piątek, 25 października 2013

Rozdział 27 - Ramallo, German i Pablo

Ten rozdział dedykuję
wszystkim fanom
"przestrzeni osobistej".
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi, a w niech stał bardzo znajomy mi mężczyzna...
- Wszystko dobrze, Angie? Przestraszyłaś mnie tym krzykiem.
- Tak, tak... Wszystko gra Ramallo.
- Powiedź mi prawdę... Kochasz Germana?
- Mogę Ci coś wyznać?
- Ależ oczywiście!
- Nie powiesz nikomu?
- Nie, panienko Angie.
- Pablo stwierdził, że nasz związek nie ma sensu...
- Przez pana Germana?
- Tak...
- Nie chcę wnikać w szczegóły, ale kocha pani jeszcze Pabla?
- Tak, Ramallo, tak! Najbardziej na świecie!
- To dlaczego pani o Niego nie zawalczyła?
- Próbowałam, ale On sądzi, że ja Go nie kochałam zanim pojawiliście się w Buenos Aires...
- Tak było?
- No tak... Ale teraz poczułam do Niego prawdziwe uczucie...
- Próbujesz uciec od miłości, prawda?
- On mnie kocha, ale mnie nie chce.
- Mnie się tak nie wydaje. Musisz spróbować Go przekonać, jeśli chcesz, oczywiście.
- Ach, ja już nie wiem!
- Rób jak uważasz. To twoje życie... Angeles.
- Że co? Ja jestem Angie...
- Nie zgrywajmy się. Wiem, że pani jest siostrą panny Marii.
- Ale, ale... Skąd?
- Znalazłem pani dowód osobisty na schodach.
- Ja go tam zostawiłam?
- Nie wiem. Może pani wypadł?
- No, chyba tak...
- Proszę. - podał mi dokument.
- Dzięki. Mogę mieć malutką prośbę?
- Tak, jasne.
- Nie powiesz nikomu?
- No, dobrze, ale... Kiedy pani zamierza powiedzieć o tym Germanowi i Violetcie?
- Viola już wie. Ustaliłyśmy, że powiemy to razem. Ja powiem o tym, że jestem jej ciocią, a ona powie, że chodzi do Studio i śpiewa.
- Jak mogłem Cię nie poznać? Pamiętam nasze, pierwsze, wspólne święta...
- Ja też...
- Byłaś taka malutka... Biegałaś wokoło choinki, później stanęłaś przy niej i zaczęłaś tańczyć w rytm kolędy... Szarpnęłaś za bombkę i wtedy drzewko z wszystkimi ozdobami poleciało na Ciebie... Gdy je podnieśliśmy, zobaczyliśmy, że masz pełno ozdób we włosach.
- O, tak. Pamiętam. Bałam się, że będziecie na mnie krzyczeć.
- Nikt by na Ciebie nie krzyczał. Wszyscy się o Ciebie bali. Lecz zaraz, gdy wstałaś zaczęłaś śpiewać "Hoy en Belén"... Później przyłączyła się do Ciebie Maria, German, Angelika, ja...
- Och, tak... O dziwo doskonale to pamiętam.
W tej chwili przerwał nam German.
- To ja zostawię was samych... - powiedział asystent Germana i wyszedł.
- Słuchaj, Angie... Chciałem Cię przeprosić, za to, jak się zachowałem... Po prostu boję się, że wrócisz do Pabla...
- Dobrze... Wybaczam...
- Kocham Cię.
- Ja cię też. - odpowiedziałam. - Chyba... - dodałam tak, żeby nie słyszał.
Zaczął mnie całować. Nie imponowały mi jego pocałunki, lecz nie odpychałam go od siebie. Nagle poczułam jak jego ręka zjeżdża mi po plecach, w dół...
- Nie! - krzyknęłam. - Przepraszam, ale nie.
- Co jest, Angie? Coś nie tak?
- Ja miałam pierwszy raz przeżyć z Pa... 
- Nawet nie wypowiadaj przy mnie tego imienia! - przerwał mi. - To co? Mam Mu Cię oddać, żeby Cię przeleciał, abym ja później mógł to z Tobą zrobić?
- Nie, German. Nie bierz tego tak dosłownie... Po prostu nie jestem jeszcze gotowa...
- Dobrze, a powiesz mi kiedy będziesz?
- Ale ja tego nie wiem...
- I pewnie nigdy nie będziesz tego wiedziała, co? Mam już tego serdecznie dość! - rzucił i wyszedł.
Sięgnęłam po telefon. Kto mnie pocieszy w takiej chwili jak nie Pablo?
- Halo? Hej, Pablo. Potrzebuję z kimś pogadać...
- Dobrze, a może, w takim razie, przyjdziesz do mnie na kawę?
- Dzięki. Przyda mi się mocna kawa i szczera rozmowa...
- To czekam.
- Do zobaczenia. Za chwilę będę.
- Pa.
Wzięłam torebkę i zaczęłam iść w stronę Jego domu. Gdy doszłam, bardzo ciepło mnie powitał.
- Tęskniłem.
- Ja też.
- Wchodź zapraszam.
Weszłam do środka i usiadłam przy stole, w kuchni.
- Hm...
- Coś się dzieje?
- Przypomniałam sobie Ciebie, rano w kuchni... No i ten zapach kawy...
- Angie, Najdroższa... Mieliśmy nie poruszać już tego tematu. Przyjaciele pamiętasz?
- Tak, tak... Przepraszam.
- Mieliśmy o czymś porozmawiać.
- A tak. No więc...
----------------------------------------------------------------------------------
Chyba łatwo się domyślić o czym Angie chciała porozmawiać z Pablem? :D
Niestety, nie miałam pomysłu na lepsze zakończenie.

Nie wierzę, że już dzisiaj piątek,
co jednocześnie jest smutne, bo nie będzie "Violetty"! :((

Pozdrawiam
bloggerka

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 26 - Tylko przyjaciele

Ten rozdział dedykuję
wszystkim osobą,
które mimo przeciwności losu,
nie tracą nadziei.
- Hej, Angie. Ja właśnie... chciałem Cię przeprosić. To w jaki sposób powiedziałem, było okropne.
- Spokojnie, Pablo. Nie gniewam się.
- Moglibyśmy się gdzieś spotkać? Musimy, a raczej powinniśmy porozmawiać...
- Jasne, tylko gdzie?
- Może w Parku Głównym za godzinę?
- Dobrze, będę.
- Pa, kocham Cię. - rozłączył się.
- Ja Ciebie też... Ja Ciebie też... - dodałam mimo, że wiedziałam, że się już rozłączył.
Do moich drzwi zapukał German.
- Proszę.
- Angie, Ty mnie naprawdę kochasz?
- Tak...
- A co z Pablo? Już miał Cię dość?
- Nie, on mnie kocha i ja Go kocham...
- To dlaczego nie jesteś z Nim, tak jak do tej pory?
- Jak chcesz to mogę do Niego wrócić!
- Nie, nie chcę Angie.
- Przepraszam Cię, ale się śpieszę.
- Nie, poczekaj. Dokąd idziesz?
- A co cię to obchodzi?
- Bo jesteś moją dziewczyną i chciałbym wiedzieć.
- Idę się spotkać z Pablem.
- Nie, nie idź.
- Nie możesz mi zabronić się z Nim spotykać, German! Może jesteśmy razem, ale On jest moim przyjacielem i mogę się z Nim widywać kiedy mi się podoba! - krzyknęłam odchodząc do parku.

- Cześć, Pablo. - pocałowałam Go w policzek.
- Hej, Angie. Chciałbym Cię jeszcze raz przeprosić za to co Ci powiedziałem i w jaki sposób to zrobiłem...
- Czy Ty chcesz do mnie wrócić?
- Chciała byś?
- Tak! Najbardziej na świecie!
- Kochasz mnie jeszcze?
- Pablo, przez godzinę nie da się pozbyć takiego uczucia.
- Wiem, że będziesz szczęśliwsza z Germanem, dlatego to zrobiłem...
- Dlaczego tak sądzisz? Kocham Cię, wiesz o tym.
- On Ci może dać wszystko, no i masz jeszcze Violettę pod ręką, a ja?
- Ty? Mi wystarczy, że jesteś ze mną. Nic więcej nie chcę.
- Zostańmy przyjaciółmi.
- Nie. Ja Cię kocham, Ty mnie... Nie widzę problemu.
- Ale ja widzę... German... Zostańmy przyjaciółmi i nie rozmawiajmy już więcej na ten temat.
- Zależy mi na Tobie...
- Mnie na Tobie też, dlatego zrób to dla mnie.
- Dobrze, jeśli Ci na tym zależy, przyjacielu... - przytuliłam Go. - To co? Idziemy na kawę?
- Przepraszam Cię, ale teraz nie mogę.
- Gregorio?
- Tak, dokładnie...
- Powodzenia.
- Dzięki cześć.
- Pa...
Odszedł, a ja zostałam sama. Zaczęłam myśleć, o nas i o tym jak bardzo Go kocham... Myślałam o tym może godzinę, może dwie... Nagle moje przemyślenia przerwał dzwonek telefonu. Dostałam SMS'a od Pabla.
Kiedy nie ma Ciebie,
smutno płynie czas,
nie ma gwiazd na niebie,
nawet księżyc zgasł...
Kiedy nie ma Ciebie,
nie ma pięknych słów,
tylko są marzenia,
by ujrzeć Cię znów...

Kocham Cię.
Pablo
"Kochana siostro... Dlaczego musiałaś odejść? Gdybyś teraz żyła, miała byś Germana i Violettę, a Pablo był by mój... Violetta nigdzie by nie wyjechała... Życie było by prostsze... Przez twojego męża, nie mogę być z Pablem, mimo, że Go bardzo kocham..." - pomyślałam. Nagle podszedł do mnie wspominany wcześniej mąż mojej siostry.
- Co to jest? - wziął mój telefon z ręki. - Angie, jak możesz? Już mnie zdradzasz?
- German, o co ci chodzi? Mówiłam Ci, że nadal się z Pablem kochamy. Ja Go zawsze będę kochała. Zawsze będzie częścią mnie.
- Chodź, już wracamy...
W drodze do domu, mój szwagier cały czas mi o czymś opowiadał, lecz ja go nie słuchałam. Byłam myślami przy Pablo... Gdy doszliśmy poszłam do pokoju i momentalnie zasnęłam.
Stałam na scenie, w teatrze. Nagle zaczęła lecieć muzyka i zaczęłam śpiewać mimo woli... 
Chodź, pokażę ci,
jak bardzo chcę byś był
Weź sobie mnie, bo tylko Ty
i więcej nic.

Kochanie udawaj, że
miłość to nie grzech
Boje się jej, niech prawda śpi,
nic nie mów mi
Ciii...

Czasem marzę, że 
to nie dzieje się
Książę z bajki jest moim złym snem,
on męczy mnie.

I widzisz sam, gdy Ciebie mam,
to siebie tak mi jakoś brak
Przeklinam nas i kocham nas, 
nie umiem odejść, nie wiem jak

Więc zabij ją i zabij mnie,
to będzie łatwe, nie bój się
Przeklinam cię i kocham cię,
z miłości leczy... tylko śmierć

Big Love
Big Love
Big Love
Big Love
Nie wiadomo skąd pojawił się Pablo. Uśmiechnęłam się do Niego, podeszłam, przytuliłam i pocałowałam go w usta... Gdy skończyłam zamiast Pabla zobaczyłam Germana...
- Nie! - wrzasnęłam.
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi, a w niech stał bardzo znajomy mi mężczyzna...
----------------------------------------------------------------------------------
Kim był 'znajomy' mężczyzna?
Odpowiedź już jutro!

Piosenkę pożyczyłam od Ady Szulc,
nosi tytuł "Big Love", jest z filmu pod takim samym tytułem.
Ten film jest naprawdę fajny, lecz ciężko Go zrozumieć,
a piosenka jest trochę... dołująca :/

Pozdrawiam
bloggerka

środa, 23 października 2013

Rozdział 25 - Rozstanie

Wiem, że nie takiego początku
spodziewali się fani Germangie,
lecz ten rozdział właśnie im
pragnę zadedykować.
Jednak każdy wie, jakie ja mam szczęście, bo w tej chwili Pablo wyszedł ze Studio... Skończyłam całować Germana i pobiegłam w stronę mojego narzeczonego, ciągnąć za sobą Violę, żeby jej tata, jej nie zauważył. Stanęłyśmy przed budynkiem.
- Idź się schowaj, a ja się muszę wytłumaczyć mojemu narzeczonemu. - rzuciłam i pobiegłam Go szukać.
- Pablo! Pablo! Ja Ci to wytłumaczę! - krzyknęłam.
- Angie, tu nie ma co tłumaczyć. - podszedł do mnie.
- Zależy mi na Tobie.
- Mnie na Tobie też, ale ja wiem, że ty jesteś ze mną tylko po ty, żeby zapomnieć o Germanie...
- Jak Ty możesz tak mówić? Pablo...
- Dopóki nie było tu Twojego szwagra, to nie zwracałaś na mnie uwagi...
- Co Ty mówisz? Przecież codziennie byłam koło Ciebie...
- Tak, ale mnie tu chodzi o miłość, Angie. Byłaś, ale tylko jako przyjaciółka... Nie czułaś tego do mnie, co ja do Ciebie...
- Nie, Pablo... Proszę...
- Dlatego powinniśmy zerwać...
- Proszę, Pablo...
- Kocham Cię... - przytulił mnie.
- Ja Cię też. Dlatego nie możemy się rozstać.
- Angie... - spojrzał mi w oczy. - Spróbuj się odkochać. Nie umiałaś odkochać się do Germana, to może uda Ci się odkochać ode mnie...
- Nie uda się...
- Chociaż spróbuj. - pocałował mnie ostatni raz w usta.
Zaczęłam cichutko popłakiwać. Niestety, On miał rację, zanim mój szwagier się tutaj nie zjawił nic do Niego nie czułam, no oprócz przyjaźni...
- To ja się pójdę spakować...
Szłam w stronę mojego byłego domu powolnym krokiem. Może miał rację? Może, wcale nic do Niego nie czuję? NIE! To nie możliwe! Miał trochę racji... Na początku naszego związku nic do Niego nie czułam, ale jednak... zakochałam się...

Byłam już spakowana. Szłam w stronę domu Casttio. Muszę powiedzieć Germanowi całą prawdę... O tym, że jest moim szwagrem... O moich uczuciach... Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi właśnie on...
- O, hej Angie.
- Dzień dobry, German. Musimy porozmawiać.
- Dobrze, proszę, wejdź.
Weszłam i zaprowadził mnie do gabinetu.
- Pewnie chodzi Ci o ten pocałunek... - zaczął. - Wiem, że to dla Ciebie nic nie znaczyło, bo Ty masz narzeczonego... Pabla... Ale chcę, żebyś wiedziała, że dla mnie on coś znaczył...
- Nie, German. Dla mnie on też coś znaczył.
- Naprawdę?
- Tak.
- Wiem, że jestem bezczelny, ale ja nie umiem się w Tobie odkochać... Marzę, że pewnego dnie, przyjdziesz do mnie i opadniesz mi w ramiona...
Chciał mnie pocałować, lecz nagle się zawahał, chyba przypomniał sobie o tym, że mam, a raczej miałam narzeczonego...
- Przepraszam, Angie... Wiem, że Ty go kochasz...
- Zrób to.
- Że co?
- Pocałuj mnie.
Zrobił to. Nie przeszły mnie dreszcze, ani nic... Ten pocałunek był zwyczajny... Tęskniłam za ustami Pabla...
- Kochasz mnie? - zapytał.
Nie wiedziałam zbytnio co odpowiedzieć... Niby czułam coś do niego, lecz to nie było takie silne uczucie jak do mojego byłego narzeczonego...
- Tak. - odpowiedziałam bezmyślnie.
- Kocham Cię. - to nie brzmiało tak cudownie jak w ustach mojego byłego... - Przeprowadzasz się tutaj z powrotem? Będziesz ze mną?
- Tak... - westchnęłam.
Poszłam do pokoju. Zostałam z tym wszystkim sama. Moja mama okazała się oszustką, Pablo ze mną zerwał, a German? On mnie nie zrozumie...Położyłam torbę na ziemi i wzięłam do ręki album ze zdjęciami. Znalazłam moje i mojego byłego zdjęcia ze studiów... Nie miałam, aż tylu poważnych problemów... I miałam Go tylko dla siebie... Nie było Germana, nie było Jackie...
Hah... Tak bardzo tęsknie za tymi czasami... Gdybym mogła cofnąć czas, to bym to zrobiła i starała się walczyć o Pabla... Żeby był mój... Tylko mój... Nagle usłyszałam jak dzwoni telefon. Wiedziałam, że to nie może być kto inny jak On. Jego dzwonek, jak do mnie dzwoni to "Te creo".
- Cześć, Pablo.
- Hej, Angie. Ja właśnie...
----------------------------------------------------------------------------------
Co chciał Pablo? - Dowiecie się już jutro!

Co sądzicie o wczorajszym odcinku?
Niestety, dzisiejszego jeszcze nie widziałam,
przez dodatkowe zajęcia,
a na stronie, na której oglądam pojawi się dopiero o 19:45.
Moim zdaniem dubbing Marco i Diego trochę kiczowaty,
lecz do Diego już się przyzwyczaiłam :))
DJ, Lara i Jackie mają świetne głosy
(moim zdaniem Jackie ma taki jędzowaty xD
świetnie do niej pasuje).
No i nie można pominąć tego, jak Olga co odcinek
śpiewa "Tienes el Talento" w polskiej wersji, cudo!
A Wy co sądzicie o dubbingu nowych postaci?
Czekam na Wasze opinie w komentarzach!
Jestem ich bardzo ciekawa!

Pozdrawiam
bloggerka

wtorek, 22 października 2013

Rozdział 24 - Prawdziwa rzeczywistość

Ten rozdział został zadedykowany
wszystkim osobą, które
przejęły się wczorajszą śmiercią Pabla
(rozdział 23).
- Nie! Nie zostawiaj mnie! Pablo, nie! - krzyczałam.
- Najdroższa, obudź się. Angie, pobudka! - usłyszałam.
Obudziłam się. To był tylko zły sen...
- Pablo!?! To Ty?!? Och, jak się cieszę, że jesteś! I, że żyjesz!
- Kochanie, dlaczego miałbym nie żyć?
- Bo umarłeś.
- Jak mogłem umrzeć, skoro tu jestem?
- Nie wiem, ale to było straszne! Straciłam Ciebie, straciłam Violettę, straciłam Germana...
- Dobrze, dobrze... To był tylko zły sen... Uspokój się... - objął mnie.
- Nie zostawił byś mnie, prawda?
- Nie, skarbie. Kocham Cię.
- Ja Cię też! - pocałowałam Go w policzek. - Wiesz co?
- No, co?
- Masz szlaban na umieranie! Rozumiesz?

/W drodze do Studio/
- ... no i nagle wyjechał ogromny tir, który nie wyhamował i przejechał Ciebie, i Violę... Straciłam Was... - opowiadałam Mu swój koszmar.
- Już wiem, dlaczego tak krzyczałaś przez sen. Nie mogłem Cię obudzić.
Pewnie się nie wyspał. Całą drogę ziewał.
- Najdroższa, a jeśli ten sen coś znaczy? - dodał po chwili.
- Co masz na myśli?
- Może on ma jakiś plan, żeby nas rozdzielić?
- Nawet mnie nie strasz.
- Ja nie straszę. Może mam rację.
- Och, już przestań!

/W Studio/
Pierwszą lekcję mieliśmy o dziesiątej, a było dopiero za dziesięć , więc postanowiliśmy jeszcze wypić kawę. Poranny spokój przerwał nam Gregorio.
- Dzień dobry, Gregorio. - przywitał się mój zaspany narzeczony.
- Pablo! To jest nie dopuszczalne!
- Ale o co ci tym razem chodzi? - zapytałam.
- O co mi chodzi ?!? O Tomasa mi chodzi!
- Gregorio, zostaw tego chłopaka w spokoju! - powiedział Pablo.
- Ale Ty nie wiesz co on zrobił!
- No, co takiego?
- Położył mi gumę na krzesełko! Trzeba go jak najszybciej oddalić ze szkoły!
- Gadasz bzdury.
- Pablo, przecież mamy monitoring. Możesz to sprawdzić. - wtrąciłam się.
- Masz rację, Angie. - usiadł przy komputerze. - No, tak... Jest tu jakaś guma...
- Widzisz!?! A nie mówiłem?!? - ucieszył się nauczyciel tańca.
- Ale parę chwil temu sam położyłeś ją na krzesło... - dokończył mój narzeczony.
Zdenerwowany Gregorio opuścił gabinet dyrektora. Gdy wychodził trzasnął drzwiami, a z szafki spadły trzy książki.
- Normalka. - powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Zaraz po tym można było usłyszeć dzwonek, który oznaczał, że zaczęła się lekcja. Wzięłam teczkę i razem ruszyliśmy w stronę sali od muzyki. Weszliśmy do niej i nagle usłyszeliśmy jak dzieciaki śpiewają "Ser mejor":
Hay mil sueños de colores      Tysiąc kolorowych snów

No hay mejores, ni peores        Nie ma lepszych, ani gorszych

Solo amor, amor, amor        Tylko miłość, miłość, miłość
Y mil canciones      I piosenek tysiąc.
- Dziękujemy Wam, że znowu jesteście z nami! - podeszła do nas Violetta.
- I cieszymy się, że jesteście razem! - dodała Francesca.
- A wy, skąd to wiecie? - zapytał Pablo.
- Violu, to twoja sprawka? - spojrzałam na siostrzenice.
Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Dobra dzieciaki, dziękujemy wam, za takie ciepłe powitanie, ale zacznijmy już lekcję. - zarządził mój narzeczony.

Gdy skończyłam zajęcia w szkole, musiałam poczekać jeszcze na Pabla, bo musiał jeszcze coś załatwić. Ledwo wyszłam ze szkoły, a tu napotkałam mojego szwagra.
- O, German! Co ty tutaj robisz?
- Nie było Cię w domu, więc pomyślałam, że przyszłaś do swojego narzeczonego, do pracy, a ja muszę Ci coś ważnego pokazać.
- Czy to jest aż takie ważne? Chodźmy stąd.
- Nie, no. Poczekaj. Zobacz... - pokazywał mi coś w komórce.
Zobaczyłam Violettę idącą w naszą stronę, ona nas także. Mój szwagier podniósł wzrok z telefonu. Mogłam zrobić tylko jedno... W każdym razie tak mi się wydawało... Zrobiłam to... pocałowałam go... Jednak każdy wie, jakie ja mam szczęście, bo w tej chwili Pablo wyszedł ze Studio...
----------------------------------------------------------------------------------
Czy Pablo wybaczy Angie ten pocałunek?
Czy German dowie się, że Violetta chodzi do Studio?
Odpowiedzi na te i inne pytania już niedługo!

Nadal nie mogę uwierzyć w to, że "Violetta" się już zaczęła!!!
Z niecierpliwością wyliczam minuty do dzisiejszego odcinka :D.
Wczorajszy odcinek był fajny, gdyby nie jeden wątek -
Jackie i Pablo :(
Pierwsze wrażenie zrobiła na mnie dobre (chodzi o Jackie),
lecz potem na tej imprezie...
Ym!!! Myślałam, że wybuchnę!!!

Bardzo Wam dziękuję, że wczoraj nie ukazało się dużo komentarzy krytykujących :)).
Pozdrawiam
bloggerka

Ps. Przepraszam, że nie odpisałam wczoraj na Wasze komentarze,
lecz o 21 nie miała już Internetu.
Jeśli chcecie się dowiedzieć co Wam odpowiedziałam,
lub co sądzę o wczorajszym odcinku,
zerknijcie do wczorajszych komentarzy.

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 23 - Koszmar

Ten rozdział dedykuję
mojej dobrej znajomej,
która go uwielbia.
Fani Germana lepiej niech tego nie czytają!
Szłam ulicą z Violettą. Był piękny, ciepły, letni dzień.
- Ale dzisiaj pięknie, prawda Angie?
- Tak, mamy wspaniałą pogodę.
- Zapomniałabym Ci powiedzieć. Tata zaprasza Cię na urodziny.
- To bardzo miłe. Kiedy?
- Jutro o szesnastej. Wiem, że trochę późno Cię zaprosiłam, ale tak wyszło...
- Dobrze, nie ma sprawy. Z wielką chęcią przyjdę. Mogę przyjść z Pablem?
- Nie wiem. Chyba tak... Może zadzwonię?
- Dobry pomysł.
Viola wyciągnęła telefon z torebki i wybrała numer Germana.
- Halo, tato? No, Angie się pyta czy może przyjść z Pablem na urodziny? Tak, tak, jest... Już ją daje. - podała mi telefon. - Chce z Tobą rozmawiać.
- Hej, German.
- Cześć, Angie. Chciałem się zapytać czy będziesz na moich urodzinach?
- Jasne, że będę.
- A co do Pabla, to możesz z Nim przyjść.
- Naprawdę? Bardzo Ci dziękuję.
- Muszę kończyć.
- To, pa.
- Pa, kocham Cię. - rozłączył się.
Nadal nie potrafił pozbyć się uczucia, którym mnie darzył... Ja tak do końca też...
- Wiesz, Violu... Muszę iść do domu...
- Jak to? Tak nagle?
- A, bo widzisz... Pablo... miał iść do lekarza i pewnie jak zwykle nie poszedł... - wymyśliłam na szybko.
Nie wiem dlaczego, ale bardzo pragnęłam znaleźć się przy Nim...
- Widać, że jesteś Mu bardzo potrzebna.
- Wiem. Lubi się ze mną droczyć.
- To do zobaczenia.
- Pa. - pocałowałam siostrzenice w policzek.
Szybko zaczęłam iść do domu. Tak bardzo chciałam zobaczyć Pabla. Dlaczego? Nie wiem... Gdy doszłam On robił obiad.
- Witaj, Najdroższa. Robię zapiekankę. Zjesz trochę?
- Chętnie. - usiadłam przy stole. - Wiesz, German zaprosił nas na urodziny.
- Tak? Kiedy?
- Jutro o szesnastej.
- Nie mogę, przepraszam...
- Dlaczego?
- Zebranie w Studio.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Bo to kolejny wymysł Gregoria. Nic ważnego, naprawdę. Nie chciałem Cię denerwować jego kolejnym 'widzi mi się'.
- To pójdę sama. Nie będziesz się gniewał?
- Nie. Kocham Cię.
- Ja Cię też.

/Następnego dnia/
- Sto lat, German! - powiedziałam dając szwagrowi prezent.
- Dziękuję, Angie. Nie trzeba było. Gdzie jest Pablo?
- On nie mógł przyjść... Jednak coś Mu wypadło...
- Przykro mi.
W tej chwili z kuchni wyjechał trzypiętrowy tort z ok. 40 świeczkami. Olga go pokroiła, gdy tylko solenizant zdmuchnął świeczki.
- Smakuje Ci? - zapytała Violetta. - Pomagałam Oldze go zrobić.
- Tak jest przepyszny.
Viola była ubrana w suknię Marii... Tak ładnie w niej wyglądała... Rozejrzałam się dookoła. Wszystkie twarze były mi obce, prócz mieszkańców tego domu.
- Angie, czy mogę Cię na chwilę prosić?
- Oczywiście. O co chodzi?
- Chodź, a zobaczysz.
Poszliśmy na strych. Tam znajdowały się wszystkie rzeczy Marii, buty, suknie, biżuteria...
- Chciałbym Cię zobaczyć w pewnej sukni mojej żony... Mogła byś?
- Teraz?
- Tak. Dlaczego nie?
- Dobrze, jeśli chcesz...
- Będziesz w niej wyglądała wspaniale... - wyjął ją z szafy. - Może Ci pomogę?
Zaczął rozpinać moją suknię. To mi nie przeszkadzało, gorsze było to, co zrobił później...
(DALEJ CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
STREFA +18)
Gdy ją rozpiął do końca, zsunął razem ze stanikiem w dół.
- German! German! Zostaw mnie!
Mój szwagier jedną ręką unieruchomił mi ręce, a drugą mnie dotykał po całym ciele jednocześnie całując. Po chwili poczułam jak jego ręka znajduje się poniżej brzucha, między nogami.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam, a on mnie spoliczkował.
Jego ręka powędrowała tam z powrotem. Zacisnęłam nogi, lecz bezskutecznie. Bez problemu zsunął ze mnie ostatnią cześć garderoby.
- Zostaw mnie, proszę... - mówiłam przez łzy.
- Nie podoba Ci się to? A co powiesz na to?
Zsunął spodnie i zrobił to z całej siły... Jęknęłam z bólu... Przewróciliśmy się na podłogę, lecz On nadal nie przerywał. Po paru minutach przestał i wstał.
- Podobało Ci się kochanie? - zapytał bezczelnie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam bezbronna.
- Dlatego, że wybrałaś Jego, a nie mnie! Obiecuję Ci, że będzie następny raz. - powiedział i wyszedł.
Leżałam na podłodze i cała się trzęsłam. Szybko się podniosłam, ubrałam i wybiegłam.
(KONIEC STREFY +18)
Wbiegłam do domu cała zdyszana i zapłakana.
- Angie, co się dzieje? - zapytał przytulając mnie, Pablo.
- German... on... mnie... - mówiłam przez łzy.
- Zabiję gnoja! - powiedział i wybiegł.
Pobiegłam za Nim. Dobiegliśmy pod dom Casttio, tam akurat mój szwagier stał pod bramą, razem z moją siostrzenicą. Mój narzeczony rzucił się na niego. Gdy już leżał cały pobity na ziemi, nagle wyjechała zza zakrętu ciężarówka, która nie zdążyła wyhamować.
- Violetta! - podbiegłam do niej. 
Nie ruszała się... Była martwa... Zobaczyłam, że Pablo jeszcze rusza ręką. Podbiegłam do Niego i położyłam Jego głowę na moich kolanach.
- Pablo! Pablo! Nie zostawiaj mnie, proszę! Nie rób mi tego... - zaczęłam płakać.
- Kocham Cię... - w Jego oczach wygasła ostatnia iskra życia...
---------------------------------------------------------------------------
Strasznie, ale to strasznie, się boję Waszej reakcji, co do rozdziału.
Wiem, że może się posypać dużo negatywnych komentarzy,
lecz mojej koleżance naprawdę podoba się ten rozdział
i prosiła mnie, abym jej go zadedykowała...
Czego się nie robi dla przyjaciół?
Przepraszam wszystkich, których zawiodłam!
Ale nie obawiajcie się! - To jeszcze nie koniec! :D

Pozdrawiam
bloggerka