poniedziałek, 28 lipca 2014

Jednorazówka - Co by było, gdyby Maria jeszcze żyła?

Kolejna jednorazówka :)
Mam nadzieję, że będzie Wam się podobać <3
Szłam z Pablem ulicą. Wracaliśmy właśnie z kawiarni, rozmawiając jednocześnie o niczym i o wszystkim. Śmialiśmy się i płakaliśmy jednocześnie. Oczywiście to były łzy szczęścia. Myślałam, że to będzie najwspanialszy dzień w moim życiu. Było tak cudownie! [fragment z prologu] Miałam szczerą nadzieję, że ten dzień się nie skończy i będę taka szczęśliwa już do końca życia... Razem z Pablem poszliśmy do mojego domu i rozmawialiśmy. Z tego, co pamiętam, to włączyliśmy jeszcze jakiś film... Wieczorem, zaraz jak tylko mój chłopak opuścił moje mieszkanie, wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mojej siostry. Zawsze tak robiłam, gdy miała koncert. Po jej występie dzwoniłam do niej, a ona opowiadała mi, jaki ma kochanych fanów. Zazdrościłam jej tego. Wybrałam jej numer w komórce i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... Nie odbiera. To była dla mnie nowość, bo ona zwykle wiedziała, że ja zadzwonię i tylko czekała na mój telefon. "No nie denerwuj się Angie... Może poszła do toalety, a przecież nie będzie tam chodziła z telefonem...". Po pięciu minutach zadzwoniłam jeszcze raz, ale też nic... Lecz gdy już odłożyłam telefon na półkę, on zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz. Tak, to dzwoniła Maria.
- No hej siostra, już się bałam, że coś ci się stało i nie odbierzesz. No opowiadaj, jak tam koncert.
- Nie słyszałaś jeszcze o wypadku?
- Co? Jakim wypadku?
- Samolot, którym leciałam miał małe problemy i... powiem w prost, walnął w ziemię...
- Rozbił się? - nie dowierzałam.
- Tak...
- Ale żyjesz? Ja się czujesz? Bardzo jesteś poobijana?
- No przecież inaczej bym z tobą nie rozmawiała siostrzyczko. - wyczułam w jej głosie, że się uśmiechnęła. - Przeżyłam jako jedna z nielicznych. Nie czuję się najgorzej, chociaż bywało lepiej... Uspokój proszę mamę i Germana. Kocham ich, ale nie miałam siły z nimi rozmawiać... Wiedzą tylko, że żyję i, że był wypadek... Jakbyś mogła im powiedzieć, że rozmawiałaś ze mną i, że czuję się dobrze, ok?
- Jasne, nie ma sprawy... Tylko co teraz z koncertami?
- Muszę wrócić do domu... Tata stwierdził, że powinnam odpocząć. Mimo, iż to miała być moja ostatnia trasa, to musimy zorganizować jeszcze jedną w ramach za odwołane koncerty.
- Ale przynajmniej spędzisz teraz trochę czasu z Violettą.
- No, to jest jakiś plus.
- A kiedy będziesz w domu? - zapytałam.
- Powinnam być już jutro, jakoś wieczorem.
- To bardzo fajnie.
- Zgodzę się z tobą. Jak tylko przyjadę musimy poplotkować o twoim chłopaku. Sądzisz, że będzie z was coś więcej?
- Maria! Myślisz, że ja już się zastanawiam nad małżeństwem? Jestem jeszcze za młoda! Mam dopiero osiemnaście lat, a Pablo jest o rok starszy! A z resztą pogadamy jak wrócisz. Miałam dzisiaj bardzo... aktywny dzień i jestem trochę zmęczona. Nie zezłościsz się, jak powiem ci, że chciałabym już kończyć?
- Nie, no coś ty! Do zobaczenia jutro!
- Pa, pa! Będę na ciebie czekała u was w domu, razem z Germanem i Violą.
- Dobrze, cześć! - rozłączyłam się.
Już nie mogłam się doczekać tego spotkania. W końcu, po trzech miesiącach trasy, mogłam zobaczyć się z moją siostrzyczką! Zostałabym u nich na noc. Byśmy całą noc przegadały! Chociaż może lepiej nie... Pewnie jej mąż też się strasznie za nią stęsknił... Trudno, zaproszę ją do siebie trochę później. Ruszyłam do łazienki , aby wykonać w niej wieczorne czynności. Umyć się, umyć zęby, nałożyć różne kremy... Gdy wróciłam z niej, położyłam się na łóżku i spojrzałam na zegarek. Nieprawdopodobne, a jednak! Siedziałam w niej tylko pół godziny. Starałam się zasnąć, ale nie mogłam... Byłam za bardzo podekscytowana spotkaniem z Marią... Nie widziałam się z nią całe długie trzy miesiące... W końcu, rozmyślając zasnęłam...

Obudziłam się nad ranem. Stwierdziłam, że tego dnia raczej nie będę się z nikim umawiała. Gdy otworzyłam oczy rozmyślałam o tym, co mi się tamtej nocy śniło. Dopiero po chwili mi się przypomniało. Śnił mi się Pablo. Byliśmy na jakiejś randce i spotkaliśmy jakiegoś faceta, który sprzedawał pączki i chciał nam je wcisnąć, ale my nie chcieliśmy... Taki dziwny sen, ale mimo to mi się podobał. Wykonałam poranne czynności, wzięłam torebkę i spojrzałam na zegarek. 9:37... To chyba jakiś kiepski żart... Wiedziałam, że wstałam rano, ale spodziewałam się, że około dziesiątej... I jeszcze przecież długo się szykowałam... To było dziwne, ale byłam na siebie trochę wściekła, bo musiałam czekać na Marię co najmniej osiem godzin... Zastanawiałam się co mogę przez ten czas robić, lecz nie miałam żadnego pomysłu... Sięgnęłam po książkę i położyłam się na kanapie... Była to moja ulubiona książka, którą czytałam już pierdylion* razy, ale mimo nadal mi się nie znudziła. Jednak tym razem nie mogłam się na niej skupić. Ciągle myślałam o tym co mogę porobić z Marią jak tylko będzie miała dla mnie chwilę... Może jakieś zakupy? Albo podwójna randka! Ja z Pablem, ona z Germanem! To też jest bardzo dobry pomysł... Albo zrobimy i to, i to. Chciałam się nacieszyć tą chwilą, bo wiedziałam, że mogłam Marię stracić... Wiedziałam, że wszystko już będzie lepiej, ale na pewno moja siostra przeżyła szok... Była krok od śmierci... Jak sobie uświadomiłam to, że mogłam ją stracić na zawsze, to zaczęłam rozumieć, jak ważna jest dla mnie każda spędzona z nią chwila. Rozmyślając tak, mimo, że byłam wyspana, zasnęłam...
- Angeles, Maria nie żyje. Samolot, w którym leciała rozbił się, a ona zapłaciła za to życiem.
- Co?!
- Tak, to prawda...
(...)
- Mamo, co się stało z Germanem i Violettą?
- German zabrał swoje rzeczy i razem z Violą opuścili kraj.
- Dlaczego?
- Chyba tak bardzo cierpi po stracie Marii...
(...)
- Pablo, nie rozumiesz, że moja siostrzenica też jest dla mnie ważna!? Muszę ją znaleźć!
- Angie, a ty nie rozumiesz, że przez to zaniedbujesz nasz związek?
- To może w takim razie lepiej będzie jeśli ze sobą zerwiemy?
(...)
- Violu! Tak długo czekałam na to spotkanie!
- Kim jesteś?
(...)
- A rodzina ze strony matki?
- Maria nie miała rodziny...
(...)
- Angie, zakochałaś się w Germanie, prawda?!
- Może...
(...)
- Violetta nie może śpiewać! Violetta nie może wychodzić! Violetta nie może znać swojej rodziny! A to wszystko przez śmierć pańskiej żony, panie Casttio, prawda?
Obudziłam się przerażona... "To wszystko, to był tylko zły sen Angie... Nie masz się czym martwić... To był tylko taki koszmar... Każdemu się one śnią..." - starałam się uspokoić. - "Wdech, wydech...". W tamtej chwili usłyszałam wielki huk w kuchni. Zrozumiałam, że ktoś był w domu, w pomieszczeniu obok i buszował mi po szafkach... Wydawało mi się, że ten ktoś miał zamiar wejść do salonu, gdzie jeszcze pięć minut temu spałam... Nakryłam się szybko kocem i położyłam na kanapie. Udawałam, że jeszcze niby śpię, lecz gdy ta osoba weszła do pokoju, zauważyłam, że to był mój chłopak z dwoma kubkami herbaty. Od razu energicznie usiadłam na sofie.
- Obudziłem cię, jak talerz mi wypadł z szafki, prawda? - uśmiechnął się.
- Nie... - odpowiedziałam. - Obudziłam się dosłownie chwilę wcześniej, ale myślałam, że jesteś złodziejem i wolałam jeszcze udawać, że śpię kiedy wchodziłeś do salonu. A teraz ty mi odpowiedz na pytanie... Skąd wiedziałeś, że się zaraz obudzę?
- Nie wiedziałem.
- To dlaczego zaparzyłeś też dla mnie herbatę?
- Bo nawet jeśli byś nie wstała, to musiałbym cię obudzić.
- Dlaczego?
- Bo za pół godziny musisz być w domu u Germana. Przecież Maria przyjeżdża o szóstej.
- A która jest dokładnie godzina?
- Piąta dwadzieścia siedem.
- To dobrze zrobiłeś, że mnie obudziłeś. Muszę się powoli zacząć ogarniać... Będziesz szedł ze mną?
- Nie. Jeśli nie masz nic przeciwko to zostanę tutaj.
- Jasne, tylko dlaczego nie chcesz iść?
- Chcę ci dać się nacieszyć siostrą... Po za tym ja jeszcze nie jestem członkiem waszej rodziny i nie chcę się tam wpraszać...
- Jak wolisz, ale pamiętaj, że możesz tam ze mną iść, bo w końcu jesteś mi naprawdę bliski. A teraz wybacz, idę się przebrać.
Gdy skończyłam mówić zniknęłam w pokoju obok. Mimo, że nie byłam w piżamie, tylko w zwykłych ubraniach, to przez to, że spałam w nich około siedmiu godzin zrobiły się takie trochę... nieprzyjemne. Na dodatek na dworze był upał, a ja byłam ubrana w dżinsy... Tym razem byłam mądrzejsza i założyłam sukienkę. Wzięłam z pufy torebkę, pocałowałam Pabla w policzek i wyszłam z domu. Chciałam zamknąć drzwi na klucz, lecz w ostatniej chwili przypomniało mi się, że mój chłopak jest w środku i nie może siedzieć zamknięty. Wyjęłam kluczyki z zamka, wrzuciłam do torby i szybkim krokiem ruszyłam do willi Casttio. Gdy dotarłam na miejsce, weszłam drzwiami od kuchni i spodziewałam się zaraz krzyku Olgi "O, moja mała Angeles!", ale nie. Gosposi nie było nawet kuchni. Zrobiłam krok dalej. Pomyślałam, że zaraz zobaczę Ramallo, który wyjada jedzenie z lodówki. Tym razem też się pomyliłam... "Gdzie ich wszystkich wcięło?" - pomyślałam. Weszłam do salonu no i nagle wszyscy się odnaleźli.
- Dzień dobry wszystkim. - przywitałam się z uśmiechem.
- Cześć. - rzucił German.
Mimo niedużej różnicy wieku między nami, mój szwagier traktował mnie jak dziecko. Co prawda, ledwo skończyłam osiemnaście lat i byłam jeszcze trochę dziecinna, ale w końcu nie powinien się tak zachowywać wobec mnie.
- Czekacie na Marię? Niedługo powinna być.
- To Maria dzisiaj przyjeżdża? - zdziwiła się Olga, która stała obok Germana trzymającego na rękach małą Violettę.
- Nie wiedzieliście? Umówiłam się z nią, że zaczekamy na nią razem w waszym domu.
- Rozmawiałyście ze sobą? - spytał mój szwagier odkładając swoją córkę na kanapę. Mała już spała.
- Tak. Kazała wam przekazać, żebyście się o nią nie martwili, bo jest cała i zdrowa, i przyjedzie dzisiaj, około szóstej-siódmej do domu. Dlatego też do was przyszłam.
- Przydałoby się, żebyśmy coś porobili do czasu jej przyjazdu. Bo co? Mamy siedzieć bezczynnie i czekać? - German podszedł do półki, która stała po drugiej stronie salonu. - Angie, chcesz zagrać w jakąś planszówkę?
- A ty sądzisz, że ile ja mam lat? 7? - odpowiedziałam z uśmiechem i podeszłam do niego. - Ale jeśli bym się zgodziła, to co byś zaproponował?
- Heh... Dawno nie grałem w warcaby.
- A wiesz, że ja też? To może zagramy? Tak, żeby sobie przypomnieć stare czasy...
- "Stare czasy". W twoim przypadku stare czasy były całkiem niedawno.
- Hahaha, jaki suchar. Jak wolisz, to możemy poleniuchować, ale wiesz... Masz dopiero dwadzieścia parę lat, a zachowujesz się już jak dziadek.
- Dobra, dobra. Nie pozwalaj sobie. - uśmiechnął się. - Gramy? - wziął z półki pudełko z warcabami.
- Gramy. - zabrałam mu i podeszłam do stoliku.
Otworzyłam pudełko i zaczęłam rozstawiać pionki na planszy.
- Czarne czy białe? - zapytałam.
- Czarne. Dam ci zacząć, tylko nie myśl sobie, że wygrasz.
- W takim razie robimy losowanie. - schowałam za plecy dwa pionki przeciwnych do siebie kolorów. - Lewa czy prawa?
- Hm, lewa.
Wyjęłam wskazaną rękę zza pleców i otworzyłam ściśniętą dłoń. Czarny.
- Jeszcze się zdziwisz. Będziesz mnie prosił o rewanż.
I zaczęła się gra. Każdy mój ruch decydował o tym, czy wygram, czy też przegram... Nie mogłam przegrać. Co on sobie myśli? Że ja jestem gorsza, bo jestem młodsza? O nie, nie pójdzie mu tak łatwo! Na planszy zostało siedem pionków. Ja miałam cztery, z czego jedną damkę, natomiast mój szwagier miał ich dwie. Bałam się, że zauważy, iż może zbić mój najmocniejszy pionek... Zaczął powoli przybliżać swoją dłoń do planszy i już miał wykonać ruch, gdy nagle... drzwi się otwierają, a w nich staje... moja siostra!
- Maria! - podbiegłam do niej i rzuciłam się jej na szyję.
- Kochana! Tęskniłam za tobą. - pocałowała mnie w głowę i spojrzała mi w oczy. - Jejku, nie widziałam cię raptem trzy miesiące, ale tak wydoroślałaś... Moja już dorosła siostra.
- A ze mną się nie przywitasz? - zapytał German powoli zbliżający się do nas.
- No i mój ukochany mąż. - pocałowali się. - Tęskniłam. A teraz wybaczcie, że spytam, ale czy Olgita przygotowała coś na kolację?
- Tak. Właśnie kurczak kończy się piec. - odparła gosposia podchodząc do mojej siostry i przytulając ją. - Witaj w domu Maria.
- Dobrze, tak więc, przywitałam się już z Angeles, Germanem, Olgą, Violetta pewnie śpi, a kto mi jeszcze został? A no tak! Ramallo! Gdzie on jest?
- Tutaj, za panią, panienko Mario. - odwróciła się w jego stronę.
- Ramallo! Wysoki jak zawsze! - przytulili się.
- To co? Zapraszam do stołu w takim razie! - powiedziała gospodyni.
- Ale zapachy... - odparł jak zwykle głodny asystent mojego szwagra.
- Zanim jeszcze, to chcę zobaczyć Violę. Gdzie ona jest? - spytała moja siostra.
- Tutaj, na kanapie. - wskazałam palcem.
- Oj, malutka... Przebudziła się... Tak, tak, to ja, twoja mamusia... Ciii... - poprosiła Maria i zaczęła jej nucić pewną melodię [chodzi tutaj o "En mi mudno"]
- To jest fragment melodii z pozytywki Violetty, prawda? - spytałam.
- Tak. Napisała go Maria. - odpowiedział dumnie German.
- To jakim prawem znalazła się w pozytywce?
- Została ona specjalnie dla niej zrobiona. - zaczęła mi opowiadać moja siostra. - Jakbym wyjeżdżała na koncerty, to żeby ona zawsze o mnie pamiętała.
- Ooo... To urocze. - odparłam.
- Dobrze, dobrze. Później sobie porozmawiacie. Teraz jedzcie, bo jedzenie nam stygnie. - powiedziała Olga.
Po posiłku postanowiłam, że będę się zbierać. Tym bardziej, że w domu czekał na mnie Pablo i pewnie nie mógł się doczekać kiedy wrócę.
- Muszę lecieć, do zobaczenia. - powiedziałam biorąc torebkę z wieszaka.
- Idziesz? Sądziłam, że zostaniesz na noc. - powiedziała moja siostra.
- Wiesz, mój chłopak czeka u mnie, aż w końcu się pojawię... A po za tym pewnie ty i twój mąż chcielibyście nadrobić te trzy miesiące nie widzenia się... Pogadać...
- Jak wolisz, ale obiecaj mi, że następnego dnia zrobimy sobie piżama party i obgadamy Pabla.
- Jasne, a teraz pa. - machnęłam ręką na dowiedzenia i wyszłam.

- I jak tam spotkanie z siostrą? - zapytał mój chłopak, gdy tylko przekroczyłam próg domu.
- A dobrze. Spodziewałam się większej euforii, ale źle nie było.
- Myślałem, że wrócisz wcześniej... Będę się zmywał.
- Może zostań na noc? Na zewnątrz jest ciemno i zrobiło się zimno...
- Chciałabyś? - podszedł do mnie bardzo blisko, stykaliśmy się niezręcznie nosami.
- Tak, ale o niczym więcej nie myśl. - pocałowałam go i odsunęłam się. - Śpisz na kanapie w salonie, jasne?
- Okej. - kiwnął głową. - Angie...
- Tak?
- Dziękuję ci, że jesteś. Kocham cię.
Wydawało mi się, że pierwszy raz słyszałam takie wyznanie z jego ust... Chociaż zapewne mówił mi już to kilkanaście razy, ale wtedy wydawało mi się to takie żartobliwe... Teraz to brzmiało tak poważnie...
- Dobranoc. - uśmiechnęłam się.
- Do jutra. - weszłam do swojej sypialni.
Jak on jest kochany... Wiele dziewczyn zapewne pozazdrościłoby mi takiego chłopaka. Przebrałam się migiem w piżamę i położyłam się spać. Musiałam się wyspać, bo podczas następnej nocy na pewno nie zmrużyłabym oka. Miałam ten cały czas przegadać z Marią. Byłam pewna, że będzie fajnie. Myśląc tak, szybko zasnęłam.

/Następnego dnia - środek nocy/
- Czyli widzę, że z Pablem łączy cię szczera miłość...
- Tak. Wczoraj usłyszałam od niego "kocham cię". Słyszałam jej już po raz kolejny, ale to brzmiało inaczej... Tak szczerze...
- Tak coś czuję, że to jest twoja prawdziwa i jedyna miłość, Angie...
- Maria.
- Tak?
- Obiecujesz, że nigdy nie odsuniesz mnie od Violetty?
- Tak. Przysięgam, ale skąd to pytanie?
- A nieważne... Po prostu chcę mieć pewność...

Dni nam mijały bardzo szybko... Cały czas byłam obok rodziny Casttio. Violetta w wieku siedmiu lat poszła do szkoły, jak inne dzieci. Zaczęła chodzić na dodatkowe zajęcia z muzyki, bo wszyscy dobrze wiedzieli jaki ma talent. Zaczynała pisać piosenki od małego, a w wieku czternastu lat poszła do Studia, w którym byłam nauczycielką śpiewu po skończeniu studiów. Napisała masę piosenek, ale jej największym hitem było "En mi mundo" i "Hoy somos mas". Potrafiła naprawdę robić wiele ze swoim głosem. Tańczyć też potrafiła i wychodziło jej to naprawdę dobrze. Została gwiazdą internetowego programu Y-Mix, który współpracował z naszym Studiem, a rok później zaczęła się trasa koncertowa. Przez ten cały czas wspieraliśmy ją we troje. Ja, moja siostra i jej mąż. Viola w wieku siedemnastu lat poznała swoją miłość na całe życie. Była w tym samym wieku, co moja siostra, gdy poznała Germana. Chłopak miał na imię Diego. Moje życie było o wiele prostsze, niż w śnie, zaraz po wypadku samolotu, w którym moja siostra leciała na koncert...

* - liczba autorstwa Wiolczur z VPL :D. 

I jak? Podoba się? :)
Ostatnio właśnie rozmyślałam nad tym, że życie Angie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby Maria żyła, bo przecież German by nie wyjechał, Vilu by śpiewała od małego... No i zapewne nie było by Germangie, co dla niektórych jest pocieszające, a dla innych nie. ;)
No, ale byłoby nudno :D.

Słuchaliście nowej płyty z Violetty? Które piosenki najbardziej Wam przypadły do gustu? Mi osobiście najbardziej podoba się "En gira", "Encender nuestra luz", "Ser quen soy" i "Aprendi a decir adios", która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, bo spodziewałam się czegoś spokojnego, a tu proszę! Bardzo fajnie Lodo to wyszło <33. Bardzo lubię jeszcze "Supercreativa", "Amor en el aire" i "Underneath it all" (pomimo, że Tini angielski akcent nie jest najlepszy :P).

I teraz jeszcze przyznać się! Kto tydzień temu siedział do pierwszej trzydzieści i oglądał pierwszy odcinek Violetty 3? Przyznam się, że ja tak ;). Najlepsze było jak Lu i Fede biegli, bo nie zdążą na show xD. A co do tematu spadającej Violi, to wiadomo, że Leon złapie Vilu. Co z tego, że spada pół minuty? -.- Leoś musi być bohaterem! Kto ogląda dzisiaj? Jeszcze chwila! (chociaż pewnie jak ktoś to czyta, to już dawno po odcinku xD)

W ogóle to strasznie dużo nowości związanych z Violettą się pojawiło od ostatniej jednorazówki :). Jeszcze potwierdzone En Vivo w Polsce, teledysk do "En gira" i Violetta na TVN 7 od września...  Mimo, iż jestem na bieżąco, to mam wrażenie, że wiem o wszystkim ostatnia. O.o

Uuu, to się rozpisałam! :D
Do następnej jednorazówki! :*
bloggerka

sobota, 12 lipca 2014

Jednorazówka* - Kocham ją i nigdy nie przestanę...

Kolejna jednorazówka ;).
Zapraszam! <3
* - widziane oczami Pabla
Od siedmiu lat chodzę na dodatkowe zajęcia taneczne do Studio 21. Nie jestem uczniem tej szkoły, dlatego musiałem się trochę namęczyć, aby się dostać, ale jestem i bardzo się z tego cieszę. Opłacało mi się to, gdyż nauczyłem się bardzo wiele, poznałem ludzi, którzy tak jak ja, kochają taniec. Jednym z nich jest pewna dziewczyna... Ma na imię Angie... Jest bardzo ładna i naprawdę cudownie tańczy. Już nie raz obiecywałem sobie, że się z nią umówię, ale jakoś nie mogę... Dlaczego? Sam nie wiem... Z nie jedną dziewczyną się już umówiłem, ale czuję, że ta jest taka... wyjątkowa... Chyba najzwyczajniej w świecie boję się, że palnę jakąś głupotę i już jestem przekreślony w jej oczach na zawsze... Jeszcze nigdy się tak nie czułem. Znamy się już siedem lat, a ja jeszcze nie mam jej numeru telefonu... Ech, kretyn ze mnie. Zawsze, gdy chcę z nią porozmawiać to zgrywa tą niedostępną... Całe szczęście, że nie ma faceta...

Tego dnia miałem ostatnie zajęcia taneczne w tym roku szkolnym. Zostały nam dwa dni do wakacji. Wszyscy w okół się cieszyli i gdyby nie fakt, że nie zobaczę przez te długie, dwa miesiące Angie, to byłbym szczęśliwy jak nigdy. Przez ostatnie wakacje nic, tylko myślałem o niej. Chodziłem często na miasto, do parku i w jeszcze inne miejsca publiczne z nadzieją, że ją zobaczę, lecz na próżno... Widocznie cały czas wyjeżdżała z miasta... albo nie wychodziła z domu... Postanowiłem, że tym razem, tą ostatnią lekcję spędzę z nią w jak najlepszy sposób potrafię.
- Hej. - przywitałem się, gdy przyszedłem.
- Cześć. - odpowiedziała mi, jakby obojętnie.
Moja ukochana siedziała na parapecie, zaraz przy wejściu na salę. Odszedłem na drugi koniec, aby odłożyć na boku butelkę wody i ręcznik, ale nie minęła chwila, a byłem znów koło niej.
- Co tam? - spytałem.
- No nic, a u ciebie?
- Też nudy. Wyjeżdżasz gdzieś na wakacje? - pewnie pomyślała, że spytałem z grzeczności, ale nie. Ja byłem naprawdę tego ciekawy.
- Nie wiem. Raczej nie, a jeśli już to tylko na tydzień, nie więcej. A ty?
- No, ja tak.
- Gdzie?
- Będę trochę w Egipcie, a trochę we Włoszech.
- O, to naprawdę fajnie. - stwierdziła. - Wiesz Pablo, tak sobie pomyślałam, że może...
Naprawdę byłem ciekawy, co ona powie, lecz niestety Gregorio, jak z resztą zwykle, musiał przyjść nie w porę i przerwać nam swoim głośnym "dzień dobry!". Nim się obejrzałem, wszyscy, łącznie z Angie, stali już na swoich miejscach, gotowi do tańca. Nie miałem wyjścia, musiałem z nimi stanąć. Bardzo chciałem, abyśmy tego dnia tańczyli w parach, bo chciałem zatańczyć z Angie. Za każdym razem chcę to zrobić, ale zawsze jakaś inna do mnie podejdzie i o to poprosi, a ja, że jestem dobrze wychowany, nie mogę odmówić... Tym razem obiecałem sobie, że będzie inaczej. Że będę tańczył z nią, chociażby nie wiem co miało się stać. Lecz jak zwykle, wszystko musiało iść na przekór i tym razem nie tańczyliśmy w duetach. Przećwiczyliśmy dwa razy nasz układ, nawet nic nowego się nie nauczyliśmy... Naszemu nauczycielowi zachciało się oglądać film... "Dirty Dancing"... Sądziłem, że to będzie kolejna pierdoła, lecz muszę przyznać, że był całkiem fajny.
Na koniec zajęć zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, z dyplomami, które dostaliśmy za ukończenie siódmego roku kursu tańca. Wszyscy go dostali, bez wyjątku. Od razu po tym poszedłem do szatni, aby się przebrać. Gdy z niej wychodziłem, akurat z szatni damskiej (która znajduje się na przeciwko), wychodziła Angie. Nic nie mówiąc podszedłem do niej i zaczęliśmy razem iść na dwór. Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz, przed szkołą, nastała chwila ciszy.
- No to co? - odparłem. - Chyba czas się pożegnać. Pa! Do zobaczenia po wakacjach. - powoli zacząłem iść przed siebie, widocznie w przeciwną stronę od miejsca, do którego zmierzała moja miłość.
"Boże, coś ty zrobił?!" - pomyślałem. - "W tak idiotyczny sposób się z nią pożegnałeś!? Nie będziesz się z nią tyle widział i tylko tyle jej powiedziałeś?!?" Całe szczęście, nim odszedłem, zdążyła jeszcze powiedzieć coś, co zatrzymało mnie przy niej na dłużej.
- Pablo, mogę się ciebie o coś jeszcze zapytać? - odwróciłem się w jej stronę.
- No jasne. - podszedłem nieco bliżej.
- Czy ty... masz dziewczynę?
- Czy ja mam dziewczynę? - trochę zdziwiło mnie to pytanie, nie spodziewałem się go. Myślałem, że to będzie coś typu "co robisz w wakacje?". - Dlaczego chcesz to wiedzieć?
- Tak po prostu... Chciałabym wiedzieć.
- Aha, dobra... Ja...
- A wiesz. - przerwała mi. - Lepiej mi nie mów. Udanych wakacji. Pa, pa. - zaczęła odchodzić, jakby chciała uciec.
- Angie! - krzyknąłem wyraźnie, żeby mnie usłyszała. - Podobam ci się, prawda? - ja naprawdę to powiedziałem?!
Nie wierzę, że odważyłem się, żeby się jej o to zapytać. Gdzieś tam, w głębi serca, sądziłem, że taka może być prawda, ale jednak w to nie wierzyłem.
- Dobra, może w końcu czas powiedzieć prawdę? - powiedziała na głos. - Tak Pablo, podobasz mi się. I to nawet bardzo. Od dobrych paru lat...
- Liczysz na coś, prawda? Liczysz na związek? - nie wierzyłem w to, co słyszałem.
- Nie. - zdziwiłem się potwornie.
- Kochasz mnie, ale nie chcesz być ze mną? - pomyślałem, że ona coś knuje.
- Chcę, ale przecież jesteś jeszcze ty. Twoje zdanie też się tu liczy, a ja nie chcę być w związku, w którym miłość jest tylko po jednej stronie. Wiem, że miałeś sporawo dziewczyn, ale to teraz nie ważne.Nie chcę być w związku, w którym tylko mnie będzie zależało na podtrzymywaniu jego.
- To w takim razie, po co mi wyznajesz miłość?
Zapadła kolejna chwila milczenia. Nie rozumiałem zbytnio tej rozmowy... Czyżby ona była przekonana, że ja nic do niej nie czuję?
- Bo chciałam się dowiedzieć prawdy. - odpowiedziała nieśmiało po chwili.
- A co jeśli powiem, że ja czuję do ciebie tylko przyjaźń? - byłem ciekawy jej reakcji.
Po jej minie stwierdziłem, że raczej tego się spodziewała... Żałuję, że nie powiedziałem jej wprost, że mi się podoba...
- Zrozumiem. Proszę, bądź ze mną szczery, bo ja właśnie z tobą jestem. Jeśli masz być ze mną tylko po to, żeby nie zrobić mi przykrości, to wybacz, ale nie.
- Mam powiedzieć prawdę, tak?
- No, tak.
"Angie, kocham cię najmocniej na świecie! Podobasz mi się już tyle czasu, non stop o tobie myślę i nie potrafię przestać! Z każdym dniem, z każdą godziną, minutą zastanawiam się co robisz, gdzie jesteś i czy nie dzieje ci się nic złego!"
- Dobrze. Angie, bardzo cię lubię, ale nic więcej...
- Okej. - pewnie starała się ukryć swój smutek... cóż, nie wychodziło jej to. - Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Tylko proszę, nie wyśmiewaj mnie... Niech ta sprawa zostanie między nami, dobrze?
- Nie, no coś ty. Przyjaciele?
- Przyjaciele... - powiedziałam załamanym głosem.
Dopiero po fakcie, gdy już odeszła dotarło do mnie to, co powiedziałem... Ech, jaki ja jestem głupi! Tak bardzo ją kocham, jak ja mogłem jej skłamać, że nic do niej nie czuję? Może po prostu sądziłem, że to był jakiś sen, który... a z resztą już sam nie wiem... Cały czas patrzyłem na nią, gdy odchodziła, a gdy zniknęła za zakrętem, zamiast za nią pobiec, zacząłem iść w stronę swojego domu... "- Człowieku, idź za nią, bo stracisz ją na zawsze! - Nie! - Idź, bo pożałujesz! - Nie mam odwagi... Jestem zwykłym tchórzem..."

Wakacje mijały mi bardzo wolno... Normalny uczeń by się z tego cieszył, ale nie ja. Starałem się nie myśleć o Angie, ale nie potrafiłem... Co krok coś mi ją przypominało... Chciałem korzystać z wolnego, ale jak się zamyśliłem, to już na cały dzień... Codziennie zerkałem w kalendarz, kiedy w końcu będę mógł się z nią spotkać. Czasami udawało mi się o niej nie myśleć, ale to tylko wtedy, gdy byłem z kumplami, czy byłem na tyle czymś zajęty, że myślałem tylko o tym, co robię. Bałem się jednego... Że gdy wrócę po wakacjach na zajęcia, Angie już nie będzie z nami chodzić... Tak jej namieszałem w głowie, że pewnie nie chce już mnie znać, ale starałem się o tym nie myśleć. Myślałem tylko o tym, żeby to wszystko jakoś odkręcić. Marzę, żeby być z nią, a przecież jej też na tym zależy... I chyba tak samo jak mnie, skoro mówiła, że podobam jej się od paru dobrych lat... W każdym razie okropnie bałem się tego dnia, w którym miałem się z nią zobaczyć, ale jednocześnie tak bardzo chciałem, żeby on nadszedł... Rozmyślałem jak z nią porozmawiać, żeby nie palnąć znowu jakiejś głupoty. Bałem się, że znowu się zestresuje i tym razem wyjdzie, że jej nienawidzę, albo, że śmierdzi jej z ust czosnkiem... Ale byłby przypał.

Tamtego dnia byłem pełen euforii. Nareszcie mogłem zobaczyć się z Angie. Wszedłem do klasy ze znajomymi i rozglądałem się za nią. Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu ją znalazłem.
- Chłopaki, zacznijcie się sami rozgrzewać, a ja zaraz do was dojdę, ok?
- Jasne.
Moja ukochana stała tyłem do mnie i grzebała w swojej torbie. Podszedłem do niej bardzo blisko, a ona nagle przyłożyła telefon do ucha.
- Tak kochanie? - położyłem swoją rękę na jej ramieniu, a ona się odwróciła. - Poczekaj chwilkę. - powiedziałam do telefonu i zakryła go dłoniom. - Co chcesz?
- Nie. Już nic. Rozmawiaj sobie z tym swoim chłopakiem. - posunąłem się parę kroków do tyłu i odwróciłem.
Już miałem odejść, gdy nagle usłyszałem słowa:
- Jeśli o to ci chodzi, to już o tobie zapomniałam.
W tym momencie do sali wszedł Gregorio, a Angie skończyła rozmowę. Przez całe zajęcia nie mogłem się skupić... Przewracałem się, obijałem, nieumyślnie podkładałem nogi osobą stojącym obok mnie... A to wszystko, przez te parę słów wypowiedzianych przez Angie... "Już o tobie zapomniałam...". Czyżby naprawdę tak było? Przez wakacje zdążyła już poznać kogoś innego? Chyba z siedemnaście razy powtarzałem jeden i ten sam krok w tańcu z moją partnerką.
- Pablo, co jest? - zapytał mnie nauczyciel.
- Nie wiem... Coś mi nie wychodzi...
- A może potrzebujesz innej partnerki? Angie, chodź tutaj. Przećwiczysz z nim to.
W duchu się ucieszyłem, ale byłem pewny, że teraz wyjdzie mi wszystko jeszcze gorzej niż do tej pory, ale nie... Nic, żadnego potknięcia... Wyszło nam naprawdę ładnie... Gdy zrobiliśmy ostatni krok, Angie wylądowała w moich ramionach... Patrzyliśmy na siebie z uśmiechem, lecz chwilę później odwróciła wzrok na Gregorio.
- Brawo, brawo! To było cudowne! Od dzisiaj, będziecie razem ćwiczyli ten układ i wystąpicie z nim, na kolejnym konkursie Y-Mix'u.
- Ale przecież ja nie chodzę do Studia. To są tylko moje dodatkowe zajęcia. - chciałem się z tego wykręcić, bo wiedziałem, że jak będziemy tak ćwiczyć, to za którymś razem, na samym końcu nie powstrzymam się i ją pocałuję...
- Ale wystąpić możesz. Ja już ci to załatwię.
Spojrzałem na Angie. Jej mina widocznie też nie była najlepsza... Ciekawe dlaczego? "Chwila, chwila... Ona nadal mnie kocha, tylko próbuje sobie zastąpić mnie innym! Ale ja bredzę, przecież ona ma cię już gdzieś! Przyjaciele? Nie pamiętasz?!" - ech, sam już nie wiedziałem co myśleć...

Następnego dnia, odbywał się w Studiu bal, z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Mimo, że nie byłem uczniem tej szkoły, to zostałem zaproszony. Nawet się uśmiechnąłem. Pomyślałem, że się dowiem, czy w końcu Angie ma kogoś, czy nie. Siedziałem na krześle i patrzyłem na pary, które wchodziły do sali. Wśród nich wyszukiwałem twarzy Angie... Długo jej nie było, a gdy w końcu się zjawiła, to nie zjawiła się sama... Praktycznie całe dwie pierwsze godziny balu przesiedziałem... Jeśli nie liczy się łażenie po picie i przekąski to tak... Siedziałem i gapiłem się na Angie, która zamiast tańczyć z tym pajacem, z którym teraz tańczy, mogłaby tańczyć ze mną... Niestety, zaczął się wolny taniec, a wraz z nim, ulubiona zabawa wszystkich chłopaków (szczególnie singli)... Polegała ona na tym, że gdy światło zostało skierowane na jakąś tańczącą parę, ona musiała się pocałować. Miałem nadzieję, że stanie się cud i ominie to Angie... Jednak nie... Nim ich usta zbliżyły się do siebie, zauważyłem, że jej towarzysz mruknął jej coś na ucho. Patrzyłem na każdy jej ruch z wielką uwagą. Gdy ich usta znajdowały się od siebie o kilka milimetrów, ona nagle powiedziała coś, co chociaż nie powinno, ale sprawiło mi wielką radość...
- Przepraszam, ja nie mogę... - odrzekła.
- Dlaczego? - spytał.
- Tomas, przez to, co ci teraz powiem, na pewno poczujesz się oszukany. - wsłuchiwałem się w każde jej słowo. - Przez te prawie trzy miesiące było mi naprawdę z tobą dobrze... Lecz w głębi serca, tak naprawdę, miałam ciągle innego. Myślałam, że pomożesz mi wyleczyć po nim rany. Wiem, że robiłeś co mogłeś, lecz dopiero teraz dostrzegłam, że te rany są nieuleczalne. Jedynym sposobem, na nie był właśnie chłopak, przez którego je miałam... Tym chłopakiem jest Pablo. - odwróciła się w moją stronę. - Tak, kłamałam... Nie potrafię o tobie zapomnieć... Wiem, że obiecałam, ale nie umiem... Kocham cię ponad życie... I nikt inny nie zajmie miejsca w moim sercu...
Czułem się taki dumny z tego, co powiedziała... Wstałem, podszedłem do niej i objąłem jej twarz swoimi dłońmi...
- Długo na to czekałem... - delikatnie ją pocałowałem. - Angie, zrozumiałem, że źle powiedziałem... Też mi na tobie zależy... Dlaczego płaczesz? - zobaczyłem, że po jej policzkach spływają pojedyncze, drobniutkie łzy.
- Bo w końcu widzę, że jestem szczęśliwa... I, że ty jesteś szczery... - odwróciła się na chwilę do posmutniałego Tomasa. Co, jak co, ale w tamtej chwili zrobiło mi się go szkoda... On naprawdę zakochał się w Angie... - Przepraszam. Pewnie poczułeś się oszukany, ale wiedz, że jestem ci wdzięczna, bo próbowałeś mi pomóc... Jesteś na mnie teraz okropnie wkurzony, prawda?
- Nie. Rozumiem, że nie potrafiłaś zapomnieć... Zawsze możesz na mnie liczyć. - podszedł do niej, a następnie pocałował ją w policzek. - No... Musicie coś dokończyć. - próbował się uśmiechnąć.
Pocałowaliśmy się jeszcze raz, ale pewniej. Resztę balu przetańczyliśmy razem, wtuleni w siebie. Byłem pewny, że mogę jej powiedzieć o wszystkim. Nie musiałem się już tak panicznie bać, że zrobię przed nią z siebie kretyna, bo nawet jeśli by się tak zdarzyło, to ona by mi wybaczyła... Jest jedyna w swoim rodzaju... Kocham ją i nigdy nie przestanę...

Hej! Co sądzicie o tej jednorazówce? :)
Pisałam ją i pisałam... No ale w końcu jest! :D
Czekam na Wasze opinie <3.

Do zobaczenia! ;*
bloggerka

Ps. Nad trzecim sezonem nadal się zastanawiam, ale bądźcie dobrej myśli ;).

niedziela, 29 czerwca 2014

Jednorazówka - Żebym tak mogła pokochać kogoś innego... (cz.2)

Dalsza część jednorazówki.
Spodziewałby się ktoś jej już dzisiaj? ;)
Nie przedłużając -
zapraszam! :P
Z rana obudził mnie telefon. Ledwo żywa odebrałam.
- Halo?
- Hej, czy dodzwoniłem się do Angie?
- Tak. Kto mówi?
- Tomas. - gdy tylko to usłyszałam uśmiechnęłam się i rozbudziłam.
- Hejka.
- Słuchaj, masz dzisiaj czas? - zapytał.
- Hm, zależy na co. - odpowiedziałam.
- No na przykład, na spacer. - wiedziałam, że w tej chwili namalował mu się uśmiech od ucha do ucha.
- Z tobą? Jeśli tak, to z miłą chęcią.
- To o której się spotkamy?
- Nie wiem. Może o piętnastej? - zaproponowałam.
- Dobrze. W tym samym miejscu co wczoraj?
- Jasne. To do zobaczenia. - pożegnałam się i rozłączyłam.
Zerknęłam na zegarek. Jednak nie było aż takie rano... Wybiła przed chwilą dwunasta. "Chwila, chwila... Już dwunasta!? Mam tylko trzy godziny!" - zerwałam się szybko z łóżka na tą myśl. Zbiegłam po schodach na dół, otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej kostkę żółtego sera, podeszłam do blatu, ukroiłam dwa plasterki, położyłam na chleb i uciekłam szybko z powrotem na górę. Wbiegając po schodach usłyszałam jeszcze głos Marii:
- Dlaczego nie schowałaś sera do lodówki?!
W biegu zjadłam kanapkę i weszłam do pokoju. Do łazienki porwałam swoje ubrania i siedziałam w niej dobre dwie godziny. Pierw się przebrałam. Gdy to skończyłam zaczęłam się czesać. Jak na złość, miałam problemy z rozczesaniem się. Gdy po piętnastu minutach tej jakże trudnej wojny, udało mi się wygrać, kitka, w którą zwykle się czesałam, nie chciała mi wyjść. Chciałam uczesać ją wysoko, bo uważam, że w takiej mi najładniej, lecz oczywiście nie mogłam! Po siedmiu próbach zmieniłam plany: chciałam się uczesać w dobieranego, ale znowu musiałam się zezłościć... Ech, szkoda słów... Po długich bitwach zdecydowałam się na zwykłego warkocza, na boku. Następny był makijaż... To to była zupełna katastrofa. Po dziesięciu minutach zdecydowałam się tylko na zwykły błyszczyk, na usta. Gdy byłam gotowa, wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Odłożyłam piżamę na łóżko, wzięłam telefon do ręki, spojrzałam, która godzina, lecz już nie pamiętałam, gdy włożyłam moją komórkę z powrotem do kieszeni. Wyjęłam ją raz jeszcze i nie mogłam uwierzyć... 14:56. "No serio?" - pomyślałam i usiadłam zrezygnowana na łóżku. - "Angie, dobrze się czujesz? Przecież nie możesz tak bezczynnie siedzieć! Zaraz się spóźnisz!" - wstałam i zaczęłam biec do umówionego miejsca.

Gdy dobiegłam, na pierwszy rzut oka nie widziałam nigdzie Tomasa. Spojrzałam na zegarek. 15:09. "Hmm... Widocznie jest bardzo punktualny. Ale głupio wyszło! Pewnie już sobie poszedł..." - pomyślałam i weszłam na polanę. Usiadłam na ziemi, wzięłam jakiegoś patyka z ziemi i zaczęłam nim grzebać w ziemi.
- Kurczę... Miałaś taką dobrą okazję, żeby zapomnieć o tym chłopaku, ale ty oczywiście nie potrafiłaś jej wykorzystać... - mówiłam sama do siebie. Łatwo chyba zgadnąć, że "tym chłopakiem" był nie kto inny, jak Pablo.
- Chciałaś o mnie zapomnieć? - usłyszałam czyiś głos za sobą.
Ucieszyłam się, niczym dziecko, bo pomyślałam, że za mną stoi właśnie ten, o którym myślałam... Odwróciłam się. Chłopak miał mnóstwo patyków w kieszeniach i w butach.
- Ekm, nie. Przecież wiesz, że nie potrafię.
- Uff... To dobrze, już się bałem, że przyszłaś tutaj tylko z litości, żeby nie było mi przykro. - po tym zdaniu zrozumiałam, że to nie Pablo, tylko Tomas.
- Tomas! Co ci się stało? Dlaczego jesteś taki... em, no...?
- Przyznam szczerze, że trochę zabłądziłem. Przepraszam, że się spóźniłem.
Odetchnęłam z ulgą.
- Chodź pomogę ci. - powiedziałam, gdy zaczął wyjmować sobie patyki z ubrań.
Gdy skończyliśmy usiedliśmy oboje na trawie, bardzo blisko siebie.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Tak. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Nie miałaś na myśli mnie, gdy mówiłaś, że chcesz zapomnieć o jakimś chłopaku. Ja to wiem, ale proszę, powiedź mi, o kim mówiłaś?
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Czy on cię skrzywdził? Proszę, mów.
- Ech... Strasznie mi się podobał... Z resztą nadal mi się podoba... Ma na imię Pablo, ale on nic do mnie nie czuje... Wiem, bo z nim rozmawiałam... Co prawda, chciał być ze mną, ale tylko dlatego, że nie chciał, abym była na niego zła... Zostaliśmy przyjaciółmi, ale ja nie potrafię... Nie będę umiała z nim już normalnie rozmawiać... - po policzku spłynęła mi pierwsza i jak że duża łza.
- Przepraszam, że to powiem, ale on jest debilem... Kim trzeba być, żeby sprowadzić cię do łez? On jest okrutny.
- Pomożesz mi o nim zapomnieć?
- Tak. - objął mnie ramieniem. - Zrobię wszystko co się da... - poczułam jego usta na swoim policzku. Serce zaczęło mi bić szybciej.

Wakacje minęły nam bardzo fajnie, lecz niestety szybko. Nie nudziłam się i nareszcie czułam się kochana przez chłopaka. Miałam pewność, że mu bardzo na mnie zależy. Chodziliśmy na długie spacery, do kina, do wesołego miasteczka... Zaprosiłam go na bal, który odbywał się w naszej szkole, z okazji nowego roku szkolnego. Bardzo się ucieszył, ale wiem, że się tego spodziewał. Żyliśmy sobie tak beztrosko przez te dwa miesiące. Razem. Nie mieliśmy poważnych problemów. Mimo, że byliśmy razem już dwa miesiące, to jeszcze się nie całowaliśmy. On chciał, ale ja jakoś nie potrafiłam... Nie naciskał, ale wiedziałam, że bardzo chciał... To było z mojej winy... Tak jakoś... nie potrafiłam... I byłbym sobie szczęśliwa razem z nim, gdyby nie nowy rok szkolny i od nowa zajęcia z tańca...  Razem z Pablem...
Wszedł do klasy, razem ze swoimi kumplami. Przy wchodzeniu ewidentnie się za kimś rozglądał... Hę, ciekawe za kim... Jego wzrok namierzył mnie, a gdy tylko to się stało, ja spojrzałam się w podłogę. Powiedział chłopakom, że zaraz do nich wróci i zaczął iść w moją stronę. Jak dobrze, że w tamtym momencie zadzwonił do mnie Tomas. Stanęłam tyłem do całej klasy i odebrałam.
- Tak kochanie? - w tamtej chwili poczułam rękę Pabla na swoim ramieniu. Odwróciłam się do niego. - Poczekaj chwilkę. - powiedziałam do Tomasa i skierowałam się do chłopaka stojącego przede mną. - Co chcesz?
- Nie. Już nic. Rozmawiaj sobie z tym swoim chłopakiem. - odszedł, a w tej chwili do sali wszedł Gregorio.
- Jeśli o to ci chodzi, to już o tobie zapomniałam. - rzuciłam do niego, a następnie przyłożyłam słuchawkę z powrotem do ucha. - Wiesz, muszę kończyć. Nauczyciel przyszedł. Później oddzwonię. Pa. - rozłączyłam się.
Przez całe zajęcia Pablo był rozkojarzony i non stop coś mu nie wychodziło. "Coś tutaj jest nie tak..." - pomyślałam, gdy po raz któryś nie potrafił zrobić jednego kroku ze swoją taneczną partnerką.
- Pablo, co jest? - zapytał Gregorio.
- Nie wiem... Coś mi nie wychodzi...
- A może potrzebujesz innej partnerki? Angie, chodź tutaj. Przećwiczysz z nim to.
Dlaczego akurat ja? Jest nas tutaj tyle, a właśnie mnie wybrał! Stanęłam i zaczęliśmy tańczyć. Tym razem nie było ani jednego potknięcia. Wszystko wyszło nam tak, jak miało wyjść. Taniec zakończył się obrotem. Na końcu trafiłam w jego ramiona. Patrzyłam mu się przez chwilę w oczy. On mi z resztą też, lecz parę chwil później spojrzałam się na naszego nauczyciela.
- Brawo, brawo! To było cudowne! Od dzisiaj, będziecie razem ćwiczyli ten układ i wystąpicie z nim, na kolejnym konkursie Y-Mix'u.
- Ale przecież ja nie chodzę do Studia. To są tylko moje dodatkowe zajęcia.
- Ale wystąpić możesz. Ja już ci to załatwię.
No super... Wszyscy szczęśliwi... Gregorio się cieszy, że jego najlepsza taneczna para wygra konkurs, Pablo, że będzie mógł zaistnieć w internecie... A ja? A dla mnie to był najgorszy dzień w życiu...
Po zajęciach opowiedziałam to wszystko Tomasowi. Nie był zły, gdy się dowiedział, że będę tańczyła z Pablem, bo wiedział, że to przecież nie moja wina.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. A jak na razie, to lepiej ciesz się, bo jutro bal.
- A no tak! - ucieszyłam się. - O której się spotykamy?
- Może za piętnaście siedemnasta przyjdę po ciebie i się przejdziemy? Szkoła jest przecież bardzo blisko.
- Dobrze. - uśmiechnęłam się.
- Wybacz, ale muszę już iść. Będę wyczekiwał jutra.
- Ja też. Pa, pa. - wyszedł.

Dzień później odbył się bal. Sala była piękna, stroje wszystkich także. Tomas, gdy po mnie przyszedł zaniemówił z wrażenia. Bardzo mu się podobałam. Gdy weszłam do sali, zobaczyłam, że Pablo też się zjawił... Udawałam, ze nie interesuje mnie, dlaczego tutaj jest, ale tak w głębi serca, to okropnie się tym przejęłam. Pewnie był tutaj z jakąś dziewczyną, bo uczniem Studia nie był... Gdy mnie zobaczył z Tomasem, tylko się skrzywił. Po dwóch godzinach szybkich tańców, nadeszła kolej na wolny. Tańczyłam oczywiście z moim chłopakiem. Chłopakom z naszej klasy bardzo podobało się w tym tańcu to, że jak zwróciło się na którą parę reflektor, to musiała się pocałować. Tak bardzo jeszcze nie chciałam się całować z Tomasem, ale nie wiedziałam czemu... Przecież zależy mi na nim... No, ale stało się... Światła zostały skierowane w naszą stronę. Uśmiechnął się do mnie i spojrzeliśmy sobie w oczy...
- Nie bój się... - powiedział i zaczęliśmy przybliżać swoje usta do siebie.
Jeszcze kilka milimetrów i by się zetknęły, lecz... W tamtym momencie uświadomiłam sobie, dlaczego nie chciałam się z nim całować. Zerknęłam na Pabla, który siedział na krześle.
- Przepraszam, ja nie mogę... - powiedziałam patrząc Tomasowi w oczy.
- Dlaczego?
- Tomas, przez to, co ci teraz powiem, na pewno poczujesz się oszukany. - poczułam, że teraz wszyscy, którzy byli na sali, słuchali właśnie mnie. - Przez te prawie trzy miesiące było mi naprawdę z tobą dobrze... Lecz w głębi serca, tak naprawdę, miałam ciągle innego. Myślałam, że pomożesz mi wyleczyć po nim rany. Wiem, że robiłeś co mogłeś, lecz dopiero teraz dostrzegłam, że te rany są nieuleczalne. Jedynym sposobem, na nie był właśnie chłopak, przez którego je miałam... Tym chłopakiem jest Pablo. - odwróciłam się w jego stronę. - Tak, kłamałam... Nie potrafię o tobie zapomnieć... Wiem, że obiecałam, ale nie umiem... Kocham cię ponad życie... I nikt inny nie zajmie miejsca w moim sercu...
On wstał z krzesła, podszedł do mnie i objął swoimi dłońmi moją twarz.
- Długo na to czekałem... - powiedział i pocałował mnie... - Angie, zrozumiałem, że źle powiedziałem... Też mi na tobie zależy... Dlaczego płaczesz? - spytał.
- Bo w końcu widzę, że jestem szczęśliwa... I, że ty jesteś szczery... - powiedziałam i odwróciłam się jeszcze na moment do posmutniałego Tomasa. - Przepraszam. Pewnie poczułeś się oszukany, ale wiedz, że jestem ci wdzięczna, bo próbowałeś mi pomóc... Jesteś na mnie teraz okropnie wkurzony, prawda?
- Nie. Rozumiem, że nie potrafiłaś zapomnieć... Zawsze możesz na mnie liczyć. - pocałował mnie w policzek i odsunął się. - No... Musicie coś dokończyć. - uśmiechnął się.
Pocałowaliśmy się i resztę balu przetańczyliśmy razem... Wtuleni w siebie... Niby nie miałam pewności, że Pablo mnie tym razem nie kłamie, ale jakoś mu wierzyłam. Byłam przekonana, że on też coś do mnie czuje... Byłam tego pewna, jak z resztą nigdy... Teraz to był prawdziwy związek...

Druga cześć nieco krótsza, ale jest. ;D
I happy end Pangie <33.
Mam nadzieję, że się podoba! :)

Jak tam Wam mijają pierwsze dni wakacji? Co tam już robiliście?
Opowiadajcie, rozpiszcie się - chętnie poczytam :)).

Do zobaczenia w następnej jednorazówce! :*
bloggerka

sobota, 28 czerwca 2014

Jednorazówka - Żebym tak mogła pokochać kogoś innego...

Huhu! Jednorazówka!
Taka z okazji zakończenia roku i ośmiu miesięcy bloga ;).
Jeszcze tylko napomknę, że nie ma ona nic wspólnego
z dotychczasowymi rozdziałami :P.
Zapraszam! <3
Od dobrych pięciu, czy nawet już sześciu lat, podoba mi się taki jeden chłopak... Ma na imię Pablo. Poznałam go na w Studio, na zajęciach tanecznych. Niestety, to były tylko takie dodatkowe zajęcia, dla chętnych. Odbywały się tylko dwa razy w tygodniu. Prowadził je Gregorio. Nie wiem nawet, czy Pablo chodzi do mojej szkoły, ale chyba nie, bo się z nim wcale w niej nie widuję. Wiem tylko, że mieszka w Buenos Aires, ale o dziwno, nigdy nie mogę się z nim nigdzie spotkać... Pierw okropnie go nie lubiłam, lecz później, gdy zaczął ze mną rozmawiać, wydawał mi się taki słodki. Mimo, że najprzystojniejszy to on nie był, to dzięki tym jego dowcipom i pogawędką, zaczął wydawać mi się o wiele bardziej ładniejszy... Widywaliśmy się tylko na tych dodatkowych zajęciach, bo chodził on do innej szkoły. W pierwsze wakacje, gdy nie widziałam się z nim, pomyślałam, że to było tylko niewinne zauroczenie, ale rok później dowiedziałam się, że strasznie się myliłam. Próbowałam o nim zapomnieć, ale nie potrafiłam... Cały czas myślałam o nim i o tym, jak wspaniale byłoby, gdybyśmy byli razem... Przez niego, przestałam się w szkole tak bardzo starać. Rozleniwiłam się, bo, gdy tylko sobie o nim przypominałam, to mogłam siedzieć tak zamyślona już do końca dnia... Ale dzięki niemu także się zmieniłam... na lepsze... Zaczął mnie obchodzić mój wygląd. Przestałam się ubierać w byle co. Zaczęłam zwracać uwagę na to jak wyglądam. Wyluzowałam także trochę. Zaczęłam się śmiać z własnej głupoty, co bardzo mi się spodobało. Czasami z tych zajęć wracałam bardzo szczęśliwa, gdy zrobił coś uroczego dla mnie, ale czasami, bywało tak, że wracałam z ogromnym smutkiem i gdy kładłam się tego samego dnia spać, zaczynałam płakać i rozmyślałam, dlaczego nasza rozmowa nie mogła się wtedy potoczyć inaczej... To dzięki niemu przekonałam się pierwszy raz w życiu, co tak naprawdę znaczy miłość. Naprawdę wiele mu zawdzięczam, ale z drugiej strony lepiej byłoby, gdyby nigdy nie zjawił się w moim życiu. Żyłabym sobie spokojniej i nie zastałabym tego uczucia, którym jest zakochanie... Niby takie wspaniałe uczucie, ale czasami wbija nóż prosto w serce i nie możesz go wyleczyć. A gdy już w końcu ci się to uda i zaczyna być coraz lepiej... trach! I całe jego uzdrawianie na marne...

Zbliżały się kolejne wakacje. To miały być moje ostatnie zajęcia z tańca w tym roku szkolnym. Niby wszyscy się cieszyli, ale oczywiście nie ja. Dlaczego? Było to powiązane z moją kolejną, dwumiesięczną rozłąką z Pablem... Każdego roku obiecywałam sobie, że w końcu mu powiem, co do niego czuję, ale to dopiero pod koniec roku... No i minęło już ich pięć, a on jeszcze nic nie wie... Ech... No trudno... Może to i lepiej? On raczej nie jest we mnie zakochany...
- Hej. - powiedział Pablo, gdy przyszedł.
- Cześć. - odpowiedziałam mu obojętnie.
Ja siedziałam na parapecie, zaraz przy drzwiach do sali, a on poszedł na drugi koniec sali, położył coś na szafce, obok radia i wrócił do mnie.
- Co tam? - zapytał z tym swoim pięknym uśmiechem.
- No nic, a u ciebie?
- Też nudy. Wyjeżdżasz gdzieś na wakacje?
- Nie wiem. Raczej nie, a jeśli już to tylko na tydzień, nie więcej. A ty?
- No, ja tak.
- Gdzie?
- Będę trochę w Egipcie, a trochę we Włoszech.
- O, to naprawdę fajnie. - odparłam. - Wiesz Pablo, tak sobie pomyślałam, że może... - wpadłam na pomysł, aby się umówić z nim na jakiś spacer, lecz w tej chwili wszedł do klasy nasz nauczyciel i kazał nam się ustawić, bo mieliśmy już zaczynać zajęcia.
W duchu modliłam się, abyśmy dzisiaj tańczyli tylko w grupie. Czasami jest tak, że tańczymy w parach. Wtedy zawsze chcę podejść do Pabla i zapytać się, czy nie zatańczyłby on ze mną, ale zanim się do tego zbiorę, on już ma partnerkę... Dzisiejszego dnia mieliśmy jednak nieco luźniejsze zajęcia. Przećwiczyliśmy raz jeden układ, drugi i koniec. Gregorio stwierdził, że nie opłaca nam się uczyć nowych kroków, skoro i tak je zapomnimy przez wakacje. Powiedział, że jeśli chcemy to włączy nam bardzo fajny film, o tym, jak ważny jest taniec w życiu innych ludzi. Myśleliśmy, że to znowu będzie jakiś film taki... ech, no po prostu nudy, ale nie. Jeśli się nie mylę, to chyba był "Dirty Dancing". A z resztą nie ważne. W każdym razie wszystkim nam się podobał.
Po zajęciach wszyscy dostaliśmy dyplomy i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Miałam nadzieję, że pogadam jeszcze chwilę z Pablem, lecz nigdzie go nie widziałam. Poszłam do szatni i przebrałam się. Gdy wychodziłam, z naprzeciwka, z szatni chłopaków, wychodził właśnie on. Gdy mnie zobaczył, zaczął iść obok mnie, tym samym tempem. Zeszliśmy po schodach na dwór i stanęliśmy przed szkołą. Staliśmy chwilę w milczeniu.
- No to co? - spytał nagle. - Chyba czas się pożegnać. Pa! Do zobaczenia po wakacjach. - zaczął powoli odchodzić w przeciwną stronę.
Nagle coś mi powiedziało, że to się nie może tak skończyć. Że muszę mu powiedzieć, jak bardzo mi się podoba, bo inaczej znowu trzy-czwarte wakacji spędzę na rozmyślaniu o nim.
- Pablo, mogę się ciebie o coś jeszcze zapytać? - odwrócił się w moją stronę z powrotem.
- No jasne. - odpowiedział i podszedł nieco bliżej.
- Czy ty... masz dziewczynę?
- Czy ja mam dziewczynę? - powtórzył tak, jakby nie zrozumiał. - Dlaczego chcesz to wiedzieć?
- Tak po prostu... Chciałabym wiedzieć.
- Aha, dobra... Ja...
- A wiesz. - przerwałam mu. - Lepiej mi nie mów. Udanych wakacji. Pa, pa. - zaczęłam odchodzić.
- Angie! - krzyknął. - Podobam ci się, prawda?
Nie zdziwiłoby mnie to, gdybym usłyszała to z jego ust już o wiele wcześniej. Wydawało mi się, że wszyscy o tym wiedzieli, oprócz właśnie jego, ale chyba on też coś podejrzewał. Wszyscy o tym dookoła mruczeli, a nawet, moja najlepsza przyjaciółka, kiedyś, jak przyszła po mnie na zajęcia, bo miałyśmy skoczyć na zakupy, podeszła do niego z tekstem: "Cześć. Jestem Agata, przyjaciółka Angie. Ty jesteś tym, o którym ciągle...?". Całe szczęście w dobrym momencie urwała.
- Dobra, może w końcu czas powiedzieć prawdę? - stwierdziłam na głos. - Tak Pablo, podobasz mi się. I to nawet bardzo. Od dobrych paru lat...
- Liczysz na coś, prawda? Liczysz na związek?
- Nie. - trochę zdziwiła go ta odpowiedź.
- Kochasz mnie, ale nie chcesz być ze mną?
- Chcę, ale przecież jesteś jeszcze ty. Twoje zdanie też się tu liczy, a ja nie chcę być w związku, w którym miłość jest tylko po jednej stronie. Wiem, że miałeś sporawo dziewczyn, ale to teraz nie ważne.Nie chcę być w związku, w którym tylko mnie będzie zależało na podtrzymywaniu jego.
- To w takim razie, po co mi wyznajesz miłość?
Znowu chwilowo nie wiedziałam co mu na to odpowiedzieć. Bałam się, że powiem coś złego, co zmieni nasze relacje na zawsze.
- Bo chciałam się dowiedzieć prawdy.
- A co jeśli powiem, że ja czuję do ciebie tylko przyjaźń? - wiedziałam, wiedziałam, że mi to powie. Dlaczego w ogóle zaczynałam ten temat?
- Zrozumiem. Proszę, bądź ze mną szczery, bo ja właśnie z tobą jestem. Jeśli masz być ze mną tylko po to, żeby nie zrobić mi przykrości, to wybacz, ale nie.
- Mam powiedzieć prawdę, tak?
- No, tak.
- Dobrze. Angie, bardzo cię lubię, ale nic więcej...
- Okej. - udawałam, że mnie to nie ruszyło. - Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Tylko proszę, nie wyśmiewaj mnie... Niech ta sprawa zostanie między nami, dobrze?
- Nie, no coś ty. Przyjaciele?
- Przyjaciele... - powiedziałam załamanym głosem.

Gdy wróciłam do domu, byłam całkowicie załamana, ale jednocześnie dumna. Dlaczego dumna? W końcu mu powiedziałam, co do niego czuję. Bałam się, że mnie odrzuci, lecz nie. "Angie, trochę mu na tobie zależy. Przecież inaczej nie chciałby robić z tobą nawet tego związku, gdybyś go wcale nie obchodziła. Tylko przyjaciele. Masz przynajmniej pewność, że cię lubi..." - powtarzałam sobie cały czas. Gdy weszłam do domu, popędziłam do swojego pokoju na górę, rzuciłam torbę z ubraniami z zajęć w kąt, położyłam się na łóżku i zaczęłam po cichu płakać. Nie wiem dlaczego. Kiedy obmyślałam sobie jego reakcję, po tym, jak mu powiem, wyobrażałam sobie tylko dwa scenariusze: pierwszy (ten lepszy) był taki, że powie mi, iż mnie też kocha i będziemy razem, a drugi, że wyśmieje minie i będzie to robił dopóki nie wyprowadzę się z miasta, a nawet dłużej. Przecież było lepiej niż po drugiej wersji, więc dlaczego czułam się tak okropnie? Nawet nie zauważyłam, kiedy do mojego pokoju weszła Agata.
- Aż tak źle? - wiedziała o co chodzi, bo o cóż innego by mogło? - No opowiadaj.
- Agata, on mnie nie odrzucił.
- Czyli... Wy...? Aaa! - zaczęła krzyczeć z zachwytu. - Chwila... Coś jest nie tak. Przecież byś nie zaczęła płakać... Chyba, że to są łzy szczęścia, ale tego kitu mi nie wciśniesz.
- Chciał ze mną chodzić, ale...
- Jest!!! Wiedziałam!
- Dasz mi skończyć? - wtulałam się w poduszkę.
- Tak, przepraszam...
- Chciał ze mną chodzić, ale ja się nie zgodziłam...
- Dlaczego?! Przepraszam, że to powiem, ale jesteś najzwyczajniej w świecie głupia.
- Może i jestem... Ale on nic do mnie nie czuje...
- Jak to? Przecież inaczej nie chciałby być z tobą.
- Jeszcze nie rozumiesz? - znowu robiłam się coraz bardziej czerwona od płaczu. - On chciał ze mną chodzić, żebym była szczęśliwa!
- No właśnie! Zupełnie cię nie rozumiem.
- I chyba nie zrozumiesz... On mnie nie kocha.
- Ale chciał z tobą chodzić?
- Tak, bo chciał być dla mnie miły... A po co mi związek, w którym drugiej połówce nie zależy na tej pierwszej? Przynajmniej będzie mi teraz łatwiej o nim zapomnieć...
- Tak uważasz?
- Może być, albo gorzej, albo lepiej i sądzę, że będzie lepiej.
- Chyba, że znowu znajdziesz się w sytuacji pomiędzy.
- Weź mi już nawet nie mów! Dobrze?! - poprosiłam. - Co sądzisz o mojej decyzji?
- Mam podzielone zdanie. Z jednej strony dobrze zrobiłaś, po rzeczywiście, po co ci taki chłopak, a z drugiej... Może on by się w tobie też zakochał, gdybyście byli razem? Bo przecież mówią, że to możliwe...
- Ech, dlaczego zawsze najlepsze rozwiązanie przychodzi mi dopiero po sprawie? - westchnęłam. - No nie istotne... Stało się...
- Chodź, przejdziemy się. - zaproponowała moja przyjaciółka. - Zrobi ci się lepiej i trochę pooddychasz.
- Właściwie, to bardzo dobry pomysł.
Ja całą drogę przeszłam w ciszy, rozmyślając o tym, że spotkam jeszcze co najmniej jednego takiego Pabla na mojej drodze. Nadal nie chciałam wierzyć, że on do mnie nic nie czuje, ale no cóż... Po co mam mu się wtrącać w życie i psuć mu status "singiel"? Po co mi to, bo gdy tylko zobaczy inną, odejdzie ode mnie? Agata cały czas do mnie o czymś mówiła, ale przyznam się bez bicia, że jej nie słuchałam. Myślałam o tym, że chciałabym kogoś poznać... Kogoś tak samo cudownego jak Pablo... Usiadłyśmy z moją przyjaciółką, na naszej ulubionej polance, niedaleko mojego domu. Mieściła się ona w lesie, ale była bardzo duża.
- Angie, ty mnie w ogóle nie słuchasz, prawda?
- Wybacz, ale nie potrafię... Cały czas myślę o Pablo...
- Przestań o nim myśleć i żyj teraźniejszością!
- Wiesz co? Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką i, że będziesz mnie wspierać, ale widzę, że się pomyliłam... Idę do domu! - wstałam z ziemi i wyszłam do lasu, na drogę.
- No weź! Ja tylko nie chcę, żebyś popadła w depresję! - krzyknęła.
Skręciłam i nie patrzyłam gdzie idę. Odkrzyknęłam jej jeszcze, że nie mam zamiaru jej już słuchać. Przez to, iż nie widziałam, gdzie szłam, zderzyłam się z pewnym chłopakiem...
- Przepraszam! Nie chciałam... - przeprosiłam.
Spojrzałam mu się w oczy... Miał w nich coś takiego... Taki błysk...
- Nic się nie stało. - powiedział. - Jestem Tomas. Nic ci nie jest? - wstał i podał mi rękę.
- Nie, nie... - odpowiedziałam pospiesznie i skorzystałam z jego pomocy. - Ja jestem...
- Angie! - nagle zza rogu wyszła Agata. - Nie gniewaj się! Poczekaj na mnie! O, tutaj jesteś. O i tutaj jest jakiś chłopak... O, i trzyma cię za rękę... O, to może ja zaczekam... - wyszła z lasu, usiadła przed nim czekając na mnie, a ja puściłam nowo poznanego chłopaka.
- Angie... Oryginalne i bardzo ładne imię. - powiedział.
- Dziękuję. - nie mogłam nic więcej z siebie wykrztusić.
- Mieszkasz tutaj gdzieś niedaleko? Może cię odprowadzę?
- Nie, naprawdę nie musisz...
- Nie daj się długo prosić.
- Skoro nalegasz... - uśmiechnęłam się.
Zaczęliśmy iść w stronę mojego domu i rozmawialiśmy o sobie. Gdy podeszliśmy pod budynek, w którym mieszkam poprosił mnie o numer telefonu. Nie chciałam mu dawać, ale był taki przekonujący... Pożegnałam się z nim i weszłam do swojego pokoju. Tam na łóżku, wpatrzona w drzwi, siedziała Agata.
- Angie, mam dla ciebie bardzo dobrą wiadomość.
- Agata, co ty tutaj robisz...? - zdziwiłam się, ale chwilę później sobie przypomniałam. - Yyy... Nie ważne. Zapomnij o tym. No mów, co to za wiadomość.
- Znalazłaś sobie zastępce Pabla!
- Nie... Wydaje ci się. - zarumieniłam się.
- To jest prawda. Oczy ci się świecą... Musisz mi wszystko opowiedzieć.
- Ale ja dużo o nim nie wiem...
- To mów tyle co wiesz!
- No więc... - zaczęłam. - Ma na imię Tomas. Jest w naszym wieku... Mieszka gdzieś tutaj... Jest bardzo słodki i ma mój numer telefonu...
- Ma twój numer!? Angie, miałaś rację! Teraz już będzie wszystko lepiej! Bardzo się cieszę z twojego szczęścia!
- Nawet nie wiesz, jaka ja jestem w tej chwili szczęśliwa. - odparłam, gdy się przytuliłyśmy.

cdn.

Hejka wszystkim! :)
Co sądzicie o jednorazówce???
Któregoś razu przyśnił mi się taki scenariusz no i bam!
Jest długa. Mogłaby być jeszcze bardziej, ale wolałam ją podzielić na dwie części.
Kiedy druga połowa? Mam zaplanowane, ale nie zdradzę :D.
Podpowiem tylko, że możecie się jej już niedługo spodziewać.

Całusy ;*.
bloggerka

środa, 18 czerwca 2014

I co dalej? /AKTUALIZACJA/

Hej! :*
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten post,
ale chciałam, żeby był jeden, długi, pożądany, niż parę niedopracowanych :)
Może lepiej będzie, jeśli nie będę już przedłużała i przejdę do konkretów. :P.

Jeśli komuś nie chce się czytać wszystkich pierdół, jakie tu napisałam,
to podzieliłam tekst, na parę, że tak powiem "stref".
W każdej takiej "strefie" opisałam to, na co będzie wskazywał jej tytuł
(ja sama należę do takich, którzy nie lubią czytać długiego tekstu, 
napisanego tym samym drukiem i czytam tylko to, co mnie interesuje :D).

Prawdziwa i jedyna miłość Angie... - sezon 3?
Pewnie większości osób, znudziła się już ta historia,
która praktycznie cały czas w kółko się powtarzała.
Nie twierdzę, że była ona jakaś specjalnie wybitna,
ale jednak parę osób tutaj zaglądało...
No właśnie. "Parę osób", a czy to "Parę osób" byłoby tutaj jeszcze?
Kurczę, bardzo bym chciała, aby pojawił się ten trzeci sezon,
ale boję się, że już nie dam rady.
Wiecie, że po wakacjach idę do gimnazjum.
Boję się po prostu, że nie będę miała czasu.
No, ale dobrą wiadomością jest to, że to nie tylko zależy ode mnie ;D.
Ale o tym, w następnej "strefie". :)

Decyzja o 3 sezonie nie zależy tylko ode mnie!
No więc tak. Nie miałoby to w ogóle sensu,
gdybym prowadziła 3 sezon z wiadomością, że i tak nikt tego nie czyta. :P
Jedną z najistotniejszych rzeczy, jest tutaj właśnie wasze zdanie. :)
Nie miałabym problemu, gdyby na blogu działały ankiety,
bo pewnie sami już zauważyliście, że coś się dzieje
i, że na (raczej) wszystkich blogach na blogspocie,
na tych starych ankietach z zerowały się głosy,
a na nowych, nawet jak ktoś zagłosuje, to nie wiadomo ile osób głosowało,
bo wyskakuje zero :/.
Jedynym możliwym rozwiązaniem w tej sytuacji, są komentarze,
tylko tutaj znowu problem jest taki, że pewnie duża liczba osób nie ma konta Google
(co oczywiście tutaj nie jest przeszkodą w głosowaniu - zawsze jest anonim),
a znam parę takich osób, co po prostu boją się komentować,
nawet jeśli chodzi o zwykłe tak, czy nie.
W miarę rozumiem takich ludzi, bo kiedyś sama tak miałam,
ale tutaj najzwyklejsze słowo, byłoby coś warte! :)

Jeśli chcesz pomóc mi w zadecydowaniu, czy trzeci sezon ma powstać, to koniecznie to przeczytaj! :)
Jeśli ktoś chce pomóc mi w wyborze, to lepiej, żeby wiedział to, co tutaj jest napisane,
żeby nie było, że później czyiś komentarz się nie pojawi ;P.
Komentarze z anonima mogą się pojawiać, ja nie mam nic przeciwko,
ale jeśli ktoś ma możliwość zalogowania się, to prosiłabym pisać z konta :).
Jeśli ktoś raczej ma do powiedzenia zwykłe "nie, nie chcę już więcej rozdziałów",
to prosiłabym, aby jednak sobie darował, bo ja przecież nie zmuszam go do czytania,
aczkolwiek jeśli mu zależy - niech pisze. Pożyjemy, zobaczymy co z tego wyniknie ;D.
Nawet jeśli zbierze się całkiem sporawa grupka, która będzie za trzecim sezonem,
nie obiecuję, że on powstanie. Wasze głosy mają mi pomóc w decyzji,
czy w ogóle to jeszcze ma sens. Jeśli okaże się, że tak, to wtedy będę starała
wygonić z siebie lenia i napisać następne 102 rozdziały :).
/AKTUALIZACJA/
Kochani, zauważyłam, że ankiety znowu działają! :)
To, tak jak po pierwszym sezonie, zostawiam ankietę.
Tym razem nie robię czegoś takiego, jak w zeszłym sezonie,
że od iluś głosów sezon, tylko jestem ciekawa, ile osób by go chciało. ;P
Tak, więc głosujcie! ;)

"Piosenki na dzisiaj" i "Spoilery" w ewentualnym trzecim sezonie.
Co do spoilerów, to oczywiście, bo to bardzo przydatna rzecz,
tak więc, nie ma co tu więcej mówić :).
Natomiast jeżeli chodzi o "Piosenkę na dzisiaj" to chyba,
jeśli trzeci sezon się pojawi, to z niej zrezygnujemy.
Słucham przeróżnej muzyki, ale czasami godzinami nie mogę sobie
przypomnieć czego fajnego, co by w miarę pasowało do rozdziału :P.
Tak więc, jeśli trzeci sezon, to ze spoilerami bez piosenek
(chyba, że czasami jakieś wyjątki, jak np. tutaj).
Strona "Piosenka na dzisiaj" zostanie na blogu, nie będę jej usuwała.

Jeśli jednak trzeci sezon nie pojawi się, to co wtedy z blogiem?
Na 90% nie usunę go, bo możliwe, że ktoś tutaj jeszcze trafi przez przypadek
i mimo, iż będzie on już zakończony, to zechce go sobie poczytać,
albo nawet taka osoba, która już go dobrze zna, będzie pragnęła sobie
przypomnieć, jakie to ja "cuda" tutaj tworzyłam :)).
Może jakieś jednorazówki w między czasie??? :D
Będę tutaj na pewno zaglądała, jak najczęściej dam radę
i muszę jeszcze wymyślić jakąś niespodziankę dla Was
na pierwszą rocznicę bloga, która (niby wydaje się, że tak daleko do niej,
a jednak tak blisko) jest 28 października bieżącego roku.
Muszę zacząć intensywnie myśleć ;).
Zmieni się także jego wygląd, o czym już wspominałam.
Jeśli wyjdzie mi tak, jak planuję, to nie będę już go zmieniać,
ale mimo, iż jestem na bloggerze ponad osiem miesięcy,
to nie za bardzo go jeszcze ogarniam, ale postaram się, jak mogę :D.

Pomysł co do rozdziałów, które się już pojawiły.
Otóż, pewnego dnia, pojawił się w mojej głowie taki pomysł,
aby zrobić coś z tymi rozdziałami, które już tutaj są.
Gdy czytałam jeden z rozdziałów z pierwszego sezonu,
pomyślałam, że to jest totalna katastrofa...
Tak, więc wpadłam na pomysł, żeby może tak po urozmaicać te rozdziały?
Treść za bardzo by się nie zmieniła, ale byłyby ładniejsze i lepsze?
Poprawiałabym je w wakacje i zrobiła obok, w gadżetach jakąś informację,
że np. rozdział <tu numer rozdziału> jest poprawiony w tylu i tylu procentach,
tamten już w całości, a za tego się biorę za tyle i tyle dni.
Oczywiście nie ze wszystkimi tak będzie, ale tak z kilkudziesięcioma.
Co Wy na to? Czekam na opinię w komentarzach!

Ask - włączyć go, czy nie?
To pytanie pozostawiam Wam, ale sądzę, iż nie ma takiej potrzeby.
Jakby ktoś coś chciał (a wątpię, że się to zdarzy) to przecież
zawsze może pisać tutaj. Blog jest naprawdę dla mnie ważny,
więc będę tutaj zaglądała, jak najczęściej będę mogła ;).

Na koniec, parę słów ode mnie, jeśliby 2 sezon, okazał się ostatnim.
Podziękowania:
Dziękuję Wam wszystkim, za to, że wytrwaliście tutaj ze mną do końca :).
Byłam nie raz nieznośna, zdarzało mi się nie dodawać rozdziałów,
ale Wy i tak potrafiliście mnie zrozumieć, za co Wam naprawdę dziękuję :*.

Jest parę osób, które chciałbym wyróżnić:
Sayuri, Martina Alpha, szalona romantyczka - dziękuję Wam za te wszystkie komentarze, które jak najbardziej mnie motywowały ;).
Muszę także podziękować Annie Saramego, gdyż to ona podsuwała mi pomysły na rozdziały! Dzięki! Jeśli jesteś, to odezwij się! Dawno nie pisałyśmy ze sobą :P.

Co ze mną?
No więc, będę tutaj zaglądała. Zastanawiałam się także nad blogiem,
takim na wakacje, ale chyba zrezygnuję z tego pomysłu i zrealizuję go,
po zakończeniu (w pełni, na 100%)  tego bloga.
Raczej to nie będzie koniec mojego pisania :)

Czy opłacało mi się go w ogóle zakładać?
Sądzę, że tak :).
Poprawiłam się bardziej w tym roku z polskiego.
Nie robię już tylu błędów, a nawet nauczyłam się stawiać przecinki,
raczej już ich aż tyle nie zjadam, co bardzo zadziwiło moją nauczycielkę polskiego. :D


Teraz jeszcze raz, dziękuję wszystkim za wszystko!
Mam nadzieję, że wytrwaliście do tych słów
(a było ich pewnie więcej, niż w niejednym rozdziale)!
Uwielbiam Was! <3
bloggerka