sobota, 6 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 5 - Próba do projektu

Czego jeszcze Angie dowie się od Leona?
Zapraszam! :)
- Rozmawialiście o Violetcie? Powiedziałaś mu, że ona żyje?
- Nie. Nie zdążyłam, bo wszedłeś do domu, ale miałam taki zamiar. Dlaczego mu nagadałeś takich bzdur?
- Jest taka głupia sprawa, bo... Sergio sądził, że ja nadal coś czuję do Violi, bo nie pozwalałem mu zabrać zdjęcia, na którym jestem razem z nią i się przytulamy... Musiałem coś wymyślić i powiedziałem mu, że twoja siostrzenica umarła, a to zdjęcia stoi tam po to, żebym o niej pamiętał...
- Aha... A dlaczego robiłeś wielką aferę z tego zdjęcia? Przecież co za różnica, gdzie to zdjęcie będzie stało? - spytałam.
Dlaczego miałam wrażenie, że on się teraz przede mną otworzy? Że powie mi prosto z mostu, iż jest jeszcze po uszy zakochany w Violi? Że z każdym dniem myśli o niej coraz mocniej? Że żałuje, iż kilkadziesiąt lat temu oddał ją Diego? Tak bez walki? Nie wiedziałam czemu tak sądziłam... Przecież cieszyłam się, że Violetta jest z tym, kim teraz jest. Jej mąż jest naprawdę cudowny i wystarczyła mi jedna chwila, aby go dobrze poznać... Stwierdziłam, że dobrze robi zrywając z Leonem... Więc skąd te moje myśli?
- To zdjęcie o niej mi przypomina... Wyjechała stąd z moim wrogiem... Niech sobie z nim będzie szczęśliwa i o mnie zapomni, ale ja będę o niej pamiętał... zawsze... Dla mnie to zawsze będzie ta sama Violetta Casttio... Jak dla mnie, ona ma tylko to nazwisko... Dla mnie Violetta Casttio-Handeraz nie istnieje... Mimo, że ona pewnie nie chce mnie pamiętać, ja nadal traktuję ją jako swoją przyjaciółkę...
Siedziałam tam ze spuszczoną głową i wsłuchiwałam się w każde słowo... Tak właściwie, za bardzo nie wiem co się zadziało między nimi na pożegnaniu mojej siostrzenicy, ale wiem, że Viola wyjechała stąd z nim skłócona... Toteż dlatego nie chciałam brać Leona do tego projektu, ale nie miałam innego wyjścia... Chociaż z drugiej strony pomyślałam, że tak właściwie, to może dzięki mnie się pogodzą... Ale sama za bardzo w to nie wierzyłam...
- A co z Larom? Jesteście parą? [ale mi się zrymowało chodź nie miało xD]
- Tak... Oświadczyłem jej się...
- W takim razie gratuluję... - widziałam, że posmutniał... i wiedziałam, że to przeze mnie... - Ja już będę leciała... Pamiętaj, że jutro o dziewiątej w Studio pierwsza próba...
- Jasne... - odparł, ale nie wydawało mi się, żeby mnie słuchał.
- W takim razie do zobaczenia. - wyszłam.
Nim całkowicie zamknęłam za sobą drzwi, spojrzałam się jeszcze na jego twarz. Ewidentnie przeze mnie zrobił się ponury... Chyba popsułam mu dzień... No, ale musiałam się tego dowiedzieć... Przy wyjściu zamieniłam jeszcze parę zdań z Sergio i ruszyłam do domu.

Byłam w Studio. Właśnie zadzwonił dzwonek na lekcję i wyszłam z pokoju nauczycielskiego, aby dojść do klasy z którą miałam teraz zajęcia. Była to grupa do której chodziła moja córka. Na tą godzinę mięli się zjawić Leon i Violetta. "Możliwe, że się spóźnią..." - pomyślałam zamykając za sobą drzwi. Nagle zobaczyłam, że głównym wejściem wchodzi właśnie moja siostrzenica.
- Hej, Violu. - przywitałam się.
- Ooo... Cześć Angie. - przytuliłyśmy się.
- Przyszłaś w samą porę, bo właśnie dzwonił dzwonek na lekcję.
- Tak? No to chodźmy. Chciałam przyjść wcześniej, ale gdy przyleciałam poszłam do taty, bo będę u niego mieszkała przez ten tydzień, i oczywiście nie obeszło się bez wywiadu. - zaczęłyśmy podążać powoli w stronę sali.
- No nie dziw mu się. Kiedy ty tutaj ostatnio byłaś? Chyba na gwiazdkę.
- Co racja, to racja. - weszłyśmy do klasy.
Wtem nagle kątem oka spostrzegłam... Leona... Miałam nadzieję, że Violetta, go teraz nie zobaczy, ale nie wyszło... Gdy go przyuważyła, przestała mówić i zwróciła na nim całą swoją uwagę. Chłopak zaczął coraz bliżej nas podchodzić.
- Co on tutaj robi? - szepnęła spoglądając wściekłym wzrokiem na mnie.
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, gdyż jej były podszedł już do nas. Przywitał się, rzucił parę miłych słówek i zaczęliśmy pracę. Pierw przedstawiłam dzieciakom osoby, z którymi miały pracować. Oczywiście, nie musiałam tego robić, bo każdy ich dobrze znał, ale chyba tak wypadało... Później rozdzieliłam im dwie mniejsze sale, aby każdy z grup mogła osobno ćwiczyć. Co chwila chodziłam od jednej do drugiej klasy, aby sprawdzić, jak idą przygotowania, lecz gdy zakomunikowałam mojej siostrzenicy, że pójdę już do pokoju nauczycielskiego, ona nagle stwierdziła, że musi jak najszybciej porozmawiać z Leonem. Kazałam jej skierować się ku mojemu celu [tzn. ku pokojowi nauczycielskiemu] i powiedziałam, że zawołam chłopaka. Zgodziła się. Powiedziała uczniom, że wychodzi i, że mają dalej ćwiczyć. To samo zrobił Verdas, gdy zawiadomiłam go, że w pokoju nauczycielskim czeka na niego moja siostrzenica i chce z nim teraz, w tej chwili porozmawiać.
- Leon, co ty tutaj robisz?
- Angie poprosiła mnie o pomoc w swoim projekcie, bo nie miała kogo wziąć do grupy chłopaków.
- To znaczy, że... będziesz z nami pracował?
- No raczej tak... - dziewczyna odwróciła się do niego tyłem.
- Nie, nie, nie... To nie miało tak być... - próbowała się uspokoić. - Ach... - wzięła głęboki wdech, wydech i odwróciła się z powrotem przodem do chłopaka. - Z resztą to tylko taka jakby praca... To tylko tydzień, a jeśli się nie mylę jesteśmy przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi? Czyli wybaczyłaś mi to, co się wydarzyło na lotnisku?
- A czy coś się wtedy stało? - uśmiechnęła się. - Bo ja nic złego nie pamiętam.
- Więc to w ten sposób... - Leon mruknął pod nosem. - Wiesz... Coś mi się pomyliło, przyjaciółko. - jego kąciki ust uniosły się wyżej.
- Angie! - krzyknęła moja siostrzenica. - I tak wiemy, że wszystko słyszałaś. - weszłam do sali. - Sama wiesz, jak to wygląda, więc mogę wziąć udział. Pogodziliśmy się.
- Ja? Coś słyszałam? Nie... Wydaje ci się. - to było mało wiarygodne. - No, ale nie ważne. Fajnie, że wystąpisz. Bynajmniej nie mam ochoty szukać teraz kogoś na zastępstwo za ciebie... Pomyślałam jeszcze, że na końcu moglibyście wystąpić jako duet. - nie wiem, czy to był dobry pomysł, ale musiałam to zaproponować. - No, bo wiecie... Będzie duża publika i występ takich gwiazd jak wy to będzie coś wspaniałego. - a co tam! Niech Violetta zezłości się już na mnie całkowicie...
- W sumie dobry pomysł. - usłyszałam z ust Violi. - A co mięlibyśmy zaśpiewać? - chwila, czy ja się nie przesłyszałam?
- No nie wiem... - do głowy przychodziły mi różne ich wspólne piosenki, lecz niestety wszystkie opowiadały o ich miłości... - Hm... Na przykład... O, mam! "Hoy somos mas"!
Starałam się coś na szybko wymyślić. Przecież to nie mogło być "Nuestro camino", "Amor en el aire"... Wszystko mówiło o tym jak sami wzajemnie się kochają... Ale to było dawno temu... Teraz z tego co usłyszałam są przyjaciółmi, a znając moją siostrzenice nadal kryje żal do Leona za to, tą ich kłótnie na lotnisku... Ona taka jest, ale cóż poradzę? Chwilę później skapnęłam się, jaki tekst ma owa piosenka, którą im zaproponowałam. "...Wszystko było warto aż do teraz, bo przynajmniej cię poznałam...". No, ale lepsze to niż na przykład "Podemos".
- To co wy na to? - zapytałam.
- Ja bardzo chętnie. - odparł były Violetty.
- Pod jednym warunkiem. - odparła moja siostrzenica.
- Słucham. - powiedziałam.
- Dzieciaki będą wtedy występowały z nami jako chórki i tancerze.
- Jasne! - ucieszyłam się. - Nie ma sprawy. One pewnie też będą z tej propozycji zadowolone tak, jak ja.
- Już wszystko omówiliśmy? - zapytał Leon. - Przydało by się wrócić i zacząć próby...
- Co racja, to racja. - uśmiechnęłam się. - Traficie do klas?
Oboje przytaknęli. Opuścili pokój nauczycielski i oddalili się do uczniów. Ja w tym czasie zostałam w Studio, czytałam moje ulubione czasopismo i popijałam kawę.
"Och, Angie... Widzisz jaka jesteś dobra? Mało, że uszczęśliwiłaś dzieciaki tym, że mogą wystąpić ze swoimi idolami, to jeszcze pogodziłaś ze sobą Violettę i Leona. Jesteś wspaniała!" - pomyślałam sobie i zaczęłam czytać gazetę.

Nic dodać, nic ująć :).
Jak Wam się podoba teledysk do "I only want to be with you" Lodo?
Mnie się strasznie spodobał ^_^

Dobranoc! <3
bloggerka

czwartek, 4 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 4 - Rozmowa z Leonem

Czy opisanym przez Angie mężczyzną był Leon?
Tego dowiecie się już dzisiaj! ;)
- Tak. Pan Verdas nadal tutaj zamieszkuje. Chwilowo jest nieobecny w domu, ale zaraz przyjdzie. Proszę, niech pani wejdzie. - przesunął się, żebym zmieściła się w drzwiach.
- Nie... Skoro go nie ma, to nie będę robiła problemów...
- Ależ proszę pani! To żaden problem. Pan Leon zaraz się pojawi, naprawdę. Może pani zaczekać.
- Skoro pan tak uważa... - weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać.
Ku moim oczom ukazał się długi korytarz. Na jego ścianach wisiały obrazy, albo zdjęcia... Nie mogłam tego stwierdzić, gdyż stałam za daleko... Znajdowało się tam bardzo dużo drzwi, a sam korytarz do przyjemnych nie należał, gdyż był cały w ciemnych kolorach...
- Proszę, proszę... - wskazał mi drzwi. - Zapraszam do salonu...
Spodziewałam się, że w nim także będzie ponuro, szaro i nie przyjemnie... W połowie miałam rację. Cały pokój, łącznie z jego wystrojem, był w ciemnych kolorach, ale nie tak źle to wyglądało... Czarna, skórzana sofa, pięknie komponowała się ze szklaną, ciemną ławą. Na półce stał wielki telewizor, co w naszych czasach nie jest już nowością, ale ten był naprawdę wielki. W okół niego stały zdjęcia, które przykuły moją uwagę. W dalszej części tego pokoju była jadalnia. Ogromny, nakryty białym obrusem, ciemnobrązowy stół, otaczało dwanaście krzeseł. W całym salonie znajdowały się dwa okna. Normalnie stwierdziłabym, że to w sam raz, ale jak na to pomieszczenie to zdecydowanie za mało... 
- Proszę, niech pani siada. - wskazał ową kanapę. - Życzy sobie pani czegoś do picia? Kawy, herbaty? - nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie... no właśnie... kto to był?
- Bardzo chętnie napiłabym się herbaty. - odparłam siadając na wskazanej sofie.
- Dobrze, za moment wracam, a pani niech się rozgości... - mężczyzna w garniturze miał już opuścić pomieszczenie, lecz ja zdążyłam się jeszcze odezwać.
- Przepraszam! - odwrócił się w moją stronę. - Mogłabym o coś zapytać?
- Oczywiście, śmiało.
- Kim pan jest?
- Niech pani wybaczy! Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Sergio Lopez. Jestem lokajem pana Verdasa.
Wow... Taki wielki dom, lokaj? Czyli jednak pierwsze wrażenie mnie zmyliło...
- Miło mi. - uśmiechnęłam się.
- Mnie również. A teraz pani wybaczy, ale oddalę się, aby przyrządzić pani herbatę.
- Jasne. - Sergio wyszedł z salonu.
Mogłam teraz spokojnie podejść do półki, na której stał telewizor ze zdjęciami. Zaczęłam je oglądać. Na większości znajdował się on z Larom. Zwykłe, lecz urocze zdjęcia. Czyżby byli parą? Aczkolwiek znalazło się jedno, które szczególnie przykuło moja uwagę... Wzięłam je do ręki i podniosłam bliżej twarzy. Był na nim Leon... z Violettą... Obejmowali się... Czyżby on nadal czół coś do mojej siostrzenicy? Chwila! Że ma z nią takie zdjęcie, to nie znaczy, że nadal ona mu się podoba. A po zdjęciach sugeruję, że on jest w związku... To zdjęcie stoi tylko tak na pamiątkę... Lepiej, jakby tak było...
- Panienka Casttio... - usłyszałam lokaja. - Podobno miała bardzo ładny głos... Szkoda, że jej już z nami nie ma... Pan Verdas często puszcza płyty, które nagrywali w Studio On Beat. Przyznam, że strasznie mi się podoba jej piosenka "Soy mi mejor momento".
Chwila... Jak to "miała ładny głos"? "Nie ma jej już z nami"? O co tutaj chodzi?
- Ale... - chciałam z nim o tym porozmawiać, ale nagle usłyszeliśmy odgłos otwieranych drzwi.
- O! Chyba pan Verdas wrócił. - gdy to usłyszałam odstawiłam pośpiesznie zdjęcie i niepewnie poszłam za Sergio.
- Tak, tak... Będę jutro o ósmej na peronie drugim, ok? - były chłopak mojej siostrzenicy. - No tak, ale o piętnastej najpóźniej musimy być już w Berlinie, bo o szesnastej jest konfederacja... Dobra, to do zobaczenia. Nara! - rozłączył się. - Angie, to ty? - zdziwił się, gdy zobaczył mnie w drzwiach od salonu.
- Leon? - mimo, że chłopak nie zmienił się za bardzo, nie zaszkodziło się przecież upewnić, prawda?
- Cóż cię do mnie sprowadza? - spytał z uśmiechem na ustach.
- Mam do ciebie pewną sprawę...
- To zapraszam cię do mojego gabinetu. Sergio cię tam zaprowadzi. Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. Już dostałam herbatę i ciastka. - wskazałam na stoliczek stojący obok skórzanej kanapy.
- Świetnie! W takim razie Sergio, zabierz tackę z jedzeniem do mojego gabinetu. Ja zaraz się tam pojawię, tylko zrobię sobie kawy.
Przez długi korytarz na parterze prowadził mnie lokaj Leona. Na ścianach wisiały różnorodne obrazy, które jak na ciemny wygląd podejrzewam, że całego budynku, odrobinę go rozświetlały i bardzo ładnie się komponowały. Łysy mężczyzna otworzył mi drzwi i puścił mnie przodem. Następnie on wszedł za mną do pomieszczenia i odstawił tacę na biurko.
- Proszę, niech pani siada. - wskazał mi krzesło. - Pan Verdas zaraz się pojawi. Mogę panią zostawić? Chciałbym zakończyć czynność, którą zacząłem. Mianowicie sprzątanie.
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję ci za pomoc.
- Ależ nie ma za co. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - powtórzyłam na pożegnanie.
Gdy usłyszałam trzask drzwi zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Był podobnie urządzony do salonu. Ciemne szafki, biurko, krzesła... I wszędzie mnóstwo zdjęć... Cały czas miałam wrażenie, że przez te fotografie próbuje on zapomnieć o Violetcie, gdyż na większości znajdował się z Larom... Ale przecież to było dawno temu... Oni byli parą siedemnaście lat temu... A może on jest w niej na zabój zakochany i do tej pory ją kocha? Ale przecież miał powiedziane, że ich związek już nie wróci... Ona ma Diego... I żyje z nim sobie w Madrycie... Najważniejsze, że chyba dobrze się spełniłam w roli ciotki... Mam nadzieję, że Maria jest ze mnie dumna... Ale, czy Viola na pewno dobrze wybrała? Może jej wymarzonym chłopakiem miał być właśnie Leon? Albo Tomas? Jak na razie Diego w roli ojca i męża spisuje się dobrze... Gdyby coś źle się układało, moja siostrzenica na pewno by mi powiedziała... Ona nie ma przede mną tajemnic... Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie Leon, który wszedł do pokoju.
- No więc, opowiadaj... O co chodzi? - usiadł na przeciwko mnie.
- Urządzam w szkole taki projekt jak z wami paręnaście lat temu... "Juntos somos mas", pamiętasz?
- No jasne. Jeden z pierwszych, profesjonalnych występów. Na dodatek przed Rafą Palmerem...
- No właśnie. Robię teraz podobny projekt, tylko, że dzieciaki występują z autorami piosenek. Podzieliłam taką jedną grupę na chłopaków i dziewczyny. I właśnie tutaj z chłopakami mam problem, bo mają piosenkę "Tu foto de verando"... Miał z nimi występować Diego, ale on niestety nie może... Tak w wielkim skrócie jego syn trafił do szpitala, bo złamał nogę podczas gry w piłkę i musi zostać w Hiszpanii... Ale słyszałam, że jutro wyjeżdżasz do Berlina, więc... Nie zdziwię się, jeśli mi odmówisz... Bo też przyszłam do ciebie późno... Od jutra zaczynają się próby...
- A tak z ciekawości zapytam, kto będzie z dziewczynami?
- Z dziewczynami? Violetta.
- Violetta... Casttio... - mruknął cicho pod nosem. Przez chwilę zapanowała cisza. - Wiesz... To spotkanie nie jest aż takie ważne... Zadzwonię, że się nie zjawię. - uśmiechnął się do mnie.
- Ale naprawdę nie musisz... Przecież to jest aż w Berlinie...
- Nie raz miałem ważniejsze spotkania gdzieś tutaj, bliżej... Spoko, wolę ci pomóc na zajęciach.
- Na pewno?
- Tak. Ty mi pomogłaś z karierą, więc ja chcę pomóc tobie dać szansę innym.
- Ooo... dziękuję. To bardzo miłe z twojej strony... - kąciki ust mi się uniosły.
- Czyli sprawa załatwiona, tak?
- Tak. - odrzekłam dumnie. - Ale... mam jeszcze jedno pytanie.
- Wal śmiało.
- Dlaczego powiedziałeś Sergio, że Violetta nie żyje?

Pam, pam, pam! Co sądzicie? ^^
Oczywiście, mam nadzieję, że się Wam podoba <3
A tak w ogóle, to pamięta ktoś jeszcze o spoilerach?

Przyznam się, że mi się o nich zapomniało ;__; xD.
Tak więc, zaglądajcie w ową zakładkę (jeśli będziecie o tym pamiętać :D),
a jeśli ja bym o tym zapomniała, to przypomnijcie, ok? ;)

Juupi! Jutro piątek i weekend! <3
bloggerka

środa, 3 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 3 - Niespodzianka od Angie

Kolejny rozdział!
Czego się w nim dowiemy? ;)
- Dzień dobry wszystkim. - przywitałam się podchodząc do keyboardu. - Ćwiczyliście już trochę do występu? Jak, nie to właśnie macie okazję. Ja muszę wykonać pewien ważny telefon...
- Angie, a nie ma jeszcze jakiejś klasy wolnej? - zapytała moja córka.
- Ymm... Raczej nie... A po co wam?
- No, bo przecież mamy dwie piosenki, a salę jedną...
- To zmieniajcie podkłady do piosenek. Dziewczyny zaśpiewają "Supercreativę", a później chłopaki "Tu foto de verando". - miałam już wyjść z klasy, gdy nagle przypomniałam sobie coś. - I żeby nie było kłótni, to dziewczyny zaczynają.
- No, nie... Dlaczego? - marudy się odezwały.
- Bo to dziewczyny. Im się ustępuje. Zaraz wracam. - wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Spojrzałam się w telefon i wybrałam numer Violetty. Gdy już miałam się rozłączyć, ona odebrała.
- Hej, Angie. Co tam?
- Cześć. Dzwonię się spytać, czy to, o czym z tobą rozmawiałam wcześniej jest możliwe do wykonania?
- Powiem ci, że jest. Ale od nas może tylko jedna osoba.
- Coś się stało?
- Tak, ale nie przejmuj się. Facundo jest w szpitalu. To nic poważnego. Jak grał w piłkę, przewrócił się i złamał nogę. Wiesz, ktoś z nas musi zostać... Wybacz, że postawiliśmy cię w takiej sytuacji, no, ale...
- Nie przejmuj się, rozumiem. Wiesz, lepiej byłoby, gdyby Diego tutaj przyjechał, bo łatwiej będzie znaleźć kogoś za ciebie na zastępstwo, ale z drugiej strony, to ty jesteś autorką "Supercreativa"...
- Masz rację. Mnie nawet na rękę byłoby przyjechać do Buenos Aires. Mam parę spraw do pozałatwiania i odwiedziłabym tatę.
- To w takim razie przyjedź ty. Poszukam kogoś na miejsce Diego.
- Przepraszamy... Wiedzieliśmy, że liczysz na nas w pełni, albo wcale... Tak głupio wyszło...
- No nie przejmuj się. Przecież znajdzie się ktoś, na pewno. Maxi, Andres, Brodway... - nie chciałam wymawiać pewnego imienia.
- Tak...
- Muszę kończyć. Fajnie nam się tak rozmawia, ale mam zajęcia.
- Aha, okej. To cześć.
- No, papa. - rozłączyłam się.
Wróciłam do klasy zamyślona. Chciałam od razu załatwić sprawy z chłopakami, ale oczywiście się nie dało. Gdy weszłam do sali panował tam harmider. Leciały jednocześnie dwa podkłady i rozpętała się wielka wojna na głosy.
- Stop! - podeszłam do laptopa i wyłączyłam muzykę. - Co wy robicie? Wiem, że ciężko wam się pogodzić co do tej kwestii, bo oboje chcecie poćwiczyć, ale nie mamy o ósmej rano wolnej sali, a na korytarzu wszystko się będzie roznosić. Co takiego trudnego jest we współpracy? Muszę wykonać jeszcze parę telefonów, ale widocznie teraz mi się to nie uda. Chciałam wam sprawić niespodziankę, ale widocznie nici z tego.
- Angie... Przepraszamy, ale tak wyszło... Idź...
- Ale zachowacie się jak ludzie? Są setki osób, które mają taki sam talent jak wy, a nawet większy, a wy tutaj tylko zajmujecie ich miejsce.* Zachowujcie się. Pamiętajcie, juntos somos mas! Peter, możesz pomóc dziewczyną jakoś fajnie zremiksować podkład, a ty Connie, razem z koleżankami możecie pomóc chłopakom wymyślić jakiś fajny, nowy krok do ich układu.
- Angie, ale to jest przecież konkurencja... - odparł któryś z uczniów.
- Ale czy ja zabroniłam wam współpracować? Nie. No więc właśnie. W grupie siła. Ja idę zadzwonić, a wy tutaj sobie radźcie. I tym razem jak wrócę, i będzie głośno, to nici z niespodzianki, rozumiemy się? "Tak, Angie, wszystko jasne.". No więc, do roboty! - powiedziałam z uśmiechem i wyszłam z moim notesem w ręku.
Zaczęłam w nim przeglądać strony. Miałam w nim spisane wszystkie znajome mi adresy, telefony i tym podobne. Kiepsko by było, jakbym go zgubiła. Znalazłam nagle numer do Maxiego i Federico. Miałam także adres do Andresa. Miałam tak naprawdę cztery wyjścia, ale o tym jednym nie chciałam myśleć. Moja siostrzenica byłaby na mnie zła, gdybym to zrobiła... No więc tak... Andres odpada... Mieszka w Europie... Nawet gdyby miał czas, list tam leciałby dwa dni... Dobra, w takim razie wykręcam numer do Fede. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... Odebrał!
- Hola, Fede. Tutaj Angie. Pamiętasz mnie jeszcze?
- Jasne! Jak mógłbym ciebie nie pamiętać? To między innymi tobie zawdzięczam mój sukces. - automatycznie kąciki ust mi się podniosły.
- No więc, słuchaj... Mam do ciebie pewną sprawę...
- Słucham.
- No więc mam taki projekt w Studio, że dzieciaki przedstawią występ z autorami piosenek. Potrzebuję jednego chłopaka... W sumie, to ty też byłeś w All4you, więc pomyślałam, że byś mógł...
- Jasne! Ale kiedy? Mogę dopiero za trzy tygodnie, bo teraz mam trasę...
- Ooo... To nie... Przepraszam, ale występ jest już za dwa i trzeba jeszcze zrobić próby w między czasie...
- Szkoda... Wybacz Angie, ale w takiej sytuacji nie mogę ci pomóc... Bardzo chciałem, ale nie da rady...
- Trudno. Rozumiem. Ja też jestem mądra i dzwonię na ostatnią chwilę. W takim razie, do usłyszenia.
- No, do zobaczenia. - rozłączyłam się.
Ach... I nie wyszło... Został mi jeszcze Maxi. Wybrałam jego numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę... "Przepraszamy! Nie ma takiego numeru! Sorry! This nu..." - rozłączyłam się. - "Pamiętać! Wymazać numer Maxiego z notesu!" - pomyślałam. Zadzwonił dzwonek, a ja wróciłam do klasy zrezygnowana... Czyli została mi ostatnia opcja, której nie chcę... A raczej Violetta... Pozostał mi tylko... Leon...
- Możecie iść. Do zobaczenia na następnej lekcji. - pożegnałam się.
Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do pokoju nauczycielskiego, w którym akurat znajdował się mój mąż. Zdecydowałam, że wezmę Leona, jeśli będzie miał oczywiście czas. On mieszka w Buenos Aires. Nawet wiem gdzie. Zadecydowałam, że do niego pójdę...
- Pablo... Po lekcjach nie wracam od razu do domu...
- A dokąd to się wybierasz?
- Ja? Nie bój się, nie zdradzam cię. - uśmiechnęłam się. - Muszę załatwić chłopakom występ z Leonem.
- Wtedy co dziewczyny będą występować z Violettą, tak?
- Dokładnie. To jest straszne, że żaden inny chłopak nie może...
- No czasem tak bywa.Wiesz czy ty też głupio robisz,że dzwonisz na ostatnią chwilę.
- Masz rację, ale to nie jest moja wina, bo to Violetta tak późno mi powiedziała, że Diego nie wystąpi.
- To znaczy, że z nią rozmawiałaś?
- Tak, ale to teraz nie ważne. Wybacz,ale spieszę się na zajęcia. Cześć! - wyszłam z klasy.

Trzy godziny później szłam przez park do domu byłego chłopaka Violetty. Bałam się, jak będzie wyglądała ta rozmowa. Myślałam, czy on bardzo się zmienił. Czy poznam go z wyglądu? Bałam się reakcji mojej siostrzenicy, jeśli on się zgodzi i ona go zobaczy... Będzie na mnie wściekła. No, ale nie miałam za bardzo jakiegoś innego wyjścia... W końcu doszłam, lecz nie wierzyłam, że to ten dom... Piętrowy, ale jak na jednego z bogatszych ludzi z naszego miasta, bardzo skromny. Podeszłam. Wzięłam głęboki wdech i zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otworzył mi łysy, lecz bardzo wysoki mężczyzna w okularach. Czyżby Leon?
- Dzień dobry, nazywam się Angie Galindo i przyszłam do Leona Verdasa... Kiedyś tutaj zamieszkiwał... Mieszka nadal?

* - tekst z V1, odcinka pierwszego. Jakoś tak to brzmiało ;).

Dzisiaj rozdział także wcześniej! Hupi! :D
Ale niedługo się to skończy, bo rozdziały pewnie będą pisane na ostatnią chwilę :/
Przy okazji napomknę, że w piątek rozdział znowu będzie dodany późno,
gdyż, bo, ponieważ, aczkolwiek w owy dzień tygodnia w domu będę ok. 22 :P.
A tak w ogóle słyszeliście, że za dwa dni premiera nowego teledysku Lodo?
Aww... Czekam na niego *.*
"I only want to be with you" - moja ulubiona piosenka z Universo <33

Miłego dnia! :*
bloggerka

Ps. Potrzebne do następnego rozdziału! :P
Pisze się "Larą", czy "Larom"? xD
Serio się pytam, bo nie chcę błędu zrobić ;).

wtorek, 2 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 2 - Mamo, zakochałam się!

Czego Angie dowie się w tym rozdziale od Martiny?
Zapraszam! :)
- Mamo, ja...
- Dziecko proszę mów, nie trzymaj mnie tak w napięciu.
- Mamo, zakochałam się!
Co? Nie wierzyłam własnym uszom. Moja córka? Zakochała się? Po raz pierwszy w życiu? Naprawdę, jeszcze nigdy jej się to nie zdarzyło. Zawsze jak ją pytałam o jakieś miłości, mówiła, że jak się zakocha to tak na prawdę, że to nie będzie zauroczenie. No i chyba się właśnie to stało...
- Kto jest tym szczęśliwcem? Znam go? Od jak dawna ci się podoba? Chodzi do Studia? Przystojny jest? - no wiadomo, zaraz musiałam obrzucić ją tonom pytań.
- Mamo, możemy nie teraz? Po szkole, proszę.
- Dobrze. Ile masz jeszcze lekcji?
- Cztery.
- A ja trzy... - powiedziałam zrezygnowana, bo sądziłam, że może po drodze do domu wszystko mi opowie. - Nie będę na ciebie czekać, bo pewnie będziesz wracała z przyjaciółką, a jak Paula będzie, to będziesz wstydziła się ze mną wracać, nie? - uśmiechnęłam się.
- Oj, mamo... Nie mów tak. Nie wstydzę się ciebie. Jesteś bardzo fajna.
- Ciekawe, dlaczego tak mnie szanujesz... - zatrzymałam się na chwilę. - Ile kasy potrzebujesz?
- Ja? Nic. Po prostu znam historię cioci Violetty i to mi wystarczy.
- Co racja, to racja... - przyznam, że lekko się wzruszyłam. - Ale wracając do tematu. Zaraz jak wrócisz do domu, przy obiedzie mi wszystko wyśpiewasz, jasne?
- Oczywiście. Każdy szczegół.
- I to mi się podoba. - przytuliłam ją i oczywiście jak zawsze musiał zadzwonić dzwonek, po którym zaczynała się lekcja. - Leć, bo się spóźnisz. Zobaczymy się w domu. Cześć!
- Pa, mamo. - nastolatka machnęła mi ręką na pożegnanie i wyszła z sali.
"Hmm... Zaraz, Angie... A co ty tutaj jeszcze robisz?! Przecież ty teraz też masz zajęcia i też się spóźnisz!". Wybiegłam z sali.

Weszłam do domu. Nie miałam ochoty dzisiaj niczego gotować, ale przecież coś musiałam... Zajrzałam do szafki i postanowiłam, że ugotuję spaghetti błyskawiczne. Zrobiłam raz-dwa-trzy sos, usmażyłam mięso, ugotowałam makaron i nałożyłam sobie porcję. Nie czekałam na swojego męża i córkę, bo byłam okropnie głodna i z resztą jadaliśmy razem w każdy weekend, bo w tygodniu różnie kończyliśmy. Usiadłam przy stole i zjadałam swoją porcję przeglądając kolorową gazetę. Gdy skończyłam napiłam się soku owocowego, umyłam talerz i usiadłam z powrotem przy stole, kończąc czytanie prasy. Od czasu, do czasu zerkałam na zegarek i sprawdzałam godzinę. "Martina kończyła godzinę po mnie... Już dawno powinna być w domu..." - myślałam. Dwie godziny po tym, jak zjadałam obiad usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Poszłam do przedpokoju i zobaczyłam, że nareszcie do domu, razem wrócili Pablo i nasza córka.
- Dlaczego was tyle nie było? Martwiłam się. Szczególnie o Martinę, bo mówiła, że kończy godzinę po mnie.
- Wybacz kochanie... - zaczął Pablo. - Okazało się, że razem kończymy, a tak rzadko spędzamy czas razem. Więc wyskoczyliśmy na małe zakupy do supermarketu...
- Potem troszkę zgłodnieliśmy i weszliśmy jeszcze do cukierni na pączka. Wiesz, do tej najlepszej w mieście. - kończyła Martina. - I jesteśmy!
- Czyli rozumiem, że obiadu już nie będziecie jedli, tak? - gdybym wiedziała, to bym dzisiaj nic nie gotowała...
- Ja nie, dziękuję. - odparł mój mąż i zaniósł zakupy do kuchni, a my podążyłyśmy za nim.
- A co mamy? - zapytała nastolatka siadając przy stole.
- Spaghetti błyskawiczne. - odpowiedziałam.
- A to ja bardzo chętnie. Nałożyłabyś mi?
- Tak, ale może najpierw podgrzeję, co? - uśmiechnęłam się. - Pabluś, podasz mi dzbanek z wodą? Muszę trochę dolać do sosu, bo zrobił się strasznie gęsty...
- Jasne, kochanie. - mój mąż podszedł do mnie z owym naczyniem, stanął zaraz za mną, objął mnie wolną ręką i nalał odrobinę wody na patelnie. - Tyle starczy?
- Tak, dziękuję. - pocałowałam go w policzek i przemieszałam jedzenie.
- Kocham cię... - mruknął mi na ucho i pocałował w usta.
- Ja ciebie bardziej.
- Nieprawda.
- Prawda, prawda, a teraz wybacz, ale muszę nałożyć naszej córeczce obiad, bo inaczej umrze nam biedulka z głodu.
- Oczywiście... - odsunął się. - Idę trochę popracować. Mam dużo papierów do wypełnienia.
- To idź. - odparłam, a on wyszedł z pomieszczenia.
Położyłam talerz z jedzeniem na stole i usiadłam na przeciwko mojej córki. Już miałam zacząć temat jej ukochanego, ale ona odezwała się pierwsza.
- To niesamowite, że pomiędzy wami jest nadal taka chemia...
- Po prostu się bardzo kochamy...
- Właśnie widzę i podziwiam was za to... Większość par po siedemnastu latach małżeństwa się rozpada, albo daruje te romantyczne gesty, ale wy nie...
- No widzisz, bo my jesteśmy wyjątkowi... - uśmiechnęłam się. - Dobra, a teraz wywiad z mojej strony.
- Na jaki temat?
- Proszę cię, nie zgrywaj się, dobrze wiesz na jaki. - kąciki ust uniosły mi się jeszcze wyżej. - Pierw podstawowe dane. Imię?
- Ach... Ma na imię Tom.
- Tom? Ze Studia?
- Tak.
- Tylko nie mów proszę, że to Tom Lapiz? [Tom Ołówek, super nie? xD]
- A dlaczego nie on?
- Nie, jeśli on ci się podoba, to ja nic do tego nie mam... Wiesz, jest bardzo inteligenty... Aż za bardzo...
- Nie bój się mamo, ale to nie on. On jest fajny jako kumpel, ale nie nadaje się na chłopaka.
- Chodzi ci o 'TEGO' Toma?
- Tak, mamo.
- O Toma, zwycięzce pierwszej edycji "Tienes el talento", największego ciacha w Studio?
- Yhy... - przytaknęła z uśmiechem. - Mamo, powiedź mi tak szczerze... Czy ja mam u niego szansę?
- Jasne! Dlaczego sądzisz, że nie?
- Bo wiesz... To jest Tom. "Zwycięzca pierwszej edycji >Tienes el talento< i największe ciacho w Studio"... Czy taka zwykła dziewczyna ma u niego szansę?
- Opowiedziałabym ci teraz pewną historię, ale pewnie stwierdziłabyś, że "mamusia znowu przynudza"...
- Nie no, mamo... Opowiedz...
- W dawnym Studio 21, bo tak się kiedyś nazywało, jak łatwo ci się domyślić, nie było programów internetowych... Wtedy ktoś mógł się stać, poprzez najlepsze oceny na zajęciach. Na zajęciach z tańca było najciężej taką dobrą ocenę zdobyć... Uczył wtedy Gregorio.
- Ten sam Gregorio, co jest teraz zastępcą taty?
- Tak. Był wtedy miły, ale i bardzo wymagający. Rzecz jasna, była wtedy jedyna osoba, która miała najwyższą ocenę z tańca, bo Gregorio, choćby nie wiem, jak chciał, nie potrafił znaleźć najmniejszego błędu w jego układzie. Nigdy się nie mylił. Oczywiście, wszystkie dziewczyny się w nim kochały. Zakochała się także taka jedna, która wcale tego nie chciała... Byli przyjaciółmi i nie chciała tego niszczyć... Sądziła, że on zasługuje na lepszą, ale nie... On także wybrał ją... I jeśli dobrze mi wiadomo, są parą po dziś dzień i mają dziecko...
- A, to ja ich chyba znam. - Martina uśmiechnęła się.
- Tylko pamiętaj, że choćby nie wiem co, nie zmieniaj się dla niego. Jeśli on ma cię pokochać, to tylko taką, jaką jesteś. Chyba, że to by miała być zmiana na lepsze, ale u ciebie jest bardzo mało takich rzeczy, które można by było zmienić na plus.
- Wiem... Pamiętam, jak opowiadałaś mi, jak się z tatą poznaliście... Ty go zmieniłaś... Na lepsze... Nie wyobrażam sobie, co by z nim było, gdyby nie ty...
- Czasami los stawia ludzi na naszej drodze nie przez przypadek...
- Dokładnie... Ja mam tak samo jak w tej twojej opowiastce... On jest moim przyjacielem... Wspieraliśmy się na wzajem w programie... Boję się wychylać z tym, że coś więcej do niego czuję, bo boję się, że go stracę.
- Na razie, nie rób nic. Zobaczysz, jeśli on jest ci pisany, czas sam ci powie, kiedy będzie odpowiedni moment.
- Masz rację mamo. Dziękuję ci za tą rozmowę. Naprawdę dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy...
- Nie ma za co, kochanie.
- Mówiłam ci kiedyś, jak bardzo cię uwielbiam.
- Niech no ja policzę ile już razy...
- Oj... Dużo. To powiem jeszcze raz: uwielbiam cię!
- Ja ciebie też. - uśmiechnęłam się. - Jak to dobrze, że cię mam... - wstałyśmy i przytuliłyśmy się.
Nagle do kuchni wparował Pablo, z zamiarem zjedzenia podwójnej porcji spaghetti, bo oczywiście zgłodniał.
- Co? Przytulasy rodzinne, ale taty już nie zawołacie, tak? Czy mam strzelić focha?
- Chodź tutaj, tato. - roześmiała się Martina i chwilę później tuliliśmy się już w trójkę. - Pójdę do siebie. Mam trochę pracy domowej do zrobienia.
- Jasne, leć. - zniknęła za drzwiami. - Ale ona szybko dorosła, prawda?
- Prawda... Niedługo wyjdzie z tego domu z walizkami i już nie wróci... Będzie tutaj tylko przelotem... Własne życie, sprawy, problemy...
- A niedawno była jeszcze taka mała... Wiesz... - spojrzałam Pablowi w oczy. - Wyznała mi dzisiaj, że się zakochała...
- To znak, że już nie jest naszą, małą dziewczynką... Ona jest już kobietą... Jedną z dwóch najważniejszych w moim życiu...

Pam, pam, pam! Rozdział drugi <3!
Co sądzicie? Spodziewaliście się tego? :D
Muszę się Wam pochwalić, że właśnie oglądam Violkę na TVN7 ^^
Ma taki dziwny głosik jak śpiewa xD.

A tak swoją drogą, jak pierwszy dzień szkoły?
U mnie było super, aż do angielskiego... Wtedy się sprawa rypnęła :/.

Do jutra! :*
bloggerka

poniedziałek, 1 września 2014

Sezon 3 - Rozdział 1 - Problem Martiny

1 września :( - 1 rozdział :)
Mam nadzieję, że się Wam spodoba <3.
Poniedziałek... Chyba każdy zna ten ból, prawda? Po weekendzie spędzonym z rodziną, bądź przeleżanym w łóżku nie ma się ochoty na nic. A szczególnie na poranne wstawanie i odgłos budzika o 7:00. Muszę podziękować Pablowi, za ten cudowny grafik... Jeszcze niedawno zaczął się rok szkolny i muszę dzisiaj przeprowadzić testy we wszystkich grupach. Muszę sprawdzić ile rzeczy zapomnieli podczas wakacji i czy ktoś nie musi zmienić grupy... No i oczywiście kto to wszystko musi sprawdzać? Ja! Jakbym nie miała nic innego do roboty... Przez cały dzień nic innego tylko: "Buenos dias. Wyjmijcie długopisy, mamy dzisiaj test." Cudowne, nieprawdaż? No, ale cóż... Minusy tej pracy też muszą być. Kocham ją nad życie, tak jak moją rodzinę, ale w dni testów jej nienawidzę. Dobrze, że prawie nikt nie marudził, bo wszyscy wiedzieli, że tego dnia będą pisać. Oczywiście, zdarzały się pojedyncze marudy, ale w każdej regule musi być wyjątek.

/Następnego dnia.../
Siedziałam w Studio od samego rana i sprawdzałam testy. Nie lubiłam tego robić w domu, bo odkąd jest na świecie moja córka, wolę poświęcać jej każdą wolną chwilę, a, że ona nie wstaje o piątej rano, tylko o siódmej i ma zajęcia na ósmą, a ja na dziewiątą trzydzieści, tak więc mogłam te cztery godziny przeznaczyć na siedzenie w papierach. Zostało mi tylko parę egzemplarzy. Testy w tym roku wypadły bardzo dobrze, nawet jak na tych gorszych uczniów, którzy mają dobry głos, ale nie mają talentu do uczenia się materiałów. W końcu w ich stosie znalazłam pracę mojej córki. "Martina Galindo. Grupa: III A". Nastolatka ma bardzo ładny charakter pisma. Otwieram pracę na pierwszym zadaniu. "Narysuj i podpisz wartości muzyczne. Napisz, na ile je liczymy.". Zadanie banalne. Dziecko z czwartej klasy powinno móc je rozwiązać. Myślałam, że pomyliłam kartki, gdy zobaczyłam, jak ona je rozwiązała. Co prawda, nuty narysowała poprawnie, ale podpisanie ich było już dla niej problemem. Przestraszyłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam jej następne zadanie. Pauzy. To już było dla niej wyzwanie. Jedyne co zrobiła dobrze, to podpisała nuty na pięciolinii. Załamałam się. Co się stało? Dlaczego jej tak kiepsko poszło? Zawsze była jedną z najlepszych, a często nawet tą najlepszą. Czyżby śmieli się z niej, że jestem jej mamą i dlatego ma takie dobre oceny? Może chciała im pokazać, że to nie prawda, bo na pewno nie dostanie wyższej oceny niż dwa. Ale ta opcja raczej odpada... Bo ona by mi powiedziała, że się z niej śmieją, a po za tym nauczyli się to już akceptować. Tak, jak to zdarzenie z Violettą szesnaście lat temu. Kurcze, co jej jest... Muszę chyba poważnie porozmawiać z nią... Z Pablem tez by się przydało... Ale nie, z nim później. Jak na razie ważniejsza jest Martina. A może... ona już nie chce śpiewać? Może coś się wydarzyło, albo po prostu jej się to znudziło? Tak, to jest logiczne! I napisała ten test źle, żeby mi, albo nam - biorąc pod uwagę Pabla - to pokazać... Muszę z nią jak najszybciej porozmawiać, bo coś rzeczywiście może być na rzeczy. Dobra, tylko... Kiedy? Teraz? Ja mam jeszcze jakieś dwadzieścia minut wolnego, bo za tyle zaczynam zajęcia z... właśnie! Z jej grupą! Tylko tak przy klasie? Nie... Poproszę ją po lekcji. To chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Dwadzieścia minut... Może porozmawiam teraz z Pablem? Mam jeszcze trzy testy do sprawdzenia. Niech no ja sprawdzę nazwiska... González, Rodríguez, López... Z której oni są grupy? I B, II C i III C. Dobra, mogą poczekać! Sprawdzę, je na następnej przerwie. Wzięłam do ręki test Martiny i pobiegłam do pokoju dyrektora, w którym powinien znajdować się Pablo. Pewna siebie już miałam pukać do drzwi i nagle opętały mnie moje wątpliwości... "A co jeśli to fałszywy alarm? Przecież każdemu zdarza się gorszy dzień..." Aww... Co robić? Nagle zadzwonił dzwonek na przerwę i stwierdziłam, że nawet jeśli chciałabym z nim porozmawiać, to w dziesięć minut nie zdążę... Trudno. Porozmawiam z nim, jeśli będę pewna, że to coś naprawdę poważnego. Opuściłam wzrok na kartkę i odeszłam w połowie zrezygnowana, ale w połowie zadowolona...

- Dzień dobry! - weszłam do klasy i przywitałam się. - Sprawdziłam wasze testy i powiem wam, że jestem bardzo zadowolona.
- A rozda je pani? - zapytał ktoś.
- Tak, oczywiście. - sięgnęłam z teczki paręnaście kartek i rozdawałam je uczniom.
W końcu nadszedł czas, aby dać mojej córce jej pracę. Strasznie ciekawa byłam jej reakcji. Nie spodziewałam się, żeby jakoś się ucieszyła, ale wiedziałam też, że nerwowo się nie załamie, bo chyba sama wie najlepiej, że przy zrobieniu 3 zadań z 25 to raczej szóstki by nie miała. Dałam jej kartkę do ręki i odeszłam. Kątem oka patrzyłam na nią. Spojrzała tylko na kartkę i lekko się skrzywiła. Podeszłam do keyboardu.
- Zaczynamy zajęcia. A i Martina zgłoś się do mnie po lekcji. Musimy o czymś porozmawiać.
- Oczywiście. - przytaknęła.
- Uuu... Córeczka mamusi ma kłopoty? - rozległ się gdzieś w klasie śmiech.
- Nie. "Córeczka mamusi" nie ma żadnych problemów, ale za to autor tego teksu może je mieć. - uśmiechnęłam się szyderczo. - Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania? Nie? Dobrze, to zaczynamy. Dzisiaj przećwiczymy "Supercreativę".
- Przepraszam, ale... - wstał jeden z chłopaków. - Dlaczego cały czas mamy pracować z piosenkami Violetty Casttio-Hendarez*? Tak, wiemy, że ona jest pani siostrzenicą i nie musi nam pani wcale codziennie tego przypominać.
- Codziennie?
- Tak. Dzisiaj "Supercreativa", wczoraj "En mi mudno", a jeszcze wcześniej "Soy mi mejor momento". Te piosenki są takie... dziewczęce, a przecież my też tutaj jesteśmy, nie? Jeśli już pani tak zależy, to dlaczego nie moglibyśmy zaśpiewać czegoś All4you? "Ven con nosotros", "Are you ready for the ride?"...
- ... czy "Habla si puedes" w wersji rockowej. - pomogła chłopakom moja córka.
Wtem nagle coś mnie oświeciło, ale nie chciałam swojego pomysłu od razu zdradzać uczniom, że jeśli nie udałoby mi się go zorganizowanie, aby się nie zawiedli.
- Dobrze, zacznijmy od tego, że piosenki Violetty są tak napisane, że śpiewa się je w różnych tonacjach i tym podobne... "Supercreativa" jest dobra, aby wyćwiczyć długi oddech, "En mi mudno" można poprzerabiać na różne, ciekawe sposoby, a "Soy mi mejor momento"... A zresztą i tak was to teraz pewnie nie interesuje. Ale zrobimy tak jak chcecie. Z tymże dziewczyną pewnie nie odpowiada repertuar chłopaków, więc podzielicie się na dwie grupy. Dziewczyny. Co chcecie śpiewać?
- Może my już tą "Supercreativę"... - zaproponowała jedna z ich przedstawicielek.
- Okej. Dobry wybór, a wy chłopaki?
No i tu się zaczął koncert krzyków. Jeden drugiego przekrzykiwał, dlaczego mają wybrać, akurat tą piosenkę. Miałam już tego serdecznie dość. Zawsze tak jest. Nigdy nie potrafią być zgodni. Totalne przeciwieństwo dziewczyn.
- Skoro nie potraficie sami się zdecydować, to zrobię to za was. - odparłam. - Hmm... Co powiecie na "Tu foto del verando"? Może być?
- Okej, fajna piosenka. - stwierdził jeden z nich.
- Do kiedy mamy czas? - zapytała Martina.
- A to jeszcze ustalę z Pablem, ale sądzę, że coś koło dwóch tygodni, dobrze? - wszyscy przytaknęli głowami.
- Możemy się wzorować na teledyskach? - zapytała jedna z dziewczyn.
- A o co konkretniej ci chodzi, Paula? - zapytałam.
- O choreografię.
- To jest moim zdaniem pójście na łatwiznę, ale rzeczywiście, do obydwóch piosenek będzie ciężko samemu coś wymyślić. Możecie. - nagle przerwał mi dzwonek. - Co? Przerwa? Tak szybko? No trudno... Następne zajęcia mamy ze sobą za dwa dni, więc na nich dokończymy omawianie waszego projektu. Do zobaczenia. - pożegnałam się. Nagle zobaczyłam, że moja córka opuszcza klasę, a przecież prosiłam ją, aby została... - Martina! Miałaś zostać.
- A no tak... Przepraszam... Zapomniałam. - wróciła się do klasy i zamknęła za sobą drzwi. - O czym chciałaś rozmawiać, mamo?
- Zdziwiło mnie, że tak kiepsko poszedł ci taki łatwy test... Napisałaś najgorzej ze wszystkich...
- Szczerze? Spodziewałam się tego... Przepraszam, wiem, że cię zawiodłam mamo...
- Jak sprawdziłam już twoją pracę i tak trochę pomyślałam, to wpadłam na pewien pomysł... Musisz mi powiedzieć, czy to jest prawda. Tylko szczerze, ok?
- Jasne mamo.
- Czy ty go napisałaś tak kiepsko, bo chcesz mi pokazać, że nie zależy ci na muzyce? Nie chcesz śpiewać? Może wolisz robić coś innego? Wiesz, że ja i tata do niczego cię nie zmuszamy. Możesz zawsze wypisać się ze Studio i pójść w przyszłości na inny kierunek studiów... Na przykład medycynę...
- Mamo, przestań już gadać te pierdoły. Ja chcę śpiewać. Tak, jak ciocia Violetta. Wcale nie napisałam tego testu tak źle, bo nie chcę mieć nic wspólnego z muzyką. Po prostu tak wyszło...
- Martina, ale ja zauważyłam, że ty tak w ogóle jesteś ostatnio taka jakaś rozkojarzona... Powiedz mi co jest, martwię się o ciebie...
- No dobra mamo, coś jest...
- Co się dzieje?
- Mamo, ja...

* - Violcia tak się nazywa po ślubie z Diego ;).

Pam, pam, pam! Czego dowie się Angie? To wiem tylko ja! ;D.
Ale jutro też będziecie wiedzieć :P.
Sorry, że tak późno, ale oczywiście... szkoła! :o
Niby już wszystko mam, ale gdy przygotowuję się na następny dzień
to okazuję się, że tak naprawdę brakuje mi jeszcze parunastu rzeczy ;D.

Do zobaczenia!
bloggerka

Ps. Aha, zapomniałabym! Nowy wygląd bloga pojawi się najprawdopodobniej 28 września ^^