czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział 47 - Spotkanie

Dla...
mojej znajomej,
która jako jedyna z klasy mnie wspiera.
Dziękuję Ci! :D
Któregoś pięknego, jesiennego dnia, o porannej porze rozległ się dzwonek do drzwi, ponieważ Pablo jeszcze spał w najlepsze, postanowiłam się poświecić i ruszyć z łóżka. "Dlaczego ktoś musi mi przerywać właśnie w tym momencie? Jeszcze chwila, abym wygrała w węża na telefonie!" Otworzyłam drzwi, a w nich stała...
- Mamo, a co ty tutaj robisz?
- Ja...
- Właściwie, nie mamo... oszustko...
- Angie, chciałam Cię jeszcze raz przeprosić. Słyszałam, że pogodziłaś się z Antoniem...
- Jemu jeszcze potrafię wybaczyć... Ty mu kazałaś kłamać...
- Ale przecież zawsze mógł mnie nie słuchać, mógł Ci powiedzieć...
- Już nie zwalaj winy na niego! Zachowujesz się jak dziecko, nie chcę cię już więcej widzieć! Nienawidzę Cię! - zamknęłam jej drzwi przed nosem.
Czy ona nie może zrozumieć, że ja jej nigdy nie wybaczę? Okłamywała wszystkich w okół siebie - mnie, Marię, tatę... a twierdziła, że to ja najbardziej okłamuję Germana i Violettę... Gotowała się we mnie czysta złość, wściekłość. Moja matka jest bezczelna. 

Weszłam do salonu. Tam na sofie siedział Pablo i czytał jakieś papiery ze Studio.
- Nie uwierzysz, kto nas dzisiaj próbował odwiedzić. - powiedziałam.
- Próbował?
- Próbował.
- No nie wiem... Gregorio?
- Nie, zgaduj dalej.
- Jackie?
- Coś kiepsko zgadujesz.
- To może mi po prostu powiedź?
- No już dobrze, dobrze... Moja mama.
- Angelika?
- Tak.
- A co chciała?
- Jak to co? Chciała mnie przeprosić.
- I co? Przeprosiła?
- Tak, ale ja jej nie wybaczyłam.
- Dlaczego?
- Bo ona mnie oszukała, Pablo. Z resztą nie tylko mnie. Moją siostrę, mojego tatę, w pewnym sensie także Violettę i Germana.
- Ale Angie, ona się stara. Stara się naprawić swoje błędy. Gdybym ja Cię zdradził, to byś mi nie wybaczyła?
- A zdradziłeś mnie?
- Nie, ale przecież ludzie nie są nie omylni. Każdy popełnia błędy, tak jak Ty z Violą. Zamiast jej powiedzieć od razu, że jesteś jej ciocią wolałaś to ukrywać przez jakiś czas.
- Myślałam, że jako mój mąż staniesz po mojej stronie.
- Nie, Angie. Moim obowiązkiem jako Twojego męża i przyjaciela jest kochać Cię i dbać o to, abyś nie popełniała głupstw. Zrobisz tak, jak będziesz wolała. Wybór należy do Ciebie.
- Kiedy Ty nie miałeś racji, co? A skoro temat się nasunął... Ty nigdy jeszcze nie popełniłeś błędu.
- Och, już się tak nie podlizuj. - rzucił we mnie poduszką.
- Jaki Ty błąd popełniłeś?
- Na przykład ożeniłem się z Tobą.
- Mówisz poważnie? - przestraszyłam się.
- Nie, nie.. Angie, skądże. Żartowałem tak tylko sobie... Przepraszam.
- Pablo. - spoważniałam. - Nawet tak nie żartuj. Może pójdziemy odwiedzić Violettę i powiemy jej o Antonio?
- Jeśli Ty jej powiesz, to możemy iść.

Weszliśmy do domu Casttio. Olga kazała nam iść do Violi pokoju, ponieważ siedziała tam cały dzień.
- Skoro siedzi tam cały dzień to coś się musiało stać... - powiedziałam.
- Może Diego z nią zerwał?
Lecz gdy weszliśmy do pokoju, wszystko się wyjaśniło. Moja siostrzenica siedziała cały dzień w pokoju, ponieważ od rana był tam z nią jej chłopak.
- Możemy pogadać? - zapytałam.
- Oczywiście, czy Diego może zostać?
- Jeśli chcesz... Posłuchaj, dowiedziałam się niedawno, że moim biologicznym ojcem wcale nie jest mój tata, którego Ci pokazywałam na zdjęciach, tylko... Antonio.
- Antonio?
- Tak. On jest też ojcem twojej mamy...
- Czyli Antonio jest moim dziadkiem, tak?
- Tak... Tylko się nie złość... Dowiedziałam się niedawno o tym i nie sama nie mogłam tego przyjąć, więc bałam się jak ty na tą wiadomość zareagujesz.
- Może to i lepiej? Gdyby tamten pan był moim dziadkiem nawet bym go nie znała, a Antonio przecież znam i to bardzo dobrze...
- To skoro nie jesteś zła to świetnie! - przytuliłam się do niej. - A teraz nie będziemy już wam dłużej przeszkadzać... - powiedziałam i wyszliśmy.
----------------------------------------------------------------------------------
Czy Angie wybaczy Angelice? - Odpowiedź już niedługo!
Wielkimi krokami zbliża się rozdział 50,
a w nim wielka niespodzianka!
(nie, nie poród Angie :D)
Przepraszam, że rozdział dzisiaj później,
lecz ostatnio coś się dzieje z moją łącznością z Internetem.

Pozdrawiam
bloggerka

środa, 13 listopada 2013

Rozdział 46 - Podwójna randka

Jeśli byłeś/byłaś na podwójnej randce,
to ten rozdział jest napisany specjalnie dla Ciebie!
- To co? Idziemy na tę randkę? - zapytał Pablo.
- Na jaką randkę?
- No na tą, co zaprosiłaś mnie na urodzinach Violetty.
- Ach, ja tyko żartowałam.
- No, ale mimo wszystko chodźmy.
- Ale ja nic nie zaplanowałam!
- No też dlatego ja coś wymyśliłem.
- Naprawdę?
- Tak.
- Oczywiście ja pokryję tego koszty.
- Angie, a Ty znowu o pieniądzach. Przecież one nie są najważniejsze, a poza tym jesteśmy małżeństwem.
- Po raz kolejny masz w stu procentach racje. To gdzie idziemy?
- Niespodzianka. - złapał mnie za rękę i pociągnął.
- Nawet nie wiem, dokąd Cię zabieram na randkę... 

Weszliśmy do knajpki "Eat and drink". Pamiętam to miejsce doskonale. To tutaj przychodziliśmy na rodzinne obiady, kiedy mamie się nie chciało gotować... To tutaj Maria była na pierwszej randce z Germanem... To tutaj nabiłam sobie pierwszego guza... To tutaj po raz pierwszy zaciągnął mnie Pablo, wtedy, kiedy uważany był za najgorszego chłopaka na studiach, nie potrafiącego kochać, czy przyjaźnić się, bardzo nalegał na to spotkanie, lecz nie żałuję, że się zgodziłam, bo od tamtej pory zostaliśmy przyjaciółmi... A teraz? Jesteśmy małżeństwem. Naprawdę żałuję, że życzyłam Mu wtedy jak najgorzej, wiem, że popełniłam błąd, bo jak to Maria zawsze powtarzała "nie ocenia się książki po okładce". Spojrzałam się w miejsce, gdzie kiedyś stała szafa grająca, już tam nie stoi. Postawili tam teraz radio. Ale chwila... kto tam siedzi?
- O, hej, a co wy tutaj robicie? - zapytał Diego.
- Jesteśmy tutaj na randce, a Wy? - odpowiedziałam.
- No my także.
- Może się do nas przysiądziecie? - zaproponowała Viola.
- Nie, a jeśli nawet chcecie to zmienimy lokal. - powiedziałam.
- Nie, nie. Zostańcie.
- Jeśli chcecie... - usiedliśmy obok ich. - To jak tam? Jesteście już parą?
- To zależy od Diego, bo oficjalnie mnie jeszcze o to nie poprosił...
- Wiedziałem, że z tego stresu o czymś zapomnę... - mruknął. - Violetto, czy zrobisz mi tę wielką przyjemność i zostaniesz moją dziewczyną?
- Nie spodziewałam się tego! - odparła moja siostrzenica. - Tak, z wielką przyjemnością!
- A jeśli mogę Was o coś zapytać... - zaczął nowy chłopak Violi. - Wy jesteście parą?
- Tak, miesiąc temu mieliśmy ślub. - odparłam.
- Aha, to Wam szczerze gratuluję!
Przez resztę czasu siedzieliśmy, jedliśmy i rozmawialiśmy. Tak właściwie, to za bardzo nie pamiętam o czym, ale jak znam życie to o pierdołach. W każdym bądź razie na pewno nie o pogodzie. Gdy opuścili barek, ja z Pablem zostaliśmy jeszcze z godzinę.

- To był naprawdę wspaniały wieczór. - powiedziałam wychodząc z budynku. - Szkoda tylko, że Violetta i Diego musieli wcześniej wyjść.
- Dobrze, że tym razem ktoś nie zwymiotował. - uśmiechnął się Pablo.
- Widziałam, że byłeś blisko.
- Ja? Raczej Ty.
- Dlaczego sugerujesz, że ja?
- Angie, zjadłaś, aż pięć naleśników z serem i dwa z czekoladą!
- A ty zjadłeś, aż... No dobra, zjadłeś tylko frytki.
- Heh... - ucieszył się.
- Ale ja jestem w ciąży i mam prawo mieć napady głodu.
- Racja, racja... To co robimy przez resztę tego wspaniałego wieczoru?
- Nie wiem. Może obejrzymy na komputerze jakiś film?
Miałam już odpowiedzieć Mu na pytanie, lecz zobaczyłam pewną interesującą rzecz...
- Angie, Angie... Ziemia!
- Pablo, patrz! - pokazałam Mu.
- O, mój Boże...
Co tam takiego zobaczyliśmy? Diego i Viola się całowali!
- Lepiej, żeby German się nie dowiedział... - dokończył mój mąż.
- Lepiej tak...
- Powiemy im, że ich widzieliśmy?
- Nie. Niech mają swój mały sekrecik. - uśmiechnęłam się.
----------------------------------------------------------------------------------
Pocałunek Diegoletty!!!
Szkoda, że Diego w serialu jest uważany za przemądrzałego czy coś...

Pozdrawiam
bloggerka

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 45 - Nowy

Ten rozdział mam przyjemność zadedykować
fanką Diego :))
- Witam, nazywam się...
- Diego? A co ty tutaj robisz? - zapytał mój mąż.
- Pablo? O ja! Nie mogę! Co Ty tutaj robisz?
- Po pierwsze: jeszcze nie przeszliśmy na 'ty', a po drugie: nie powinieneś teraz...
- Nie, to znaczy tak, ale szukam Violetty Casttio.
- To ja! - odezwała się moja siostrzenica.
- O, jak dobrze, że Cię widzę.
- Wy się znacie? - zapytała Viola, Pabla.
- Diego jest uczniem z wymiany. Przyleciał do naszego Studia z Hiszpanii. Stwierdziłem, że ma wielki talent i, że taki ktoś powinien się u nas rozwijać. A ty, Violetta? Skąd go znasz?
- Przez przypadek się poznaliśmy... Gdy wracałam do domu przedwczoraj natknęłam się na niego, a raczej nie zauważyłam go i się przewróciliśmy. - odpowiedziała. - Zostaniesz? Mam urodziny. Zostało jeszcze trochę tortu. - zwróciła się do chłopaka.
- Bardzo chętnie. Tylko... czyli Pablo to twój tata, a ta pani co złapała Go za rękę to twoja mama?
- No, nie... Byłeś blisko. - zaciągnęła go do kuchni.
Z pierwszego rzutu oka wydawał się fajny. Nawet przystojny... Nie to, żeby coś... W końcu ja mam prawie 29 lat, a on? Może 17...
- Co o nim sądzisz? - zapytałam Pabla.
- Fajny chłopak. Nie przypadł Ci do gustu?
- Nie, nie... Wydaje mi się, że nadawał by się dla Violetty...
- Angie, tylko nie mów, że będziesz bawiła się w swatkę.
- Nie zaprzeczę, ni potwierdzę... - odpowiedziałam tajemniczo.
Nastolatka wyszła śmiejąc się razem z nowo poznanym chłopakiem z kuchni. Wydawało mi się, że świetnie się dogadują. Ona się do niego uśmiecha, śmiała z jego żartów... A on ma taki błysk w oku, że wydaje mi się, iż się w niej zadurzył... Nie no... oni muszą być parą!
- Diego, opowiesz coś o sobie? - zapytałam.
- Oczywiście, a więc... Przyjechałem z Hiszpanii, dokładniej z Madrytu. Uwielbiam śpiewać i tańczyć... W Y-Mix kibicowałem głównie Violetcie, chociaż sądzę, iż wszyscy byli wspaniali. Co tam jeszcze... do tej pory napisałem kilka piosenek z moim zespołem, a sam jedną.
- Masz zespół?
- Miałem zespół.
- Rozpadł się?
- Nie, zaszły małe zmiany...
- To znaczy?
- Zmienili gitarzystę*.
- Aha, dobrze. Opowiadaj dalej.
- No więc ta moja piosenka powstała po tym jak dowiedziałem się, że będę uczył się w jednej szkole razem z moją idolką, oczywiście Violą.
- Jaki ma tytuł?
- "Yo soy asi".
- Potrafiłbyś ją zaśpiewać a capella?
- Oczywiście...
Y esque yo soy así         A ja jestem tu
Mi vida es alocada          Moje życie jest szalone
Siento que voy a mil      Czuję się, jakbym tańczył
Contigo todo canvia.      Z Tobą wszystko się zmienia.
- Łał, brawo! - powiedziała Violetta.
- A nie mówiłem, że chłopak ma talent?
- Tekst jest taki wzruszający...
Moja siostrzenica ewidentnie się w nim zakochała! To oznacza, że nie muszę bawić się w swatkę, bo prędzej czy później sami się ze sobą zejdą. Chociaż nie sądzę, aby przypadł Germanowi do gustu, ale trudno. Raz się żyje! - Czy nie tak się mówi?
- Przepraszam, Violu. Gdybym wiedział, że masz urodziny to kupiłbym ci jakiś prezent, czy coś...
- Sprawiłeś mi wielką radość, że tu jesteś. - uśmiechnęła się. - Może chcesz się napić soku?
- Tak, bardzo chętnie.
Zniknęli z powrotem w kuchni.
- Uwaga kochani! - powiedziałam. - Violetta teraz nie będzie widziała nikogo oprócz Diego, więc się nie przejmujcie tym, że was olewa.
- Wiemy Angie. - odezwali się uczniowie chórem.
- Nie mogę uwierzyc w to co się dzieje. - powiedziała moja siostrzenica przychodząc do nas ze swoim przyszłym chłopakiem. Oczywiście trzymali się za ręce. - Jesteś taki wspaniały...
Uśmiechnęłam się. Oni byli dla siebie stworzeni. Spojrzałam na Pabla. Po Jego minie łatwo było się domyślić  co sobie pomyślał. Coś typu: "Ciekawe ile razy to słyszał...", "Po ilu dniach Violetta mu się znudzi?". Przynajmniej teraz nie będzie taki zazdrosny o mnie, zajmie się trochę Violą. W tej chwili można było wychwycić dzwonek do drzwi. Musiałam ja otworzyć  ponieważ moja siostrzenica nie widziała świata poza Diego. Lecz tu, za drzwiami stała tym razem mniej przyjemna niespodzianka - Leon.
- Słyszałem, że masz dzisiaj... Chwila. Kto to? - spojrzał się na nowego znajomego.
- Jestem Diego.
- Dlaczego obejmujesz moją Violettę?
- Z tego co mi wiadomo, ona jest singielką.
- To było tylko chwilowe. Wytłumaczy mi ktoś co tu się dzieje?
I znowu... dzwonek do drzwi... Czy ktoś jeszcze nas odwiedzi? Zgadnijcie kto stał w drzwiach - Tomas.
- Violetta, chciałem Cię zapytać, czy... Chwila, a to kto?
- Podobno Diego. Przywala się do Violetty. - odpowiedział Leon.
- Koleś, ale ona nie jest wolna! - powiedział Tomas.
- Dokładnie... - odparł były chłopak Violi.
- Ona się z nim pokłóciła. - Tomas wskazał Leona.
- Ona się ze mną pokłóciła. - powtórzył.
- I...
- I...
Chyba po raz pierwszy w życiu widziałam, jak Tomas i Leon się ze sobą dogadują. To było takie, trochę... dziwne.
- Nie obchodzi mnie to. - przerwał Diego. - Powiedziała mi, że jest sama, że były chłopak ją zawiódł i się rozeszliście. Szczegóły nie są ważne, ale jeśli jest dziewczyną któregoś z was, to nie chcę, aby ten związek się rozpadł przeze mnie. Violu... - skierował się do nastolatki. - Wytłumacz nam wszystkim jak to jest.
- No więc... Leon... - zwróciła się do swojego byłego. - Okłamałeś mnie. Spiskowałeś z Ludmiłą, żebym tylko nie była z Tomasem mimo, iż byłam z tobą. Tomas... - skierowała się do niego. - Kocham Cię, ale nie potrafię sobie nas wyobrazić razem. Przepraszam. A co do ciebie, Diego... - skierowała się nowego. - Podobasz mi się. I to bardzo...
- To może wyjdziemy dzisiaj gdzieś wieczorem? - zaproponował.
- Bardzo chętnie. - uśmiechnęła się.
- Pablo... - powiedziałam.
- Tak?
- A może my też wyjdziemy dzisiaj gdzieś wieczorem?
- Heh... - uśmiechnął się. - Jeśli moja Księżniczka sobie tego życzy... - pocałował mnie.
----------------------------------------------------------------------------------
* - tekst z serialu. Rozmowa Pabla z Tomasem (ok. 5-8 odcinek chociaż nie jestem pewna)
Od razu mówię, że w drugim sezonie wolę Diego,
a w pierwszym wolałam Tomasa,
chociaż Leon mi nie przeszkadza
no i jeszcze Federico :)).
Lecz jeśli mam wybierać z całej czwórki to wybieram Diego :D.
I wiem, że w rozdziale jest wielkim przeciwieństwem siebie niż w serialu,
ale chcę, żeby był dobrym chłopakiem :).

Pozdrawiam
bloggerka

Ps. Przepraszam, że rozdział pojawił się o dwie i pół godziny później niż miał, lecz nie mam prądu, a jeśli ma ktoś ruter, to wie, że on jest na prąd :(. Specjalnie pojechałam do cioci, aby dodać rozdział, lecz okazało się, że nie ma laptopa, więc dodałam go z telefonu w związku z czym spoiler pojawi się dopiero za ok. 2-3 godziny. Przepraszam! :((

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 44 - Urodziny

Ten rozdział dedykuję
fanką Tini Stoessel!
Ten rozdział jest napisany
z myślą o Was!
- Pablo, jesteś gotowy? Za chwilę musimy wyjść, bo się spóźnimy.
- No już, chwila... Nie mogę zawiązać tego krawatu!
- Chodź tutaj... - podszedł do mnie. - Facet, jak facet, nic nie umie.
- Oj, tam...
- Gdyby nie ja, to byś zginął, przyznaj.
- Może... - spojrzał się na mnie. - No dobrze... Zginąłbym.
- Gdzie jest prezent dla Violetty?
- Chyba w salonie, w szafce koło lustra...
Poszłam sprawdzić czy tam był. Mój mąż miał rację.
- O, jest.
- I to ja bym zginął?
- No już nie ważne. Wychodzimy.

- Sto lat Violu!
- Dziękuję Angie. Dzięki Pablo. Dzięki, że przyszliście.
Weszliśmy do środka. Salon był pięknie ozdobiony balonami, serpentynami i bibułą, a na oparciu od schodów znajdował się napis: "Violetta 17". Moja mała siostrzenica już dorasta... Na stole stało mnóstwo słodyczy, co chyba bardzo zadowoliło mojego towarzysza. W około tych wszystkich przysmaków siedzieli znajomi Violi: Camilla, Francesca, Maxi, Naty, Andres i o dziwo Ludmiła. 
- Co ci kupili? - zapytała Francesca. - Przepraszam, nie powinnam...
- Ależ spokojnie, Fran. - odparła Violetta. - Dostałam... ojej! Jakie to wspaniałe. Dziękuję Wam! - nastolatka przytuliła się do nas.
- Co to? - zapytali wszyscy.
- To jest płyta, którą wydała moja mama.
- Może ją włączymy? - zaproponował Maxi.
- Lepiej sami coś zaśpiewajmy. - zaproponowałam.
- Dobry pomysł. - stwierdziła moja siostrzenica. - Ale później ją włączymy. Pablo, możesz?
- Ja? No dobrze. - usiadł przy pianinie. - To co śpiewamy?
- Może "Ven y canta"?
- Nie, nie! Zaśpiewajmy "Are you ready for the ride?"!
- Nie! "En mi mundo"!
- Najlepiej zaśpiewajmy "Juntos somos mas"!
- Mam pomysł. - odezwał się Pablo i zaczął grac melodię "Tienes el talento".
Grita fuerte que tienes el talento,     Krzycz na cały głos, że masz wielki talent,
Canta vas a brillar,                           Śpiewaj i zabłyśnij,
Abre tu corazón al universo,             Otwórz swoje serce na wszechświat,
Anímate a soñar                             Obudź się, by marzyc
Hoy no te detendrás!                      Dziś nic Cię nie zatrzyma!
- Brawo, brawo! - schodził z góry German, a za nim Ramallo.
- Dziękuję tato. - moja siostrzenica przytuliła się do ojca. - Zostaniesz z nami?
- Bardzo bym chciał, ale niestety nie mogę... Muszę iść razem z Ramallo na spotkanie.
- Szkoda...
- Ale gdy wrócę opowiesz mi wszystko. A i zostaw mi kawałek tortu! - powiedział mój szwagier wychodząc.
Nagle zapadła niezręczna cisza, którą postanowiłam przerwać.
- A co wy na to, aby pościć płytę Marii i zjeść tort?
- Tak, chętnie.

- Ale smaczny ten tort!
- Dziękuję, miałam robić sama, ale Olga mi pomagała.
Tort był trzypiętrowy o smaku truskawkowo-waniliowym. Oblany był czekoladą, a następnie zostały powkładane w polewę owocowe drażetki. Na samej górze znajdowało się małe zdjęcie naszej solenizantki. Oczywiście ono nie było do zjedzenia. Miała wtedy ok. 12 lat.
- Violu, mogę Cię o coś zapytać?
- Tak, oczywiście.
- Ostatnio mówiłaś, że odkryłaś plan Leona i Ludmiły... Czy to znaczy, że chodzisz z Tomasem?
- Nie, jestem sama i na razie niech tak zostanie.
W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Nastolatka poszła zobaczyć kto to, a my za nią.
- Dzień dobry, nazywam się Oskar Kardozo. Ja przyszedłem do Oleńki...
- Oleńki? - zdziwiła się Violetta. - Ach, do Olgi! Zapraszam, Olga siedzi w kuchni, to są pierwsze drzwi po prawo.
- Bardzo dziękuję.
Odeszliśmy od drzwi, lecz chwilę później dzwonek ponownie zadzwonił.
- Ciekawe kto tym razem... - zastanawiała się Viola.
Moja siostrzenica podeszła do drzwi i otworzyła je.
- Witam, nazywam się...
----------------------------------------------------------------------------------
Kto stał w drzwiach? - Odpowiedź już jutro!
Przepraszam, że rozdział taki krótki,
lecz nie miałam weny na dłuższy.

Co do nazwiska konkubenta Olgi -
podejrzewam, że pisze się je przez "C",
lecz stwierdziłam, że napiszę przez "K".
Normalnie uwielbiam tego gościa! :D

Przeżyjcie jak najlepiej ten ostatni dzień weekendu!
bloggerka

niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 43 - Randka

Ten rozdział dedykuję
miłośnikom randek!
- To dokąd idziemy na tę randkę? - zapytałam.
- Niespodzianka. Zaraz zobaczysz... To tutaj.
Rozejrzałam się. "Teatr Wielki w Buenos Aires". To tutaj moja siostra dała pierwszy, prawdziwy koncert. Budynek był niedawno remontowany. Ciekawe, czy dużo się w środku zmieniło?
- Obejrzymy spektakl? - zapytałam.
- Tak. Dzisiaj premiera.
- Ale czy nie za dużo Cię to kosztuje?
- Angie, przecież raz na jakiś czas mogę Cię gdzieś zabrać i zapłacić więcej. Nie przejmuj się takimi rzeczami.
- Racja... To co, idziemy?
- Tak, jasne... Panie przodem. - otworzył mi drzwi.
Jak tam było pięknie! Wszystko błyszczało... Podeszliśmy do kasy i kupiliśmy bilety. Następnie ruszyliśmy w stronę szatni. Zostawiliśmy w niej kurtki. Wieszaki były takie ozdobne. Obejrzałam się za siebie "toaleta".
- Musisz do łazienki? - zapytał Pablo.
- Nie, ale chyba się zmuszę... Poczekaj tutaj na mnie.
Weszłam do damskiej ubikacji. Pierwsze co mnie zachwyciło to, to, że była taka zadbana. Znajdowały się w niej cztery kabiny. Weszłam do jednej z nich. Wiem, iż to dziwnie zabrzmi, lecz gdybym mogła, nie wychodziła bym z niej. Podeszłam do kranu, który był pięknie przy złocony. Umyłam ręce, a następnie wróciłam do mojego męża.
- I jak tam?
- Gdybym mogła zostałabym w tej toalecie wieczność.
- Aż taka ładna? Mają złoty papier toaletowy? - zaśmiał się.
- Nie, coś Ty. Jak na łazienkę jest naprawdę ładna. - stwierdziłam. - Idziemy na sale?
- Tak, chodźmy.
Sala, w której miał się odbyć nasz spektakl była ogromna. Zajęliśmy nasze miejsca. Mieliśmy wiele szczęścia, bo udało nam się kupić bilety z miejscami w drugim rzędzie.
- Jaka ta sala jest wielka... - mruknęłam.
- Masz rację. Zaczyna się...
Przedstawienie się zaczęło. Oglądałam wsłuchując się w każde zdanie postaci grających. Nagle zobaczyłam, że chłopakowi, który siedzi przede mną chyba jest niedobrze. Jakaś dziewczyna (podejrzewam, że jego narzeczona) wzięła go za rękę i miała wyprowadzić z sali, gdy ten wstał i... zwymiotował prosto na głównego aktora! Nie będę ukrywała, że to było ohydne, ale też zabawne. Cała sala, po cichu parsknęła śmiechem. Chwilę później można było usłyszeć, że aktorzy zarządzają przerwę, która będzie trwała 10 min. Można w tym czasie wybrać się do bufetu, albo na balkony widokowy. Ja i Pablo zdecydowaliśmy, że pójdziemy na balkon. Znajdował się on bardzo wysoko, przez co świetnie się oglądało nasze miasto. Wyglądało zupełnie inaczej niż się spodziewałam.
- Ładnie tutaj, prawda? - zapytał.
- Prześlicznie. Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Przestaliśmy tam parę minut, lecz stwierdziliśmy, że trzeba już wracać, bo zaraz się zacznie dalsza część przedstawienia. Jednak główny aktor ponownie nie miał szczęścia. Gdy schodziliśmy ze schodów, nie zważyliśmy mężczyzny, który szedł sobie z kawą (nie wiem, kto pozwolił mu wynieść ją z bufetu) weszliśmy na siebie. Ja byłam cała, Pablo też i ten facet. Ucierpiała tylko jego kawa, która poleciała na aktora grającego główną rolę w spektaklu...
- Co państwo zrobili?!?
- O co panu chodzi? - zapytał mój mąż. - To tylko taka niewielka plamka...
- Każdy się może potknąć, prawda? - odparłam.
- Ja... Ymch! - zdenerwował się.
- To my już pójdziemy... - stwierdziliśmy i odeszliśmy.
- Koleś nie ma dzisiaj za dużo szczęścia... - uśmiechnął się Pablo zajmując swoje miejsce na sali.
- Jego pech jest zabawny. - odpowiedziałam.
Przedstawienie się zaczęło. Nagle słyszę... telefon dzwoni.
- Co za idiota nie wyłącza telefonu, gdy jest w teatrze!?! - wkurzył się aktor.
Tak, tak... Ten sam aktor. Spojrzałam się na mojego męża.
- To Ty? - zapytałam szeptem.
- Zapomniałem. Przepraszam.
- Ach! To pan! - odparł aktor. - Pan dowcipniś od kawy, tak? A to pana żona? Ochrona proszę ich wyprowadzić! Oni tylko przynoszą nieszczęście!
- Ale to z wymiotowaniem to nie my! - odezwałam się, zupełnie nie wiem po co.
- Mniejsza o to. Mam Was dosyć!
I tak oto, w ten sposób zostaliśmy wyrzuceni z teatru. Mimo wszystko, bardzo mi się tam podobało, lecz chyba już za prędko nas tam nie wpuszczą...
- Podobało Ci się?
- Szczerze? Było zabawnie! Najlepszy był ten koleś w pierwszym rzędzie, co zwymiotował na tego głównego aktora.
- Nie wyszło tak jak planowałem.
- Było lepiej niż się spodziewałam. Naprawdę.
- To co robimy?
- Jestem głodna. Może chodźmy coś zjeść? Tylko nie do jakiejś pięciogwiazdkowej restauracji, bo na bank nas stamtąd wyrzucą... - uśmiechnęłam się.
- Racja... Może chodźmy do Resto Band?
- Dobry pomysł.

/W Resto Band/
- Poprosimy średnią pizze nr 3 i dwie duże cole.
- Już się robi.
Siedzieliśmy przy stoliku. Akurat weszliśmy w samą porę, aby posłuchać, jak Leon i Violetta śpiewają "Nuestro camino".
Quiero mirarte                      Chcę patrzec na Ciebie
Quiero sonarte                     Chcę śnic o Tobie
Vivir contigo cada instante      Przeżyc z Tobą każdą chwilę
Quiero abrazarte                   Chcę Cię przytulic
Quiero besarte                     Chcę Cię pocałowac
Quiero tenerte junto a mi      Chcę Cię mieć blisko mnie
Pues amor es lo que siento.   Przecież miłośc jest tym, co czuję.
Eres todo para mi.                 Jesteś wszystkim dla mnie.
Kelner podał nam napoje. Stwierdziliśmy, że poco będziemy pili z dwóch kubków, jak można z jednego. Jak pomyśleliśmy, tak też zrobiliśmy. Przełożyłam swoją słomkę do kubka Pabla. Jedliśmy i słuchaliśmy jak śpiewają. Wszystko w tej piosence było prawdą o mnie i o Pablo... Do domu wracaliśmy późnym wieczorem trzymając się za ręce i nucąc sobie tę piosenkę...
----------------------------------------------------------------------------------
Dłuższy, ciekawszy, romantyczniejszy i zabawniejszy -
tak można określić dzisiejszy rozdział.
Mam ogromną nadzieję, że się podobał
(głównie fanką Pangie).
Wiem, że jest taki mało realny,
ale po prostu coś mnie tak natchnęło, na rozdział tego typu,
więc musiałam go napisać :D. 

Za pomysł o wspólnym kubku (w Resto Band) zawdzięczam
Angeles Saramego.
Bardzo Ci dziękuję!
Wpadnij! - powinnam już dawno polecić jej blog.
Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam.

Pozdrawiam
bloggerka