czwartek, 24 kwietnia 2014

To wszystko mnie przerasta...

Witajcie Kochani!
Wy na pewno wiecie, jak ja uwielbiam ten blog.
Lubię pisać rozdziały, wiedząc, że ktoś to czyta <3.
Jest mały problem...
Nie, nie bójcie się - nie zawieszam bloga ;).
Raczej nie wstawię dzisiaj rozdziału...
Przepraszam, ale jednocześnie proszę o zrozumienie.
Rozdział jest w takim stanie, jakim jest... Nie wygląda to najlepiej...
A ja mam jeszcze mnóstwo roboty...
Przed chwilą skończyłam hiszpański, muszę jeszcze odrobić lekcję,
zrobić prezentację na muzykę i najgorsze co mnie czeka - przeczytać chociaż połowę lektury.
Lubię czytać, to fakt, lecz lekturę mamy badziewną.
Nawet jej jeszcze nie otworzyłam... Co prawda test mamy w poniedziałek,
ale nagle pani ma swoje 'widzi mi się' i kazała nam na jutro przygotować
pytania o lekturę z odpowiedziami...
Jestem strasznie zdenerwowana, bo nic mi nie wychodzi...
Mam dzisiaj strasznie kiepski dzień...
Tak więc, dzisiaj nie będzie rozdziału. Przepraszam raz jeszcze...
Najprawdopodobniej zaległy rozdział pojawi się w niedzielę  (27.04 - coś podobnego, 
jak wtedy, gdy nie wstawiałam rozdziałów, bo był test szóstoklasisty).
Nie jest powiedziane na 100%, że go nie będzie, ale raczej się go nie spodziewajcie...

Przepraszam, po raz kolejny!
Wiecie, że Was uwielbiam i staram się wydłużać, wstawiać te rozdziały,
ale jak na razie, to szkoła mi wszystko psuje... :(
bloggerka

środa, 23 kwietnia 2014

Sezon 2 - Rozdział 54 - Wyjazd na plażę

Hehe... Co ich dzisiaj czeka?
Dowiecie się czytając rozdział!
Zapraszam! ;)
Smacznie sobie spałam... Spodziewałam się, że obudzę się dzisiaj sama z siebie... Nagle poczułam dotyk na plecach i usłyszałam, jak mój mąż mówi moje imię... Później zaczął coraz głośniej i głośniej. Na koniec zastraszył mnie, że jeśli nie wstanę, to On obleje mnie wiadrem zimnej wody, tak na rozbudzenie.
- Która jest godzina? - zapytałam.
- 5:45.
- To dlaczego tak wcześnie mnie obudziłeś?
- Bo mam dla Ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę? A nie może ona zaczekać aż się wyśpię?
- Nie. Wtedy już na nią nie zdążymy.
- Ależ Pablo...
- Angie chodź. - złapał mnie za rękę. - W samochodzie sobie odeśpisz...
W samochodzie? Od kiedy? My zawsze praktycznie chodziliśmy wszędzie na nogach... Czyli to naprawdę musiała być jakaś wyjątkowa niespodzianka... Wolno wstawałam z łóżka i można powiedzieć, że wręcz się ślimaczyłam. Gdy w końcu udało mi się odnaleźć ubrania, ruszyłam do łazienki i przebrałam się. Wychodząc z niej mój mąż złapał mnie za rękę i zaciągnął na dół, do auta.

Starałam się po drodze zasnąć, lecz nie mogłam. Całą drogę zżerała mnie ciekawość, dokąd jedziemy... A nawet, gdy już prawie zasypiałam, coś zawsze musiało zatrząść samochodem i od razu się rozbudzałam. Pablo sądził, że spałam. A dobrze... Mógł tak sobie sądzić... Przynajmniej miałam chwilę spokoju... Droga niebywale mi się wydłużała... Gdy nareszcie udało mi się przysnąć, mój mąż zaczął mnie budzić.
- Angie... Angie... Jesteśmy na miejscu...
Jednak nie byliśmy. Musieliśmy iść jeszcze parę dobrych kilometrów do tego całego miejsca na pieszo... Byłam padnięta. Każdy z nas coś musiał nieść. Mnie się akurat trafił kosz piknikowy, oraz kocyk. Gdy po trzydziestu minutach dotarliśmy, myślałam, że zaraz zejdę z tego świata... Nagle podniosłam wzrok do góry i ujrzałam...
- Łał... Jak tutaj jest pięknie...
- A nie mówiłem? Opłacało się wstać o szóstej rano.
- No... - od razu przypłynęło do mnie więcej energii. - Gdzie się rozstawiamy?
Gdy tylko rozstawiliśmy swoje tobołki, chciałam zachęcić Pabla do robienia czegoś, lecz On, jak z resztą zwykle, złapał lenia.
- Gramy w siatkę?
- A nie możemy się trochę poopalać?
- Znowu chcesz się uwalić na plaży i tak sobie leżeć, tak? Mamy taki piękny, słoneczny dzień, a ty chcesz się opalać? Nie wiem, czy wiesz, ale grając w siatkówkę także się opalisz.
- Ja mam lepszy pomysł... - objął mnie w pasie i weszliśmy razem do morza.
Bawiliśmy się razem świetnie. Pływaliśmy, graliśmy w piłkę... Mój mąż nareszcie był aktywny fizycznie... Było bardzo fajnie, ale dookoła było mnóstwo ludzi... Gdy się ściemniło, wszyscy sobie nareszcie poszli. Zostały tylko pojedyncze osoby... Była już godzina 19:30. Słońce już prawie zaszło... Siedzieliśmy z Pablem na kocu i odpoczywaliśmy... Pod pretekstem ziewnięcia, objął mnie ręką. Wtuliłam się bardziej w Jego ramię... Był taki ciepły... Słońce tak pięknie wyglądało... Nagle z naszego koszyka piknikowego wyjął butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. Wlał do nich napój i podał mi jeden. Ponownie wtuliłam się w Jego ramię i oboje piliśmy wino... Było tak romantycznie...
- Pablo...
- Tak, Najdroższa?
- Co do tej sprawy z Agatą to...
- Nie. Mieliśmy o tym nie mówić.
- Pablo, ale posłuchaj mnie.
- Nie, Angie.
- Pablo! Ja wierzę, że to nie Ty! - krzyknęłam. Nagle mój mąż ucichł. - Gdybyś to był Ty, to nie byłbyś tutaj, teraz ze mną, tylko robił byś sobie co chcesz i kiedy chcesz. Nie wierzę, że byłam taka głupia i dałam się w to wrobić...
- Czyli sugerujesz, że to Aga kłamała?
- Też nie... Nie wiem jaka jest prawa. Najgorsze jest to, że oboju wam ufałam, a teraz ktoś mnie okłamał... I wątpię, żebyś to był Ty, tak więc... To raczej była ona...
- Przykro mi, Angie...
- Dlaczego?
- Bo wychodzi na to, że się z nią pomyliłaś... - powiedział. - Dobra, już. Nie mówmy o tym... Cieszmy się chwilą. - powiedział. - Za nas. - podniósł kieliszek do góry.
- Za nas... - odpowiedziałam.
Wypiliśmy całą zawartość, gdyż nie dużo na dnie zostało. Odłożyłam kieliszek, na piasek, obok i bardziej się w Niego wtuliłam. Podniosłam głowę w górę i spojrzałam Mu się w oczy...
- Kocham Cię... - powiedział i zaczął zbliżać swoje usta do moich.
- Ja Ciebie też... - nasze usta złączyły się w jednym, długim pocałunku...

No i mam nadzieję, że się podobało! ;)
Przepraszam, że krótkie, ale mam jechać do babci spać,
a mój tata, jak zwykle się niecierpliwi :P.
Nie pojawi się także dzisiaj spoiler. Przepraszam!

Miłej nocy!
bloggerka

wtorek, 22 kwietnia 2014

Sezon 2 - Rozdział 53 - Pociągająca czerwień...

Co Pablo i Angie będą robić dzisiaj?
Czytając rozdział się przekonacie!
Zapraszam! ;)
Byłam bardzo ciekawa, co mój mąż zaplanował na dzisiaj do robienia. Wczorajsza wycieczka bardzo mi się podobała. Widziałam tyle ciekawych miejsc... Ale miałam nadzieję, że dzisiaj mamy trochę luźniejszy grafik. Wczoraj wszystko robiliśmy bardzo szybko, żeby się nie spóźnić do następnego miejsca. Obróciłam się na drugi bok. Mój mąż jeszcze spał... Od razu przypomniałam sobie tą  sytuację z wczoraj... Z tym testem ciążowym... "Ja przecież mogłam go źle zrobić..." - zmartwiłam się. Usiadłam na łóżku i uświadomiłam sobie, że nie mam na sobie żadnych ubrań. Założyłam na siebie koszulę Pabla, która leżała na ziemi i weszłam do łazienki. Przemyłam twarz wodą, popatrzyłam się na siebie trochę w lustrze i wróciłam do pokoju. Nie wiem dlaczego, ale gdy zawsze patrzyłam na siebie w lusterkach, to właśnie to dodawało mi otuchy... Nagle zobaczyłam, że mój mąż już nie śpi.
- To co dziś robimy? - zapytałam.
- Dziś nie robimy absolutnie nic!
- Jak to nic? Nie zaplanowałeś kompletnie nic do roboty?
- Zaplanowałem, ale dopiero na wieczór.
Aha... No to co ja mogę porobić? Gdybym wiedziała, że dopiero będziemy robić coś wieczorem, to bym tak szybko nie wstawała. Chwilę sobie myślałam i nagle wpadłam na super pomysł. Wzięłam swoje ubrania i wróciłam do łazienki, żeby się przebrać. Gdy byłam już gotowa i miałam wyjść z pokoju, Pablo nagle zapytał:
- Chwila, a gdzie Ty idziesz?
- Gdzie? Do spa.
- Ale dlaczego?
- Bo skoro twierdzisz, że mamy zaplanowany dopiero wieczór, to mogę ten czas wykorzystać i iść do spa.
- Ale to jest nasza rocznica ślubu... Powinniśmy spędzić ją razem.
- To chodź ze mną.
- Wybacz, ale ja się do babskich spraw nie wtrącam.
- No już dobrze... - powiedziałam. - Zostanę...
Sięgnęłam telefon i wybrałam numer mojej przyjaciółki. Chciałam z nią porozmawiać, lecz nie odbierała... Trudno... Położyłam się obok mojego męża i czas zaczął mi lecieć...

/Wieczór/

Pablo dał mi jakąś torebkę, w której była piękna czerwona sukienka. Przebrałam się w nią i ruszyliśmy, gdzieś, gdzie tylko mój mąż wiedział, dokąd się udajemy. Przy wchodzeniu zakrył mi oczy. Gdy byliśmy już na miejscu mogłam je otworzyć...
- No tego, to ja się nie spodziewałam... - byliśmy w klubie.
- Świetne, co nie?
- Nie sądziłam, że Ty kiedykolwiek będziesz w stanie przyjść do klubu...
- A jednak.
- To ja już rozumiem skąd ta sukienka... - powiedziałam. - To co? Idziemy tańczyć?
Tańczyliśmy praktycznie cały czas. Raz taniec wolny, raz szybki... Pamiętam, że bawiłam się świetnie... Wypiłam chyba trochę za dużo, ale to nie ważne. Czuliśmy się tak swobodnie na parkiecie. Jeszcze zdaniem mojego męża wyglądałam "bardzo pociągająco w tej czerwonej sukni". Miałam dobre przeczucie w sklepie, bo wiedziałam, że powinnam kupić szminkę koloru tak czerwonego, że prawie krwistego. Tańczyliśmy, piliśmy... Bawiliśmy się w najlepsze. Gdybyście widzieli ten taniec... Tak namiętnie się całowaliśmy... Po jakimś czasie stwierdziłam, że muszę iść do łazienki, gdyż wyglądałam okropnie... Rozmazałam sobie makijaż, rozczochrałam włosy... Mój mąż, nie chciał mnie tam puścić samej. Ciekawe dlaczego...
(Tsaa... Rocznic ślubu, nie ma dziecka więc muszą to wykorzystać ;P. Strefa +18)
Poszłam do ubikacji, a Pablo szedł za raz za mną. Stanęłam przy lustrze i poprawiałam sobie makijaż. Wtem mój mąż objął mnie od tyłu i zaczął całować moje ramię.
- Może zademonstruję Ci dzisiaj jak robi się szybki numerek, w takich właśnie miejscach? Co Ty na to?
- Zgłupiałeś już do reszty? - zapytałam.
- Angie, powiedzmy sobie szczerze...  - szepnął mi do ucha. - Musisz się nauczyć jeszcze wielu rzeczy i ja właśnie chcę Ci w tym pomóc... - straciłam kontrolę nad sobą.
Weszliśmy razem do kabiny całując się. Mój mąż przekręcił zamek i zaczęło się...
- Angie, czyżbyś umalowała się tak specjalnie dla mnie? - zapytał przyciskając mnie do ściany.
- Kto wie, kto wie... - odpowiedziałam.
- Ty wiesz jak bardzo pociągają mnie kobiety w tak uwodzicielskim makijażu...
Tym razem gra wstępna była bardzo krótka, ale za to bardzo brutalna. Pablo robił wszystko bardzo szybko. Mogę powiedzieć, że gdyby ktoś nas zobaczył, to mógłby pomyśleć, że On mnie gwałci. Pierw namiętnie mnie całował i obejmował. Jego ręce powędrowały na mój suwak od sukienki. Rozpiął mi ją trochę, następnie zsunąłw dół tak, że mógł widzieć moje piersi. Dotykał mnie po nich rękoma. Wszystko działo się bardzo szybko i energicznie. Nagle zjechał jedną ręką w dół, pomiędzy moje uda. Po cichu zaczynałam jęczeć. Nie wiem dlaczego. Może z tej racji, że wszystko działo się tak szybko? Nim się obejrzałam mój mąż miał już spodnie zdjęte i zaczął wystukiwać we mnie coraz to szybszy i szybszy rytm. Nie chciałam się drzeć, ale było mi tak dobrze... Coraz głośniej zaczynałam jęczeć, a Pablo dyszeć. Jedynym minusem tego wszystkiego było to, że strasznie mocno przyciskał mnie do ściany, ale nie miałam chwili wytchnienia, żeby o tym pomyśleć. Doszliśmy w końcu do szczytowania. Na sam koniec mój mąż postanowił jeszcze zjechać ze swoim językiem trochę niżej brzucha... Robił nim takie cudne rzeczy, że myślałam, że zaraz odejdę z tego świata... Było mi tak dobrze, że moje nogi robiły się coraz bardziej miękkie i nie wiele by brakowało, abym się przewróciła. Nagle skończył. Bez opamiętania wyszedł i podszedł do lustra. Zanim dotarło do mnie, że to już koniec, minęło jeszcze trochę czasu.
(Okej... Co za dużo to niezdrowo :D.)
O bardzo późnej porze wróciliśmy do naszego pokoju hotelowego, położyliśmy się na łóżku  i od razu zasnęliśmy. W Jego ramionach czułam się tak bezpiecznie... W końcu byłam pewna, że On nie byłby w stanie skrzywdzić moją przyjaciółkę... Musiało się stać coś innego...

Wiecie przez kogo tyle scen +18 się pojawia? Przez Violetta Polska!
Jeśli ktoś był na ich ask'u, wczoraj,
albo przed wczoraj po 22 to wie, o co mi chodzi... ;D.
Powiem tylko tyle, że Wiolczur jest najlepsza! <3
Zrobiłam nawet parę screen'ów, ale wolę je zachować dla siebie. ;)

Ale ładna pogoda, co nie?
W takim razie ja już nie przynudzam, korzystajcie z pogody!
Ja właśnie ruszam na rolki
i pewnie znowu nie będę mogła siadać przez tydzień, ale co tam! ;D

Miłego dnia! :*
bloggerka

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Sezon 2 - Rozdział 52 - Pierwszy dzień w Madrycie

Jak Angie i Pablo spędzą pierwszy dzień w Madrycie?
Dowiecie się czytając ten oto rozdział!
Zapraszam! ;)
A jednak... Jednak trochę się przespałam... To przecież chyba nawet lepiej. Nie myślałam o tym tak bardzo. Przewróciłam się na drugi bok z nadzieją, że zobaczę tam Pabla. Jednak Go tam nie było. Przyznam, że nieco się zdziwiłam. Wstałam i zapukałam do łazienki. Sądziłam, że tam będzie. Znowu się pomyliłam. Ubrałam się i zeszłam na dół, do recepcji. Spytałam się, czy tam widzieli mojego męża. Powiedzieli mi tylko tyle, że wyszedł jakieś dwie godziny temu...  Zaczęłam do Niego dzwonić, ale nie odbierał... Nie miałam pojęcia, gdzie Go mogę szukać... Przeszukałam cały hotel. Spa, restaurację... Nigdzie Go nie było, a wychodzić nie miałam po co, gdyż to nie miałoby sensu... Wróciłam się do pokoju. Usiadłam na łóżku i czekałam... "Może za chwilę przyjdzie?" - pomyślałam. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w drzwi. Nagle oczy zaczęły mi się same zamykać... Myślałam, że zaraz zasnę, gdy nagle usłyszałam, jak się otwierają. Byłam już tak zmęczona, że ledwo otworzyłam oczy.. Lecz gdy je otworzyłam, zobaczyłam swojego męża. Od razu stanęłam na nogi.
- Pablo! - krzyknęłam. - Gdzieś Ty był?!
- Jak to, gdzie byłem? Byłem w aptece kupić Ci test ciążowy!
- Byłeś w aptece, tak? - zdziwiłam się. - Dwie godziny!?!
- Tak. Okazało się, że apteka jest czynna od 10, a ja przyszedłem o 9, bo szedłem na pieszo, to stwierdziłem, że nie opłaca mi się wracać i poczekałem pod budynkiem. A teraz masz. - podał mi pudełko. - Idź do łazienki i zrób w końcu ten debilny teścik.
Zamknęłam się w łazience i robiłam wszystko tak, jak wtedy, gdy Pablo sugerował, że jestem w ciąży, rok temu. Gdy skończyłam, wyszłam. Pablo czekał na mnie, aż powiem Mu, czy będziemy mieli kolejne dziecko, czy nie.
- I co?! Jaki wynik!? - zapytał, gdy tylko zobaczył mnie w drzwiach.
- Pablo...
- Będziemy mieli drugie dziecko, prawda?
- Nie. Nie jestem w ciąży...
- Uff... Całe szczęście... Ale by była wtopa...
- Ale to nie jest pewne... - powiedziałam. - Mogłam źle zrobić test. Musimy iść do lekarza.
- Ale chyba nie teraz, co? - zapytał. - Jak wrócimy, to pójdziesz do swojego ginekologa. Chyba, że wolisz, żeby badał Cię jakiś obcy facet...
- Nie...
- No, dobra. Przestańmy o tym myśleć. Mamy mnóstwo planów na dzisiaj. Musimy się zbierać.
- Tak? A dokąd mnie dzisiaj zabierasz?
- A to niespodzianka. Zobaczysz na miejscu.
Zeszliśmy na dół, a tam... czekała na nas bryczka! To było takie urocze. Uwielbiam jeździć bryczkami! Jeździliśmy po mieście i zwiedzaliśmy najróżniejsze miejsca. Głównie zajęliśmy się oglądaniem tych starożytnych miejsc. Nie za bardzo interesuję się historią, ale to było wyjątkowo ciekawe. Jeździliśmy tu i tam... Dzięki temu, zapomniałam o tym, że mogę być w ciąży i o problemie z moją przyjaciółką... Do domu wróciliśmy bardzo późno, lecz przed tym wstąpiliśmy jeszcze do baru, który znajdował się w naszym hotelu. No przyznam... Wypiliśmy trochę... I możliwe, że trochę za dużo... Ale to tylko taki szczegół... Weszliśmy do pokoju i stwierdziliśmy, że pójdziemy spać. Wtem Pablo wpadł na pewien pomysł...
- Angie, a co Ty na to, żeby tak się razem wykapać?
- Pablo, no chyba już do reszty zgłupiałeś!
- No, nie...  Dlaczego tak sądzisz?
- Wspólna kąpiel, tak?
- Nom. Chodź pokażę Ci, jak to działa... - złapał mnie za rękę.
(Tak, jak mówiłam. Strefa +18. W końcu są na rocznicy. Dajmy im zaszaleć ;D)
Weszliśmy do łazienki. Nie wiem dlaczego, Pablo przekręcił drzwi na klucz. Później podszedł do mnie i zaczął mnie całować w usta... Bardzo namiętnie... Zaczęliśmy powoli się przesuwać. Nagle poczułam, że doszliśmy do ściany, między wanną, a prysznicem.
- To co pani wybiera? - zapytał ściągając ze mnie bluzkę. - Prysznic czy wannę?
- Hmm... No nie wiem... - powiedziałam rozpinając Mu spodnie. - A gdzie mnie pan bardziej zaskoczy?
- Ooo... Trudne pytanie... I tutaj, i tutaj potrafię być zaskakujący. - powiedział zdejmując ze mnie ostatnie części garderoby. - To może wszystkiego po trochu?
- Jeśli ma pan takie życzenie... - powiedziałam i pozbywając się z Niego bluzki, oraz bielizny.
Pierw znaleźliśmy się pod prysznicem. Oparłam się o ściankę i nadal się całowaliśmy, a mało tego, puściliśmy wodę, aby leciała. Nie za mocno, ale tak nastrojowo. On pieścił moje piersi rękoma, później zjechał głową do nich i łatwo się domyślić, co z nimi robił. Następnie zjeżdżał coraz niżej i niżej, aż w końcu znalazł się w moim najczulszym miejscu... Językiem błądził po 'tamtych' okolicach. Następnie trafił w to najczulsze. Zaczęłam cicho pojękiwać. Nagle wstał i już miał we mnie wejść, gdy nagle przypomniałam sobie o naszym wczorajszym błędzie.
- Ej, nie zapomniał pan o czymś? - zapytałam.
- A, no racja, racja... - sięgnął po pudełko prezerwatyw i sięgnął z paczki jedną sztukę.
- No... Teraz możemy kontynuować...
Mój mąż dokończył to co zaczął. Mocno Go objęłam, gdyż cały czas przyspieszał. Gdy się zmęczył, przestał i przenieśliśmy się do wanny, którą napełnił wcześniej wodą. Było w niej dużo piany, co bardzo mi się podobało. Pierwsza znalazłam się tam ja. Leżałam na plecach, a zaraz na mnie położył się Pablo. Kontynuował to co przerwał jednocześnie dotykał mnie po całym ciele. Po pewnym czasie, obrócił mnie na drugi bok i tym razem robił to, z tymże u góry. Najlepszym efektem było to, że byłam cała w pianie (:D). Po długim czasie wyszliśmy z wody, ubraliśmy się w szlafroki i wyszliśmy z łazienki, która cała była zalana, przez nas.
(Dobra, dobra... Już im starczy jak na dzisiaj ;P. Koniec +18)
- Chyba częściej będziemy brać taką kąpiel, co? - zapytał mnie mój mąż.
- Tak. - odpowiedziałam. - Ale bierzmy ją w wannie z pianą.
- Fajniej było, co nie? - uśmiechnął się i objął mnie w pasie. - Kocham Cię. - powiedział i pocałował mnie.
Nagle nie wiem skąd, przypomniał mi się moment, jak weszłam do mojej sypialni i zobaczyłam tam Agatę i Pabla razem...
- A jakoś tam, wtedy, o tym zapomniałeś...
- Angie, błagam Cię... Możemy już nie drążyć tego tematu? Przecież umówiliśmy się, że zapomnimy o tym, na czas rocznicy.
- Tak, ale myślisz, że to tak łatwo? Z jednej strony wierzę Ci, że jej nie zgwałciłeś, ale z drugiej, po co ona miałaby mnie kłamać?
- Angie, kiedy w końcu zrozumiesz, że ja jej nie robiłem źle? Ona sama mnie uwiodła!
- Niby dlaczego miała by to zrobić?
- Nie wiem, może nie chciała już buc dziewicą? Albo wstydziła się tej prawdy przed moim bratem?
- Ta rocznica, to najgorszy czas jaki spędzam z Tobą! - krzyknęłam.
- To może powinniśmy spędzić go jak najlepiej, a nie się kłócić?
- Ale to ty zacząłeś.
- Najdroższa... Nie zachowuj się, jak małe dziecko... Nie mów, że to najgorszy czas, gdyż przecież podobało Ci się to, co się przed chwilą działo.
- Czasami mam ochotę Cię tak po prostu zabić, za to, że musisz mieć rację!
- I widzisz? Jeszcze nigdy tego nie zrobiłaś. Nawet nie próbowałaś... Jednak coś tam dla Ciebie znaczę. - uśmiechnął się.
- Wiesz, jak ja Cię kocham? - powiedziałam przytulając Go.
- Nie miałem bladego pojęcia... - dla żartów walnęłam Go lekko łokciem w brzuch. - No dobrze, dobrze... A co niby miałem powiedzieć? Spodziewałem się tego?

Jej! Nareszcie jakiś dłuższy rozdział ;D.
Ale zaraz mi się skończą znowu pomysły i będą rozdziały, o czym? O niczym -.-
Mam jednak nadzieję, że ten się Wam podobał.
Pojawił się o wiele wcześniej niż miał! :)
I właśnie w ten oto sposób, nadrobiłam zaległe rozdziały, co dla mnie jest wspaniałą wiadomością,
ale pewnie dla Was gorszą, bo to znaczy, że nie ma szans na dwa rozdziały dziennie
(no chyba, że znowu będę musiała zrobić przerwę, ale jakoś się nie zbiera na to) :P.
Wolałam go pierw napisać, a później zrobić prezentację na muzykę,
tak więc życzcie mi powodzenia. Czeka mnie jeszcze od groma pracy dzisiaj :/

Miłego wieczoru!
bloggerka

Sezon 2 - Rozdział 51 - Sny jednak potrafią być cudowne...

Angie i Pablo lądują w Madrycie...
Zapraszam do czytania! ;)
Byłam po zajęciach w Studio. Tym razem Pablo był dla mnie wyjątkowo miły... Odprowadził mnie praktycznie pod same drzwi domu, tak jak nigdy. Rozstaliśmy się na skrzyżowaniu zaraz przed nim.
- Wybacz, Angie. Nie odprowadzę Cię dalej. Zaraz będę miał autobus do domu.
- Dobrze... I tak daleko przeszliśmy razem. Dziękuję.
Zaczęliśmy rozchodzić się w swoje strony. Nagle stwierdziłam, że to jest ten moment... To jest ten jeden, najlepszy moment, aby Mu powiedzieć, co do Niego czuję... Odwróciłam się i krzyknęłam:
- Pablo, zaczekaj!
- Tak, Angie? Czy coś się stało?
Podbiegłam do Niego zdyszana.
- Muszę powiedzieć Ci coś bardzo ważnego...
- No, słucham.
- Pablo... To co usłyszysz może Cię wystraszyć, ale ja w końcu muszę Ci to powiedzieć...
- Nie bój się Angie. - powiedział z uczuciem.
- Kocham Cię... Musiałam Ci to powiedzieć, mimo, iż wiem, że nie mam u Ciebie żadnych szans...
- A kto Ci to powiedział? - zapytał. - Ja do Ciebie od dawna czuję to samo.
Usiedliśmy na ławce, na przystanku autobusowym, lecz nagle to miejsce zmieniło się w uroczą zatokę nadmorską. Przystanek zmienił się na zwykłą ławkę, a ulica - na wodę. Dookoła latały ptaki, a obok nas przechodzili ludzie. Objął mnie i mówił coś do mnie... Biło od Niego takie przyjemne ciepło... W tamtej chwili byłam pewna tylko jednego... Że w Jego ramionach już nic mi nie grozi...
- Angie, obudź się. - usłyszałam. - Zaraz dolecimy na miejsce. - tak, to był Pablo.
- Właśnie teraz, tak? Kiedy ja miałam taki super sen?
- Znowu miałaś jakiś głupawy sen? Co tym razem Ci się śniło? Zombie wychodzący z szafy? Edward ze "Zmierzchu" Cię gryzie i zamieniasz się w wampira, czy może jesteś w świecie kucyków Pony?
- Nie, głuptasie. - zaprzeczyłam. - Miałam taki słodki sen związany z Tobą.
- Później mi opowiesz, okej? Jak na razie, to musimy się zbierać.
Ten sen pewnie nie przyśnił mi się przez przypadek... To musiało coś znaczyć... Pewnie to, że Pablo mnie nie kłamie... Że to Agata zmyśliła ten gwałt... Ale z drugiej strony, nie miałam pewności. Och, a tak właściwie, to obiecałam sobie, że nie będę o tym myślała na rocznicy. Mieliśmy przez ten tydzień o tym wszystkim zapomnieć. Też tak zrobię. Dla Niego... Postaram się o tym nie myśleć.

Pół godziny później byliśmy w hotelu, w którym mieliśmy rezerwację. Przylecieliśmy o wiele wcześniej, niż się spodziewaliśmy, gdyż mieliśmy przylecieć następnego dnia nad ranem, a byliśmy jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem. Wzięliśmy kluczyk od naszego pokoju. Spodziewałam się w miarę czegoś skromnego, nie drogiego... Pablo otworzył drzwi i... zobaczyłam, że strasznie się pomyliłam! Chyba wybrał najdroższy pokój. Był praktycznie na samej górze, ogromny jak nie wiem, z jakuzzi... Z superowym widokiem... No się postarał... Weszliśmy do środka i rozłożyliśmy swoje rzeczy.
- Ja się boję nawet zapytać, ile Cię to musiało kosztować... - powiedziałam siadając na ogromnym łóżku.
- A to jest akurat mało istotnie... - odpowiedział podchodząc do mnie i całując mnie w usta.
(Sceny +18. Nie masz ochoty - nie czytaj)
Zaczęliśmy się całować, przez co przesunęliśmy się na sam środek łóżka. Objęłam Go, a On zaczął dotykać mnie po najczulszych miejscach. Włożył mi rękę pod bluzkę, a następne złapał stanik i ściągał w dół. Zostawił go na moim brzuchu, a następnie ponownie wrócił ręką w górę. Następnie zjechał ręką na moje nogi. Pierw na moim udzie ruszał swoją ręką w dół i w górę. Cały czas, w tym samym, wolnym tempie. Gdy Jego ręka za którymś razem dotknęła mojego biodra, posunął ją w stronę brzucha, rozpiął mi guzik od spodni, razem z rozporkiem i włożył mi rękę pod nie. Dotykał mnie chwilę po tym czułym miejscu, ale przez bieliznę. W końcu włożył rękę także pod nią. Nagle zrobił coś takiego, przez co zajęczałam.
- Ooo... - powiedział. - Widzę, że ma pani na coś ochotę. - odparł. - Tak więc, nie każę już więcej pani czekać i przechodzę do konkretów.
Rozpiął spodnie i zsunął z siebie. Później zrobił to samo z moimi. Wszedł we mnie i wystukiwał we mnie coraz szybszy rytm. Gdy mieliśmy już dojść, nagle On coś sobie uświadomił...
- Angie, nie brałaś tabletek?
- Nie. Ja nigdy ich nie biorę. - odpowiedziałam zrezygnowana.
- Bo ja teraz nie założyłem gumki...
- Czyli, że kochaliśmy się... bez zabezpieczeń? - zapytałam.
- Tak... - odparł.
(Koniec scen +18)
Usiedliśmy oboje na łóżku. Byliśmy zmartwieni.
- I co teraz będzie? - zapytałam.
- Nic. Przecież nie jest powiedziane, że na sto procent zaszłaś w ciążę.
- No, tak, ale jeśli?
- Oj tam, jeśli... Jeśli tak, to co innego możemy zrobić, jak wychować to dziecko?
- Ale my nie mamy kiedy!
- Coś się wymyśli. Pójdziemy jutro do apteki, kupimy test i go zrobisz, a jak wrócimy do Buenos Aires, to pójdziesz jeszcze na wszelki wypadek do ginekologa i się okaże... - powiedział. - A teraz chodź. - położyliśmy się na łóżku. - Powinniśmy iść spać...
- To ty idź, a ja pójdę wziąć jeszcze szybki prysznic.
- Dobrze, jak wolisz... - powiedział chowając się pod kołdrę.
- Dobranoc, Pablo.
- Dobranoc, Angie. Kocham Cię.
- Ja Ciebie, też. - powiedziałam i zamknęłam się w łazience.
Byłam pewna, że do jutra nie zasnę. Dopóki nie zrobię tego debilnego testu, nawet nie zmrużę oka, a dopóki nie pójdę do lekarza, to nie będę spała spokojnie...

Hehe i co teraz będzie?
W następnym rozdziale się dowiecie!
Możliwe (ale nie na 100%), że pojawi się on dzisiaj (w nocy :D).
Ostrzegam także, że w rozdziałach, w których Angie i Pablo są na rocznicy,
będą sceny +18, tak więc... :P.

Miłego popołudnia i mokrego Dyngusa! ;D
bloggerka