sobota, 5 października 2013

Rozdział 7 - Dlaczego uważasz, że mnie ranisz?

Ten rozdział dedykuję
Amistad para siempre,
za te wszystkie miłe komentarze.

- Angie, kocham Cię i... zawsze, ale to zawsze będę przy Tobie, lecz niestety nie mogę nic więcej zrobić...
Byłam zawiedziona. Co ja mam zrobić? Przecież On mnie kocha i ja Go... Nic nie rozumiem...
- Pablo, powiedz mi jedno. Dlaczego uważasz, że mnie ranisz?
W tej chwili do Resto weszła Jackie.
- O tu jesteś kochanie... Co tam porabiasz?
Kochanie?!? Że co?!? Czyżby jednak On mnie nie kochał? Okłamał mnie? Poczułam się... zdradzona... oszukana... nie potrzebna...
Wyszłam z baru. Nie wiem nawet, czy poszedł za mną czy nie i tak nie miałam ochoty z Nim rozmawiać. To wszytko co dla Niego zrobiłam... na nic? Był dla mnie najważniejszy na świecie... "Jesteś moją przyszłą żoną, matką moich dzieci..." - cały czas męczyło mnie to zdanie. Przynajmniej już wiem co miał na myśli mówiąc, że mnie rani...

Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Położyłam się na łóżku i myślałam. Większość moich przemyśleń była na temat tego całego zdarzenia, ale (nawet nie wiem dlaczego) myślałam także o pierdołach. Nagle zadzwonił telefon. Nie patrząc nawet na ekran odebrałam.
- Słuchaj Pablo, nie chcę słuchać Twoich głupich tłumaczeń, rozumiesz?!?
- Aaa, to wielka szkoda... - powiedział głos z komórki, który na pewno nie był mojego przyjaciela.
- Przepraszam, kto mówi?
- To ja, German.
- Sorki za tę sytuacje... Po prostu pokłóciliśmy się z Pablem i...
- Dobrze, dobrze... Chciałem Ci przekazać, że nie wrócę za szybko do domu. Mam trochę spraw do załatwienia.
- Nie martw się. Zaopiekuję się Violettą.
- To świetnie. Muszę kończyć, do usłyszenia.
- Pa... - zakończyłam połączenie.
Rozumiem, że między Jackie, a Pablem coś musi iskrzyć skoro do tej pory nie zadzwonił... Nie, Angie, nie! Nie zawracaj sobie głowy swoim byłym przyjacielem. Czy byłym...? - nie wiem.... On już Cię nie kocha! Niestety... Tylko jak pozbyć się uczucia, którym Go darzyłam? Gdyby był tu mój szwagier to bym się mu wyżaliła, ale go tutaj nie ma... Nie rozumiem jeszcze czegoś... Skoro jest z nią, to dlaczego mówił mi, że mnie kocha? Przecież On by mnie nie okłamał...

Następnego dnia obudziłam się w strasznym stanie... Mój pierwszy związek, taki na poważnie, okazał się totalną klapą... Zaczęłam wspominać. Poznałam Go mając 14 lat. Stało się to przez przypadek. Ja i moja siostra, Maria zabrałyśmy na spacer do parku malutką Violettę, miała zaledwie rok... Postanowiłyśmy, że kupimy sobie watę cukrową, więc skierowałyśmy się w stronę fontanny, ponieważ przy niej sprzedawano najsmaczniejszą watę w Buenos Aires. No i stało się... 15 letni Pablo Galindo siedział sobie tak beztrosko na wodotrysku i grał na gitarze, która była... niebieska... akustyczna...
NIE!!! Angie nie myśl o tym! Zostawił Cię! Już Cię nie potrzebuje! Nie kocha Cię! Nie jesteś dla Niego ważna! Sama nie wierzę w to co postanowiłam, lecz to co pomyślałam, zrobiłam. Zadzwoniłam do Antonia, że chce odejśc ze Studio, a on chciał się spotkać, osobiście i o tym porozmawiać na spokojnie.

14:57... zaraz dyrektor szkoły w której uczę powinien dotrzeć na umówione miejsce i raz na zawsze pozwolić zwolnic mi się z tamtego miejsca. Zaraz chwila... czy to... On?
- Angie...
- O, Boże, Pablo. Przestraszyłeś mnie.
- Wyglądasz jakbyś na kogoś czekała... Mam rację?
- Tak...
- Dowiedziałem się, że masz się tu spotkać z Antoniem...
- No to co się głupio pytasz?
- Dlaczego chcesz się z nim spotkać?
- A to już nie Twoja sprawa.
- Zgaduję, że mnie dotyczy.
- Pablo, skąd ten Twój pomysł, aby mieszać się w moje sprawy?!?
- Bo Cię kocham i nie mogę patrzeć jak cierpisz, a ja nie mogę zrobić nic, żeby Ci pomóc!*
Wzruszyłam się, lecz tego nie okazywałam.
- Kiedy widzę, że jesteś smutna... To po prostu pęka mi serce... Angie... - dokończył.
Pocałował mnie. Cała złość na Niego, nagle nie wiadomo jak zniknęła... wyparowała... Ten pocałunek był szczery... Nie z żalu... z miłości...
- Wtedy mogłeś coś zrobić... - westchnęłam.
- Proszę zrozum mnie... Pamiętasz jak ktoś przed przyjazdem Violi podpalił Studio?
- O, tak. Doskonale...
- Tą osobą była Jackie... Dowiedziałem się o tym i chciałem ją wkopać... Oczywiście się o tym musiała dowiedzieć i zagroziła mi, że udowodni czymś, że to ja podpaliłem naszą szkołę... No i jeszcze jak wyszło na jaw o tej ciąży... Ja nic nie pamiętam... naprawdę...
- To teraz ja Ci muszę coś powiedzieć... Czytałam jej pamiętnik i... nie jest w ciąży... Napisała, że Cie okłamie. Sądziła pewnie, że przez to się do Ciebie zbliży...
W tej chwili pojawiła się Jackie...
----------------------------------------------------------------------------------
Podobał się rozdział?
Komentujcie!
Przepraszam, że (jak na sobotę) dodałam późno rozdział, ale miałam próbę i muszę ugotować obiad (jestem w trakcie :D)

* Mój ulubiony fragment, cytowany z serialu :)

Zaczął się długo wyczekiwany (chyba nie tylko przeze mnie) weekend!
Życzę Wam, abyście fajnie go spędzili.
bloggerka

Ps. Nie wierzę, że minął już tydzień od założenia bloga!
Ps.2. Podoba się troszkę odmieniony wygląd? :)

piątek, 4 października 2013

Rozdział 6 - Nie pozwól uciec marzeniom...

Ten rozdział dedykuję moim 
wszystkim znajomym z klasy.
Na których mogę liczyć.

- No więc... - zmartwił się.
- Powiesz mi o co chodzi? Będzie Ci lżej...
- Jackie jest ze mną w ciąży...
- Hęęę...? Że co?!?
Jak to się mogło stać?!? Byłam w ogromnym szoku.
- Tak, niestety... Ja się nigdy do niej aż tak bardzo nie zbliżyłem... W każdym razie nie pamiętam... Przepraszam, Angie... Zawiodłem Cię... Zrozumiem jeśli nie będziesz chciała przyjąć moich przeprosin, a nawet jeśli nie będziesz chciała się już ze mną... przyjaźnić...
- Co Ty bredzisz Pablo? Ja chce się dalej z Tobą przyjaźnić i kocham Cię.
- Naprawdę? Jesteś wspaniała.
- Ty... chcesz z nią chodzić?
- Nie, ja nic do niej przecież nie czuje...
- To dlaczego nie chcesz być ze mną?
- Bo wiem, ile by Cię to kosztowało. Musiała byś znosić jej częste wizyty... Jakby to ująć? Musiała byś się mną dzielić, a na dodatek ze swoim wrogiem.
- Po pierwsze: nie jesteś nagrodą, którą się dzieli czy wygrywa, a po drugie: kocham Cię i to się liczy. Nie ważne czy będziesz ojcem z Jackie czy nie.
- Też Cię kocham, to nawet mało powiedziane. Uwielbiam, ubóstwiam Cię, ale to nie jest takie proste...
- Ale co tutaj nie jest proste? Nie możesz mi wytłumaczyć?
- Wszystko. Musisz sobie poradzić beze mnie.
- Jak ja mam to zrobić?
- Tak jak to robiłaś do tej pory...
- Ale ja nie wiem jak ja sobie radziłam! Cały czas myślałam o Tobie!
- Angie, zrozum... Ja nie chcę Cię krzywdzić...
- Nie rozumiesz, że teraz mnie krzywdzisz?!?
Pobiegłam do domu, ledwo co utrzymując łzy w oczach.

Zeszłam na śniadanie. Przy stole siedziała już Violetta, Jade i German, który przeglądał pocztę.
- Witaj, Angie. - przywitał się mój szwagier.
- Hej... - mruknęłam.
- Przyszedł do Ciebie list.
- Do mnie? Na ten adres?
- Tak... Dziwne, nieprawdaż? - zapytał wręczając mi kopertę do ręki.
Usiadłam na krześle i otworzyłam ją. Treść listu bardzo mnie wzruszyła. Po policzku zaczęły spływać mi pojedyncze łzy...
"Bądź przy mnie blisko,
bo tylko wtedy nie jest mi zimno."
                                                               Halina Poświatowska 

Najsłodsza!
Znamy się już piętnaście lat.
Piętnaście wspaniałych lat.
Spędziłem z Tobą 
tak wiele wspaniałych chwili,
których nigdy nie zapomnę.
Wiedz, że mimo wszystko
kocham Ciebie,
tylko Ciebie.
Na wieczność oddany Tobie
Pablo
Co to za życie, gdy kochasz osobę, która też cię kocha, ale nie możecie być razem? Wiecie, że jesteście dla siebie stworzeni, ale ktoś nie pozwala wam być razem...
- Angie, wszystko gra? - zapytał mój szwagier.
Kiwnęłam głową i podałam mu list.
- Co to znaczy? Ty i Pablo...?
Rozpłakałam się na głos.
- Chodź, porozmawiamy.
Poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
- No opowiedz mi wszystko... Będzie Ci lżej...
- On... on... i... ona...
- No ciii... - objął mnie. - Spokojnie...
- Taka dziewczyna... jest w ciąży... z Nim...
- Zdradził Cię?
- Nie... Nie wiem...
- Dobrze, przepraszam... Opowiadaj dalej...
- No, a On nie chce ze mną być, bo twierdzi, że mnie tym rani... Bo twierdzi, że przez to dziecko... Chwila. To dziecko przecież nie istnieje!
- Jak to? Wymyśliła je sobie?
- Tak! Czytałam jej pamiętnik.
German spojrzał na mnie jakby miał powiedzieć "Przecież wiesz, że tak się nie robi..."
- Wiem, że nie powinnam tego robić... - dokończyłam.
- To wykorzystaj to i powiedź Mu prawdę.
- Tak uważasz?
- Tak. Z tego listu wynika, że łączy Was prawdziwe uczucie. Zawalcz o tą miłość.
- Dzięki. Umiesz pocieszyć. - uśmiechnęłam się przez łzy.

Zaraz Pablo wejdzie do Resto Band i zaśpiewam mu. Po raz kolejny. Wiem, że on bardzo lubi jak śpiewam, bo wie, że czuje się wtedy szczęśliwa.
- Idzie! - usłyszałam Violettę.
Wszedł, a ja zaczęłam śpiewać "Tienes Todo"
Para todo, para nada,        Na wszystko, na nic,
por si aciertas, por si fallas,           jeśli trafisz, jeśli spudłujesz,
tienes todo lo que hay que tener         masz wszystko czego potrzeba,
para ser quien quieras.       żeby być kim chcesz.
Widziałam, że był szczęśliwy... wzruszony... Po zaśpiewaniu podeszłam do Niego i zacytowałam jedno zdanie z piosenki:
"Nie pozwól uciec marzeniom,
spróbuj je urzeczywistnić"
- Chciała bym, abyś urzeczywistnił moje marzenie. - dodałam.
- A jakie je masz?
- Chcę być z Tobą, zawsze i wszędzie. Chce wyjść za Ciebie i mieć w przyszłości z Tobą dzieci.
- Znowu się tak dla mnie wysiliłaś... Wiesz, że Cię kocham... najmocniej na świecie... ale...
- Nie chcę nawet słyszeć "Nie chcę Cię ranić". Ranisz mnie tym, że nie mogę z Tobą być  nie mogę Cię przytulić... pocałować... Wróć do mnie, proszę...
- Angie, kocham Cię i...
----------------------------------------------------------------------------------
I jest! Rozdział 6!
Resztkami sił został umieszczony na blogu,
ale jak ja coś obiecuję to słowa nie zawsze, ale często dotrzymuję. :P

Miłego weekendu.
bloggerka

Ps. Zobaczcie to -----> ♥Link♥
Ktoś ma ogromny talent :D

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 5 - On mnie kocha... Bardzo mnie kocha...

Ten rozdział jest dedykowany jest
wszystkim dziewczyną nieszczęśliwie zakochanym.

- My nie możemy być razem...
- Pablo, ale... ale jak?!? Dlaczego?!? - poleciały mi łzy.
- Angie, nie płacz, proszę... Po prostu nie możemy.
Byłam zrozpaczona... Byłam prawie pewna, że to właśnie z Nim chcę żyć. Kochałam Go... On mnie też... Czy po prostu mnie wykorzystał? A może bał się, że będę się spotykała z Germanem za Jego plecami? Czy może mnie wykorzystał? Nie, Angie! On by ci tego nie zrobił! On cię kocha!
Zbierałam się do wyjścia. Spojrzałam na Niego. Chyba też za bardzo nie był zadowolony z tego co powiedział. Zawiedziona w końcu wyszłam. Mieliśmy przecież razem mieszkać... Miałam z Nim być...

Wróciłam do domu mojego przyjaciela. Usiadłam na sofie i rozejrzałam się dookoła. Zauważyłam mnóstwo zdjęć, których jakoś nigdy tutaj nie widziałam... On mnie przecież musi kochać! Gdyby tak nie było, nie widziała bym tutaj tych wszystkich. Spojrzałam w prawo, zdjęcie nas razem, na studiach... Spojrzałam w lewo, zdjęcie ze świąt, z zeszłego roku... Dlaczego tak późno obudziłam się z miłością do Niego?
Wzięłam swoje torby z rzeczami (dobrze, że miałam je tylko dwie) i ruszyłam przed siebie. Niestety (a może stety) po drodze spotkałam Violę.
- O, hej, Angie! Jak tam u Pabla?
Gdy usłyszałam Jego imię zadrżałam.
- A wszystko dobrze...
- Czemu jesteś smutna? Dlaczego masz przy sobie te torby?
- Och, Violetto... To bardzo skomplikowane...
- Wyrzucił Cię z domu? Wróć do nas, proszę...
- Nie, nie wyrzucił... Myślisz, że twój tata pozwoli mi wprowadzić się z powrotem?
- Tak, tak! Na pewno! Mogę Cię o coś zapytać?
- Jasne, pytaj...
- Czy Pablo Cię jeszcze kocha?
- Hm... Tak. On mnie kocha. On bardzo mnie kocha.
Tak przynajmniej mi się wydawało.
- Chodźmy do domu. - rozkazała nastolatka.

Viola przekręciła klucz w zamku. Niestety już w progu czekał German.
- Angie... Co Ty tu robisz? I jeszcze z rzeczami?
- Nie chciała bym ci przeszkadzać, ale... Nie mam gdzie się podziać i... spotkałam Violettę na ulicy, no i pomyślałam...
- Tak, Angie, możesz. Nie ma sprawy. Twój pokój stoi pusty.
Skierowałam się już w stronę schodów, lecz on musiał dodać to pytanie...
- Zostawił Cię?
- Nie, On mnie kocha.
Weszłam, rozpakowałam się i poszłam spać.

Byłam w szpitalu. Miałam już wejść do sali, ale usłyszałam głos Jego i... Jackie!?!
- Prawda, że się cieszysz? - zapytała.
- Wiesz, że to bardzo duża odpowiedzialność?
- No, tak... ale nie mamy wyboru.
- Tak...
- Muszę iść. Do zobaczenia.
Na szczęście wychodząc, nasza nauczycielka tańca mnie nie zauważyła. Wchodząc do pokoju poczułam lekką niepewność. Czego się obawiałam? - Nie wiem.
- Jaka duża odpowiedzialność?!? Możesz mi coś tu wytłumaczyć?
- Nie ważne... To naprawdę nic wielkiego.
- Nic wielkiego, tak? To dlaczego to "nic wielkiego" potrzebuje dużej odpowiedzialności?
- Nie chcę Ci tego tłumaczyć. W każdym razie nie tu i nie teraz.
- Dlaczego?
- Bo ten temat powinniśmy rozważyć na spokojnie, a nie w szpitalu! - wrzasnął.
- No, już dobrze... okej...
Nastała chwila ciszy.
- Nie sądziłem, że po tym co Ci powiedziałem będziesz chciała tutaj przyjść...
- Wyganiasz mnie? - uśmiechnęłam się.
- Nie, nie, nie. Z kąt taki pomysł? Bardzo cieszę się, że przyszłaś. - powiedział. - Jutro wychodzę przyjdziesz po mnie?
- Jako...?
- Przyjaciółka. Najlepsza przyjaciółka.
Tego się obawiałam. Wiem, że to zerwanie musiało mieć związek z moim wrogiem.
- Za bardzo Cię kocham, żeby tego nie zrobić. - pocałowałam go w policzek.

Następnego dnia poszłam po Niego. Pomyślałam, że może pomogę mu się spakować.
- Hej, może Ci w czymś pomóc?
- O, tak. Jesteś mi bardzo potrzebna.
- Tak? Do czego?
- Do życia...- zarumieniłam się.
Wracaliśmy do domu spacerując. Rozmawialiśmy o tym i o tamtym.
- Oddałaś pamiętnik Jackie?
- Nie oddam jej jak wrócimy do pracy.
- Wrócimy?
- No, tak... Idę do pracy, wtedy kiedy ty będziesz mógł wrócić... Muszę Ci przecież pomagać..
- Angie... - pogłaskał mnie po policzku.
Doszliśmy już pod dom. German właśnie wychodził z domu. "Muszę mu pokazać, że Pablo mnie nadal
kocha..." - pomyślałam. Pocałowałam Go. Nie protestował. Wyczułam, że chyba mu się to nawet podobało... Mój szwagier odszedł.
- Co Ty robisz? Przecież mówiłem Ci, że nie możemy być razem...
"Ale, gdy Cię całowałam jakoś nie protestowałeś..." - pomyślałam.
- A tak właściwie to czemu?!? Powiesz mi w końcu?
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Tak.
- Ale obiecaj mi, że to nie zmieni relacji między nami.
- Obiecuję, Pablo...
- No więc...
----------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie, co Pablo powie Angie?
Kolejny pocałunek Pangie!
Ale nie bójcie się - Germangie też się jeszcze pocałuje :)

Już jutro piątek!
bloggerka

Ps. Ap ropo piątku... Jutrzejszy rozdział nie pojawi się wcześniej niż przed 18. Gdzieś koło, 19... Najpóźniej 20... Wiem co sobie pewnie myślicie "Zaczyna się weekend, a ona nie wstawi wcześniej rozdziału tylko później", ale otóż idę jutro po szkole ze znajomymi na pizzę, to zabalujemy z jakieś 5 godzin... a później jeszcze trzeba... wytrzeźwieć :D

środa, 2 października 2013

Rozdział 4 - Pablo, nie umieraj...

Ten rozdział chciała bym zadedykować
wszystkim Anonimką, które mnie czytają.
Jeśli piszecie opowiadania, a wahacie się czy założyć bloga -
załóżcie! Warto, naprawdę!

Weszłam do salonu, a tam zobaczyłam... Nieprzytomnego Pabla, który leżał na podłodze!
- Violu, zadzwoń po twojego tatę, musimy zawieźć Pabla do lekarza.
- Tak, tak, już... Halo? Tato? Ja i Angie jesteśmy w domu chłopaka Angie i on leży nie przytomny, mógłbyś przyjechać? To bardzo pilne! Dzięki, czekamy. - rozłączyła się. - Już jedzie...
Nie wiedziałam co się mogło tutaj stać. Mój mężczyzna leżał bezbronny, nieprzytomny na podłodze...
W końcu przyjechał mój szwagier ze swoim asystentem - Ramallo.
- Gdzie jest panienki konkubent? - zapytał.
- Tu leży, pomóżcie mu, proszę...
- Dobrze, dobrze. Już uspokój się Angie... - uspokajał mnie German.

- My zawieziemy Go do szpitala, a Ty odprowadź Violettę do domu i jak to zrobisz to dołącz do nas.
- Dobrze... dobrze... Już się robi...
Szłam ulicą w ciszy. Byłam przybita... Jeśli zapadł w śpiączkę? Przecież może się nie obudzić przez 20 lat...
Zaczęłam nucić pod nosem "Ven y canta", następnie dołączyła do mnie moja siostrzenica i tak całą drogę prześpiewałyśmy. W ten sposób dotarłyśmy pod jej dom.
- To ja już idę. Pa, Violu.
- Cześć, Angie. Zadzwoń jak się czegoś dowiesz.
- Dobrze.

I w końcu! Doszłam do szpitala. Teraz tylko wystarczyło wypatrzeć szwagra, bądź Ramalla...
- Angie! Tu jesteśmy! - usłyszałam.
Obróciłam się. Zobaczyłam Germana.
- Gdzie jest Pablo?
- W tej sali. - pokazał ręką którąś z sal na korytarzu.
- A twój asystent?
- On jest w toalecie.
Nagle z pokoju w którym leżał mój chłopak wyszedł lekarz. Podeszłam do niego.
- Dzień dobry. Co z Pablem?
- Dzień dobry, a pani jest...
- Jego dziewczyną.
- Aha. Stan pana Galindo jest niegroźny. Ma parę siniaków i otarć, ale to przez upadek...
- A wiadomo jak stracił przytomność?
- Tak, stres.
To przez to można też stracić przytomność?
- To znaczy?
- No na przykład dowiedział się o jakiejś strasznej rzeczy i... Wie pani co dalej.
- Tak, tak... Mogę Go odwiedzić?
- Teraz jeszcze jest nieprzytomny, może za godzinę, dwie?
- Dobrze, poczekam, dziękuję.
Doktor odszedł, Ramallo wrócił z łazienki, a mój szwagier zwrócił się do mnie.
- To my już pojedziemy, ale jak by co to masz dzwonić, jasne?
- Jasne, jasne... Przekażcie Violetcie, że wszystko z Pablem w porządku.
- Ok, do zobaczenia.
- Do widzenia, panienko Angie. - rzucił asystent Germana.
Wyszli. Postanowiłam, że pójdę do domu, przygotuję dla Niego coś do jedzenia i wezmę mu jakąś książkę. "Co On by zjadł?" - myślałam po drodze. - "A co chętnie by przeczytał?"
Zdecydowałam, że zrobię mu Jego ulubione kanapki (z dżemem truskawkowym) i do popicia kawę, a co do czytania to może jakiegoś "Harr'ego Potter'a"?

Wróciłam do szpitala, weszłam do sali i położyłam mu rzeczy na malutkim stoliku, który stał obok Jego łóżka. Siedziałam i czekałam, aż się obudzi około 15 minut. Miałam już wyjść, lecz zobaczyłam, że nagle zaczął się budzić. Poszłam szybko po lekarza. Weszliśmy razem do sali.
- Widzę, że wstałeś. Jak się spało? - zapytałam.
Nie odpowiadał. Minę miał bardzo przybitą. Doktor wyszedł już z sali.
- Zrobiłam Ci kanapki jakbyś zgłodniał. Przyniosłam także książkę...
- Angie... - przerwał mi.
- Tak?
- My nie możemy być razem...
----------------------------------------------------------------------------------
Dlaczego Angie i Pablo nie mogą być razem?
Odpowiedź już niedługo!

Przetrwajcie jeszcze te 2 dni szkoły!
bloggerka

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 3 - Angie... przeprowadź się do mnie!

Ten rozdział dedykuję wszystkim, którzy
(tak jak ja) nienawidzą Jackie. 

Wbiegłam do Resto Band przerażona. Zobaczyłam Pabla.
- Coś Ci się stało?!?
- Nie. - powiedział spokojnie.
- Na pewno wszystko w porządku?!?
- Tak, nic mi nie jest.
- A komuś coś się stało?!?
- Nie...
- To co to za ważna rzecz? - powiedziałam już nieco spokojniej.
- No... Chciałem Ci zaśpiewać...
- Wiesz jakiego strachu mi napędziłeś... - na twarzy zrobiły mi się rumieńce.
Wszedł na scenę i zaczął śpiewać "Voy por ti".
Voy Por Ti , Voy..     Idę po Ciebie, Idę...
To było bardzo romantyczne z Jego strony... On wstydzi się śpiewać przed jedną osobą, a co dopiero w takim barze.. I skończył...
- Wiesz, że Cię kocham?
- Nie, nie wiedziałam. - zaśmiałam się.
- Idziemy na spacer?
- Tak, z wielką przyjemnością.

Poszliśmy do parku nad staw. Zrobiliśmy sobie tam piknik.
- Tak świetnie się z Tobą bawię, chciał bym tak mieć codziennie...
- Ja też się z Tobą wspaniale bawię.
- Mam taki pomysł... Może przeprowadź się do mnie?
Ta propozycja mnie zaskoczyła, ale jednocześnie sprawiła, że poczułam w sobie... radość.
- Wiesz, że nie mogę. Muszę być przy Violetcie...
- Ale chciała byś?
- Tak, jak najbardziej.
Zaczęliśmy się zbierać do domu. Po moim ostatnim zdaniu mój chłopak zamilkł. Możliwe, że bardzo mu zależało na mieszkaniu ze mną... Nagle zobaczyłam pod ławką jakiś pamiętnik.
- Poczekaj. - rzuciłam do Pabla.
Podeszłam do notesu, podniosłam go i otworzyłam na pierwszej stronie.
- To jest prywatne. Nie powinnaś tam zaglądać. - powiedział mój chłopak.
- Ale ja tylko sprawdzam do kogo on należy...
Nie wiedziałam czy to co tam pisało było koszmarem, czy wspaniałym snem...
- To pamiętnik Jackie. - powiedziałam.
- Lepiej jej go oddać...
- Spokojnie, zrobię to.
- Angie.
- Tak?
- Powiedzmy sobie szczerze: Ty nie nienawidzisz Jackie.
- No, tak... Każdy o tym wie.
- To powiem w ten sposób: Ty+jej pamiętnik...
- Może i jej nie lubię, ale nie jestem taka jak ona. Nie będę czytała jej prywatnej rzeczy.
- Na pewno?
- Tak.

Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Jej dziennik, leżał sobie, w mojej torbie, tak po prostu... Znalazłam go. To chyba musiało coś znaczyć. Strasznie mnie korciło, aby przeczytać chociaż jedno, króciutkie zdanie. Otworzyłam na losowej stronie:
Buenos Aires, 19.07.2013 r.
Co zrobić, aby Pablo się we mnie zakochał???
Mam nadzieję, że niedługo coś wymyślę.
Stała się najgorsza rzecz,
są razem...
Ta głupowata Angie i On...
Jackie :-)
Heh... Ktoś tu mi chyba zazdrości... Przewróciłam na następną stronę:
Buenos Aires, 23.07.2013 r.
Jest! Wymyśliłam!
Mam plan jak pozbyć się Angie...
Pablo będzie ze mną w ciąży...
Zobaczymy jak zareaguje...
Pocałowałam Go i się pokłócili.
JEST SUPER!
Jackie :-)
O nie, nie, nie! On jest mój i tylko mój!!! W tej chwili drzwi się otworzyły...
- Przepraszam, że bez pukania, ale Violetta mnie wpuściła.
- Spoko... Wiesz co... przemyślałam sprawę i jednak zamieszkam z Tobą.
- Naprawdę?!? To wspaniała wiadomość!
- Też się cieszę.
- A co z Violą?
- Jakoś sobie poradzę... Kiedy się mogę wprowadzić?
- Nawet teraz!
- Juto jest sobota, a ja jeszcze muszę porozmawiać z Germanem. Przyjdź po mnie, jutro rano około jedenastej, dobrze?
- Ależ oczywiście! Już szykuję dla Ciebie miejsce w domu! - powiedział uradowany. - Kocham Cię... - dodał i wyszedł.
- Ja Ciebie też... - westchnęłam. - Ja Ciebie też...

Byłam już spakowana. Została mi tylko najtrudniejsza rzecz do wykonania, mianowicie - rozmowa z moim szwagrem.
- Puk, puk. Mogę? - zapytałam przez drzwi.
- Tak, jasne wchodź. O co chodzi?
- Chciałam cię poinformować, że... przeprowadzam się.
- Jak to? Gdzie? Jak daleko? - zaczął panikować.
- Spokojnie, nie wyjeżdżam gdzieś za granice, czy dalej. Wynoszę się do Pabla. Kocham Go i chcę z Nim być... A co do Violetty to... Słuchasz mnie?
- Tak, tak... Wiedziałem, że to się kiedyś stanie...
- Mianowicie?
- Że On mi Cię zabierze... Po prostu nie mogę tego przyjąć.
Jasne, bo ty zawsze musisz mieć każdego pod kontrolą...
- No, ale cóż... - dokończył. - Nie mogę Ci zabronić się zakochać... wyjść za mąż... Kiedy odchodzisz?
- Jutro o jedenastej.
- Co już jutro?!?
Zbliżył się do mnie. Chciał mnie pocałować. Początkowo byłam z tego zadowolona, ale przypomniałam sobie, że w końcu mam chłopaka...
- Nie, German... Kocham Pabla. - powiedziałam i wróciłam do siebie.

Było już piętnaście po dwunastej, a Jego jeszcze nie było... Gdzie On mógł się podziać?
- I co? Gdzie ten Twój kochaś? Zostawił Cię. - śmiał się mój szwagier.
- Tato. - szturchnęła go Viola. - Angie, nie chciałam tego mówić, ale może... coś mu się stało?
- Sama o tym pomyślałam, ale lepiej, żeby tak się nie stało... Pójdę do Niego.
- Mogę iść z Tobą? - zapytała moja siostrzenica.
- Jasne.
Mój chłopak mieszka trzy ulice od Studio, więc szłyśmy około 20 minut. Gdy doszłyśmy zapukałam raz... drugi... trzeci... nikt nie otwierał.
- Chyba powinnyśmy wejść.
- Chyba tak...
- Ja pójdę przodem.
Weszłam do salonu, a tam zobaczyłam...
----------------------------------------------------------------------------------
I jest! Rozdział pojawił się, aż o 2 godziny przed czasem, jakim miał się pojawić!!!
A co do terści:
Chyba takiej niespodzianki nikt się nie spodziewał :D

Jeszcze 3 dni do weekendu!!!
bloggerka

Ps. Wyłączyłam weryfikację obrazkową :)