranne promienie słoneczne przedostające się przez uchylone okno oraz zapach świeżo zaparzonej kawy... W tamtej chwili odczuwałam ogromną radość.
- Dzień dobry. - przywitałam się.
- Witaj. - nie wyglądał na zadowolonego.
Podeszłam do niego bliżej. Widziałam, że przygotowuje dla nas śniadanie, ale robił to bardzo nerwowo. Położyłam rękę na jego ramieniu, a on, jakby sparaliżowany, przestał gotować i odwrócił głowę w moją stronę. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Widziałam w nich smutek, przygnębienie, złość... Dlaczego?
- Gniewasz się na mnie? - spytałam.
- Nie... Czemu tak sądzisz?
- Bo widzę, że jesteś zły.
- Zgadłaś, ale to nie z twojej winy. Jestem zły sam na siebie.
- Z jakiej przyczyny?
- Nie domyślasz się? - zapytał obejmując mój policzek.
Kiwnęłam głową przecząco. O co mu mogło chodzić? I dlaczego niby miałabym wiedzieć?
- Przez swoją głupotę właśnie straciłem ostatnią szansę, aby móc być blisko ciebie. To było jedyne, na czym tak naprawdę mi zależało. Obiecałem, że już cię więcej nie skrzywdzę, ale nie dotrzymałem słowa, więc odejdę. Zależy mi na tobie i robię to, abyś była szczęśliwa. - odpowiedział.
- Ale nie widzisz, że teraz jestem?
- Uwierz, to chwilowe. Gdy wrócisz do domu będziesz myślała o tym zupełnie inaczej... Znienawidzisz mnie.
- Jak możesz tak myśleć? Przecież dobrze wiesz, że jesteś dla mnie bardzo ważny...
- Nie zmienisz mojej decyzji. Po za tym, obiecałem ci, że zostawię cię w spokoju... Nie potrafię... - zawahał się. - Nie potrafię patrzeć jak cierpisz i to z mojej winy...
- A co jeśli ci wybaczę? Wybaczę ci to, co zdarzyło się wczoraj oraz to... - zbliżyłam swoje usta do jego.
Zatopiliśmy swoje wargi w pocałunku. Był on do pewnego czasu nieśmiały i delikatny. Chwilę później mężczyzna odwrócił się do mnie oraz objął. Nasze usta zaczęły się ze sobą coraz szybciej dotykać. Z każdą sekundą moje bicie mojego serca coraz bardziej przyśpieszało. Poczułam, że przesunęliśmy się pod ścianę. Byłam do niej przyciśnięta. Nagle nasze wargi zaczęły zwalniać, a po chwili poczułam, że nie potrącają się już ze sobą. Mimo to, on nadal dotykał moich policzków i stykaliśmy się czołami. Położyłam swoją dłoń na jego piersi. Serce również biło mu bardzo szybko. Czułam się jednocześnie bezsilna i bezpieczna. Wiedziałam, że gdy on jest obok, to nic złego mi się nie stanie, bo on zawsze mnie obroni, ale mimo to każde jego muśniecie sprawiało, że odczuwałam bezradność. On mógł ze mną zrobić dosłownie wszystko. Nie umiałam się przed nim obronić.
- Teraz już wiesz, dlaczego nie mogę dłużej zostać. Im bliżej ciebie jestem, tym mniej potrafię się kontrolować. - złapał mnie za rękę, którą trzymałam na jego torsie. - Każdy, nawet twój najmniejszy dotyk sprawia, że z coraz większym trudem przychodzi mi, aby go nie odwzajemnić. Najgorsze w życiu jest to, kiedy masz ochotę przytulic pewną osobę, ale już nie możesz tego zrobić...* Ja mam tak z tobą... Za każdym razem, gdy cię widzę, muszę się skupić na tym, aby cię nie skrzywdzić... - odsunął się ode mnie i wziął głęboki wdech.
Widziałam, że w środku walczy sam ze sobą. Jego serce toczyło bitwę z rozumem. Przyglądałam mu się uważnie. I co teraz? Nie miałam żadnego pomysłu, jak to mogło się dalej potoczyć. Bałam się. Nie wiem, dlaczego. Nagle poczułam, że po moim policzku spływa powoli pojedyncza łza. Podniosłam szybko do niej dłoń i wytarłam ją.
- Nie płacz, proszę. I tak już ledwo nad sobą panuję. - poprosił mężczyzna.
- Co teraz? - zapytałam wprost.
- Usiądźmy przy stole i zjedzmy śniadanie tak, jakby nigdy nic? - zaproponował.
- Nie wiem, czy potrafię. - odparłam.
- Spróbujmy. Mnie też nie będzie łatwo. - postawił na stole dwa talerze.
Usiadłam na jednym z czterech krzeseł i wpatrywałam się w każdy jego ruch. Obserwowałam to, jak nalewa kawę, wyciąga cukier z szafki, czy masło z lodówki. Gdy podał wszystko na stół, usiadł na przeciwko mnie. Wtedy zerkałam na niego nieśmiało. Jedliśmy w absolutnej ciszy. Kiedy zakończyliśmy posiłek zaproponowałam, że pozmywam, aczkolwiek on nie zgodził się.
- Ja to zrobię. - odpowiedział.
Wkładając talerz do zlewu, niefortunnie nadziałam się na noża, który już się tam znajdował. Oczywiście ja nie mogłam się delikatnie zaciąć, tylko musiałam rozciąć sobie pół dłoni.
- Chodź do łazienki. - powiedział mężczyzna.
Chwilę potem znaleźliśmy się w ubikacji. On przemył mi ostrożnie rękę i zabandażował. Chyba dobrze, że tak się stało, ponieważ sytuacja się trochę rozluźniła.
- Dlatego nie chcę, żebyś zmywała. - uśmiechnął się.
- Ty chyba naprawdę masz zawsze rację. - odpowiedziałam.
- Powinno się trzymać. - powiedział kończąc opatrunek. - Ubierz się, zawiozę cię do domu.
Tak naprawdę, to nie chciałam tam wracać... Tutaj, z nim czułam się szczęśliwa i było mi dobrze, ale nie chciałam się kłócić, ani zaczynać ponownie tego delikatnego tematu. Ruszyłam ku wyjściu, a on stał i pakował rzeczy z powrotem do apteczki.
- Wiesz co? - odwróciłam się w jego stronę. - Ta koszula bardzo ci pasuje. - powiedział.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Wróciłam do salonu i odnalazłam swoje ubrania. Słyszałam, że toaleta jest jeszcze zajęta, więc usiadłam na kanapie, aby zaczekać, aż będę mogła do niej wejść. Spojrzałam się na nią z żalem. Przypomniałam sobie to, co wydarzyło się dosłownie kilka godzin temu. Zamknęłam oczy. Nasze namiętne pocałunki... Położyłam głowę na poduszce. Znowu czułam jego dotyk z tamtej nocy... To, jak jego palce delikatnie dotykają mojej twarzy... To, jak jego usta delikatnie muskają mój kark... Nagle poczułam, jakby jego dłoń powoli przesuwała się wzdłuż mojej ręki. Tego sobie nie wyobrażałam. Otworzyłam oczy. To działo się naprawdę.
- Muszę cię odwieźć do domu. - powiedział.
- Ja nie chcę tam wracać...
- Tam czeka na ciebie twój narzeczony. Powinnaś z nim porozmawiać.
- Ale właśnie tego nie chcę. Wiem, że jest na mnie zdenerwowany. On mnie znienawidzi... Obiecałam mu, że nigdy go nie zranię...
- Będzie dobrze, zobaczysz. - złapał mnie za rękę. - Właśnie o tym mówiłem. Ja postąpiłem tak samo jak ty. Złamałem obietnicę i teraz muszę podjąć tego konsekwencję.
- Tylko, że ty to robisz mimo tego, iż ci wybaczyłam, a mój narzeczony nigdy mi tego nie wybaczy.
- Uwierz, wybaczy. - pocałował mnie w czoło.

Godzinę później znalazłam się u siebie w domu. Teraz czekała mnie jedna z trudniejszych rozmów mojego życia. Gdy weszłam do środka nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, ku moim oczom ukazał się Edward. Patrzył na mnie ze smutkiem.
- Ja ci to wszystko wytłumaczę. - powiedziałam, ale on mnie zignorował i poszedł do kuchni, a ja ruszyłam za nim. - Wiem, że to bardzo dziwna sytuacja... Nie było mnie na noc w domu i wracam na drugi dzień, a do tego masz pewność, że... - wyszedł i poszedł do innego pomieszczenia.
Robił tak co chwila. W środku zdania sobie po prostu wychodził. Nie interesowało go w ogóle to, co do niego mówiłam. Rozumiem, że był na mnie zdenerwowany, ale żeby aż tak? Gdy się go o cokolwiek pytałam, nie odpowiadał mi, a najgorsze było to, że na to wszystko patrzyła moja córka...
- Dlaczego się do mnie nie odzywasz?! - zdenerwowałam się wieczorem.
- Uznałem, że lepiej będzie, jeśli będę cię ignorował, niż się z tobą kłócił znowu o mojego brata. - odpowiedział i poszedł do sypialni.
Może i miał rację? To wcale nie był taki głupi pomysł, ale mimo wszystko powinien chociaż spróbować mnie wysłuchać... Usiadłam na tarasie i spojrzałam w niebo. Otoczyły mnie wspomnienia. Niestety te związane z Pablem... "Możesz o mnie zapomnieć! Nie będę ci już więcej uprzykrzał życia", "- To prawda? - rzucił nagle. - Ale co? - Że spotykasz się z Edwardem?", "- Pablo... - zaczęłam. - Ja cię potrzebuję...", "W końcu to jest mój młodszy braciszek i zawsze powinienem trzymać jego stronę, ale gdyby to on był źródłem twojego nieszczęścia... Byłoby mi wtedy ciężko bronic go mówiąc, że dobrze postępuje...","Wiem, że mówiłem, że nie potrafię być twoim przyjacielem, aczkolwiek chcę. Chcę spróbować, bo nie chcę cię stracić...", "Nasza córka wie, co do siebie tak naprawdę czujemy. I ona zdaje sobie z tego sprawę lepiej niż my...". Dlaczego to aż tak musi bolec? Stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli znajdę sobie jakąś pracę, to przynajmniej nie będę o nim myślała, tylko się na niej skupię. Wzięłam wszystkie papiery ze Studio jakie miałam w domu, usiadłam w salonie i zaczęłam je wypisywać. To rzeczywiście skutkowało. Byłam tak pochłonięta obliczeniami, że skupiałam się tylko na tym, a czas leciał mi bardzo szybko. Nie wiadomo kiedy weszła do pokoju Martina, która przyszła, aby przerwać mi liczenie.
- Mamo, może idź już spać, co? Jutro koncert, musisz być wypoczęta.
- Nie mogę. Jak się położę, to zacznę myśleć o tym, co się dzisiaj wydarzyło, a tego nie chcę.
- Zamierzasz całą noc spędzić wypisując jakieś cyferki, tak?
- A mam jakieś wyjście? Nie chcę o tym myśleć... Mam dość. Wiem, że zraniłam Edwarda, ale dlaczego mnie to nie boli, aż tak bardzo jak powinno? I dlaczego nie mam prawie wcale wyrzutów sumienia? Powinnam się teraz martwic o nasz związek, a zamiast tego cały czas myślę o Pablu. Co on w tej chwili robi, czy może przypadkiem nie myśli o mnie...
- Kochasz go. - rzuciła moja córka.
- Co?
- Tak, dobrze usłyszałaś. Kochasz go. To jest miłość.
- Ale tylko jako przyjaciela. Nic więcej.
- Nie ściemniaj, proszę! Sama doskonale wiesz, jak jest. Gdybyś rzeczywiście kochała go tylko jako przyjaciela, to nie przejmowałabyś się teraz tym, że on o tobie może myśli, a może nie. Mówiłam wam już, że jeszcze nie jest za późno. Wiesz, że wystarczą dwa słowa, aby jutro wieczorem nigdzie nie wyjeżdżał i został w domu?
- Proszę cię, nie mów tak! Ostatnio, gdy z nim rozmawiałam... - zawahałam się. - Upewniłam się, że on nic do mnie nie czuje... - skłamałam.
- Czy jesteś tego pewna? Na sto procent? Bo wiesz, wydaje mi się, że jest zupełnie inaczej...
Znalezione obrazy dla zapytania pablo i angie- Tak, jestem pewna. Po za tym on odnalazł swoje szczęście u boku jakiejś innej...
W tamtym momencie przypomniałam sobie o Sarze, którą miałam okazję niedawno poznać. Ciekawe, jak zareaguje na wieść, że Pablo ją zdradził... A może on jej nie powie? Chyba jednak lepiej byłoby, gdyby się dowiedziała... Ale tak właściwie, to nie chciałabym, aby się z nią kłócił na mój temat...
- Dobrze, w takim razie rób jak chcesz. - powiedziała idąc na górę. - Tylko pamiętaj, że jutro musisz być na dziewiątą w Studio.
Dopiero wtedy poczułam, że naprawdę jestem zmęczona i potrzebuję snu. Odłożyłam sterty papierów na bok i weszłam na piętro. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam do łóżka.
- Pamiętaj, że on leży pod tymi samymi gwiazdami. - usłyszałam głos Edwarda.
- Ja cię naprawdę przepraszam. Mówiłam ci, że możesz mi ufać, ale zawiodłam. Rozumiem, że muszę teraz podjąć tego konsekwencję, ale chcę, żebyś wiedział, że poczekam, aż one miną, ponieważ zależy mi na tobie. Gdyby tak nie było, to w ogóle bym ci się nie tłumaczyła.
- Nie wiem, czy powinienem ci to pokazywać, ale przeczytaj. - podał mi do ręki swój telefon. - To jest wiadomość od mojego brata, którą dostałem nim zjawiłaś się w domu.
Pewnie jesteś na mnie wściekły, ale rozumiem to.
Jutro jest mój ostatni dzień w Buenos Aires.
Chciałbym, aby ona o mnie zapomniała i abyście byli szczęśliwi.
Jest kimś naprawdę wyjątkowym.
Nie zrań jej.
Czytając tego SMS'a czułam się okropnie. "Nie zrań jej." - dlaczego te słowa doprowadziły mnie do łez? On naprawdę chce, żebym była szczęśliwa, ale wyjeżdżając rani mnie i to bardzo mocno.
- Widzisz? Zależy ci na nim bardziej niż na mnie...
- Dlaczego tak twierdzisz?
- Bo gdyby tak nie było, to byś się nie rozpłakała czytając tą wiadomość.
- Edward, ale to nie tak... Ja cię kocham...
- Tak nagle? Teraz, gdy Pabla nie ma i nie ma się kto tobą zająć?
- Nie! Kochałam cię już od dawna, tylko ty tego nie widziałeś, bo cały czas zastanawiałeś się co będzie, jak Pablo jednak wróci i przeprosi. Bałeś się, że mnie stracisz i nie widziałeś, że naprawdę się w tobie zakochałam. Ale teraz powinieneś to dostrzec. Twój brat opuszcza miasto tylko dlatego, żebyś był pewien moich uczuć, a ty jeszcze się z nim kłócisz.
Nagle poczułam dotyk jego ust. Delikatnie mnie pocałował.
- Pablo miał rację. Jesteś najlepszym co mi się w życiu przytrafiło. Nie mogę cię ranić, a już na pewno nie mogę dać ci odejść bez walki. - powiedział. - Chodźmy spać. Jutro ważny dzień dla ciebie i Studia. - objął mnie ramieniem.
Wtuliłam się w niego, aczkolwiek jego dotyk nie koił tak, jak dotyk jego brata. Poczułam, jak bardzo brakuje mi jego bliskości, albo jednego słowa na dobranoc. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo będę tęsknić za Pablem, gdy wyjedzie... Sięgnęłam na chwilę do ręki telefon. "0 nowych wiadomości"... Szkoda, bo myślałam, że może do mnie też coś napisał...

* - źródło: besty.pl

I jak Wam się podoba? :D
Co prawda, Pablo jeszcze nie jest z Angie, aczkolwiek są już ze sobą bardzo blisko ^_^

Do zobaczenia niebawem!
bloggerka

Ps. Tych co jeszcze nie głosowali w ankiecie zachęcam, aby to zrobili ;)