Ten rozdział dedykuję
Amistad para siempre,
za te wszystkie miłe komentarze.
- Angie, kocham Cię i... zawsze, ale to zawsze będę przy Tobie, lecz niestety nie mogę nic więcej zrobić...
Byłam zawiedziona. Co ja mam zrobić? Przecież On mnie kocha i ja Go... Nic nie rozumiem...
- Pablo, powiedz mi jedno. Dlaczego uważasz, że mnie ranisz?
W tej chwili do Resto weszła Jackie.
- O tu jesteś kochanie... Co tam porabiasz?Kochanie?!? Że co?!? Czyżby jednak On mnie nie kochał? Okłamał mnie? Poczułam się... zdradzona... oszukana... nie potrzebna...
Wyszłam z baru. Nie wiem nawet, czy poszedł za mną czy nie i tak nie miałam ochoty z Nim rozmawiać. To wszytko co dla Niego zrobiłam... na nic? Był dla mnie najważniejszy na świecie... "Jesteś moją przyszłą żoną, matką moich dzieci..." - cały czas męczyło mnie to zdanie. Przynajmniej już wiem co miał na myśli mówiąc, że mnie rani...
Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Położyłam się na łóżku i myślałam. Większość moich przemyśleń była na temat tego całego zdarzenia, ale (nawet nie wiem dlaczego) myślałam także o pierdołach. Nagle zadzwonił telefon. Nie patrząc nawet na ekran odebrałam.
- Słuchaj Pablo, nie chcę słuchać Twoich głupich tłumaczeń, rozumiesz?!?
- Aaa, to wielka szkoda... - powiedział głos z komórki, który na pewno nie był mojego przyjaciela.
- Przepraszam, kto mówi?
- To ja, German.
- Sorki za tę sytuacje... Po prostu pokłóciliśmy się z Pablem i...
- Dobrze, dobrze... Chciałem Ci przekazać, że nie wrócę za szybko do domu. Mam trochę spraw do załatwienia.
- Nie martw się. Zaopiekuję się Violettą.
- To świetnie. Muszę kończyć, do usłyszenia.
- Pa... - zakończyłam połączenie.
Rozumiem, że między Jackie, a Pablem coś musi iskrzyć skoro do tej pory nie zadzwonił... Nie, Angie, nie! Nie zawracaj sobie głowy swoim byłym przyjacielem. Czy byłym...? - nie wiem.... On już Cię nie kocha! Niestety... Tylko jak pozbyć się uczucia, którym Go darzyłam? Gdyby był tu mój szwagier to bym się mu wyżaliła, ale go tutaj nie ma... Nie rozumiem jeszcze czegoś... Skoro jest z nią, to dlaczego mówił mi, że mnie kocha? Przecież On by mnie nie okłamał...
Następnego dnia obudziłam się w strasznym stanie... Mój pierwszy związek, taki na poważnie, okazał się totalną klapą... Zaczęłam wspominać. Poznałam Go mając 14 lat. Stało się to przez przypadek. Ja i moja siostra, Maria zabrałyśmy na spacer do parku malutką Violettę, miała zaledwie rok... Postanowiłyśmy, że kupimy sobie watę cukrową, więc skierowałyśmy się w stronę fontanny, ponieważ przy niej sprzedawano najsmaczniejszą watę w Buenos Aires. No i stało się... 15 letni Pablo Galindo siedział sobie tak beztrosko na wodotrysku i grał na gitarze, która była... niebieska... akustyczna...
NIE!!! Angie nie myśl o tym! Zostawił Cię! Już Cię nie potrzebuje! Nie kocha Cię! Nie jesteś dla Niego ważna! Sama nie wierzę w to co postanowiłam, lecz to co pomyślałam, zrobiłam. Zadzwoniłam do Antonia, że chce odejśc ze Studio, a on chciał się spotkać, osobiście i o tym porozmawiać na spokojnie.
14:57... zaraz dyrektor szkoły w której uczę powinien dotrzeć na umówione miejsce i raz na zawsze pozwolić zwolnic mi się z tamtego miejsca. Zaraz chwila... czy to... On?
- Angie...
- O, Boże, Pablo. Przestraszyłeś mnie.
- Wyglądasz jakbyś na kogoś czekała... Mam rację?
- Tak...
- Dowiedziałem się, że masz się tu spotkać z Antoniem...
- No to co się głupio pytasz?
- Dlaczego chcesz się z nim spotkać?
- A to już nie Twoja sprawa.
- Zgaduję, że mnie dotyczy.
- Pablo, skąd ten Twój pomysł, aby mieszać się w moje sprawy?!?
- Bo Cię kocham i nie mogę patrzeć jak cierpisz, a ja nie mogę zrobić nic, żeby Ci pomóc!*
Wzruszyłam się, lecz tego nie okazywałam.
- Kiedy widzę, że jesteś smutna... To po prostu pęka mi serce... Angie... - dokończył.
Pocałował mnie. Cała złość na Niego, nagle nie wiadomo jak zniknęła... wyparowała... Ten pocałunek był szczery... Nie z żalu... z miłości...
- Wtedy mogłeś coś zrobić... - westchnęłam.
- Proszę zrozum mnie... Pamiętasz jak ktoś przed przyjazdem Violi podpalił Studio?
- O, tak. Doskonale...
- Tą osobą była Jackie... Dowiedziałem się o tym i chciałem ją wkopać... Oczywiście się o tym musiała dowiedzieć i zagroziła mi, że udowodni czymś, że to ja podpaliłem naszą szkołę... No i jeszcze jak wyszło na jaw o tej ciąży... Ja nic nie pamiętam... naprawdę...
- To teraz ja Ci muszę coś powiedzieć... Czytałam jej pamiętnik i... nie jest w ciąży... Napisała, że Cie okłamie. Sądziła pewnie, że przez to się do Ciebie zbliży...
W tej chwili pojawiła się Jackie...
----------------------------------------------------------------------------------
Podobał się rozdział?
Komentujcie!
Przepraszam, że (jak na sobotę) dodałam późno rozdział, ale miałam próbę i muszę ugotować obiad (jestem w trakcie :D)
* Mój ulubiony fragment, cytowany z serialu :)
Zaczął się długo wyczekiwany (chyba nie tylko przeze mnie) weekend!
Życzę Wam, abyście fajnie go spędzili.
bloggerka
Ps. Nie wierzę, że minął już tydzień od założenia bloga!
Ps.2. Podoba się troszkę odmieniony wygląd? :)



.jpg)
