czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 68 - Powrót Mariottiego

Marotti, Mamutti czy Maskotti?
Dla fanów Y-Mix.
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Siedziałam sobie w Studio. Akurat trwała przerwa. Byłam w pokoju nauczycielskim i czekałam na dzwonek, aby rozpocząć lekcję. Gdy zadzwonił, do pokoju wszedł Antonio i kazał nam chwilkę zaczekać. Minutę później do pokoju wszedł...
- Ej, witajcie!
- Kim pan...?
- Nie poznajecie mnie? - zapytał mężczyzna. - Przecież to ja!
- Ach, no tak! Już wiem! - powiedziałam bez przekonania.
- No więc, kim ja jestem?
- Ty... jesteś... mężczyzną... który... nazywa się...
- Nazywa się... - pośpieszał mnie mężczyzna.
- Nazywa się...
- Marotti!
- A no tak! Jak dawno cię nie widziałam! Nie zmieniłeś się, wcale.
- To dlaczego nikt mnie nie poznał?
- Bo masz bardzo trudne nazwisko, Maskotti.
- Marotti!
- No tak powiedziałam, Mamuczi.
- Marotti!
- To może ja już się lepiej zamknę? - zaproponowałam.
- Jak mi miło się znowu z tobą zobaczyć. - powiedział Pablo.
- Mnie z Tobą też, Pablito! - nie będę ukrywała, że to zabrzmiało trochę dziwnie.
- Żółwik. - mój mąż chciał z nim przybić żółwika.
- No co Ty? Nie wiesz, że żółwiki są już dawno nie na topie? Teraz modne są dzióbki.
- Dzióbki?
- No, przybij dzióbka!

- Nie wiem, czy to był dobry pomysł...
- Też nie wiem... Mam nadzieję, że nie zaczną się teraz przez to kłócić...
- Następny, proszę! - krzyknął Marotti.
Spojrzałam na listę. Tak... teraz kolej mojej malutkiej Violi... Mam nadzieję, że dobrze sobie poradzi śpiewając nawet tą głupią piosenkę... "Destinada a brillar"...  Oczywiście wiadomo, kto napisał tę piosenkę...
Quién le pone límite al deseo           Kto stawia granice pragnieniu, oh.
cuando se quiere triunfar                Kiedy chce tryumfować.
No importa nada                            Nie obchodzi mnie nic,
Lo que quiero es cantar y bailar       To co chcę, to: śpiewać i tańczyć.
- Brawo, brawo! Cudownie! - zaczął krzyczeć Marotti.
- Dobrze, dziękujemy. - powiedział Gregorio. - Następny!

- I jak tam Violu? Udało ci się?
- Angie... Przeszłam do dalszego etapu!
- Och, gratuluję! A kto będzie twoim partnerem?
- Właśnie miałam iść i zobaczyć. Pójdziesz ze mną?
- Oczywiście.
Podeszłyśmy do tablicy, na której zawsze wisiały najważniejsze wydarzenia związane ze Studiem, a czasami z Y-Mix. Od razu znalazłyśmy kartkę, na której było napisanie z kim kto będzie w parze w konkursie programu oraz jaką piosenkę będą musieli zaśpiewać, aby przejść do finału. Niestety, dalej przeszło tylko pięć par. Gdym ja o tym decydowała, to wszyscy by wygrali.
Camilla i Broudway - "Te creo"
Francesca i Tomas - "Entre tu y yo"

Naty i Maxi - "Voy por ti"
Ludmiła i Diego - "Tienes Todo"
Violetta i Leon - "Podemos"

Osobiście uważam, że Violetta miała pecha, co do wyboru chłopaka do pary. Biedaczka... Jest tak bardzo skłócona z Leonem, a ma z nim śpiewać taką romantyczną piosenkę?
- Dlaczego?!? Dlaczego wszyscy dostali drugą połówkę, taką jakby chcieli oprócz mnie i Diego?!?
- No wiesz, Violu... To jest reality-show...
- Ja idę porozmawiać z Mamuttim! - zdenerwowała się nastolatka i poszła szukać prowadzącego Y-Mix.
- To jest Marotti... - powiedziałam, mimo, iż wiedziałam, że mnie już nie usłyszy.

- Przykro mi Violetta, ale tak musi być. Widzowie kochają Leonette!
- Ale... Chwila. Co kochają widzowie?
- Nie co tylko kogo! Leonette!
- Leonette?
- Tak! Tak samo jak kochają Naxty*, czy Bromi...
- Ja już nic nie rozumiem! - powiedziała nastolatka wychodząc. - Już zostanę z tym Leonem!

----------------------------------------------------------------------------------
Co sądzicie o powrocie Y-Mix? - Komentujcie!
* - spotkałam się z różnym napisem: Naxty, Naxti, Naxi...
Osobiście sądzę, że wersja pierwsza jest najlepsza.

Już jutro piątek!
bloggerka

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 67 - To znowu ty?

Dla pewnej osoby,
na którą jednak mogę liczyć...
Szłam sobie ulicą. Wracałam właśnie od Violetty i miałam zamiar wrócić do domu. Nagle z Resto Bandu wyszła dziewczyna, którą wydawało mi się, że już kiedyś widziałam. No i się jednak nie pomyliłam...
- Dlaczego nie jesteś w więzieniu?
- A co Cię to obchodzi?
- Bo jak dobrze pamiętam, to dostałaś wyrok 12 lat!
- Ale wyszłam za dobre sprawowanie.
- Ty? Ty wyszłaś za dobre sprawowanie?
- Jak mi nie wierzysz, to nie wierz! Ja wiem swoje! - powiedziała i odeszła.
Czym prędzej pośpieszyłam do domu, aby powiedzieć o tym wszystkim mojemu mężowi. Miałam nadzieję, że nie posądzi, iż jestem jakąś wariatką, czy coś...
- Nie uwierzysz, kto uciekł z więzienia! - powiedziałam wchodząc.
- Mój tata?
- Gorzej...
- Hm... No nie wiem.
- Jackie! Pablo, Jackie wyszła na wolność, rozumiesz?
- Wypuścili ją o 11 lat wcześniej?
- Nie mam pojęcia... Wydaje mi się to trochę podejrzane...
- Przecież nie wyszła by! Ona musiała uciec! Musimy coś zrobić, aby tam wróciła, bo znowu niepotrzebnie namiesza w naszym życiu...
- W stu procentach się z Tobą zgadzam, Pablo, ale co my możemy zrobić?
- Ktoś musi nam pomóc.
- Wiem, przecież sami nie damy rady...
- Przecież musimy coś z nią zrobić.
- No wiem... To co, prosimy o pomoc Antonia?
- Spróbujmy sami się dowiedzieć, co i jak. Jak już będziemy wiedzieć i to będzie nas przerastać, to wtedy się zwrócimy o pomoc do niego. Co Ty na to?
- Możemy tak zrobić. Sądzisz, że sobie poradzimy?
- Tak.

Następnego dnia w drodze do Studia, na słupie, zobaczyłam ogłoszenie. Gdyby nie to, że było na nim zdjęcie Jackie, nie zainteresowała bym się nim. A treść jego była następująca:
"Jacqueline Saenz (lat 27) uciekła z więzienia. Jeśli ktoś by ją zauważył proszę natychmiast zgłosić się na komisariat! Kobieta dostała 12 lat więzienia."
"No to się nieźle wpakowała..." - pomyślałam i chwilę później już byłam na policji.

- Dzień dobry. Czy jest tutaj ktoś?
- Tak. Komisarz Marek... - policjant urwał w połowie zdania. - O, nie. To znowu pani...
- Widziałam Jackie.
- To świetnie...
- Nie chce pan wiedzieć co z nią?
- A co mnie obchodzą pani koleżanki?
- To nie moja koleżanka! To Jacqueline!
- Ach... Mogła pani tak od razu. Kiedy i gdzie ją pani widziała?
- Koło baru "Resto Band", które jest koło Studio 21, około godziny 12...
- Dziękujemy pani za zeznania. Do widzenia!
- I to wszystko?
- Tak. Do widzenia!
- Dobrze, dobrze... Już wychodzę... - powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
"Ale ten policjant jest nieuprzejmy..." - pomyślałam sobie.

Następnego dnia Jackie została złapana przez policję, czego dowiedziałam się od Pabla. Podobno w telewizji podziękowali mi za to, że pomogłam im ją złapać. Aż dziwne... Nie spodziewałabym się tego po tym nieprzyjemnym policjancie. "Angeles Galindo pomogła nam złapać tą groźną przestępczynie..."
----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że rozdział dzisiaj tak późno,
lecz chciałam go wydłużyć, żeby nie był taki krótki jak wczorajszy :)).
Jednak, jak sami widzicie, za bardzo mi się to nie udało.
Mam nadzieję, że się podobał :))).

Komentujcie!
bloggerka

Ps. Co sądzicie o polskiej wersji "Libre soy" - "Mam tę moc"?
Ps.2. Jeśli nie chcecie oglądać teledysku do "Piosenki na dzisiaj"
to włączcie ją od 1:30.

wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 66 - Podział obowiązków


Ach, te obowiązki...
- Zgoda, ale Ty będziesz zmieniał pieluchy. - ja z Pablem toczyliśmy dyskusję.
- Dlaczego ja?
- Bo ja będę je karmiła.
- Ale karmienie jest przyjemniejsze niż zmienianie pieluch!
- Och, Ty zawsze znajdziesz jakieś "ale".
- Ale taka jest prawda!
- I kolejne "ale"!
No i co poradzić, jeśli ma się takiego upartego męża? Kocham Go, naprawdę, ale czasami jest taki uparty, że... Ach! Miałam się z nim dalej kłócić, lecz rozległo się pukanie do drzwi. Wstałam i otworzyłam je, a za nimi stała... Violetta.
- Co robicie?
- Dzielimy się obowiązkami.
- Tak? Jakimi?
- Obowiązkami zajmowania się naszego dziecka.
- Angie, przecież jesteś dopiero w osiemnastym tygodniu ciąży!
- Wiem, ale zawsze się lepiej przygotować.
- To może ja nie będę Wam przeszkadzała?
- Nie, nie... Zostań.
- Dzięki. - uśmiechnęła się siadając na kanapie. - Widzę, że nie najlepiej wam idzie. - zerknęła na naszą listę, która była cała zamazana.
- Oj tam, oj tam... - powiedział Pablo.
- Z Tobą nie można dojść do porozumienia!
- Zupełnie jak z Tobą!
- Dobra, przestańcie się już kłócić! - krzyknęła moja siostrzenica. - Nie wiem, czy wiecie, że 90% rozwodów powstaje na skutek podzielenia obowiązków w małżeństwie?
- Sprawa pierwsza: to są tylko żarty, a sprawa druga: kto ci tak powiedział?
- Sama to wymyśliłam, żebyście przestali się już kłócić. - odparła.
- Nie masz się co martwić. My się kochamy. - powiedział Pablo, a następnie mnie pocałował.
- No i to mi się podoba! - odrzekła nastolatka. - Może Wam pomogę?
- Jeśli chcesz...
- To dajcie mi to... - podałam jej listę. - Pablo będzie wstawał do dziecka w poniedziałki, środy, piątki, Angie w pozostałe dni. W niedzielę będziecie się zmieniali.
- Dobry pomysł. - powiedziałam.
- Okej, mamy wstawanie, a co z resztą?
- Angie karmi, a Pablo przewija.
- Dlaczego ja? - mój mąż miał pretensje.
- Bo Ty jesteś chłopakiem.
- Chłopaki mają przerąbane...
----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że taki krótki, lecz nie miałam czasu go przedłużyć.
Mam nadzieję, że się chociaż podobał :)).


Pozdrawiam
bloggerka


Ps. Wczoraj, pisałam Wam recenzję filmu "Frozen" - "Kraina Lodu" i wspominałam Wam o polskiej wersji "Libre soy" - "Mam tę moc". Otóż, dzisiaj moja siostra znalazła polską wersję na YouTube! Jeśli chcecie jej posłuchać, zapraszam tutaj - "Mam tę moc"

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 65 - Syn czy córka?

Dla pewnej osoby...
Dziękuję, że dodałaś mi dzisiaj odwagi!
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
W którąś jesienną sobotę, razem z Pablem, ustaliliśmy, że pójdziemy odwiedzić Jego ojca w więzieniu. Byłam szczęśliwa, że mój mąż przełamał wreszcie swoją dumę i postanowił się pogodzić z ojcem. Mało by brakowało, a żałował by swojego błędu bardzo długo, gdyż gdyby nie jego zdanie w sądzie, że się na niego już nie gniewa, że nie ma mu za złe, jego ojciec mógł by pójść siedzieć na dziesięć lat! Gdyby to zrobił, pewnie ja też nie darowała bym Mu tego, mimo, iż ta sprawa mnie nie dotyczy. No już nie ważne, bo przecież w końcu to powiedział... Jego tata, został poinformowany, że odwiedzimy go w ten dzień. Gdy już się do niego wybieraliśmy do mojego męża zadzwonił Antonio, że znowu są problemy z Gregorio. Powiedziałam mu, aby poszedł do Studia i się nie martwił, bo pójdę i odwiedzę Jego tatę sama. Z początku nie chciał się zgodzić, bo w końcu to sobota i wszyscy mają wolne, tylko On musi pracować... Wytłumaczyłam Mu, że godząc się na posadę dyrektora, powinien się tego spodziewać. Po dość krótkiej rozmowie, zdecydował się pójść na spotkanie z naszym nauczycielem tańca. Kazał mi tylko uważać, aby znowu nikt mnie nie porwał, w drodze, na komisariat. Gdy doszłam, udało mi się szybko spotkać z Michaelem.
- Kogo będziecie mieli? Syna czy córkę? A może bliźniaczki?
- Tak szczerze, to nie wiemy...
- Jak to nie wiecie?
- No, my po prostu chcemy mieć niespodziankę... - odpowiedziałam.
- Och, kochana! - odrzekł. - Niespodzianki to się robiło kilkadziesiąt lat temu, kiedy medycyna nie poszła jeszcze tak daleko, w górę! Teraz to każda kobieta decyduję się, na USG, bo chce wiedzieć, jaki kolor ubranek kupić, jakie zabaweczki...
- No to ja nie jestem, jak każda kobieta.
- A jeśli będziesz miała bliźniaki? To co zrobisz? Będziesz na szybko kupowała drugie łóżeczko?
- Rozumiem, że chcesz, abym zrobiła ten test, tak?
- To jest tyko moja rada. Zrobisz, jak będziesz uważała.
Wyszłam z sali z dość dziwnymi myślami. Nie za bardzo pamiętam, o czym tak właściwie myślałam, lecz doskonale pamiętam, że moje myśli dotyczyły mojego dziecka. Szłam do domu powolnym tempem, na każdym kroku rozmyślając, czy powinnam zrobić to badanie. Pierwsza myśl, jaka mi wleciała do głowy, to to, że jest jeszcze za wcześnie, aby stwierdzić płeć, ale przecież jeśli bym się teraz tym nie martwiła, to później miała bym za dużo problemów, żeby o tym pomyśleć. Doszłam do swojego domu. Nacisnęłam na klamkę. Drzwi się otworzyły, co znaczyło, że Pablo był już z powrotem. Weszłam do środka, zdjęłam z siebie płaszcz, oraz kozaki. Zaczęłam rozglądać się, w którym pomieszczeniu znajduje się właśnie mój mąż. Znalazłam Go w kuchni.
- Chcesz się dowiedzieć, czy będziesz miał córkę czy syna? - zadałam Mu pytanie z zaskoczenia.
- A Ty byś chciała?
- Pierw Ty mi odpowiedz, chciałbyś czy nie?
- Chciałbym mieć niespodziankę...
- Uff... Całe szczęście... Już myślałam, że tylko ja jestem tak do tyłu...
- Nie rozumiem...
- Twój ojciec...
- Tata. - przerwał mi Pablo.
- Dobrze. Twój tata, twierdzi, że powinnam zrobić USG i się dowiedzieć, żebym wiedziała jakie zabaweczki mam mu kupić i tak dalej...
- Ma też trochę racji.
- Jak kazałam Ci się z nim pogodzić, to nie kazałam Ci zawsze stawać po jego stronie.
- No, ale tutaj muszę się z nim w połowie zgodzić. Nie całkowicie. Dobrze było by się wcześniej przygotować. Jeśli byśmy mieli dziewczynkę, to kupić jej różowe mebelki, lalki, ubranka... A jeśli chłopca, to jakieś niebieskie ciuszki, samochodziki... Ale z drugiej strony, fajnie jest mieć taką milutką niespodziankę.
- Co w końcu zrobimy z naszym maluszkiem?
Po godzinie ciężkich namysłów, pomysłów itp. w końcu ustaliliśmy co robimy. Czy robimy ten nieszczęsne USG, czy nie? W każdym razie, do pewnego czasu wydawało mi się, że decyzja została podjęta.
- To postanowione, tak?
- Tak. Zrobisz to USG. - odparł mój mąż.
- Pablo, przed chwilą ustaliliśmy, że tego nie zrobimy!
- Ale dlaczego?
- Bo chcemy mieć niespodziankę!
- Co? Naprawdę, tak ustaliliśmy?
- I widać jak Ty mnie słuchasz...
- Angie, ja Cię naprawdę słucham, ale z naszej rozmowy wywnioskowałem, że zrobimy to badanie.
- To źle wywnioskowałeś.
- No dobrze, dobrze... Już się uspokój... Jeśli nie chcesz, to tego nie zrobimy...
- To ja już nie wiem...
- Mogę zadecydować za Ciebie?
- No, proszę bardzo... - westchnęłam.
- Nie robimy tego USG i koniec kropka!
- I ta decyzja mi się podoba... - uśmiechnęłam się.
----------------------------------------------------------------------------------
Informacja na temat dziecka Angie miała się pojawić dopiero w ok. 70 rozdziale,
lecz pewna osoba ciągle się o nie dopytuje,
więc postanowiłam zmienić kolejność rozdziałów i wcisnąć ten tutaj :)).

Pozdrawiam
bloggerka

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 64* - Muszę mu wybaczyć...

Dla fanów naszego kochanego
Pabla!

♫ Piosenka na dzisiaj ♫
* - rozdział widziany oczami Pabla.
- Ja... będę zeznawał.
- A więc proszę powiedzieć jak się pan nazywa, gdzie mieszka i ile ma lat.
- Nazywam się Pablo Galindo, mam prawie 30 lat, mieszkam w Buenos Aires.
- Co pan wie, o sprawie, za którą jest odpowiedzialny pański ojciec?
- Posądzono go o rzecz, którą rzeczywiście zrobił. Nie można zaprzeczyć, są na to dowody, lecz chcę, aby wszyscy, którzy mnie teraz słyszą, dowiedzieli się, że... - spojrzałem się na Angie, następnie na swojego tatę. - Proszę o złagodzenie wyroku dla niego.
- Z raportu wynika, że państwo nie widzieli się przez dwadzieścia lat. Nie jest pan zły na swojego ojca, że wyjechał i zostawił pana?
- Kiedyś był bym, lecz zmądrzałem i mu wybaczyłem.
Spojrzałem się ponownie na swoją żonę. Uśmiechnęła się do mnie. Widoczne była dumna, z tego, co powiedziałem. Zerknąłem niepewnie na ojca. Też wydawał się być szczęśliwy, że w końcu mu wybaczyłem. W duchu także byłem dumny i wesoły, że mam szansę odzyskać swojego tatę. Nie powinienem już go nazywać ojcem. Gdy byłem mały, dowiedziałem się od swojej mamy, że wypowiedzenie się o swoich rodzicach "ojciec", "matka" to znaczy, że nie ma się dla nich szacunku. Dlatego powinienem mówić do niego z powrotem "tato"... Tak jak dwadzieścia lat temu, kiedy byłem małym chłopcem.
- Nigdy się o to nie pytałem... - rzekł sąd. - Jak pan sądzi, ile lat, pański ojciec powinien siedzieć w więzieniu?
- Ile lat? Moim zdaniem co najwyżej miesiąc.
- Wysoki sędzio! Wznoszę sprzeciw! - krzyknęła Ami.
- Proszę o ciszę! - rozkazał sędzia. - Przecież on uprowadził pańską żonę.
- Tak, ale zrobił to, aby mnie odzyskać. Nie zrozumie pan tego...
- Więc nie jest pan na niego wściekły, za to, że porwał pana żonę? Nie bał się pan o nią?
- Oczywiście, że się bałem.
- Dobrze... Dziękuję panu. Może pan już odejść od barierki.
Tak jak mi kazali, tak też zrobiłem. Usiadłem na sali, obok Angie.
- Słusznie postąpiłeś. Jestem z Ciebie dumna.
- Miałaś rację... Powinienem zrobić to już dawno temu...
- Powinieneś z nim jeszcze porozmawiać.
- Tak, wiem. Zrobię to jutro. Dzisiaj już nie będzie czasu.

- Pan Michael Galindo otrzymuje rok więzienia. - oznajmił sąd. - Proszę usiąść. - wszyscy wykonali rozkaz. - Niech się pan cieszy. - skierował się do mojego taty. - Gdyby nie prośba pańskiego syna i synowej dostał by pan nawet siedem lat. Musi pan być wdzięczny rodzinie, że się za panem wstawiła. Chce pan jeszcze dodać coś na koniec?
- Tak, wysoki sądzie. - odparł mój tata. - Chcę, aby wszyscy wiedzieli, że jestem wdzięczny losowi, za to, że dał mi tak wspaniałego syna, taką cudowną i piękną synową, oraz, że niedługo na ten świat przyjdzie mój wnuczek, bądź wnuczka.
- Dziękujemy, za tak piękne słowa na koniec rozprawy. Oznajmiam, że rozprawa zostaje zamknięta! - powiedział sędzia.

- Dziękuję synu, że zechciałeś się ze mną spotkać.
- Sądzę, że musimy porozmawiać.
- Ty chcesz ze mną rozmawiać?
- Tak. Mamy chyba o czym, prawda?
- Też tak uważam.
- Chciałem ci powiedzieć, że przepraszam, za to jak się zachowałem. Dopiero niedawno zrozumiałem, że jesteś bardzo ważny dla mojej rodziny, mimo, iż wcześniej wystawiłeś moją mamę i mnie na próg. - powiedziałem.
- To teraz daj mi się wytłumaczyć. - poprosił mój tata. - Zrobiłem to, aby lepiej się wam żyło.  Chciałem zarobić trochę pieniędzy, żebyście nie musieli żebrać na chleb. Nie zastanawiałeś się nigdy, skąd mama ma tyle pieniędzy? Skąd ma pieniądze, aby Cię utrzymać, wysłać na zajęcia z tańca, z muzyki? Co miesiąc przesyłałem wam pięć tysięcy euro. Przelicz sobie to na nasze.
- Dlaczego mówiłeś, że nigdy nie umiałem tańczyć?
- Mówiłem tak, aby Cię zmobilizować. Widzisz, udało się.
----------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)).
Spoiler i piosenka w zakładce "Piosenka na dzisiaj", pojawi się dopiero ok. 19,
gdyż już powinnam wyjeżdżać na "Krainę Lodu". :D

Widzieliście nową stronę "Obsada"?
bloggerka