czwartek, 12 czerwca 2014

Sezon 2 - Rozdział 97 - Wszystko jest już prawie w normie...

Życie Angie zmienia się na lepsze...
Co dziś okaże się dobrego?
A tego już dowiecie się
czytając ten rozdział! ;)
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Przeczuwałam, że dzisiejszy dzień też będzie dobry... Ale takiego szczęścia, jakie mnie spotkało nie spodziewałam się... Tego dnia dowiedziałam się dwóch, bardzo dobrych i ważnych dla mnie informacji. Oby dwie były tak wspaniałe, że ciężko mi powiedzieć, która z nich była lepsza, więc zacznę po kolei...
Oczywiście dzień leciał tak, jak codziennie... Zajmowałam się tym i tamtym. Tego dnia Pablo został w domu, gdyż nie miał nic do załatwienia na mieście.
- Angie, komisarz dzwonił. - przyszedł do mnie, gdy byłam w kuchni akurat, gdy zmywałam naczynia po obiedzie.
- Tak? I co powiedział? - spytałam z ciekawością.
- Wytłumaczył mi, co się działo z Violettą i Martiną, gdy ich tutaj nie było...
- No opowiadaj. - poprosiłam.
- No więc, to było tak, że Twoja siostrzenica zobaczyła, że Clarisia niesie naszą córkę na rękach, biegnąc z nią. Postanowiła ją uratować. Kiedy wyrywały sobie Martinę z rąk, Viola przewróciła się i upadła na chodnik. Straciła przytomność. Obudziła się w czyimś domu... Ten budynek, należał do Clarisi, to był właśnie jej dom. Miała codzienne warunki do mieszkania, lecz jedną wadą było to, iż nie miała tam wolności... Nie mogła wychodzić z budynku. Kochanka Jack'a podobno traktowała je, niczym córki, lecz dla Violetty było to nie korzystne. Ona pełniła rolę tej starszej córki, zmuszanej do wszystkiego, a Martina była tą milutką, malutką słodziutką... Pewnego dnia, sąsiad Twojej byłej przyjaciółki zaczął coś podejrzewać, gdyż wydawało mu się dziwne to, że każdego dnia słyszał śpiew nastolatki, widział ją w oknie przez zamglone szyby, ale nigdy nie widział jej na dworze... Zaczęło mu się wydawać dziwne, jakim prawem i od kiedy jego sąsiadka ma dzieci, a co już dopiero jedno nastoletnie. Gdy któregoś razu, usłyszał głos Violetty przez otwarte okno, mimo, iż to był tylko fragmencik, wiedział, że ona ma coś wspólnego z Y-Mix, gdyż sam jest ogromnym fanem tego talent-show. Wtedy postanowił coś z tym zrobić i zadzwonił na policję. No i dalszą cześć historii znasz... Policja przyjechała, Clarisia trafiła do więzienia, a dzieci z powrotem do rodziców. Oczywiście pomylili ich rodziców, ale to już wiesz. - uśmiechnął się.
- No tego bym się w życiu nie domyśliła... - odparłam. - Ja już się bałam, że powiesz mi jednak, że ktoś ją zgwałcił, czy coś takiego...
- I co? A nie mówiłem? - uśmiechnął się. - Mówiłem Ci, że nic jej się nie stało? Gdyby tak było, to na pewno by coś chociaż Tobie powiedziała.
- No miałeś rację... - mruknęłam. - Już. Zadowolony?
Nagle naszą pogawędkę przerwał nam telefon od mojego szwagra. Dzwonił z bardzo dobrą, drugą już z resztą dzisiaj, nowiną. Odebrałam.
- Halo?
- Hej, słuchaj Angie, mam wiadomości co do Federico...
- Tak? I co? Jak z nim?
- Otóż mam bardzo dobre wiadomości. On.. będzie mógł chodzić!
- Jej! - zaczęłam krzyczeć w telefon.

Co mnie zdziwiło parę godzin później German zadzwonił jeszcze raz, z tymże, tym razem nie odebrałam, bo wyszłam z Martiną na mały spacer, a on dzwonił na numer domowy. Pablo poinformował mnie o tym tylko gdy wróciłam...
- German dzwonił... - powiedział zaraz w wejściu.
- Coś z Violettą?
- Tak...
Jego mina wyraźnie mówiła, że mam się nie spodziewać czegoś zbyt dobrego...

I jak myślicie?
Co Pablo powie Angie?
Dowiecie się już jutro! ;)

A tym czasem - ja idę się myc!
Jutro ostatni ciężki dzień szkoły w tym roku szkolnym,
więc przydałoby się wcześniej położyć spać, żeby się wyspać
(a po za tym uwielbiam siedzieć w piżamie ;P).

Pa, pa! <3
bloggerka

środa, 11 czerwca 2014

Sezon 2 - Rozdział 96 - Powrót!

"Powrót!" - jak myślicie, kto wraca?
Będzie happy end??? :P
Dowiecie się, jak przeczytacie rozdział.
A więc nie przedłużając!
Zapraszam! ;)
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Wiedziałam, a nawet byłam przekonana i pewna, że znowu spotka mnie coś złego... Przecież to byłoby dziwne, gdyby już drugi dzień z kolei nic się takiego nie stało, skoro przez cały zeszły tydzień działy się same najgorsze rzeczy... W tamtym momencie nie spodziewałabym się czegoś takiego...
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc poszłam otworzyć. Na wszelki wypadek szedł za mną Pablo... No tak, jakby zjawiła się tam Clarsia, albo Ami z nożem... Gdy otworzyłam drzwi... Zobaczyliśmy policjanta. Zdziwiło mnie, gdyż to nie był ten co nas tak "uwielbiał", tylko taki, którego widziałam pierwszy raz w życiu na oczy.
- Znaleźliśmy jedną z dziewczyn, które były poszukiwane... - powiedział.
- Tak?! Którą!?
Nagle zza jego pleców zobaczyłam... Violettę! Myślałam, że to jest jakiś sen, lecz nie! To była rzeczywistość! Ona tam stała i gdy tylko się zobaczyłyśmy łzy nam poleciały z policzków. Przytuliłyśmy się ze sobą. Nie chciałam jej puścić, bo bałam się, że jak to zrobię, to znowu zniknie i znowu nikt jej nie będzie mógł długo znaleźć.
- Violu, ty naprawdę tutaj jesteś? - ucieszyłam się.
- Tak, Angie. Nawet nie wiesz, jak bardzo za wami wszystkimi tęskniłam!
Nagle przerwał mi telefon... Dzwonił German. Czyżby bał się, że jego córka znowu zniknęła? Może mu nie powiedziała, że wychodzi do mnie... Musiałam odebrać ten telefon.
- Angie, mam dobrą wiadomość. - aha, czyli jednak się nie martwił.
- Wiem German, wiem...
- Martina...
- Violetta...
- Już wróciła! - powiedzieliśmy jednocześnie. - Jak to? - to także zostało powiedziane razem.
- Poczekaj, ja zacznę. - odparłam. - Martina jest u ciebie? Dlaczego zanieśli ją do ciebie, a nie do mnie?
- Tak... Nie wiem... - odpowiedział. - Dobra, to teraz moja kolej. Violetta jest u ciebie? Dlaczego pierw przyprowadzili ją do ciebie, a nie do domu?
- Także nie znam odpowiedzi na to pytanie... - mruknęłam. - To jak robimy? Ty przyjedziesz do nas z Martiną, czy my do ciebie?
- Jak wolisz. Chociaż wolałbym, abyście Wy do mnie przyjechali, bo Ramallo gdzieś razem z Olgą pojechał i nie mam samochodu...
- Dobrze, zaraz tam będziemy! - rzekłam i rozłączyłam się.

Dosłownie parę minut później byliśmy w domu Casttio, zaraz w wejściu powitał nas mój szwagier, z moją córką i (co mnie bardzo zdziwiło)... Diego...
- Diego? Co ty tutaj robisz? - to były pierwsze słowa, które Violetta powiedziała wchodząc do domu.
- Możemy porozmawiać w cztery oczy? - spytał nieśmiało ukochany mojej siostrzenicy.
- Jasne. - wyszli do kuchni.
Nie to, że podsłuchiwałam czy coś, ale tak trochę słyszałam, o czym rozmawiają...
- Przepraszam cię... Moglibyśmy zacząć wszystko od nowa? - zaproponował Diego.
- Czekałem na ciebie, wiesz? - przytulili się.
Później zakochani wrócili do nas. Wypiliśmy herbatę i zjedliśmy ciasto, które oczywiście upiekła Olga. Posiedzieliśmy tam trochę, pogadaliśmy i wróciliśmy z Martiną do domu. Bardzo się ucieszyła, kiedy w końcu nas zobaczyła. Nie dowiedzieliśmy się, jak to się stało, że ich tyle nie było i pewnie się tego nie dowiemy... Violetta nie chciała o tym gadać... Bałam się, że ktoś ją tam skrzywdził, lecz zapewniała mnie, że nikt jej tam nic nie zrobił i, że cały czas była przy mojej córce. Miały w miarę znośne warunki.
Wybawiliśmy się z naszą córką tak, że od razu poszła spać. My jeszcze siedzieliśmy i rozmawialiśmy przez jakiś czas.
- Widzisz? Wszystko dobrze się skończyło. - uśmiechnął się mój mąż.
- Przypominam Ci, że prawie wszytko... A pieniądze?
- Przecież one nie są takie ważne...
- A wiesz co Ci powiem? Że tak właściwie, to sądzę, po tym co się dzisiaj stało, że w końcu wszystko zacznie się układać.
- A wiesz, co ja Ci powiem? Że chyba w końcu mówisz coś dobrze... - uśmiechnął się szyderczo.

Jak myślicie, czy wrócą w końcu te dobre dni?
Już za pięć dni koniec sezonu.
Nie wierzę... Jeszcze tak niedawno zaczynałam pisać tego bloga... :').

Miłego wieczoru, kochani! ;*
bloggerka

wtorek, 10 czerwca 2014

Sezon 2 - Rozdział 95 - Ucieknijmy stąd!

Angie ma dość tych wszystkich problemów.
Planuje to rzucić i uciec od tego.
Co na to Pablo? ;P
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Gdy operacja Federico się skończyła, German zadzwonił do mnie i poinformował mnie co i jak... Okazało się, że było parę komplikacji, ale mimo wszystko udało im się skończyć zabieg... Lekarze mówili także, że zrobili wszystko tak, jak powinni, lecz dalsza cześć losu nie zależy od nich, a od samego Fede. Jeśli jego organizm przyjmie te zmiany, które zaszył w jego kręgosłupie podczas zabiegu, chłopak będzie mógł chodzić... Natomiast jeśli nie... To dobrze wiecie, co będzie potem...
- Pablo, mam genialny pomysł... - powiedziałam następnego ranka, zaraz po telefonie mojego szwagra.
- No?
- Ucieknijmy stąd.
- Że co? - zdziwił się okropnie. - Ty żartujesz prawda? - dosłownie zatkało Go.
- Nie. Popatrz, same korzyści z tego będą. Wyjedziemy tam, gdzie nikt nie będzie nas znał... Nie będziemy mieli takich głupich problemów z Jackie, czy Ami czy Clarisią...
- Nie ja w to nie wierzę...
- Dobrze, ewentualnie możemy zaczekać, aż Martina się znajdzie. Przecież jaka by była ze mnie matka, gdybym zostawiła dziecko same, w domu, na zawsze...
- Ja naprawdę w to nie wierzę! Angie, czy Ty słyszysz samą siebie?! Przecież to co mówisz jest... mało powiedziane, że to jest komiczne! To jest bardziej niż śmieszne, ale jednocześnie tak przerażające...
- Przepraszam... Zaczynam wątpić w siebie... - odparłam.
- Właśnie widzę... - lekko się uciszył. - Czyli co zrozumiałaś?
- Że po co mamy czekać na Martinę, skoro ona i tak pewnie już się nie znajdzie.
- Z tym już przesadziłaś! - krzyknął. - Nie mogę już tego słuchać! - wyszedł.
Usłyszałam, że idzie na górę, bo było słychać, jak wchodzi po schodach. Przeskanowałam moje ostatnie zdanie... Czy one było rzeczywiście aż takie złe? "Nie... raczej... Chociaż... Angie, pomyśl! Przecież ty właśnie wykrzyczałaś to, że nie wierzysz, że twoja córka się znajdzie!" - byłam tak okropnie na siebie zła w myślach... Ech... Nie dziwię się, że mój mąż się za to na mnie obraził... Poszłam na górę i chciałam Go przeprosić, lecz On nie chciał ze mną gadać...
- Pablo...
- Nie, Angie. Nie mam najmniejszego zamiaru z Tobą rozmawiać.
- Ale ja chcę...
- Ja wiem, co Ty chcesz. - przerwał mi. - Ty chcesz stąd wyjechać. Daleko. Zostawiając tutaj wszystko. Tak po prostu. Jeśli chcesz mnie prosić o to, abym pojechał z Tobą, to muszę Cię zmartwić. Tak, kocham Cię ponad życie, ale ja nie mam najmniejszego zamiaru się stąd ruszać. Kocham to miejsce i mam tutaj wszystko, a na dodatek nie mam zamiaru zostawiać Martiny samej, na pastwę Buenos Aires...
- Pablo, chciałam Cię przeprosić! - krzyknęłam tak, żeby On mnie usłyszał.
Nagle spojrzał się na mnie z taką miną, jakby zobaczył ducha. Podszedł blisko, naprawdę bardzo blisko mnie i zapytał:
- A chociaż wiesz, za co mnie przepasz? I jesteś pewna, że przepraszasz właściwą osobę?
- Tak, wiem Pablo... Powinnam przepraszać nie Ciebie, tylko samą siebie, za to, że zwątpiłam w to, iż moja córka nie wróci, że już nigdy jej nie zobaczę... Ale zrozum, okropnie boję się prawdy i przyszłości...
- Zobaczysz... Jeśli byśmy to zrobili, to pożałowałabyś tego. - powiedział z żalem.
- Niby skąd możesz to wiedzieć? - zaczęłam. On sądził, że zaraz zacznę się kłócić, lecz był w błędzie. - Może by nam było tam lepiej? Ale nawet jeśli, to ja i tak zostanę tutaj... To co mówiłeś... To było prawdą... To wszystko, co dla nas powinno być ważne, jest tutaj, więc ja nie zamierzam się stąd ruszyć na krok.
- I to jest właśnie ta Angie, w której zabujałem się do szaleństwa kilkadziesiąt lat temu... - Pablo uśmiechnął się przyjaźnie.

Taa... Rozdział znowu krótki,
bo jutro mam poprawę z angielskiego.
Jeśli napiszę ją na co najmniej 5, będę miała 6 na koniec roku,
więc warto się postarać ;P.

A tak właściwie, to jak Wam tam idzie w szkole?
Jaka średnia? Pochwalcie się ;D.

Miłych snów!
bloggerka

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Sezon 2 - Rozdział 94 - Nieszczęścia chodzą parami...

Co się stało Federico?
Tego dowiecie się czytając ten rozdział!
Dowiecie się także paru innych, ciekawych rzeczy ;).
Zapraszam! :P
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
- German... Federico... - zaczęłam. - Ech, to przedłużanie nie ma najmniejszego sensu. Federico ma bardzo poważny uraz kręgosłupa... Od jego dalszego losu zależy operacja, którą ma właśnie przeprowadzaną i trzy, cztery następne dni, czy wszystko się dobrze złożyło i zagoiło...
- Że co?!
Pewnie, gdybym mówiła mu w oczy, zemdlałby od razu. Całe szczęście tak nie było...
- Jaka operacja? Że co? Że jak... - nie mógł uwierzyć, w to, co ode mnie usłyszał. - Jak będą komplikacje podczas operacji, to on... umrze?
- Nie. - zaprzeczyłam. - Przepraszam, nie powiedziałam ci całości. - usprawiedliwiłam się. - Jeśli, w najgorszym wypadku okaże się, że operacja się nie powiodła, nie będzie mógł chodzić... Wtedy będzie przeprowadzona kolejna operacja, podczas której okaże się, czy chociaż będzie miał szansę jeździć na wózku...
- Matko jedyna... - westchnął mój szwagier. - Angie... Wybacz, ale... ja będę już kończył...
- Dobrze. Trzymaj się.
- Zaraz tam jadę. Dziękuję za pomoc.
- Spoko. Cześć.
Jejku biedaczek z tego Fede... Taka gwaizda Y-Mixu... Ale teraz będzie o tym huczało w mediach, gazetach, telewizji... A właśnie! Wolę nie być przy tym, jak Marotti dowiaduje się, że Federico miał aż taki ciężki wypadek i to z jego winy, bo gdyby nie jego wymysł, to by nie musiał jechać na tą idiotyczną konfederację do tego Madrytu...

Gdy wróciłam do domu, czekało tam mnie jeszcze więcej niespodzianek. Oczywiście w wejściu zaraz masa pytań co z Fede i tego samego dnia powiedzieliśmy jeszcze Edwardowi i Michaelowi o porwaniu Violetty i Martiny... Spodziewałabym się jeszcze wszystkiego innego najgorszego, ale nie tego...
Siedzieliśmy sobie z Pablem w kuchni i jedliśmy obiad, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Wstałam i poszłam otworzyć. Nie wiedzieć czemu, ale zaraz za mną szedł mój mąż. Nie wyobrażacie sobie, jak wyglądała moja twarz (tak, tutaj chodzi o minę :P), jak otworzyłam drzwi, a za nimi stał... mój "najulubieńszy" policjant...
- Państwo Galindo? - zapytał bezczelnie. Zupełnie, jakby nie widział, z kim rozmawia.
- Tak. Nie poznaje nas pan?
- A no, rzeczywiście... Ciężko państwa zapomnieć...
- Czym zawdzięczamy pańską wizytę? - zapytał Pablo.
- Może tym, że są państwo oskarżeni o porwanie i uprowadzenie dwóch dziewczyn. Violetty Casttio, lat siedemnaście i Martiny Galindo lat... prawie rok.
- Czy to jest ukryta kamera, czy jakieś głupie żarty? - zaczęłam się już poważnie denerwować, co mi wyszło na złe. - Jeśliby pan chociaż odrobinę pomyślał, to wymyśliłby pan, że przecież Martina Galindo, to nasza córka, a Violetta to moja siostrzenica i to właśnie my składaliśmy zeznania o ich zaginięciu! Niech pan ruszy tą swoją pustą łepetyną! To naprawdę nie boli!
Z tym ostatnim zdaniem nieco przegięłam. Komisarz się też na nas 'odrobinę' zdenerwował... Zamknęli nas w areszcie, ale następnego dnia, tata Pabla spłacił za nas kaucję. Jedyne, o czym marzyłam w tamtej chwili, to zamknąć się w sypialni i wypłakać raz, a dobrze, ale niestety to też nie było mi dane...

Pod domem było mnóstwo fotoreporterów. Połowa chciała z nami mówić o porwaniu Violetty, że to niby nasza wina, a druga, o tym, że ja znam najwięcej szczegółów z wypadku Federico... Ledwo co przecisnęliśmy się do drzwi, a gdy już byliśmy w środku, pozasłanialiśmy wszystkie okna firankami i roletami, aby nikt nas nie widział...
- Pierw policja, teraz fotoreporterzy... Ja już nie daję rady Pablo.
- Myślisz, że dal mnie to jest łatwe? - przytulił mnie. - To też dla mnie jest naprawdę trudne.
- Ale Ty przynajmniej potrafisz tak tego nie okazywać.
- Wiesz co ja teraz zrobię? Ja teraz do nich wyjdę i ich wszystkich stąd przegonię! Jak nie wszystkich na raz, to każdego z osobna!
- Na prawdę? Nie żartujesz?
- Nie. I idę to zrobić teraz, zaraz już! - tak jak powiedział, tak też zrobił.

Jednak oczywiście szybko domyśliłam się, że to był błąd... Minęła godzina... Zerkałam delikatnie, tak, żeby mnie nie zauważyli, przez okno. Pabla nigdzie nie widziałam, a tych ludzi było tam coraz więcej... Robiło się już ciemno i późno... A Go cały czas nie było... Położyłam się do łóżka. Oczywiście nie spałam. Nie mogłabym sama spać spokojnie, odkąd moja córka zniknęła... Położyłam się z telefonem w ręku. Nagle zobaczyłam, że do mojej sypialni ktoś wchodzi... Całe szczęście, to był tylko Pablo...
- Już się bałam, że nie odbierzesz, bo ciebie też uprowadzili...
- Nie... Ja jestem cały i nie zamierzam dać się porwać. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Myślałam też, że ci fotoreporterzy Cię podeptali. - zaczęłam się cicho śmiać. - Może jednak coś się w tym życiu dobrego w końcu przydarzy, co?
- No ja mam taką nadzieję. - walnął się na łóżko z taką siłą, że aż podskoczyłam.

Jak sądzicie, Fede będzie chodził??? :P
Przynajmniej zakończenie w miarę wesołe ;).

Do zobaczenia jutro! ;*
bloggerka

niedziela, 8 czerwca 2014

Sezon 2 - Rozdział 93 - Wypadek Federico

Violetta i Martina zaginęły,
ale czy to już koniec nieszczęść?
Zapraszam! ;)
♫ Piosenka na dzisiaj ♫
Na komendzie powiedzieli nam, że zajmą się tą sprawą, lecz nie wyglądali na to, aby w ogóle ich to obchodziło...  Nie spodziewałam się, że od razu będą mi współczuć, ale mogli chociaż okazać nam skruchę... Gdy skończyliśmy składać zeznania, prawie dosłownie, nie wiadomo dlaczego, wyrzucili nas z budynku... Ramallo i German odwieźli nas do domu i sami pojechali do swojej willi.
- Oni nic z tym Pablo nie zrobią! - zdenerwowałam się. - Musimy wykonać to, o co nas poproszą! Widziałeś, jak się zachowywali?!
- Angie, przesadzasz...
- Nie prawda! Oni byli okropni!
- Wydaje Ci się. Jesteś w takim szoku, że po prostu Ci się tak wydawało. Oni się naprawdę tym przejęli...
- Naprawdę? - stwierdziłam, że Pablo może mieć rację.
- Tak, Najdroższa. Dla Ciebie Martina jest jedną z najważniejszych istot na ziemi... Dla mnie z resztą też, ale ty masz tą matczyną troskę, czy jak to tam się inaczej zwało...
Mój mąż przytulił mnie na pocieszenie, abym się zaraz Mu tam nie rozpłakała.

Następnego dnia Pablo stwierdził, że zostanie w domu. Studio mogło poczekać, a On okropnie martwił się o naszą malutką córeczkę... Jakiś debil musiał nam to zrobić... Martinka miała niedługo mieć pierwsze urodziny... Jeśli do tego czasu nie wróci, to nie będzie za ciekawie... Nagle moje rozmyślenia przerwał dzwonek telefonu. Spojrzałam na ekran... "German". Czyżby Violetta się znalazła?! To już by było coś!
- Halo? - odebrałam. - Proszę, powiedź, że moja myśl się spełniła i że Viola się znalazła...
- Niestety nie... - odpowiedział. - Mam jeszcze gorsze wieści...
- To raczej jest już nie możliwe... - stwierdziłam.
- Zaraz zobaczymy. - powiedział. - Wiem, że to Cię nie za bardzo pewnie obchodzi, ale potrzebuję Twojej pomocy.
- Powiesz, o co chodzi? - byłam nieco niecierpliwa.
- Federico jest w szpitalu. Już dzwoniłem do jego mamy, ale najwcześniej będzie tutaj za dwa dni... Ktoś musi pójść do szpitala. Podałem, że ja się pojawię, ale nie dam rady. Powiedziałabyś, że jesteś tam za mnie, gdyż nie mogłem się zjawić. Zrobiłabyś to dla mnie?
Byłam w szoku. Federico? W szpitalu? Dlaczego? Jak? Nie miałam odwagi... Może nie odwagi? Byłam taka tym przejęta, że nie mogłam go o to zapytać.
- Tak... - odpowiedziałam.
- Pewnie chcesz wiedzieć, jak to się stało?
- Tak... - powiedziałam ponownie.
- Federico dzisiaj w nocy leciał do nas z Hiszpanii, a samolot miał małe problemy z wylądowaniem i nie zrobił tego tak, jak chciał, przez co Fede trochę ucierpiał...
- Przecież on był jeszcze parę dni temu w Buenos Aires!
- Tak, ale wyleciał wczoraj do Madrytu. Właśnie dzisiaj już wracał.
- Jak to? Wyjechał wczoraj i wracał dzisiaj w nocy? - zdziwiłam się.
- Tak, bo miał jakąś konfederację prasową czy coś takiego z tego całego programu, co w zeszłym roku wygrała Violetta, a dwa sezony temu właśnie on... Jak on się tam nazywał? X-Mix Show?
- Y-Mix... - poprawiłam. - Pójdę tam za ciebie, ale do którego szpitala?
- No do tego co zawsze... Zapytasz się w rejestracji, to Ci powiedzą co i jak...
- Dobra to ja już idę. Zadzwonię później.
Wytłumaczyłam Pablo co i jak, i ruszyłam przed siebie. Gdy znalazłam się przy szpitalu, od razu popędziłam do rejestracji, aby dowiedzieć się co i jak...
- Czy pani jest żoną pana German a
- Nie, ale jestem zaprzyjaźniona z rodziną Casttio, która się nim zajmuję. Pan Casttio nie mógł się pojawić osobiście, więc poprosił mnie, abym dowiedziała się, o co chodzi...
- Uznajmy, że pani mnie przekonała...
Wtedy pielęgniarka opowiedziała mi w prosty sposób co mu jest... To co usłyszałam, było straszne... Pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do swojego szwagra.
- German, jest gorzej, niż sądziłam...
- Co się dzieje?!
- German... Federico...

Co się stało Fede?
Dowiecie się tego już jutro!

A tym czasem ja żegnam się z Wami! :)
bloggerka

Ps. Głosowaliście już gdzie ma się odbyć live Sharon?
Jeśli nie, to proszę - GŁOSOWANIE.
Nie mam FB, więc nie wiem, czy to ten link, ale go podała na asku.
Jeśli komuś na tym nie zależy, to prosiłabym, aby zagłosował,
żeby jej live odbył się na tinychacie (bo pewnie jest tam taka odpowiedź ;P).
Z góry dziękuję ;*.
Ps.2. Kocham! - <3 :)