piątek, 21 marca 2014

Sezon 2 - Rozdział 21 - Jack? Czy on jest tylko moim przyjacielem?

Po próbie gwałtu przez Pabla,
Angie chce pocieszyć się u Jack'a.
Czy to jej się uda?
Zapraszam do czytania! :)
Zapukałam do drzwi. Nikt nie otwierał... I co ja miałam w tamtej chwili zrobić? Czułam się strasznie... Pablo dobierał się do mnie, a mój przyjaciel nawet nie chciał mnie wpuścić do domu... Nacisnęłam delikatnie klamkę... "Otwarte?" - zdziwiłam się. Weszłam cicho do przedpokoju. Doszłam do salonu, a tam zobaczyłam... Jack'a obejmującego Clarisię. Szeptał jej coś na ucho, a ona się zaczynała z tego śmiać. "Czyżby byli parą? Przecież oni są rodzeństwem..." - pomyślałam. Miałam jednak wyjść (aby im nie przeszkadzać), gdy potknęłam się w przedpokoju o mały dywanik i upadłam na ziemię. Oczywiście, że oboje to usłyszeli. Mój przyjaciel przybiegł przerażony do mnie.
- Boże, Angie... Już myślałem, że to jakiś złodziej... - pomógł mi wstać. - Nic Ci nie jest?
- Nie... Widziałam, że byłeś zajęty. Przepraszam, nie chciałam ci przeszkadzać...
- Rozmawiałem tylko z Clarisią.
- Ale to wyglądało tak... jakbyście ze sobą byli.
- Nie, to było tak, jak to rodzeństwo robi w czułych chwilach. Rozumiesz? Clarisia ma ostatnio bardzo trudne dni, a ja, jako jej starszy brat, czuję się za nią odpowiedzialny.
- Aha... To wszystko jasne. Przepraszam... Źle to zinterpretowałam.
- Nie, no... Przecież nic się nie stało. - odparł z uśmiechem. - Wejdziesz? Musiałaś mieć jakiś powód, żeby przyjść o tej porze do mnie...
- Muszę ci wszytko opowiedzieć... Ufam ci, a właśnie w tej chwili najbardziej potrzebuję wsparcia, a wszyscy się ode mnie powracali...
- W takim razie, ja idę do siebie... Do zobaczenia. - powiedziała siostra mojego przyjaciela, odchodząc.
- Cześć. - pożegnałam się.
- Pa, pa... - jej brat pocałował ją w czoło. - Miłych snów, kochanie.
To było moim zdaniem nieco dziwne. Ja nigdy nie odważyłabym się do brata odezwać "kochanie". Ale może to dlatego, że jestem bardzo nieśmiała? Albo dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie mam brata. Usiedliśmy w salonie na kanapie. Zaczęłam mu się zwierzać. Byłam pewna, że mogę mu ufać. Rozumiał mnie, tak, jak Pablo, kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- I co teraz będzie z Waszym związkiem? - zapytał po opowiedzeniu przeze mnie całej historii.
- Nie wiem...
- Angie, nie sądzisz, że powinnaś od Niego odejść? Przecież On chciał Ci zrobić krzywdę!
- Ale Jack, nie rozumiesz, że ja Go mimo to nadal bardzo kocham? Że zapomnienie o Nim będzie bardzo trudne? Ja nie umiem tak... To jest zbyt skomplikowane...
"For you the world just opens up, but it’s so hard to say goodbye..."*
- Nie wiem, co tu Twoim zdaniem jest trudne, ale to tylko i wyłącznie Twój wybór.
Nagle z policzka zaczęły spływać mi łzy. Potrzebowałam przytulenia i właśnie o tym samym pomyślał Jack. Gdy tylko to zobaczył objął mnie.
- Spokojnie... Przy mnie, nic złego Ci się nie stanie... - pocałował mnie w policzek.
Po raz pierwszy od dawnego czasu, przestałam się bać, że ktoś mnie znowu skrzywdzi... Wierzyłam mu... W tamtej chwili wzbudził we mnie jeszcze większe zaufanie. Wtulona w jego umięśnione ciało, zasnęłam.

Obudziłam się parę godzin później. Nie było przy mnie Jack'a. Zerknęłam na zegarek. Był kwadrans po ósmej. Prawda, trochę zaspałam, ale lekcje zaczynałam dopiero za pięć dziewiąta. Zauważyłam na stoliku, karteczkę, którą napisał do mnie mój przyjaciel. Usiadłam i wzięłam ją w dłoń.
Angie!
Jestem już w Studio.
Jeśli się boisz - nie przychodź.
Porozmawiam z Antoniem.
Kocham Cię <3.
Jack.

Ps. Dzisiejsza noc była bajeczna. :)
Przeczytałam list. "Aha, okej..." - pomyślałam sobie. Lecz nagle doszło do mnie to, co było napisane przy PS. "Dzisiejsza noc była bajeczna"? Co to kurcze miało znaczyć? Czyżbym ja i on? Nie, to nie możliwe... A może jednak? Byłam taka zestresowana, a on postanowił coś z tym zrobić... Przeczytałam ten liścik jeszcze trzy razy, aby upewnić się, czy na pewno przeczytałam każde słowo poprawnie. Ogarnęłam się i pobiegłam do Studia jak szalona.
- Widziałaś może Jack'a? Musze z nim pogadać... - zapytałam uczennicę, która stała przy drzwiach.
- Nie, dzisiaj jeszcze go nie widziałam.
Cały dzień starałam się go znaleźć. Był w szkole, na swoich lekcjach. Tylko tyle mi wiadomo. Zaglądałam do każdej sali, do każdego kąta, aby go odnaleźć. Musiałam z nim pogadać. Coś musiało się stać, dzisiaj w nocy, że była dla niego taka bajeczna.
- Kurczę, nigdzie nie mogę go znaleźć... - martwiłam się.
- Na pewno się spotkacie. - pocieszał mnie mój tata.
- Ale na pewno jest od rana w szkole i pracuje normalnie?
- Tak. Na sto procent.
Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Wydawało mi się, że to mogło znaczyć tylko jedno... Przespał się ze mną, a teraz zostawi mnie... Już na zawsze... Bo tylko na tym mu w takim razie mogło zależeć... Już straciłam zupełną nadzieję, że kiedykolwiek się z nim zobaczę, aż nagle... Wleciałam na niego na korytarzu.
- Gdzie ty byłeś?
- Szukałem Cię.
- Naprawdę? Ja ciebie też...
- Dziwny zbieg okoliczności.
- Jack, powiedź mi, o co chodziło z tą bajkową nocą? - musiałam się tego dowiedzieć.
----------------------------------------------------------------------------------
* - "Dla Ciebie świat, dopiero się otwiera, ale tak ciężko powiedzieć żegnaj". - "Miley Cyrus - "I'll always remember You"

Mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział się podobał!
Niestety zero, Pabla... No, ale trudno! :)
"Piosenka na dzisiaj" - nowa, polska wersja piosenki z Violki,
śpiewana oczywiście przez Sharon <3.

Dobranoc!
bloggerka

czwartek, 20 marca 2014

Sezon 2 - Rozdział 20 - Nieudana próba

Pablo zaczyna posuwać się trochę za daleko...
Fanów Pangie - jak zwykle przepraszam :).
Dobra... Pocałowałam się z Jack'iem... Ale co z tego? Przecież nikt tego nie widział... Umówiłam się z nim na randkę... Ale nie mam się co bać. Przecież nikt o tym nie wie... Nagle przy wejściu, spotkałam Pabla. Chciałam Go unikać, więc zaczęłam cicho przechodzić Mu za plecami, lecz niestety mnie usłyszał...
- Widziałem...
- Że niby co widziałeś?
- Widziałem, jak całowałaś się z Jack'iem!
- Co Ty bredzisz Pablo? - skąd On mógł się o tym dowiedzieć!?! - Jakieś głupoty wymyślasz.
- Nie, nie wymyślam. Widziałem.
- Jak to? Kiedy? Gdzie?
- W pokoju nauczycielskim zaraz po zajęciach wczoraj.
- Skąd to wiesz? - zapytałam zdenerwowana.
- No teraz już wiem... - zmartwił się i odszedł.
- Nie, Pablo! Poczekaj! Ja Ci to wytłumaczę!
- Ależ, Angie. Tu nie ma co tłumaczyć. Kochasz mnie, na sposób, którego nie rozumiem i tyle. Ale jeśli nasz związek ma na tym polegać, to ja serdecznie dziękuję, za coś takiego... Nie chcę, aż tak cierpieć...
"Como quieres que te quiera si te quiera y tu, no quieres que te quiera, como yo quiero quererte?"* Że niby to On właśnie cierpi? A co ja niedawno musiałam znosić? Tęskniłam za Nim, potrzebowałam Go... A On mnie tak po prostu zignorował...
- A ja? Co ja mam powiedzieć? Jak ja się o Ciebie martwiłam, bo byłeś w więzieniu, przychodziłam Cię odwiedzić, to wtedy miałeś mnie gdzieś! Wolałeś się poużalać Ami! (przypominajka: rozdział 59)
- Ami to już przeszłość!
- Ale była Twoją dziewczyną kiedyś tam! I była dla Ciebie bardzo ważna!
- Myślisz, że o najlepszej przyjaciółce da się zapomnieć z dnia na dzień? Jeśli tak, to się mylisz! - bronił się. - A z resztą, ja Cię zraniłem tylko raz. Przyznaję, przegiąłem z nią wtedy, ale pomyśl, który raz już Ty mnie ranisz!
- Oj, tam... Nie bądź taki zazdrosny...
- Mam nie być zazdrosny? Przecież niedawno całowałaś się z Germanem!
- Tak, ale to było to samo!
- Nie wydaje mi się! - powiedział. - A teraz przepraszam. Śpieszę się na lekcję. - odszedł.
"Dime las palabras que digan la verdad No! Prometas cosas que no van a pasar"**
Musiałam coś wymyślić. Pokazać Mu, że jednak jest dla mnie ważniejszy niż Mu się wydaje... Tylko... Co tu zrobić? W końcu wpadłam na genialny pomysł...

Dwie godziny później byłam ubrana w strój Violetty. Ten sam, co miała na sobie, na występie Y-Mix, na żywo. Bardzo podobała mi się ta sukienka. Zrobiłam sobie także podobny makijaż. Stanęłam w sali do występów, w Studio i czekałam na Pabla. Dzwoniłam do Niego, aby przyszedł. Wszystko już miałam przygotowane. Strój, oświetlenie, fryzurę, makijaż... Tylko, że On nie odbierał ode mnie telefonów. Zadzwoniłam do Violetty.
- Violu, jesteś jeszcze w Studio? - zapytałam.
- Tak, a co?
- Mogłabyś mi znaleźć Pabla?
- Oczywiście, ale jak Go znajdę, to co mam z Nim zrobić?
- Przyprowadź Go do sali od występów. Tylko prosiłabym, żeby nikt z Wami nie wszedł.
Lubiłam śpiewać. I to bardzo, ale nie najlepiej się czułam w Studio, na scenie... To nie było moje miejsce... Mimo, iż mój mąż wiele razy mnie do tego namawiał, ja nie czułam się tam dobrze... Wolałam zostać przy pianinie, w klasie... Nagle podczas moich rozmyśleń, do sali wkroczyli moja siostrzenica, oraz Pablo. Puściłam podkład i zaczęłam niepewnie śpiewać.
Sabes que yo cambio            Wiesz, że się zmieniam
cuando tu estas aqui             kiedy jesteś tutaj.
me siento distinta                 Czuję się inaczej
porque me haces feliz...         Ponieważ mnie uszczęśliwiasz...
W między czasie, do sali zaczęło wchodzić coraz więcej osób. Strach mnie zjadał potwornie. Bałam się, że w którejś nucie zafałszuję. Lecz, gdy tylko spojrzałam Mu w oczy... Nie widziałam nikogo więcej... Skończyłam śpiewać... W klasie rozległy się oklaski, które tak naprawdę wcale mnie nie obchodziły... Cały czas patrzyłam na swojego męża, aby zobaczyć Jego reakcję. Ze spóźnioną chwilą zaczął bić brawo. Oczywiście z ogromnym uśmiechem. Następnie wbiegł do mnie, na scenę, pocałował mnie w usta i mocno mnie przytulił.
- Czyli już wszystko jest dobrze? - zapytałam.
- Jak najbardziej... - odpowiedział.
Ponieważ nie mieliśmy już lekcji wróciliśmy do domu trzymając się za ręce. Byłam szczęśliwa. Wreszcie byłam pewna, że wszystko po raz pierwszy, od dawna jest w jak najlepszym porządku. Ze Studia wróciliśmy bardzo późno. Przed godziną jedenastą, gdyż zachciało nam się iść dookoła. Gdy weszliśmy do domu, niania Martiny spała na kanapie, a sama Martina w swoim łóżeczku. Opiekunkę obudziliśmy, daliśmy jej na taksówkę i poszliśmy na górę do sypialni... A tam, jak zwykle, Pablo miał ochotę, oczywiście nie spać, tylko robić coś zupełnie innego...
- Wiesz, że Cię kocham, prawda? - mój mąż włożył mi ręce pod bluzkę i zaczął gładzic mój brzuch.
- Pablo, proszę... Nie dzisiaj...
(Strefa +18! Czytasz na własną odpowiedzialność! :D)
Nagle poczułam, jak Jego ręka powędrowała trochę wyżej, a później między moje nogi.
- Pablo, co Ty wyprawiasz?!?
- Chcę Ci pokazać, jak się teraz czuję!
Jedną ręką złapał mnie za moje, dwa nadgarstki, a drugą zaczął zsuwać ze mnie, moje spodnie od piżamy. Nie wiedziałam, co w Niego wstąpiło... Zsunął je do kolan. Następnie podciągnął moją bluzkę i zaczął mnie dotykać po górnych, delikatnych częściach ciała. Czułam się bardzo nie przyjemnie. Próbowałam Mu się wyrwać, lecz On natychmiast mnie spoliczkował. Bolało to aż tak, że parę łez spłynęło mi po policzku. Gdy skończył, zjechał ręką w dół, aż do ud. Zjechał jeszcze parę centymetrów za kolana, następnie włożył swoją rękę między moje nogi. Bałam się... Za chwilę miało się stać najgorsze. Zaczął zsuwać z siebie spodnie. Tak bardzo tego nie chciałam... Zaczęłam nawet płakać...
- Pablo, ja Cię proszę... Nie rób tego... - mówiłam przez łzy. - Jeśli teraz się powstrzymasz, to ja o tym zapomnę...
- Ależ, Angie... Ja chcę, żebyś o tym pamiętała. - maiłam wrażenie, że się przesłyszałam.
(Koniec strefy +18)
Nagle udało mi się zsunąć z łóżka. Skorzystałam z tego. Szybko się podniosłam i zaczęłam uciekać, jak najprędzej. Mój mąż zdążył złapać mnie jeszcze za nadgarstki, ale udało mi się Mu wyrwać... Pobiegłam do mieszkania Jack'a, a tam...
----------------------------------------------------------------------------------
* - "Jak chcesz, żebym Cię kochała, skoro nie chcesz, żebym Cię kochała, tak, jak chcę Cię kochać?
** - "Powiedź mi słowa, które mówią prawdę. Nie myl rzeczy, które się nie zdarzą..."
Oczywiście, jak łatwo się domyślić, oby dwa cytaty pochodzą z piosenki "Como quieres". :)

Kochani fani Pangie!
Ogromnie Was przepraszam!
Wiem, że nie powinnam się posuwać, aż tak daleko, no, ale cóż...
Coś musi się dziać :).
Prosiłabym tylko, aby obeszło się bez krytyki za strefę +18.
Dziękuję! <3

Dobranoc!
bloggekra

Ps. Czy moje rozdziały nie przypominają Wam "Mody na sukces"?
Moja przyjaciółka, ostatnio powiedziała mi, że to praktycznie się niczym nie różni :D.

środa, 19 marca 2014

Sezon 2 - Rozdział 19 - Pocałunek

Zaczynając rozdział,
chciałbym przeprosić fanów Pangie! :)
Miałam ogromny mętlik w głowie... Nie miałam bladego pojęcia, co mam myśleć o Pablu... "Habla si puedes, grita que sientes..."*. Ze smutną miną weszłam do pokoju nauczycielskiego, lecz nie wiedziałam, że Jack właśnie z niego wychodził... Uderzyłam go drzwiami... Upadł na ziemię.
- Jack, wszystko ok? Bardzo Cię boli? - podbiegłam do niego.
- Nie, Angie. Wszystko jest dobrze.
- Na pewno? Dość mocno Ci przyłożyłam...
- Nie... Naprawdę jest okej. - wstaliśmy z podłogi. - Lepiej powiedz mi, co z Tobą... Masz strasznie zdołowany wyraz twarzy...
- Nie rozumiem co z Pablem... Dlaczego On się tak wtedy zachował? Jestem tym potwornie zmartwiona...
- Angie... Proszę, nie smuć się tym... Jesteś zbyt ładna, aby chodzić z taką miną...
Gdzieś to już kiedyś słyszałam... Tak... Zawsze kiedy byłam przygnębiona Pablo tak próbował mnie pocieszyć... Czyżby On już mnie nie kochał? Miał mnie gdzieś...?
- Jack, strasznie cię przepraszam, ale muszę iść...
- W takim stanie, na pewno Cię na lekcję nie puszczę.
- Jack, naprawdę nie mam ochoty na żarty...
- To chociaż poczekaj chwilę! - krzyknął, gdy wychodziłam.
- Na co? - zapytałam i podeszłam bliżej.
- Angie...
- Tak?
- Kocham Cię... - jego usta zbliżyły się do moich.
Nagle poczułam ogromną chęć pocałowania go... Zaczęło mi rzeczywiście na nim w tej chwili zleżeć, niż wcześniej... Może Pablo miał rację? Ale w sumie, gdybyśmy się stale o to ni kłócili i, gdyby mnie nie uderzył, możliwe, że nie doszłoby do tego... Stało się... Nasze usta złączyły się w wspólnym, zgodnym i delikatnym pocałunku... Był on... inny... Inny niż wszystkie do tej pory... Cały czas, byłam świadoma tego co robiłam... "Abrazame, quiero despertarme y entender!"**
- Przepraszam... Nie powinienem... - powiedział Jack mi na ucho. - Ale Cię bardzo kocham Angie... Nie mogę przestać o Tobie myśleć...
- Musimy chyba o tym porozmawiać, prawda?
- Tak... - usiedliśmy na krzesełkach, na przeciwko siebie. - Wiem, że Ty masz Pabla, ale taka jest prawda... Odkąd Cię zobaczyłem, zakochałem się w Tobie... Okazałaś się naprawdę interesującą osobą... Nic nie zmieni mojego uczucia do Ciebie... Gdy jestem z Tobą, zapominam, o wszystkim co złe... To tak, jakby świat się specjalnie dla nas zatrzymał...
- Jack... Jesteś naprawdę... interesujący... I gdyby nie fakt, że jestem z kim jestem, to bym się z Tobą umówiła...
- A nie możemy tego zrobić? Chociażby tak potajemnie?
- Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś szalony? - uśmiechnęłam się.
- Angie, mnie naprawdę na tym zależy... Zależy mi szczególnie na Tobie...
- No dobrze... Możemy gdzieś wyjść... Tylko chciałabym, aby zbyt dużo osób się o tym nie dowiedziało...
- Jak najbardziej... Nawet Clarisię nie powiem.
- Dobrze. Wierzę, że mogę ci ufać...
Ustalaliśmy datę i miejsce spotkania. Nie było to łatwe... Znaleźć wolną chwilę, tak, aby ani Pablo, ani Clarisia nic nie podejrzewali i na dodatek tak, aby nikt nas nie zauważył...
- To skoro mamy już to obgadane. To może opowiesz mi, co tam z Pablem w końcu?
- Pablo się ostatnio zmienił...
- Skąd wiesz? Może to Ty się zmieniłaś?
- Ja? Ja przecież jestem taka sama...
- Nie mam pojęcia, jaka byłaś wcześniej... Nie znałem Cię... - zapadła chwila ciszy. - Angie, a może... to przeze mnie?
- Nie, Jack. Proszę nie obwiniaj się. To tylko i wyłącznie moja wina.
Prawda była zupełnie inna. Gdyby się nie zjawił, nie byłoby tego problemu... Ale co miałam mu powiedzieć? "Tak, Jack. To twoja wina. Możesz się wynieść, żebym nie miała aż tylu kłopotów."? O co to, to nie! Ani mi się śni! Za bardzo go lubię, aby mu takie rzeczy mówić. Nagle dostałam SMS. Był on od Antonio. Zdziwiło mnie to odrobinę, gdyż Antonio nie przepadał za korzystaniem z komórki, ale no cóż. Otworzyłam go. Treść była następująca:
Angie,
potrzebne zastępstwo
w sali do śpiewania,
z grupą Violetty.
Liczę na Ciebie.
Tata.
Zdziwiło mnie także to, że podpisał się "tata", ale no już nie ważne... Tak czy siak, musiałam tam iść.
- Muszę lecieć, Jack. Okazało się, że mam zastępstwo.
- Ale nie ustaliliśmy jeszcze wszystkich szczegółów co do naszej randki...
- Spotkania, nie randki.
- Dobrze. W takim razie, nie ustaliliśmy jeszcze wszystkich szczegółów co do naszego spotkania...
- Zrobimy to później. Obiecuję. - pocałowałam go w policzek.
Wyszłam z pokoju, lecz chwilę później znowu tam zajrzałam.
- Tylko masz się dzisiaj nie smucić. - powiedziałam. - Dzięki tobie mam dzisiaj lepszy humor.
Wyszłam już sali. Nagle obudziło się we mnie pewna rzecz... Taka, którą do tej pory czułam tylko do Pabla... To była... tęsknota... "Hablaras si tu verdad te abrazara otra vez...."***.
----------------------------------------------------------------------------------
* - "Mów jeśli możesz, wykrzycz, co czujesz..."
** - "Chodź, przytul mnie, chcę się obudzić i zrozumieć!"
*** - "Pragnę Cię przytulic jeszcze ten jeden raz..."
Łatwo się domyślić, że to wszystko to oczywiście fragmenty tekstu "Habla si puedes". :)

Tak więc dzisiaj - jeszcze później niż wczoraj - no prawie za dziesięć dwunasta :D.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Zapraszam do komentowania!

Niech Wam się Pangie przyśni! <3.
bloggerka

Ps. Nie powinnam się chwalić, ale...
Niektórzy może pamiętają, że tydzień temu miałam konkurs "Savoir-vivre"
i przeszliśmy do finału...
Otóż dzisiaj był ten finał i zajęliśmy 1 miejsce! :)
Ja wiem, że nie powinnam się tak przechwalać, ale ogromnie się z tego cieszę.
Buzia od tamtego momentu nie przestaje mi się uśmiechać.
Zaraz szczękościsku dostanę. :D

wtorek, 18 marca 2014

Sezon 2 - Rozdział 18 - Agresja

Co odpowie Angie Pablowi?
Zapraszam do czytania! :)
"Po prostu za Tobą tęsknię..." i co? Że niby ja mam w to uwierzyć, tak? O co to, to nie... Nie ma tak dobrze... Ja wiem, że między nami już dobrze nie będzie... Ale z drugiej strony... Przecież ja Go tak bardzo kocham... Nie wiem, czy bym sobie bez Niego poradziła...
- Nie rozumiem, jak mogłeś to zrobić! - powieszałam stanowczo.
- Czego Ty tu nie rozumiesz?!? On Tobą manipulował! - wtrącił się Jack. Pogorszył tym tą sytuację.
- Dlaczego się wtrącasz!?! Prosił ktoś pana szanownego o zdanie!?! - mój mąż, spojrzał się na mojego przyjaciela. - Jeśli nie to proszę siedzieć cicho!!! Ja rozmawiam z Angie, a nie z tobą!
- Pablo, co Ci jest?!? Przecież mówiłeś, że Jack nie jest wcale taki zły!
- Proszę, nie denerwujcie mnie już bardziej!
- Uspokójcie się! - krzyknęłam.
Najgorsze było to, że ta cała sprzeczka była na oczach naszych uczniach... Nie tylko uczniach, ale także nauczycieli...Wszyscy wiedzieli o co chodzi, gdyż także mieli przyjemność oglądać ich bójkę parę dni temu. Musiałam coś wymyślić, żeby nie doszło do następnej...
- Pablo! - zawołałam Go. - Możemy wyjść i porozmawiać na spokojnie?
- Oczywiście, Najdroższa...
Dlaczego On mnie w tamtej chwili tak nazwał? Dlaczego "Najdroższa"? Przecież On wiedział, że ja byłam na Niego w tamtej chwili potwornie rozzłoszczona... Chociaż może to i lepiej? Przynajmniej wszyscy obecni dookoła pomyśleli, że w końcu będzie dobrze? Weszłam do pokoju dyrektora, a zaraz za mną Pablo. Tuż za Nim zamknęłam drzwi.
- Możesz nie kłócić się z Jack'iem? I to jeszcze na oczach uczniów i nauczycieli? - zapytałam grzecznie.
- Ależ Angie, o co Ci chodzi? Ja się bardzo grzecznie zachowuję wobec Twojego przyjaciela...
- Grzecznie? Pablo taki krzyk i Ty mówisz, że to jest grzecznie?
- Kurde, a co mam powiedzieć? Że wiem, że się źle zachowałem? Proszę Cię, daruj sobie poziom przedszkolaków...
- Sądzisz, że jestem na poziomie przedszkolaka? O, przegiąłeś...
- Ja przegiąłem? A nawet jeśli, to co mi niby zrobisz? Jesteś tylko dziewczyną...
- Tylko dziewczyną? Sądziłam, że jestem dla Ciebie kimś chociaż trochę ważniejszym...
- Już nie rób tych scen! To nie film! To życie!
- Ty... Ty... Ty kłamco! Ty oszuście! Mówiłeś, że mnie kochasz!
- Ja jestem kłamcą?!? A kto niby mówił, że Jack'iem nic Cię nie łączy?
- Bo mnie z nim nic nie łączy! Kiedy Ty zrozumiesz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi!?!
- Nigdy! Bo ja wiem, że prędzej czy później będziecie mięli romans! - krzyknął.
Po krzyku zrobił coś, czego bym nigdy się po Nim nie spodziewała... Uderzył mnie... Z całej siły przywalił mi w policzek... Tak, że o mało się nie przewróciłam... Policzek zrobił mi się cały czerwony, a z oczu zaczęły mi płynąc łzy... One nie były z bólu twarzy, tylko z bólu, jakie Pablo wyrządził mi w sercu bijąc mnie w policzek...
- Jak Ty mogłeś mi to zrobić...?
Dopiero w tej chwili, dotarło do Niego jaki ogromny błąd popełnił. Wiedział, że będzie mi ciężko Mu to wybaczyć. Zerknął na dłoń, którą mnie uderzył, następnie się za nią złapał.
- Boże, Pablo... - mruknął do siebie. - Co ty zrobiłeś...
Nagle do pokoju dyrektora (oczywiście bez pukania!) wbiegł Antonio.
- Dlaczego cały czas słychać krzyki? Kłócicie się?
- Że niby ja i Pablo? Nie, u nas wszystko gra. - skłamałam.
- Na pewno? Angie, masz cały czerwony policzek... Nic Ci się nie stało?
- Wchodząc potknęłam się o własne nogi i poleciałam na wieszak z kurtkami... Trochę boli, ale to nic takiego...
- No dobrze... Już Wam nie przeszkadzam... - wyszedł.
- Angie... Ja Cię bardzo przepraszam... Ja wcale tego nie chciałem... To znaczy, wiem, że Ty możesz mi w to nie uwierzyć, ale tak właśnie było... Nie wiem, dlaczego to zrobiłem...
Milczałam. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Angie! Odezwij się do mnie! Porozmawiaj ze mną!
- Nie! - krzyknęłam.
- Dlaczego?
- Jeszcze niedawno mówiłeś, że za mną tęsknisz, a teraz mnie bijesz, tak? Ty nie rozumiesz, że mnie ostatnio krzywdzisz? - powiedziałam ze łzami w oczach...
----------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj - jeszcze później niż wczoraj - pojawił się rozdział :D.
Jakoś tak wyszło. Przepraszam. :)
Fanów Pangie przepraszam najbardziej za Pabla <3.
"Piosenki na dzisiaj" słuchałam do pisania rozdziału.

Pozdrawiam
bloggekra

poniedziałek, 17 marca 2014

Sezon 2 - Rozdział 17 - Dlaczego to zrobiłeś?

Angie jest obrażona na Pabla...
Co z tego wyniknie?
Po wczorajszej bójce, do szpitala pojechał Pablo, oraz Jack. Siedziałam na szpitalu i wiadomo mi było tylko tyle, że jeden z nich jest w kiepskim stanie, drugi w nieco lepszym. Bałam się strasznie. Siedziałam i myślałam, który z nich spędzi parę dni w szpitalu... Przeze mnie... Nagle na korytarzu pojawił się mój mąż.
- Pablo, Pablo! - zaczęłam krzyczeć. - Panie doktorze, czy wszystko z moim mężem dobrze?
- Pan Galindo narzeka na ból prawej ręki w związku z czym musimy Mu jeszcze zrobić rentgen tej ręki i będzie okej. - odparł z uśmiechem lekarz.
- A co z moim znajomym, który przyjechał tutaj razem z Pablem?
- Jack'iem? Nie mam na razie co do tego informacji...
- To jeśli się pan czegoś dowie, to prosiłabym, aby mnie poinformować, dobrze?
- Oczywiście, a teraz pani wybaczy, ale musimy iść na badanie. Do zobaczenia! - powiedział doktor i zniknął z Pablem za drzwiami.
"No i co teraz będzie? Co ja mam o tym wszystkim sądzić?" - zastanawiałam się. Usiadłam znowu na krzesełku i myślałam. O sobie, o Pablu, o Jack'u... Co ja mam z nimi zrobić? Mam się na nich obrazic, czy raczej udawać, że nic się nigdy nie stało? Nie, tego na pewno nie zrobię... Minuty okropnie mi się dłużyły. Czekałam, aż mój mąż wyjdzie z badań, abym mogła się czegokolwiek dowiedzieć. Minuta była wiecznością. Porozglądałam się dookoła. Właśnie z gabinetu wyszła kobieta, która była cała zapłakana... Dowiedziała się, że poroniła... Dwa krzesła dalej siedział mężczyzna, który dowiedział się, że będzie miał amputowaną nogę... Dopiero wtedy zrozumiałam, że moje życie nie jest wcale takie okropne, jak do tej pory mi się wydawało... Zrozumiałam, że w porównaniu do innych mam szczęście. Nagle, podczas tych rozmyśleń, z gabinetu wyszedł Pablo.
- I co? - zapytałam. - Będzie żył?
- Tak, jak najbardziej. - uśmiechnął się lekarz. - Rękę ma lekko stłuczoną, lecz po dwóch, trzech dniach powinno Mu przejść. - powiedział lekarz odchodząc.
- Panie doktorze! - krzyknęłam. - Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby dowiedział się pan co z Jack'iem. On też jest dla mnie bardzo ważny.
- Oczywiście pani Galindo. - odparł i odszedł.
Ponowie usiadłam na krześle, a obok mnie Pablo. Nie ukrywam, że mimo wszystko byłam na Niego zła, że zaczął tę kłótnię.
- I co? Zamierzasz tutaj tak czekać na tę informację?
"Nie odpowiem Mu... Niech ma za swoje..." - pomyślałam. Jeszcze parę razy mówił coś do mnie. Udawałam, że Go nie słucham i mam Jego zdanie gdzieś. Nie odpowiadałam Mu na żadne pytania.
- Angie, dlaczego cały czas się do mnie nie odzywasz? - zdenerwował się.
- Dlaczego? Pomyśl, co zrobiłeś!
- Wiem, wiem! Jestem idiotą! Ale zrozum, że zrobiłem to, bo Cię kocham! Zależy mi na Tobie!
- Ale zazdrość, to nie powód, aby kogoś bić! Wiesz, że mogłeś go zabić?!?
- Za słabo dostał...
- Dla Ciebie może za słabo, ale dla jego organizmu mogło to być za dużo!
- Oj, tam... Już nie przesadzaj...
W tej chwili podszedł do nas lekarz. Najprawdopodobniej wiedział, co się dzieje z Jack'iem. Jego mina nie była najgorsza. Chyba nie było aż tak źle.
- Z państwa kolegom nie jest najgorzej. Jest nieźle poobijany, będzie miał parędziesiąt siniaków, ale będzie żył. Nie ma jakiś specjalnych obrażeń.
- Uff... - odetchnęłam z ulgą. - To całe szczęście...
- Niestety będzie musiał zostać w szpitalu 24 godziny na obserwacji, ale to tylko formalność.
- A mogłabym się z nim teraz zobaczyć?
- Przykro mi, ale teraz nie. Proszę iść do domu. Jest już późna godzina. Niech państwo idą i się wyśpią. Może przyjść pani jutro w godzinach, od dziesiątej do dziewiętnastej.
- No trudno... To serdecznie dziękuję i do zobaczenia jutro. - pożegnałam się.

Przez całą drogę do domu Pablo próbował nawiązać ze mną kontakt, lecz nie udawało Mu się to. Szliśmy pieszo. Ja szłam bardzo szybko, a On starał się mnie dogonić. Mówił coś do mnie, ale ja już Go nawet przestałam słuchać...
- Nie możesz cały czas ze mną nie rozmawiać!
- Mogę!
- Będziesz uciekała przed kłopotami?
- Jakimi kłopotami!?!
- A z resztą... Parę dni i przejdzie Ci ta cała złość na mnie...
Zdenerwowało mnie to Jego ostatnie zdanie... Że niby można tak traktować kobiety? O co to, to nie! Pokażę Mu, że nie jestem taka łatwa, jak Mu się wydaje. Pożałuje tego.

Mijał dzień za dniem, a ja nadal nie powiedziałam do Niego ani słowa. Zachowywałam się tak, jakby On był powietrzem... Czymś niewidzialnym... On też nawet już nie próbował ze mną już nawiązywać kontaktu. Ale widziałam, że za mną tęskni... Za moim głosem, za moim przytulaniem, całowaniem... Ja też trochę za Nim tęskniłam, ale musiałam Mu pokazać, że dziewczyny nie są takie łatwe, jak Mu się wydaje. Lecz, któregoś razu już nie wytrzymał tej tęsknoty i pękł... Akurat w Studio przy uczniach i nauczycielach...
- Angie! Błagam Cię! Nie bądź już taka! Tęsknię za Tobą! Mam już dość tej idiotycznej ciszy! Za bardzo Cię kocham,a by Cię nie przepraszać!
- Dlaczego się tak zachowywałeś? - zapytałam delikatnie.
- Dlaczego? Bo mnie odsunęłaś!
- Ja Cię odsunęłam? Raczej Ty bałeś się być bliżej!
- Ja się nie bałem! To Ty mi nie pozwalałaś przez pewną osobę...
- Ta osoba też jest bardzo miła, a Ty o niej myślisz same złe rzeczy!
- Ja nie myślę o niej źle... Ja po prostu tęsknię za Tobą...
----------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam Was, że tak późno, lecz niestety tak wyszło.
Nie będę się Wam tłumaczyć - zbyt długa historia. :D
Powiem tylko tyle, że dopiero od półtorej godziny jestem w domu.

Przepraszam raz jeszcze!
bloggerka