niedziela, 9 sierpnia 2015

Sezon 3 - Rozdział 47 - Rozmowa z Sarą

Dzień dobry! :)
Zapraszam na nowy rozdział.
Następnego dnia wybrałam się z samego rana do sklepu na zakupy. Głównie miały być to zakupy spożywcze, gdyż w lodówce panowała pustka, ale nikt nie zabraniał mi odwiedzić również sklepy z ubraniami. Przechadzałam się po centrum handlowym. Nie zamierzałam kupować niczego konkretnego, aczkolwiek jakby mi się coś spodobało mogłabym sobie na to pozwolić. W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się. Okazało się, iż była to Sara. Tak, ta Sara, którą poznałam jakiś czas temu w domu Pabla.
- Cześć Angie! - przywitała się z uśmiechem. - Jak fajnie cię zobaczyć po tak długim czasie.
- Ciebie również. - nie przepadałam za nią, ale nie chciałam wyjść na niegrzeczną.
- Widzę, że zakupy idą pełną parą. - zerknęła na moje cztery torby z ubraniami. - Będziesz miała coś przeciwko jeśli potowarzyszę ci w dalszym przemierzaniu sklepów?
- Właśnie miałam wracać do samochodu, ale bardzo dziękuję za chęci. - odparłam.
- To może chociaż dasz się zaprosić na kawę? - spytała. - No nie karz się długo prosić.
- Dobrze, chodźmy. - odpowiedziałam.
Nie lubiłam jej. Pewnie tylko dlatego, że poznałyśmy się w mało sympatycznych okolicznościach. Tamtego dnia, gdy do mnie podeszła, była pełna uśmiechu i pozytywnej energii, która przekonała mnie do tego, aby spędzić z nią trochę czasu.
Doszłyśmy do kawiarni. Usiadłyśmy przy najbliższym dwuosobowym stoliku i przejrzałyśmy szybko menu. Ja zamówiłam zwykłe cappuccino, a Sara caffe marocchino oraz po dużym ciastku z bitą śmietaną dla siebie, jak i dla mnie.
- Nie martw się, nie utyjesz. Ładne dziewczyny nie tyją. - powiedziała, gdy zobaczyła jak skrzywiłam się, kiedy dowiedziałam się, że zamówiła dla mnie bombę kaloryczną.
Chwilę potem zostałyśmy obsłużone. Wzięłam małego łyka kawy, gdyż była gorąca. Gdy podniosłam filiżankę do ust, moja znajoma zaśmiała się cicho.
- Dlaczego się śmiejesz? - spytałam.
- Bo zauważyłam jak ty i Pablo jesteście do siebie podobni.
- My? Podobni? - chyba jej się coś pomyliło.
- Tak. Zdążyłam się już przypatrzeć. Macie wiele takich samych gestów, które wykonujecie.
- Na przykład?
- Pablo zawsze jak podnosi filiżankę pełną kawy do buzi, aby się napić, wciąga powietrze nosem, by poczuć jej zapach. Ty też tak przed chwilą zrobiłaś. - rzeczywiście, nawet nie zwróciłam na to uwagi. - Albo gdy zaczynacie jeść jakieś ciastko, albo rogala pierwszy kawałek odrywacie palcami, a resztę kończycie podnosząc go do ust. - zerknęłam w stronę talerza i zauważyłam, że właśnie tak robiłam.
Czyżby naprawdę tak było? Może to był zwykły przypadek, albo ona to wymyśliła? Próbowałam sobie przypomnieć jakikolwiek moment, gdy Pablo pił kawę, albo jadł drożdżówkę, lecz niestety w tamtej chwili nic nie przychodziło mi do głowy.
- Wiele mi o tobie opowiadał. - kontynuowała. - Znam cię lepiej niż sobie możesz to wyobrazić. - uśmiechnęła się. - Dlatego uważam, że jesteś pozytywną osobą.
Czy on naprawdę nie miał nic lepszego do roboty niż opowiadanie o swojej byłej? Pewnie miała mnie już dość, bo wiele się o mnie nasłuchała... Ale z drugiej strony wydawało mi się to mało prawdopodobne, ponieważ znam Pabla i wiem, że jeśli myśli o mnie to z nikim innym się nie zwiąże. Nawet mimo długich starań. Po za tym byliśmy na siebie obrażeni... Nie miał podstaw, aby dobrze o mnie mówić...
- A jak tam się trzyma po wypadku? Wszystko dobrze? - spytała.
Skąd ona może o tym wiedzieć? I dlaczego skoro byli razem ani razu nie odwiedziła go w szpitalu? Przecież byłam cały czas przy nim... zauważyłabym ją...
- Dobrze, ale bywało lepiej. - odpowiedziałam nie chcąc wprowadzać jej w szczegóły.
- Wiesz, chciałam cię przeprosić. - zaczęła. - Mimo, że działo się to dawno, to nadal mam wyrzuty sumienia, że wtedy tak przeze mnie wybiegłaś z jego domu... i że przerwałam wam ten pocałunek...
- Ale przecież się nic nie stało. - zaczęłam. - Uświadomiłaś mi, że mnie okłamał.
- On cię okłamał? - zdziwiła się.
- Tak. Cały czas mówił mi, że z nikim się nie spotyka. Wierzyłam w to, ale widocznie się pomyliłam.
- Czekaj, czekaj... Czy ty myślisz, że ja chodziłam z Pablem?
- No, tak. - odparłam.
- Z Pablem Galindo?
- Tak. - nie wiedziałam, dlaczego wydawało jej się to takie dziwne.
- Z moim kuzynem? Nawet jakbym chciała, to byłoby to niemożliwe.
Nie mogłam w to uwierzyć. Pablo jest tylko jej kuzynem? Nic więcej. Czyli naprawdę on mnie nigdy nie okłamał... Po naszym zerwaniu z nikim się nie związał... "Sara nie jest tym, kim myślisz, że jest." Chciał mi to wytłumaczyć, ale ja mu nie pozwoliłam... Może gdybym dała mu wtedy dojść do słowa... może bylibyśmy już wtedy razem?
- Tamtego dnia, postanowiłam, że go odwiedzę. Miała to być niespodzianka. Mieszkam w Urugwaju, więc to podróż mi zajęła trochę czasu. Do Buenos Aires przyjechałam pociągiem. Tego dnia padało, a że wiedziałam, że po przeprowadzce mieszka blisko stacji kolejowej zdecydowałam, iż przejdę się na pieszo. Jednak po drodze zdążyłam okropnie zmoknąć. Gdy dotarłam do niego nie miałam żadnych ubrań na przebranie, gdyż podczas podróży zaginął mój bagaż, a musiałam się przebrać, więc Pablo dał mi swoją koszulę. Gdy się przebrałam chciałam do niego wrócić, bo miał mi zrobić herbaty i wtedy w holu zobaczyłam was razem. Od razu domyśliłam się, że to ty. Gdy wybiegł za tobą nawet do głowy mi nie wpadło, że mogłaś pomyśleć, iż jestem jego dziewczyną... Nie chciał rozmawiać o tej sytuacji, ale za to wiele się o tobie dowiedziałam.
- Czyli ty jesteś dla niego tylko kuzynką? - musiałam to usłyszeć jeszcze raz.
- Tak. Moja mama i jego mama były siostrami. - odpowiedziała. - Bardzo cię przepraszam, jeśli pomyślałaś, że jesteśmy razem. Pewnie przez to pogorszyły się wasze relacje, a uwierz mi, naprawdę tego nie chciałam. Chcę dla niego jak najlepiej.
Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Z jednej strony cieszyłam się, że on nigdy mnie nie okłamał, ale z drugiej przytłaczała mnie myśl, że nie dałam mu tego wytłumaczyć... Że tak źle go wtedy potraktowałam...
- Kocham go, ale jak brata. Dorastaliśmy razem. - podsumowała. - Po twojej minie widzę, że nie jest u was za dobrze. To przeze mnie, prawda? - spytała.
- Nie, nie przez ciebie. Jeśli ktoś zawinił to tylko ja...
- A może mogę coś zrobić, aby wam pomóc?
- Jeśli potrafisz cofnąć czas, to tak.
- Aż tak źle? - przygryzłam wargę, aby się nie rozpłakać.
Zaczęłam jej się zwierzać. Opowiedziałam jej, co stało się po wypadku. O tym, jak stracił pamięć, jak związał się z Brendą i o jego planach, aby stąd z nią wyjechać... Straciłam poczucie czasu. Całe szczęście umiałam już nieco panować nad swoimi łzami i tym razem się nie rozpłakałam.
- A może jakbym ja z nim porozmawiała? Znaliśmy się od małego, może chociaż mnie by sobie przypomniał i przekonałabym go do tego, aby został.
- Niestety to nic nie pomoże... - westchnęłam. - On już niczego sobie nie przypomni. Za dużo czasu minęło... Muszę pozwolić mu odejść i być szczęśliwym z kimś innym...
Zerknęłam na stolik. Zobaczyłam na nim cztery filiżanki po kawie, sześc talerzyków po ciastkach i dwa, do połowy dopite, shake. Sprawdziłam na telefonie godzinę. Siedziałyśmy tam przeszło dwie i pół godziny.
- Dziękuję ci za rozmowę. Niestety muszę już lecieć.
- Ja również. Dobrze, że wszystko sobie wyjaśniłyśmy. - wstałyśmy od stołu. - Mam nadzieję, że niedługo znowu się zobaczymy. - powiedziała.
- Miło było cię lepiej poznać. Cześć. - pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę.
Cieszę się, że odbyłyśmy tę rozmowę. Sara naprawdę jest dziewczyną naładowaną pozytywną energią. Niestety, najprawdopodobniej nie będę musiała przepraszać Pabla za tamtą scenę zazdrości, skoro on jej nie pamięta... W tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że nawet brakuje mi jego zwykłego "a nie mówiłem?", które zapewne powiedziałby, gdybym go przeprosiła. Uświadomiłam sobie również, że z każdym dniem dzieje się coś, co sprawia, że zakochuję się w nim coraz bardziej i dostrzegam, jak ciężko będzie mi się z nim rozstać za parę dni... Jednak staram się o tym nie myśleć i dobrze wykorzystać te dni, które jeszcze nam zostały... Kocham go i nigdy o nim nie zapomnę...

Hej! Jak Wam się podobał rozdział?
Na razie taki krótki, na rozgrzewkę. Następne będą już nieco dłuższe ;)
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze o mnie pamięta i czasami tutaj zagląda :D.
Jak tam Wam mijają wakacje? Mnie ewidentnie za szybko ;___;

Do zobaczenia niebawem! ;*
bloggerka

poniedziałek, 27 lipca 2015

Sezon 3 - Rozdział 46 - Tęsknota zawsze jest taka sama

O czym Angie będzie rozmawiała z Germanem?
Za ile dni wyjeżdża Pablo?
Tego dowiecie się już teraz! ;D
- Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że jednak zechcesz się ze mną spotkać. - powiedział mój szwagier.
- Przepraszam cię, że ostatnio odwoływałam nasze spotkania, ale miałam masę rzeczy na głowie. - odparłam.
- Jasne, rozumiem. - uśmiechnął się.
- Chciałeś porozmawiać o czymś konkretnym, czy tylko się przejść i pogadać? - spytałam.
- Tak właściwie, to chciałem zapytać jak się czujesz.
- Jak ja się czuję? Wszystko u mnie dobrze, dlaczego pytasz?
- Sama doskonale o tym wiesz. - stwierdził.
Od początku rozmowy, wiedziałam doskonale o co mu chodzi. Zawsze był ogromnie wścibski. Gdy tylko coś psuło się w moim życiu, on jako pierwszy musiał wchodzić w wszelkie szczegóły. A może tylko mi się tak wydawało? Może tak naprawdę chciał dobrze tylko zazwyczaj w takich momentach źle o nim myślałam? Może najzwyczajniej na świecie chciał mi pomóc?
- Zostaliśmy przyjaciółmi. - odpowiedziałam krótko i nie chciałam już drążyć tego tematu.
- Ty i Pablo? Przyjaciółmi? Prędzej Maria by ożyła, niż pomiędzy wami pojawiła się tylko przyjaźń. - powiedział ze śmiechem. - Już wiele razy zostawaliście "tylko przyjaciółmi" i jakoś nigdy wam to nie wychodziło.
- Ale tym razem jest inaczej. On mnie nie pamięta. Ma inną. To było najlepsze rozwiązanie. - powiedziałam tak, jakby mnie to w ogóle nie obchodziło.
- Zobaczymy za parę dni. - odrzekł.
- Zupełnie nie rozumiem, o co ci w tej chwili chodzi.
- Kiedy Pablo wyjeżdża? - zapytał.
- Za sześć dni.
- Za sześć dni wyznasz mu po raz kolejny miłość, bo zapomnisz o przyjaźni.
- Skąd niby możesz to wiedzieć?
- Będziecie się rozstawać. To normalne, że mimo, iż będzie jeszcze blisko ciebie, to i tak będziesz już odczuwała tęsknotę.
- Tęsknotę za przyjacielem. - rzuciłam.
- Nie. To będzie inny rodzaj tęsknoty. - przerwał mi stanowczo. - Taka tęsknota pojawia się przy jednej z wielu osób w naszym życiu. Zawsze przy tej samej. Zawsze wtedy, gdy ona odchodzi. Mimo to, ona jest pożyteczna. Uświadamia, jak bardzo zależy nam na tej osobie.
- Nieprawda. Tęsknota zawsze jest taka sama.
- Mylisz się, Angie. Spójrz na Pabla i Edwarda. Pablo nawet nie musiał wyjeżdżać, abyś zaczęła za nim tęsknić, a Edward? Po waszym zerwaniu od razu wyjechał z miasta, a ty nadal nie czujesz potrzeby, aby on był blisko ciebie.
- Dlaczego wy wszyscy próbujecie mi wmówić, że to właśnie Pablo jest moim jedynym? Dlaczego uważacie, że wiecie lepiej ode mnie?!
- Wy? - zdziwił się. - Kogo masz na myśli?
- Ciebie, Martinę, Edwarda, Violettę, Diego... wszystkich! Wszyscy mi tak mówicie, a nikt nie wpadnie na to, że mam prawo zakochać się w kimś innym.
- Nie udawaj, że tego nie widzisz. Tyle razy już zrywaliście i wracaliście do siebie. Gdybyście nie byli sobie pisani los już dawno usunąłby ciebie z jego życia i na odwrót.
- Widocznie wiele razy to robił, ale my robiliśmy mu na złość i schodziliśmy się. Teraz mi go zabiera. Może dopiero teraz dostrzegł, że mam kontynuować swoją bajkę z innym księciem u boku?
- Gdyby tak było, to pozwoliłby ci o nim zapomnieć. - odpowiedział spokojniej.
Nic nie odpowiedziałam. Spojrzałam się w jego stronę jednocześnie ze złością, ale i z żalem. Miał rację, ale nie chciałam mu tego przyznać. Bolało mnie. Bolało mnie to wszystko.
- Widzę, jak brak miłości do ciebie z jego strony cię niszczy, Angie. - powiedział. - Każdy mijający dzień, każde przyjacielskie z nim spotkanie, każdy jego czuły gest nie wobec ciebie, a niej. Ty pewnie tego nie widzisz, ale tak jest.
Przymknęłam oczy. Chciałam, żeby to wszystko się skończyło. Miałam dość. Chciałam obudzić się już z tego złego snu, w którym żyłam od paru miesięcy. Chciałam wrócić do momentu, w którym się kłócimy i go przeprosić... powiedzieć, że ma rację... Ale niestety, to było niemożliwe. Z każdym dniem przekonywałam się coraz bardziej, jaki ogromny błąd popełniłam... Było tyle okazji, aby go naprawić... a ja żadnej z nich nie wykorzystałam... Od tamtej chwili, sama utrudniałam sobie życie... Zamiast posłuchać serca, wolałam z nim walczyć... A teraz? A teraz było już za późno... Nie miałam siły, aby nawet starać się wygrać w grze o moją wielką miłość... W tamtej chwili stało się coś, co jeszcze bardziej mnie dobiło.
- Cześć. - usłyszałam.
Otworzyłam oczy. Koło mnie, oprócz Germana, stał jeszcze Pablo obejmujący Brendę. Niby byliśmy przyjaciółmi, ale to w jaki sposób ją przytulał sprawiał, że wtedy poczułam, iż mój szwagier ma rację. Byłam coraz słabsza psychicznie...
- Hej. - odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem na ustach. - Brenda, to jest German, mój szwagier. German, to jest Brend, nowa...
- Doskonale wiem kto. - przerwał mi. - Co was tutaj sprowadza?
- Musieliśmy załatwić parę spraw przed wyjazdem. - odpowiedziała towarzyszka mojego przyjaciela. - Zostało nam tak niewiele czasu, a tyle rzeczy jeszcze do zrobienia. - jeszcze ona mi będzie o tym przypominać?
Mój uśmiech nieco posmutniał. Starałam się to ukryć, ale niestety przyuważył to Pablo razem z Germanem. Pewnie Brenda też, ale nie zwracała na to uwagi.
- O, sprzedają jabłka w karmelu. Ma ktoś ochotę? Może się przejdziemy? - zaproponował "koleżance" Pablita. - No niech pani ze mną pójdzie. - pociągnął ją za rękę. - Poznamy się trochę lepiej. - odeszli.
Byliśmy teraz sami, we dwoje. Nie za bardzo mi się to podobało. Żałowałam, że nie zostałam w domu. Tam nic złego nic by mi się nie przytrafiło...
- Co jest? - spytał podchodząc bliżej.
- Nic, a co ma być? - ponownie na moich ustach pojawił się sztuczny uśmiech.
- Nie kłam. Przecież widzę.
- Mam po prostu dzisiaj gorszy dzień... I tyle... - odpowiedziałam.
- Brenda. Chodzi o Brendę, prawda? - zapytał. - Przepraszam. Pomyślałem, że skoro jesteśmy przyjaciółmi, to ci nie będzie tak bardzo przeszkadzało to, że chodzimy za rękę. Przepraszam. Naprawdę przepraszam.
Zamknęłam oczy. Gdy poczułam, że po policzkach spływają mi łzy, zacisnęłam je najmocniej jak potrafiłam biorąc głęboki wdech.
- Wszystko jest dobrze. - powiedziałam podnosząc powieki.
Wiem, że to było mało wiarygodne. Oczy miałam spuchnięte od łez i nie wyglądałam najlepiej.
- Chodzi o coś więcej?
- Nasłuchałam się dzisiaj wielu rzeczy o nas, które udowodniły mi, że nasza przyjaźń nie ma prawa bytu! - zdenerwowałam się. - Ale nie musisz się martwić. - zapewniłam. - Ja mimo wszystko i tak nadal będę się starała być dobrą przyjaciółką.
- Gdybym mógł wyjechałbym stąd już wcześniej, abyś nie musiała cierpieć.
- Gdybyś chciał, to zauważyłbyś, że cierpię, bo wyjeżdżasz. - nie wierzyłam, że to powiedziałam.
Nagle German i Brenda wrócili do nas jednocześnie przerywając nam rozmowę. Może i dobrze, że to się wydarzyło?
- Angie, co się stało? - zapytała Brenda, gdy mój szwagier podawał mi jabłko.
- Właśnie dostałam telefon od córki, że jej chłopak wylądował w szpitalu. - skłamałam przecierając oczy. - Wybaczcie, ale muszę tam szybko jechać.
- Podwiozę cię. - powiedział Pablo.
- Nie, dzięki. Pójdę na pieszo. - odparłam stanowczo.
- Ale to daleko. Szybciej będzie jak pojedziesz ze mną.
Zaczęłam odchodzić szybkim krokiem. Obróciłam głowę do tyłu. Rozmawiał jeszcze z ojcem Violetty i swoją dziewczyną. Ucieszyłam się z tego powodu, bo bałam się, że pójdzie za mną, a nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Jednak niepotrzebnie mnie to ucieszyło, gdyż zaraz za zakrętem dogonił mnie i złapał za rękę.
- Co mogę zrobić, żebyś przestała płakać? - spytał, gdy odwróciłam się w jego stronę.
Chciałam go poprosić o to, aby został, żeby nigdzie nie wyjeżdżał, ale nie miałam odwagi. Jedyne, o co udało mi się poprosić to...
- Przytul mnie.
I zrobił to, o co prosiłam. Przytulał mnie bardzo mocno. Chyba właśnie tego potrzebowałam w tamtym momencie. Jego ramiona w niesamowity sposób ukoiły większą część bólu. Dzięki nim, znowu nabrałam siły na dalsze dni.
- Dziękuję, przyjacielu. - szepnęłam mu na ucho.
- Co do tego wyjazdu to...
- Wyjeżdżasz. Za sześć dni. - przerwałam mu. - I w ten sposób zakończy się nasza znajomość.
Nie wiem, co byłoby gorsze. To, że on by tutaj został, ale żył sobie z Brendą czasami mnie odwiedzając i traktując jako przyjaciółkę, czy to, że w ogóle nie byłoby go w moim życiu... To pierwsze bolałoby mnie cały czas, a to drugie, na początku okropnie by mnie wymęczyło, ale później nauczyłabym się z tym żyć...

Hola chicos! Jak Wam się podoba rozdział? :)
Pablo za niecały tydzień opuszcza BA - jak myślicie,
jak będzie wyglądało jego pożegnanie i czy w ogóle się ono odbędzie? :D

Cześć! :*
bloggerka

Ps. Zachęcam do głosowania w nowej ankiecie. Jestem ciekawa Waszego zdania ;)

piątek, 24 lipca 2015

Sezon 3 - Rozdział 45 - Myślisz, że odnajdę swoje szczęście bez ciebie?

Zapraszam na nieco dłuższy rozdział :)
Mam nadzieję, że się spodoba <3
Dni szybko mijały... Coraz bliżej było do dnia, w którym Pablo miał opuścić Buenos Aires... Nie chciałam jednak o tym myśleć. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Chcieliśmy się sobą nacieszyć. Uznaliśmy, że najlepiej będzie, jeśli będziemy udawać przyjaciół... Zgodziłam się. Przyjaźń z nim nie boli tak bardzo, jak miłość...
- Dokąd jedziemy? - spytał.
- Zobaczysz. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Miejsce, do którego go zabrałam było jego własnością. Zjawialiśmy się tam w każde wakacje, a czasami nawet w weekendy. Była to ogromna działka, która tak właściwie należała do jego ojca, aczkolwiek on nie miał nic przeciwko naszym pobytom tam. Droga, którą jechało się, aby tam dojechać prowadziła przez las, w którym zatrzymaliśmy się na pięciominutowy postój.
- Powiedz chociaż, czy daleko jeszcze. - nalegał.
- Jakieś pół godziny. Już mamy większość drogi za sobą. - powiedziałam wyciągając z samochodu butelkę wody, z której się napiłam. - A co? Denerwuje cię już jazda ze mną jednym autem? - zapytałam uśmiechając się.
- Nie. - odparł krótko. - Jestem ciekawy dokąd mnie zabierasz.
Wsiedliśmy do samochodu i zaczęliśmy jechać dalej. Po raz pierwszy od czasu, gdy stracił pamięć nie obawiałam się, rozmawiając z nim, że powiem coś niestosownego. Czułam, że nasze relacje powróciły do tych za czasów przyjazdu Violetty do Buenos Aires.
- Jakoś dziwnie się czuję, gdy kobieta prowadzi, a ja siedzę na miejscu pasażera. Często tak jeździliśmy?
- Prawie nigdy. Zawsze to ty siedziałeś za kierownicą.
- Nie wiem, czy cię to pocieszy, ale jesteś dobrym kierowcą.
- Dzięki. Jeszcze nigdy mi tego nie mówiłeś. - odpowiedziałam.
- Naprawdę?
- Tak. Zawsze narzekałeś, że jeżdżę za szybko.
- Opowiedz mi coś więcej o sobie. - poprosił. - Niby wiem podstawowe rzeczy, ale to za mało. - stwierdził po chwili.
- A co byś chciał wiedzieć?
- No na przykład... Ilu chłopaków miałaś przede mną? - uśmiechnął się.
- A po co ci to teraz wiedzieć? - odwzajemniłam uśmiech. - Tym bardziej, że to taki szczegół.
- No też właśnie. Powinienem znać każdy szczegół z twojego życia.
- Pierw może poznaj ze swojego, a potem zajmuj się moim. - zaproponowałam.
- To ile ja miałem dziewczyn przed tobą?
- Nawet najmądrzejsi matematycy nie potrafiliby ich zliczyć. - parsknęłam śmiechem.
- Byłem aż takim playboy'em?
- Yhy. - przytaknęłam. - Twój najdłuższy związek trwał trzy dni. Oczywiście nie licząc naszego.
- W takim razie, teraz ty mi powiedz, ilu miałaś przede mną.
- Ale takich na serio, czy przedszkolne związki też się liczą?
- Takie na serio.
- To tak właściwie... nie miałam żadnego.
- Żartujesz? - chyba nie chciał mi uwierzyć.
- Nie. Przecież poznaliśmy się w bardzo młodym wieku, to dlaczego niby miałabym żartować?
- Łał, to gratuluję wytrzymałości. - odparł. - Nie chcę zepsuć tego fajnego klimatu, który nam towarzyszy, ale od paru dni nurtuje mnie to pytanie. Skoro byliśmy prawie idealnym małżeństwem to o co się pokłóciliśmy aż tak bardzo, że się wyprowadziłem?
Nie chciałam z nim rozmawiać na ten temat. Tym bardziej teraz, gdy było między nami już tak dobrze... Chyba ostatnie, czego pragnęłam w tamtym momencie było popsucie naszych relacji rozmową na temat ojcostwa Martiny.
- Stare sprawy z przeszłości. - odpowiedziałam.
- To znaczy? Powiedz, proszę. - położył dłoń na moim ramieniu.
- German, mój szwagier, ojciec Violetty chciał się upewnić, że ty jesteś tatą Martiny.
- Dlaczego? Po co było mu to wiedzieć?
- Bo... - czułam, że coraz mniej panuję nad swoimi emocjami. - Bo jest też możliwość, że on jest jej ojcem... - każde słowo mówiłam coraz ciszej.
- Zdradziłaś mnie?
- Nie. Zdradziłam Germana z tobą.
- Nie rozumiem. Mówiłaś, że nie miałaś innych przede mną.
- Bo nie miałam. Nie będę ci teraz o tym opowiadać, ale dużo podróżowałam. Nie potrafiliśmy utrzymać związku na odległość. Gdy w końcu wróciłam na stałe do Buenos Aires pomiędzy nami była tylko przyjaźń. Związałam się z tatą Violi, ale tak naprawdę nie potrafiliśmy być tylko przyjaciółmi.
- I nigdy wcześniej nie zrobiliśmy testów?
- Nie, bo nie było po co. Tobie było obojętne czyje to dziecko, bo i tak je kochałeś, German obiecał nie wtrącać się w nasze życie, a ja od narodzin Martiny byłam przekonana, że to ty jesteś jej ojcem.
- Czyli ja pewnie popierałem zdanie twojego szwagra, aby zrobić testy, ale ty byłaś przeciwko.
- Właśnie nie. Było na odwrót. Ja chciałam je zrobić, a ty nie. Teraz jak o tym myślę zastanawiam się, dlaczego, ale do tej pory nie wiem. Po kłótni powiedziałeś, że zgadzasz się na test, ale się wyprowadzasz. Byłam wściekła, dlatego cię przed tym nie powstrzymałam.
- I jaki wyszedł wynik?
- Nikt nie wie.
- Jednak nie zrobiliśmy badań? - zdziwił się.
- Zrobiliśmy, ale nikt nawet nie otworzył koperty z wynikami. Martina nie chciała wiedzieć, ja za bardzo za tobą tęskniłam, aby o tym myśleć, a Germanowi też jakoś przeszło... Gdy zobaczył, jak mi ciebie brakuje stwierdził, że nie będzie tego robił. - westchnęłam i przygryzłam dolną wargę.
Spojrzałam się na niego. Siedział wpatrzony za okno. Byłam pewna, że wszystko popsułam. Ledwo wszystko wyszło na prostą, a ja musiałam to zepsuć...
- Musiałem cię bardzo kochać. - stwierdził.
- Nie spodziewałeś się tego, no nie? - spytałam.
- Przynajmniej wiem, że nasze życie nie było nudne. - uśmiechnął się.
Może nie wszystko było jeszcze stracone? Wyglądał, jakby się tym przejął, aczkolwiek wiedział, że nie może zmieniać zdania w decyzjach, które podjął kilkanaście lat wcześniej.

Dojechaliśmy na miejsce. Wjechaliśmy na ogromną parcelę ogrodzoną wysokim płotem. Podjechałam bliżej małego domku, w którym spaliśmy, gdy przyjeżdżaliśmy tutaj na noc. Wysiedliśmy z samochodu. Pablo zaczął rozglądać się po podwórku.
- Łał, ale to wielkie. - rozejrzał się dookoła. - Do kogo to należy?
- Do twojego taty, ale on tutaj nie bywa. Przepisał to na ciebie, więc można powiedzieć, że tak właściwie należy do ciebie. - uśmiechnęłam się.
- Zaplanowałaś co będziemy tutaj robić? - zapytał.
- Pomyślałam, że wieczorem rozpalimy ognisko. Wzięłam gitarę, więc możemy też pośpiewać.
- Tylko się nie wkurzaj. - powiedział ściągając koszulkę.
- Ale za co? - nie rozumiałam o co mu chodzi.
Wziął mnie na ręce i zaczął iśc w stronę jeziora.
- Pablo, postaw mnie. No już, nie wygłupiaj się.
- Trochę popływamy. Dobrze to wpłynie na nasze sylwetki. - stanął na brzegu pomostu. - Dobra, nie będę wredny. - odstawił mnie. - Sama musisz wejść.
- Nie ma mowy.
- W takim razie ci pomogę. - złapał mnie za rękę i wskoczył do wody, a ja wleciałam za nim.
- Co ty zrobiłeś?! Jestem cała mokra!
- W takim razie możemy teraz pływać.
- Ja stąd wychodzę. - powiedziałam.
- Zostaniesz. - stwierdził.
- Nie.
- Jeśli nie zostaniesz to się obrażę. - odparł.
Związałam mokre włosy w wysokiego koka i dopłynęłam do niego. Wiedziałam, że żartował, ale chciałam spędzić z nim ten czas, bo przyjechaliśmy tutaj razem.
W wodzie siedzieliśmy do późnego wieczora. Gdy z niej wyszliśmy usiadłam na huśtawce przy ognisku owinięta kocem, ponieważ było mi bardzo zimno, a Pablo założył na siebie z powrotem koszulkę, rozpalił ogień, poszedł do samochodu i wrócił z gitarą siadając obok mnie. Oparłam mu głowę na ramieniu i wsłuchiwałam się w jego głos. "I to, że taki jestem... Moje życie jest zwariowane... Czuję, że idę na całość, a przez ciebie wszystko się zmienia..."* Przymknęłam delikatnie oczy. "Wszystko zmieniasz, kiedy do mnie zbliżasz się... Twoje oczy sprawiają, że mam wrażenie, że latam... Twoja obecność sprawia, że mój świat staje się kompletny... Zrobię z ciebie moją księżniczkę za pomocą jednego pocałunku..."*
- Może wracajmy już? Widzę, że jesteś zmęczona.
- Nie. Zostańmy tutaj jeszcze trochę...
Pablo kontynuował swoje granie, a ja nawet nie wiem, kiedy zasnęłam...

- Przecież widzę, że nie chcesz, żebym wyjeżdżał. Dlaczego nie powiesz mi tego w prost?
- Bo jest dobrze tak jak jest...
- Niedługo wyjadę i nie będzie już tak samo.
- Ale będziesz szczęśliwy.
- Myślisz, że odnajdę swoje szczęście bez ciebie?
- Sam tak stwierdziłeś.
- Chciałbym ci powiedzieć, że cię kocham i, że jesteś dla mnie wszystkim, ale nie potrafię.
- A ja chciałabym w końcu o tobie zapomnieć, ale też mi to nie wychodzi.
- Widzę, jaka jesteś szczęśliwa, gdy jestem obok.
- Bo jestem. Jak mam się nie cieszyć, gdy spędzam czas, z kimś kogo kocham?
- Przyjaźń.
- Przyjaźń między nami nigdy nie istniała i nigdy nie zaistnieje.

Obudziłam się nad ranem w domku, który stał na działce. Wstałam z łóżka i wyjrzałam przez okno. Samochód stał, ale Pabla nigdzie przy nim nie było. Tamtejszy dzień był zupełnym przeciwieństwem poprzedzającego go dnia. Na dworze było pochmurno i zbierało się na deszcz. Wyszłam z domku i poczułam zimny wiatr, który wiał bardzo mocno. Mój mąż siedział na bujanej huśtawce i stroił gitarę.
- Dzień dobry śpiąca królewno. - przywitał się.
- Cześć. - odpowiedziałam siadając obok. - Która godzina?
- Dziesiąta trzydzieści. - odpowiedział. - Jak ci się spało?
- Dobrze... Przepraszam, że wczoraj wróciliśmy, ale byłam naprawdę zmęczona... Nie dojechałabym do domu.
- Mi się nie musisz tłumaczyć. - powiedział oddając mi swoją bluzę. - Załóż. Widzę, że ci zimno.
Jak mogłam nie skorzystać? Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Za ile jedziemy?
- W sumie, to możemy już. Nie ma dzisiaj co tutaj robić. Jest za zimno.
- Zdziwiłbyś się. - odpowiedziałam. - Ale lepiej już wracać.
Spakowaliśmy się do samochodu, a następnie odjechaliśmy. Czekała nas godzinna podróż do domu. W tę stronę również nie obeszło się bez tematów związanych z naszą przeszłością.
- Mamy jakieś zdjęcia ze ślubu? Ostatnio szukałem, ale u siebie ich nie znalazłem. - powiedział.
Szukał zdjęć ze ślubu? Ciekawe z jakiego powodu...
- Mamy tylko jedno. - odpowiedziałam.
- Tylko jedno? Dlaczego? Spodziewałem się bardziej, że będziemy mieli cały album, albo wcale.
- Bo tak właściwie, to nie był nasz ślub... - powiedziałam nieśmiało.
- Co? Mogłabyś mi to wytłumaczyć nieco jaśniej?
Musiałam poruszać kolejny delikatny temat? Dlaczego on wypytywał o takie rzeczy, które w naszym życiu nie były za dobre?
- Moje życie miało się potoczyć zupełnie inaczej... Miałam wyjść za Germana. To był nasz ślub.
- To czemu na ślubie z Germanem to ja się z tobą ożeniłem? Nie przyszedł? - zaśmiał się.
- Nie. Byłam na ciebie wściekła... Chciałam ci zrobić na złość... Przyszedłeś wtedy spóźniony. Myślałam, że będziesz chciał przerwać ceremonię, ale się pomyliłam. Usiadłeś sobie z brzegu i przyglądałeś mi się ze smutkiem. Gdy na ciebie spojrzałam coś we mnie pękło... Przeprosiłam Germana i wyznałam mu całą prawdę po czym kapłan poprosił cię, abyś podszedł bliżej. Podszedłeś do mnie i powiedziałam ci, że to wszystko działo się tylko dlatego, że próbowałam zapełnić pustkę po tobie, ale mi to nie wyszło... I wtedy...
- Reszty się już domyślam. - przerwał mi, bo widział, że coraz ciężej mówi mi się na ten temat.

* - fragment "Yo soy asi"

W końcu udało mi się napisać coś nieco dłuższego ^_^
Mam nadzieję, że rozdział się podoba :D

Niech Wam się Pangie przyśni ;)
bloggekra

środa, 22 lipca 2015

Sezon 3 - Rozdział 44 - To miejsce wiele zmieniło...

W dzisiejszym rozdziale
Pablo i Angie odwiedzą wyjątkowe dla nich miejsce.
Jak myślicie? Które? ;)
- Powiedziałeś do mnie najdroższa? - nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Tak właściwie, to powinienem ci coś wyznać... - zaczął. - Pamiętasz twój sen, w którym zobaczyłaś mnie siedzącego na łóżku? To nie był sen. Ja byłem wtedy przy tobie na prawdę. Nie ważne, jak bardzo wydaje ci się to niemożliwe, to się działo. - nieco się od niego odsunęłam. - W nocy mam wrażenie, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Zacząłem o tobie intensywnie myśleć... Nie mogłem zasnąć... Nie chciałem dzwonić, bo było późno... Wsiadłem do samochodu i przyjechałem. Nie wiem, skąd znałem drogę. Tak po prostu tutaj trafiłem. Dostałem się do środka i wszedłem na górę. Również nie mam pojęcia skąd wiedziałem, że sypialnia znajduje się w ostatnich drzwiach po lewej stronie. Wszedłem tam, gdy nagle niespodziewanie się przebudziłaś. Nie chciałem, żebyś się dowiedziała, że byłem u ciebie. Byłaś zaspana. Sądziłem, że uda mi się wmówić ci, że to sen. Miałem nadzieję, że obrócisz się na drugi bok i zaśniesz z powrotem, ale się pomyliłem... Resztę historii chyba znasz. - zakończył.
- Tylko dlaczego mi to mówisz?
- Bo uznałem, że powinnaś wiedzieć.
- Tylko po co? Żeby było mi jeszcze ciężej się z tobą rozstać? Żebym dłużej nie mogła się pozbierać po twoim wyjeździe? - spytałam. - To ty powinieneś jeszcze raz opowiedzieć sobie tę historię i stwierdzić, czy aby na pewno robisz dobrze, a z resztą lepiej nie. Jeszcze się rozmyślisz.
- Nie chciałabyś, abym jednak został?
- Chciałabym, ale tobie wydaje się, że wszystko jest takie proste... Coraz mniej brakuje mi, aby przyzwyczaić się do tego, że ciebie już niedługo nie będzie. Jeśli nie widzisz swojego szczęścia ze mną u boku, to nie mogę cię do tego zmusić, ale mimo to chcę, żebyś mnie dobrze wspominał. Ty tego nawet nie pamiętasz, ale przeżyliśmy ze sobą naprawdę wiele cudownych chwil, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Nie chcę, żebyś pamiętał mnie jako tę laskę która cały czas utrudniała ci życie.
- Nie musisz się o to bać. W mojej głowie pozostaniesz silną i niezależną kobietą, która walczyła i mimo wielu upadków nigdy nie przegrała.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma za co. Taka jest prawda.
- Zostaniesz jeszcze trochę? Czy bardzo ci się śpieszy?
- Jeśli chcesz, to mogę zostać i tak nie mam nic lepszego do roboty.
- To może przejdziemy się na spacer? - zaproponowałam.
- Chętnie.
Wyszliśmy z domu. Doskonale wiedziałam dokąd mogliśmy wtedy pójść. Byłam pewna, że to jest ostatni dzień, aby go tam zaprowadzić i ostatnia szansa, żeby coś sobie przypomniał. Nasz cel nie znajdował się daleko od mojego domu. Szliśmy wzdłuż ulicy rozmawiając. Po piętnastu minutach dotarliśmy do wyznaczonego przeze mnie miejsca. Staliśmy przed doskonale znanym mi Studiem On The Top, znanym kiedyś jako On Beat, lub 21. Mimo, że była już późna godzina, gdy zajęcia się nie odbywają, na dworze było słychać muzykę dochodzącą z budynku. Pewnie trwała jakaś próba, albo dzieciaki po prostu bawiły się muzyką.
- Muszę tam wchodzić? - zapytał nieco zdenerwowany Pablo.
- Nie musisz, ale wydaje mi się, że powinieneś. Powinieneś odwiedzić to miejsce nim stąd wyjedziesz.
Złapałam go za rękę i weszliśmy do środka. Gdy otworzyliśmy drzwi, muzykę od razu było wyraźniej słychać. Akurat z pokoju nauczycielskiego wychodził Gregorio.
- Pablo, Angie! Jak dobrze was tutaj widzieć? Już wszyscy zdrowi? Planujecie niedługo wrócić?
Chciałam mu powiedzieć prawdę, aczkolwiek mój towarzysz mi na to nie pozwolił. Zdążył się odezwać tuż przede mną.
- Tak, z Angie już wszystko dobrze. Ze mną z resztą też, ale moja żona boi się puścić mnie do pracy. - powiedział obejmując mnie ramieniem. - Przeszkadza jej rana, którą mam na klatce piersiowej. Uważa, że jeszcze za mało się zagoiła. - powiedział unosząc kawałek koszuli spod którego widać było bandaż.
- No oczywiście. - przytaknął Gregorio. - Popieram jej zdanie. Zdrowie jest ważniejsze niż praca, prawda? - zerknął w moją stronę. - W takim razie po co tutaj przyszliście?
- Bo stęskniliśmy się za tym miejscem? - rzucił mój mąż. - A tak na serio, to przyszliśmy zrobić przegląd instrumentów, gdyż te bardziej popsute chcielibyśmy wymienić na nowe.
- Bardzo doby pomysł. W takim razie nie przeszkadzam. - powiedział nauczyciel tańca i poszedł wzdłuż korytarza, a my zaczęliśmy iść przed siebie.
- Jak ty to? - dosłownie odjęło mi mowę.
- Zdziwiona? - zaśmiał się. - I o to chodziło.
- Ale dlaczego go okłamałeś? Przecież prawda i tak wyjdzie na jaw, jak w ogóle nie przyjdziesz do pracy.
- Po prostu się zwolnię. Nie będę z nim rozmawiał na ten temat.
- A co jeśli zacznie mnie wypytywać o powody twojego zwolnienia?
- Powiesz, że mój ojciec jest ciężko chory i musiałem do niego pojechać, aby się nim zaopiekować. Nie wiedziałem, ile mi tam zejdzie, a nie chciałem stresować się jeszcze pracą i zdecydowałem, że odejdę.
- Ile myślałeś nad tym scenariuszem? - spytałam.
- Jakoś tak całe trzy sekundy. - odpowiedział. - Dokąd idziemy?
- Może zacznijmy od sali tanecznej? - zaproponowałam i zaprowadziłam go tam.
Weszliśmy do klasy, w której najwięcej czasu spędzał Gregorio, aczkolwiek była ona najbliższa pasji z młodości Pabla. Po prawej stronie znajdowały się dwie półki. Na jednej z nich stało radio, a na drugiej wszystkie płyty, które były używane podczas zajęć. Na wprost stał keyboard, który czasami był używany zamiast odtwarzacza muzyki. Na ścianie, w której znajdowały się drzwi, jak i lewej, wisiały ogromne lustra, które zajmowały całą ich powierzchnię. Podeszliśmy oboje do jednego z nich. Widziałam, że z ogromną uwagą rozglądał się po sali. Czyżby coś sobie przypominał?
- Możemy iść dalej? - poprosił.
Czyli jednak się pomyliłam... Trudno. Mamy przecież jeszcze do obejrzenia resztę szkoły. Pokazałam mu salę do występów, pokój nauczycielski, sale na próby, salę nagraniową... Przedostatnim miejscem do którego zajrzeliśmy była sala, w której zazwyczaj uczyłam śpiewu.
- A to jest takie moje małe królestwo. - powiedziałam wchodząc. - To tutaj najczęściej przebywam, gdy jestem w Studio.
Podszedł do keyboardu, którego używałam na każdych zajęciach. Zaczął grać pewną melodię."Chcę patrzeć na ciebie, chcę śnić o tobie, przeżyć z tobą każdą chwilę... Chcę cię przytulić, chcę cię pocałować, chcę ciebie mieć blisko siebie... Przecież miłość jest tym, co czuję... Jesteś dla mnie wszystkim..."*. Pomyślałam, że miał przed sobą nuty, lecz gdy podeszłam do niego, okazało się, że ich tam nie było.
- Pamiętam tę piosenkę. - zaczął. - Tak, jakby... jakby ktoś mi ją śpiewał, gdy ją jeszcze pamiętałem, ale mimo to później o niej zapomniałem i utkwił mi w pamięci tylko ten fragment, który ten ktoś mi zaśpiewał. Może się to wydawać dziwne, ale odnoszę takie wrażenie. Znam tylko refren.
- A pamiętasz co się wydarzyło po tym, jak ta osoba skończyła śpiewać? - spytałam.
- Powiedziała coś... Skierowanego do mnie... - mówił tak, jakby właśnie widział to na własne oczy, ale częściowo zamazane. - To było coś miłego... Chciałem odpowiedzieć, ale nie mogłem...
Stanęłam koło niego i tym razem to ja zagrałam i zaśpiewałam owy fragment piosenki. Doskonale wiedziałam o co mu chodzi, ale miałam nadzieję, że w końcu coś sobie przypomni.
- Poznajesz? - rzuciłam cicho.
Nagle odwrócił głowę gwałtownie na bok i zacisnął oczy po czym po chwili je otworzył.
- Nie... - odpowiedział z żalem.
- Było tak blisko... - mruknęłam. - No nie ważne. Chodźmy dalej. Zostało nam ostatnie pomieszczenie. - powiedziałam i odeszliśmy od keyboardu.
Weszliśmy do sali, która znajdowała się zaraz za pokojem nauczycielskim. Przy wchodzeniu kazałam zamknąć mu oczy. Dopiero, gdy znaleźliśmy się w środku pozwoliłam, aby je otworzył. Znajdowaliśmy się w jego gabinecie. Tak, to była sala dyrektora i właściciela Studia. Podszedł do ściany gdzie znajdowały się wszystkie gratulacje jak i podziękowania oraz nagrody, które nie zmieściły się w gablocie na korytarzu.
- Widzisz ile zdziałałeś? - szepnęłam mu na ucho. - Gdyby nie ty, nie było by tego tutaj aż tak wiele.
- A co ja właściwie takiego specjalnego robiłem?
- Byłeś tu. To wystarczyło. Doradzałeś i wspierałeś. - spojrzał na mnie.
- Chyba jeszcze do tej pory tego nie zrobiłem.
- Czego? - zdziwiłam się.
- Nie podziękowałem ci. Cały czas pokazujesz mi, jak ważnym byłem człowiekiem. Nie tylko w twoim życiu, ale również wszystkich, którzy należą do tej szkoły. Uświadamiasz mi kim byłem. Starasz się, jak możesz, abym odnalazł w sobie tego, kim jestem na prawdę. Dziękuję.
Widziałam, że jego usta zaczęły zbliżać się do moich. Nie protestowałam. Przymknęłam oczy. Czułam, że są coraz bliżej moich... Delikatnie się uśmiechnęłam.  Nagle drzwi od pomieszczenia otworzyły się z wielkim hukiem. Do sali wbiegł Beto, który zrobił ogromy hałas. Wtedy cofnęliśmy się nieco od siebie, a następnie poczułam jak mnie obejmuje.
Znalezione obrazy dla zapytania beto violetta- Kanapka! Moja kanapka! Gdzie jest moja kanapka!? - krzyczał. - O, cześć Angie. Cześć Pablo. Przepraszam, że przeszkadzam, ale nie widzieliście mojej kanapki?! Była z majonezem! Albo ketchupem...
- Trzymasz ją w ręku, Beto. - Pablo zaczął się razem ze mną śmiać.
- W ręku?! Prawym, czy lewym!? A tak, rzeczywiście jest tutaj! - ucieszył się. - Pójdę poszukać do niej dodatków. Hej! - rzucił i wyszedł.
- On tak zawsze? - zapytał mój mąż nie przestając się śmiać.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Nie musisz mnie czule obejmować, gdy inni patrzą. Wszyscy tutaj wiedzą, że jesteśmy małżeństwem. - odparłam zerkając na jego rękę, którą mnie objął.
- To nie mogę pokazywać im, jak bardzo cię kocham? Zabronione jest, aby mąż przytulał swoją żonę w miejscach publicznych? - spytał, gdy wyszliśmy na korytarz.
- No niby nie.
- O, patrz. Idzie ten cały sknera. Jak mu tam? Hieronimo?** Wtul się we mnie. - powiedział.
Nie protestowałam. Przytuliłam się do niego i zaczęliśmy iść ku wyjściu. Kto by pomyślał, że to jedno miejsce może aż tyle zmienić? Co prawda, za wiele sobie nie przypomniał, ale zaczął inaczej patrzeć na swoje życie.

* - fragment "Nuestro camino".
** - Gregorio by Jade :'D

I jak Wam się podoba?
Musiał się pojawić Beto, bo dawno go tutaj nie było ^_^
No i Gregorio z resztą też ;)

Do zobaczenia jeszcze w tym tygodniu! <3
bloggerka

poniedziałek, 20 lipca 2015

Sezon 3 - Rozdział 43 - Nie jestem tego wart...

Cześć :)
Po dwutygodniowej przerwie
zapraszam na rozdział.
- Mamo, wszystko gra? - zapytała Martina wchodząc do mojej sypialni.
- Tak, tak... Wszystko jest w najlepszym porządku... - odpowiedziałam.
- Przecież widzę, że płakałaś.
- Nie będę cię okłamywała. - stwierdziłam. - Jest źle. Nawet bardzo. Nie chciałam cię do tego mieszać, bo nie chciałam, żebyś się martwiła, ale sprawy zaszły już za daleko, aby ci o tym nie mówić. - zaczęłam. - Tata wyjeżdża.
- Ale jak to? Dlaczego? Zupełnie tego nie rozumiem. - widziałam w jej oczach łzy.
- Ja tak samo, ale stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli uszanujemy jego decyzję i damy mu w spokoju stąd wyjechać...
- Wiesz, że właśnie pozwalasz uciec miłości swojego życia?
- Nie. To już nie jest miłość mojego życia. To już nie ten sam Pablo. Tamten Pablo, który mnie kochał najszczerszą miłością zginął w wypadku, a ta jego nowa wersja... Starała się mnie pokochać, ale jej to nie wyszło... Dlatego pogodziłam się z jego decyzją. Dla mnie Pablo, twój tata nie żyje.
- Jak ty możesz tak mówić?! - oburzyła się nastolatka. - Tata żyje! Kocha cię! Bardzo cię kocha! Musi minąć tylko trochę czasu...
- Trochę czasu? Minął miesiąc, a on nadal nic nie pamięta. Lekarze nie wykluczali, że może być tak, iż pamięć w ogóle mu nie powróci. Właśnie tak chyba się stało. I to wszystko z mojej winy... - zaczęłam szlochać.
- Nie mów tak, mamo. - przytuliła mnie. - Nie możesz się za to obwiniać.
- Mogę. To przeze mnie był ten wypadek. To przeze mnie on wylądował w szpitalu... Gdybym wtedy nie uciekła... Albo chociaż, gdybym to ja wtedy wpadła pod ten samochód...
- Nawet tak nie myśl. Tata tego nie chce, jasne? Tata chce, abyś cieszyła się życiem, a to, że chwilowo nie może się nim cieszyć razem z tobą, to zwykły niefart.
-  Może i masz rację? - uspokoiłam się. - Ciężko mi zaakceptować to, że znalazł szczęście u boku innej kobiety... że już nie pamięta tego, ile dla niego znaczę...
- Przypomni sobie. Na pewno. Wasze uczucie było ogromne i i zajmie mu trochę czasu nim je pojmie. - uśmiechnęła się.
- Nie rób mi nadziei, proszę. - kąciki ust mi się uniosły. - Musimy się nauczy żyć bez niego. Kiedyś i tak nadszedłby taki czas.
- Ale jeszcze na niego nie pora. - odparła. - Dobrze, już się nie odzywam. Tylko proszę, przestań płakać, bo jak tak na ciebie patrzę, to czuję, że zaraz też się rozpłaczę.
- W takim razie już skończyłam. - na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
(*widziane oczami Martiny* ~ parę godzin później)
- Tom, nie możemy się dzisiaj spotkać. Jadę do taty. Nie, pamięć mu jeszcze nie wróciła, ale muszę z nim poważnie porozmawiać. Widzimy się jutro w Studio. Pa, kocham cię. - rozłączyłam się.
Byłam w autobusie, w drodze do mojego ojca. Zupełnie nie zgadzałam się ze zdaniem mojej mamy, ale nie chciałam jej jeszcze bardziej dobijać. Stwierdziłam, że powinnam porozmawiać z tatą. Miałam nadzieję, że przemówię mu chociaż trochę do rozsądku. Pojazd zatrzymał się na przystanku, na którym powinnam wysiąść. Przez to, że się zamyśliłam, niewiele brakowało, a znalazłabym się paręnaście kilometrów dalej. Szybko doszłam do jego domu, gdyż mieszkał niedaleko. Zapukałam do drzwi. Minęła chwila, nim mi je otworzył.
- Cześć. - przywitałam się.
- Nie spodziewałem się ciebie.
- Wiem i właśnie o to chodziło. - powiedziałam wpraszając się do środka. - Musimy pogadać.
- Chwilowo jestem zajęty. Mam gościa.
- Ale ja jestem twoją córką i jestem ważniejsza niż inni. - odpowiedziałam chamsko.
Weszłam do salonu, bo domyśliłam się, że w tamtym pomieszczeniu siedział, wspomniany przez mojego tatę, gość. Nie pomyliłam się. Na kanapie siedziała niska kobieta o krótkich, kręconych, brązowych włosach popijając wino. Spojrzałam na tatę surowym wzrokiem.
- Brenda, to jest moja córka, Martina. - przedstawił mnie.
- Cześć, miło mi cię poznać. - przywitała się.
Nie odpowiedziałam jej. Po co miałabym to robić, skoro weszła do naszego życia i zrobiła w nim niemały bałagan?
- Wybaczy pani, ale muszę porozmawiać z tatą. - powiedziałam stanowczo.
- Oczywiście. Zostawię was samych. - odpowiedziała. - Widzimy się jutro. - zwróciła się do mojego taty. - Do zobaczenia. - opuściła budynek.
- Myślisz, że możesz sobie tak po prostu tutaj przyjeżdżać i przeszkadzać? - ojciec odparł nieco zdenerwowany. - Chyba nikt cię nie wychował.
- Mylisz się. Wychowałeś mnie na dobrą dziewczynę, ale jeśli ktoś krzywdzi moją rodzinę, to jak mam być miła i sympatyczna? - spojrzał się na mnie nieco dziwnym wzrokiem. - Tak, dobrze słyszysz. Moja mama przez ciebie przepłakała całą noc i poranek. Starała się jak mogła, abyś zobaczył w niej tę kobietę, w której zakochałeś się kilkanaście lat temu, ale ty tego nie doceniałeś. Nawet ośmielę się stwierdzić, że nie próbowałeś w niej tego dostrzec. Teraz sobie wyjeżdżasz. Tak po prostu. Nie myśląc o niej w ogóle. Jesteś okropny. Mama miała rację. Mój tata zginął w tym wypadku i chyba trzeba się pogodzić z jego śmiercią.
- Nie wiesz wszystkiego!
- Niby czego? Chyba czas najwyższy, abym się dowiedziała.
- Byłem u niej. Dzisiaj w nocy.
- Oczywiście. Uważaj, bo uwierzę.
- Jeśli nie wierzysz, możesz się jej zapytać. Rozmawiałem z nią. Ona mówiła, że już o mnie zapomniała i kazała mi się już więcej nie pokazywać, bo nie chce się znowu we mnie zakochać.
- A może wtedy oczekiwała, że powiesz jej, że kochasz ją najmocniej na świecie i przepraszasz?
- Miałem skłamać?
- A skłamałbyś? Zastanów się nad tym. - odparłam podchodząc do keyboardu.
Zaczęłam grac piosenkę, na której wybiegli oboje z koncertu oraz on wyznał mamie miłość. "Powiedz, że to prawda, że przybywasz zmieniać pocałunkiem cały mój świat... Nie wiem, jak wyrazić słowami, że kiedy patrzę w twoje oczy wiem, że kochałem cię przez tysiąc poprzednich żyć..."*. Cały czas nieśmiało zerkałam w jego stronę. Wyglądał na zamyślonego. Moi rodzice wiązali z tą piosenką wiele wspomnień... Gdy skończyłam grać, tata spojrzał się na mnie tak, jak wcześniej, z małą iskierką złości, ale również żalu.
- Nadal nic? - nie mogłam w to uwierzyć.
Nie odpowiedział. Czyżby się rozmyślił? Przynajmniej taką miałam nadzieję.
- Odwiozę cię do domu. - powiedział biorąc kluczyki z szafki.
(*widziane oczami Angie*)
Usłyszałam, że drzwi się otwierają. Ucieszyłam się, że Martina wróciła dzisiaj od Toma nieco wcześniej. Tego dnia, jak nigdy potrzebowałam towarzystwa, a ona była jedyną osobą, której mogłam się w tamtej chwili wyżalić.
- Fajnie, że wróciłaś dzisiaj wcześniej. - powiedziałam, gdy weszła do środka.
- Ja też. Na dodatek nie jestem sama. - uśmiechnęła się.
W tamtej chwili do przedpokoju wszedł Pablo, który zamierzał oddać naszej córce torebkę, którą zostawiła u niego w samochodzie.
- To ja was zostawię... - powiedziała wchodząc szybszym krokiem na górę.
- Co Martina robiła u ciebie w samochodzie? - spytałam.
- Odwiozłem ją do domu. Nie mogę? Przecież jestem jej ojcem i mam do tego prawo.
- Jasne, możesz... Zdziwiło mnie to nieco, bo mówiła, że idzie do Toma... znaczy, do swojego chłopaka.
- Widocznie cię okłamała. Była u mnie.
- I co niby robiliście?
- Rozmawialiśmy. - odpowiedział. - Wiem, że nie chcesz, żeby to się tak skończyło.
- Pomyłka.
- Nie zaprzeczaj. Powiedziała mi, że płakałaś.
- Tak, płakałam, ale ja nie chcę, aby to się w ogóle skończyło. Nie potrafię o tobie zapomnieć. Już nie raz próbowałam, ale nigdy mi to nie wychodziło. - odparłam. - Żałuję, że wtedy to nie ja wpadłam pod ten samochód...
- Poświęciłem się dla ciebie. Powinnaś to docenić.
- Wolałabym zginąć niż żyć bez ciebie. - powiedziałam najciszej jak potrafiłam. - Ale już jest za późno. Czasu nie cofnę, trzeba żyć dalej, nieważne, jak bardzo będzie to bolało.
- Nie chcę, żebyś cierpiała.
- Ale nie zrobisz nic, żebym przestała odczuwać ból. - podsumowałam. - Jakbyśmy się już nie spotkali, a ty byś sobie mnie przypomniał, zapamiętaj to, co ci teraz powiem. - poprosiłam. - Mimo, że cię kocham, to zostań z nią. Nie mieszaj już w moim życiu. Mam dość. Chcę w końcu zacząć się uśmiechać. Zawsze twoja, Angie.
Nagle poczułam jego ręce na swoich biodrach. Przyciągnął mnie ku sobie. Stykaliśmy się czołami. Nasze usta dzieliły milimetry. Starałam się opanować, ale nie umiałam. Przymknęłam delikatnie oczy. Z policzka spłynęła mi pojedyncza łza, która nie umknęła jego uwadze.
- Dlaczego? - spytał.
- Bo mnie krzywdzisz. - odpowiedziałam krótko.
- Dlaczego nic nie powiesz?
- Bo nie chcę. Mimo, że twoja bliskość mnie rani, to okropnie jej potrzebuję.
Czułam, że wprawiłam go w zakłopotanie. Nie wiedział, co ma w tamtej chwili zrobić. Poczułam, iż nieco odsunęliśmy się od siebie, a on wtedy mnie przytulił. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać. W końcu od tak dawna odczuwałam to bezpieczeństwo... To coś, co sprawiało, że cała reszta już zupełnie nie miała znaczenia... Że cały świat nagle przestawał istnieć... Coraz to z większym trudem przychodziło mi jakiekolwiek opanowanie się.
- Wypłacz się... Chyba właśnie tego potrzebujesz... - pocałował mnie policzek. - I nie płacz już więcej z mojego powodu, najdroższa. Nie jestem tego wart...

* - refren piosenki "Mil vidas atras".

Hej! Dawno nie było rozdziału, no nie?
Tak jak wspomniałam w poprzednim poście,
dużo w te wakacje podróżuję i nie mogę dodawać rozdziałów regularnie,
ale mam nadzieję, że nadrobię te dwa tygodnie przed następnym wyjazdem ;).

Miłego dnia! :*
bloggerka